Michał Krzeszowski

Jedziemy na mundial do Rosji! Polska pokonuje Czarnogórę

Reprezentacja Polski zagra po 12 latach przerwy na mistrzostwach świata

08 października 2017

Polska postawiła ostatni krok w drodze do mistrzostw świata 2018. W dzisiejszym niełatwym meczu w Warszawie pokonujemy Czarnogórę i wygrywamy grupę eliminacyjną. Nasza reprezentacja ostatni raz była na mundialu w 2006 roku i dzięki zwycięstwu z Czarnogórcami awansujemy po raz trzeci w XXI w. na najważniejszą imprezę piłkarską.

Mecz w Warszawie przeciwko Czarnogórze miał być ostatnim krokiem postawionym w kierunku awansu do Mistrzostw Świata 2018. Reprezentacja Polski w dobrych humorach wróciła do kraju. Nasi rywal nie mieli się z czego cieszyć ostatnio. Na własnym terenie w zasadzie sami zaprzepaścili szansę na awans na czempionat w Rosji. Duńczycy wygrali z nimi 1:0, ale Czarnogórcy nie pokazali zupełnie nic na boisku. W dodatku stracili na początku spotkania swojego najlepszego piłkarza – Stevana Joveticia. Wracając do meczu na Stadionie Narodowym – do awansu na mundial Polska musiała zdobyć co najmniej jeden punkt.

Adam Nawałka na mecz przeciwko Czarnogórze wystawił niemal ten sam skład. Zabrakło tylko Karola Linettego, który złapał uraz mięśniowy w ostatnim spotkaniu przeciwko Armenii. Nie tylko pomocnika Sampdorii dopadła niedyspozycja. W przypadku problemów z atakiem ławka nam się zawęża, bo przeziębienie dopadło Kamila Wilczka oraz Łukasza Teodorczyka.

Dzisiaj Polacy rozegrali mecz na Stadionie Narodowym. Trzeba dodać, że nikt na tym obiekcie nie pokonał reprezentacji Polski. Sama atmosfera trybun jest niepowtarzalna, a na mecz z Czarnogórą oczywiście zabrakło wolnych miejsc. Przeciwko naszemu najbliższemu rywalowi graliśmy dotychczas trzykrotnie. Dwa razy zremisowaliśmy, a raz wygraliśmy.

Polska – Czarnogóra

Początek spotkania był mocno nerwowy w naszym wykonaniu. Świadomość, jak ważny krok może postawić reprezentacja Polski, wygrywając w Warszawie, jeszcze przez pierwsze minuty krążyła po głowach naszych piłkarzy. Na szczęście szybko ta myśl ulotniła się. Już w 6. minucie akcję z głębi pola rozpoczął Krzysztof Mączyński, a Robert Lewandowski wypatrzył wolnego na prawym skrzydle Łukasza Piszczka. Obrońca Borussii zagrał piłkę na przedpole do Piotra Zielińskiego, który skiksował przy strzale. Na szczęście na „linii ognia” znalazł się Mączyński, który oddał strzał na bramkę Czarnogóry, otwierając wynik spotkania.

Ten gol nie wytrącił z równowagi naszych rywali. Czarnogórcy parę razy próbowali zagrozić naszej bramce, ale tam dobrze sprawował się Wojciech Szczęsny wyłapujący piłki. Przy jednej z nieudanych akcji naszego przeciwnika Polacy poszli z kontrą, którą wyprowadził Zieliński. Będący na pograniczu pola karnego Lewandowski wziął rywala „na plecy” i krótkim podaniem uruchomił pędzącego Kamila Grosickiego. Pomocnikowi Hull City pozostało dopełnić formalności i podwyższyć wynik na 2:0. Kolejna bramka nie podcięła skrzydeł Czarnogórcom. Przybysze z Bałkanów kilka razy przedzierali się przez środek pola, ale na nasze szczęście ich celownik mocno szwankuje. Najlepszą okazję na gola w 29. minucie miał Vladimir Jovanović, który nie wykorzystał kiksa Kamila Glika. Atmosfera tego meczu udzieliła się także… murawie. Piłka dzisiejszego wieczoru kilkukrotnie dziwnie się zachowywała po odbiciu się od boiska, a też parę razy zawodnicy musieli ją poprawiać.

Pod koniec pierwszej połowy groźną okazję miał rywal przy rzucie wolny z boku boiska. Dośrodkowania na pole karne na nasze szczęście nie wykończył Emrah Klimenta, który urwał się naszym obrońcom. Niestety przy okazji tego stałego fragmentu gry doszło do zderzenia Szczęsnego i Piszczka. Wydawało się, że z naszym obrońcą jest wszystko w porządku, ale niestety w przerwie został zmieniony przez Macieja Rybusa.

Druga połowa miała wolniejszy przebieg gry w wykonaniu Polaków, ale za to Czarnogóra nie zamierzała się poddawać. Może nie był to wybitny mecz naszego rywala, ale jednego nie wolno im odmawiać – wielkiej ambicji, nawet mimo tak niekorzystnego rezultatu. Pewny i skoncentrowany w bramce był Szczęsny, podobnie jak nasza obrona radząca sobie w drugiej odsłonie znacznie lepiej niż w pierwszej. Spokój w środku pola cały czas gwarantował Grzegorz Krychowiak będący często faulowany przez rywali. Z ostatnim kwadransem można było odnieść wrażenie, że nasza reprezentacja chce już zacząć świętować. Niestety chwilowe rozkojarzenie szybko się zemściło. Kolejny raz przy stałym fragmencie gry mamy kłopoty w swoim polu karnym. Nasi obrońcy wygrywają głowę przy rzucie rożnym rywala, ale piłka nie opuszcza boiska. Przy linii końcowej główką zgrywa Nemnja Mijusković, a Stefan Mugosa strzela nam gola z przewrotki.

