Maciej Iwanow

Polacy w Niemczech, część pierwsza

Polscy piłkarze w trzecioligowych niemieckich drużynach

Polski
28 października 2017

Za naszą zachodnią granicą gra wielu polskich piłkarzy. O ile o tych grających lub też siedzących na ławce w Bundeslidze i jej zapleczu nie ma sensu nawet wspominać, bo są to znane polskim kibicom nazwiska, o tyle o rodakach kopiących piłkę w niższych ligach jak najbardziej. Dzisiaj część pierwsza, w której skupię się na 3. lidze.

Andre Dej

Najliczniejsza kolonia gra w Sportfreunde Lotte. Bezsprzeczną gwiazdą zespołu jest 25-letni Andre Dej, defensywny pomocnik. Były kadrowicz Polski U-19 u trenera Globisza (siedem spotkań). Odkąd przyszedł do Lotte z Viktorii Köln przed sezonem 2015/2016, dzieli i rządzi w środku pola. Od razu awansował z SFL do 3. ligi po barażach z Waldhof Mannheim. W zeszłym sezonie wybrany do jedenastki rundy jesiennej. Bez niego – i nie jest to stwierdzenie na wyrost – nie byłoby pięknej przygody Lotte w Pucharze Niemiec, w którym kolejno pokonało Werder (bramka i asysta), Leverkusen po karnych (bramka) i TSV. Rajd zakończył się dopiero w ćwierćfinale z Borussią Dortmund. W obecnym sezonie w lidze 12 spotkań, cztery bramki i trzy asysty (co ciekawe, wszystkie w meczu z Carl Zeiss Jena). Średnia ocen w „Kickerze” 2,79, co daje mu 6. miejsce wśród wszystkich pomocników w lidze.

Marcus Piossek

Na prawej pomocy w Lotte gra Marcus Piossek, 28-letni wychowanek Borussii Dortmund. Mocno wyróżniał się w juniorach BVB, zwłaszcza w sezonie 2007/2008, kiedy w 20 spotkaniach strzelił aż 11 bramek. Zaowocowało to przesunięciem do drużyny rezerw, w której regularnie grał najpierw w czwartej lidze, a później po awansie w trzeciej. Po dobrych meczach dostał powołanie do kadry Niemiec U-20, w której rozegrał jeden mecz przeciwko Szwajcarii, ale kilka tygodni później zmienił zdanie i zadebiutował w reprezentacji Polski U-21. Wydawało się, że o ile na Bundesligę jest za slaby, o tyle zdoła wywalczyć sobie angaż w zespołach drugiej czy trzeciej ligi. Podpisał kontrakt z RW Ahlen. Dobry krok, żeby się wypromować, ale sam klub podupadał organizacyjnie i mimo sportowego utrzymania został zdegradowany za kwestie finansowe.

Sam Piossek strzelił siedem goli, dołożył dwie asysty i przeniósł się do Karlsruher SC. Złamał jednak obojczyk, opuścił całą rundę jesienną, a na wiosnę grał już tylko w rezerwach w 5. lidze. Po zakończeniu sezonu znalazł angaż w VfL Osnabrück, w którym rozegrał fenomenalny sezon – osiem goli, osiem asyst i mało zabrakło do awansu do 2. ligi (porażka w barażach z Dynamem Drezno). Następnym przystankiem w karierze było Preussen Münster, w którym rozegrał aż 80 spotkań, strzelając w tym czasie 15 bramek i asystując 14-krotnie. Niestety nie była to drużyna będąca w stanie włączyć się do walki o drugoligowy awans.

Epizod w Kaiserslautern miał nieudany z powodu kolejnej kontuzji, choć początek był dobry i po czterech kolejkach zanotował nawet dwa gole. Marcus jest znany z twardego charakteru, odbudował się w Paderborn, w którym rozegrał całkiem udany sezon, choć sam zespół spadł z ligi (to, że utrzymał się w lidze przy zielonym stoliku, to inna sprawa) i przeniósł się do stabilniejszego finansowo Sportfreunde Lotte. Patrząc na obecny sezon, jak szybko do żywych wróciło Paderborn, raczej żałuje tej decyzji. W obecnym sezonie w lidze osiem spotkań, dwa gole i asysta. Obecnie leczy kontuzję ścięgna Achillesa. Do jej momentu grał regularnie minimum godzinę na mecz.

Jarosław Lindner

Jarosław Lindner, 29-letni skrzydłowy urodzony w Gdańsku (pod nazwiskiem Ciarczyński, zmienił je dopiero po wyjeździe do Niemiec), wychowanek Janowianki Janów Lubelski, a potem Hannoveru 96. W stolicy Niedersachsen spędził sześć lat. Zarówno w juniorach, jak i rezerwach spisywał się na tyle dobrze (23 bramki w 52 meczach w U-19, 22 bramki i pięć asyst w 74 spotkaniach rezerw), że zasłużył na debiut w Bundeslidze. W sezonie 2009/2010 wszedł na ostatnie 21 minut meczu Hannover 96–1899 Hoffenheim, przegranego 0:1. Ciekawostką jest fakt, że w Hannoverze grał wtedy Jacek Krzynówek. We wspomnianym meczu wszedł na ostatnie dziesięć minut. Nie miał jednak realnych szans na angaż w seniorach, a żal było marnować talent w drugiej drużynie. Dlatego przeniósł się na północ do Holstein Kiel, w którym wspominany jest do tej pory.

Ubierał nawet opaskę kapitana. Potrzebował dość dużo czasu na aklimatyzację, dlatego podczas debiutanckiej rundy jesiennej grał jako rezerwowy. Sytuacja zmieniła się w marcu 2011, odkąd zaczął już grać praktycznie wszystko po 90 minut. Po 1,5 roku bardzo mocnej pozycji zerwał wiązadła krzyżowe i już nie wrócił do dawnej formy w klubie. Po przegranych barażach o 2. ligę w sezonie 2015/2016 z TSV 1860 odszedł z klubu i dołączył do Wehen Wiesbaden. Niestety, kolejne problemy ze zdrowiem, a także poziom sportowy samego zespołu spowodowały, że był to sezon do zapomnienia. W Sportfreunde Lotte w poprzednim sezonie wyglądało to całkiem dobrze. Pięć goli, cztery asysty w głównej mierze jako rezerwowy, ale przyczynił się do zdobycia sporej liczby punktów. W Pucharze Niemiec dołożył bramkę w meczu z TSV. Średnia ocen w „Kickerze” w obecnym sezonie to 3,40.

Martin Kobylański

Martin Kobylański, syn srebrnego medalisty z Barcelony, Andrzeja. Pisało się o nim dużo w polskiej prasie, dość często w negatywnym kontekście. Krecią robotę robił jego ojciec, który utrzymywał, że Martin ma ogromny talent, opowiadał, jak to Niemcy są nim zachwyceni. No cóż, poważna piłka go zweryfikowała. Wychowanek Energii Cottbus, ale pierwsze szlify dostał w Hannoverze. Z Cottbus trafił do rezerw Werderu. Tam radził sobie naprawdę dobrze, 22 bramki w 55 meczach to całkiem przyzwoity wynik jak na napastnika. Doczekał się naturalnie debiutu w seniorach Bremy, łącznie osiem spotkań w sezonie 2013/2014, ale niczym się nie zapisał, poza żółtą kartką w meczu z Borussią Dortmund. W sumie 210 minut i na tym zakończyła się jego przygoda z Bundesligą i nie zapowiada się, żeby poprawił te statystyki.

Werder wypożyczył go na rok do drugoligowego Unionu Berlin, żeby nie marnował czasu na niższe ligi. Mimo trzech goli stwierdził, że był to stracony czas, i wrócił do Werderu, rozegrał rundę w rezerwach i wrócił z podkulonym ogonem do Polski, do Lechii Gdańsk. Tam nie dostał tak naprawdę szansy, trafił na okres, w którym piłkarzy do Gdańska przywożono ciężarówkami. Słusznie postanowił wrócić do Niemiec, tym razem do trzecioligowego Preussen Münster, najpierw na wypożyczenie, a potem już jako transfer definitywny. I tam odżył. Zaczął regularnie grać w podstawowej jedenastce, trener i koledzy mu ufają. Wydaje się, że znalazł swoje miejsce, przynajmniej na jakiś czas. W sumie w 29 ligowych spotkaniach strzelił osiem bramek i dołożył dwie asysty. W obecnym sezonie Münster broni się przed spadkiem, ale Kobylański jest jedną z najjaśniejszych postaci w drużynie. Średnia not w „Kickerze” 3,50.

Sebastian Mrowca

Sebastian Mrowca, 23-letni obrońca Wehen Wiesbaden, który często też gra jako pomocnik. Wychowanek Bayernu Monachium, w którym był kapitanem drużyny U-19. W zespole seniorskim rozegrał nawet kilka meczów sparingowych, ale jednak nie miał żadnych szans nawet na ławkę rezerwowych „Die Roten” w sezonie. Z Bayernu przeszedł w sezonie 2013/2014 do Energie Cottbus, które grało wtedy w 2. lidze. Pierwszy mecz zaczął od razu w pierwszej jedenastce i rozegrał pełne 90 minut. Niestety, wszelkie plany przerwała kontuzja wiązadeł, przez którą i późniejszą rehabilitację stracił cały pobyt w klubie z byłego NRD. W 2014 roku zrobił krok w tył i przeszedł do Wehen Wiesbaden, w którym kapitanem obecnie jest David Blacha.

Dla niego samego było to idealne posuniecie, zaczął grać regularnie i zbierał doświadczenie. Debiutancki sezon w WW to 26 spotkań, dwa gole i pięć asyst. W następnym również zbierał bardzo dobre recenzje, natomiast chłopak ma ogromnego pecha do urazów. Po ciężkiej kontuzji w Cottbus w Wiesbaden przyplątały się problemy mięśniowe, a potem kolejne zerwanie wiązadeł, przez co stracił prawie rok. W sumie przez kłopoty ze zdrowiem opuścił aż 49 spotkań. Ale na szczęście wypracował sobie na tyle mocną pozycję, że miejsce w jedenastce ma pewne.

W obecnym sezonie rozegrał 12 na 13 spotkań (jedno pauzował za kartki), zdobył jedną bramkę, a w Pucharze Niemiec odpadł niedawno z Schalke. Średnia not w „Kickerze” za 2017/2018 to jak na razie 3,38. Nie było nawet tematu reprezentacji juniorskiej Niemiec, Sebastian od zawsze powtarzał, że chce grać z białym orzełkiem na piersi. Ma przed sobą jeszcze sporo czasu, 23 lata dla obrońcy to początek kariery. Najważniejsze jest zdrowie. Gdyby nie kontuzje, grałby obecnie w Bundeslidze. Jestem pewien, że dostatecznie wypromowałby się swego czasu w Cottbus. Jego brat, Patryk, gra obecnie w 6. lidze w BSV Guben Nord.

David Blacha

Kolegą z drużyny Sebastiana jest David Blacha, 27-letni były reprezentant polskich młodzieżówek. Wychowanek Borussii Dortmund, skąd trafił najpierw do RW Ahlen, potem do Sandhausen i Hansy Rostock. Właśnie w tym klubie wypłynął na szersze wody po świetnym sezonie 2013