Niestety ten gol nie obudził Polaków. Dajemy się stłamsić rywalowi, czego efektem jest strata drugiej bramki. W 83. minucie z wielką swobodą w naszym polu karnym rozgrywa piłkę Fatos Beciraj i odgrywa na przedpole do Zarko Tomasevicia. Zawodnik Oostende mocnym strzałem przy słupku nie daje szans Szczęsnemu. Zrobiło się bardzo gorąco, a nasi piłkarze chcieli chyba przenieść atmosferę, jaka zwykle towarzyszy kibicom szczypiorniaka. Na szczęście w tak trudnym momencie rywal podał nam rękę. Nemanja Mijusković za lekko podał piłkę do swojego bramkarza, a ten błąd wykorzystał Lewandowski, strzelając na 3:2. Wreszcie poszliśmy za ciosem i strzeliliśmy kolejną bramkę. Samobójcze trafienie zaliczył Filip Stojković, a my mogliśmy już świętować awans na mistrzostwa  świata.

Oceny polskich piłkarzy (skala 1–6)

Wojciech Szczęsny+3 – wysoka ocena mimo dwóch puszczonych bramek. Przy golach Szczęsny nie miał szans, ale miał co robić w tym meczu. Kilka razy przeczytał akcje rywali oraz miał kilka interwencji.

Łukasz Piszczek+3 – prawy obrońca Polski miał kolejny dobry mecz. W ofensywie bardzo dobrze, gorzej to wyglądało w obronie. Piszczek już nie pierwszy raz w eliminacjach przy stałym fragmencie gry zgubił krycie, a jego błąd zakończył się zderzeniem ze Szczęsnym i urazem. Nie wyszedł na drugą połowę.

Kamil Glik3 – niestety to nie był dobry mecz Glika. Raz w pierwszej połowie murawa pomogła mu skiksować, ale też Czarnogórcy przebijali się przez środek.

Michał Pazdan+3 – grał pewniej od kolegi ze środka pola. Był pewny do momentu ostatniego kwadransa, gdzie nasza cała obrona zaczęła popełniać błędy.

Bartosz Bereszyński+3 – w pierwszej połowie grał na lewej obronie, w drugiej na prawej. Kolejny dobry występ zawodnika Sampdorii. Brakowało tylko większego zaangażowania w ofensywie.

Grzegorz Krychowiak-4 – widać różnice w kadrze Polski, kiedy to Krychowiak gra w środku pola. Dobrze rozgrywał akcje oraz był często faulowany przez przeciwników.

Krzysztof Mączyński+3 – strzelił gola na 1:0 i to go mocno uskrzydliło. Podłączał się do akcji ofensywnych, ale w drugiej połowie im więcej czasu mijało, tym był mniej aktywny. Prawdopodobnie miał opuścić boisko, ale po golu kontaktowym Adam Nawałka wycofał zmianę.

Jakub Błaszczykowski-4 – kolejny świetny mecz Kuby. Może było go mnie w pierwszej połowie, ale w drugiej był mocno aktywny. Szkoda, że jego rajd nie skończył się golem.

Piotr Zieliński4 – Zieliński zagrał w pierwszej połowie świetnie. W drugiej, gdy zwolniło tempo gry, to pomocnik Napoli też przygasł. Obudził się w najważniejszym momencie kiedy musieliśmy drżeć o awans.

Kamil Grosicki-4 – strzelił gola na 2:0, w pierwszej połowie był aktywny i często „szukał się” z Lewandowskim. W drugiej połowie już miał mniej sił i był mniej aktywny.

Robert Lewandowski-5 – brał grę na siebie, cofał się do głębi pola, zostawiając miejsce dla Błaszczykowskiego lub Grosickiego. Strzelił gola w najważniejszym momencie, kiedy nasza reprezentacja złapała kryzys.

Maciej Rybus-3 – zmienił w przerwie Piszczka. Początkowo wyglądał nieźle, ale niestety kiedy nasza reprezentacja „siadła”, to właśnie jego stroną zaczęły się najgroźniejsze ataki Czarnogóry. Musieli go wspierać koledzy z formacji obronnej. Widać było, że do końca nie jest w formie po kontuzji.

Rafał Wolski i Maciej Makuszewski – obaj pojawili się za późno na boisku, aby wystawić oceny.

JEDZIEMY DO ROSJI!!!

Wygrywając dzisiaj z Czarnogórą, zapewniliśmy sobie udział w mistrzostwach świata. Wracamy na tę imprezę po 12 latach nieobecności. W naszej obecnej reprezentacji jest jeden piłkarz, który pamięta mundial 2006. Jest to Łukasz Fabiański, który wtedy był rezerwowym bramkarzem i miał 21 lat (był wtedy najmłodszy w kadrze). Dzisiejsza wygrana to oczywiście świetny powód do świętowania. Nasi piłkarze rozpoczęli już fetę na boisku. Wkrótce na naszej stronie pojawi się ogólne podsumowanie eliminacji do mistrzostw świata, w szczególności ocena naszych piłkarzy.

Naszym czytelnikom wychodzimy na przeciw. Jutro poniedziałek i zdajemy sobie sprawę możliwego z przedłużenia się świętowania na tyle, że będzie niemożliwe wstać do pracy – dlatego służymy wzorem zwolnienia L4.

Zapisz

Komentarze:
Przeczytaj także: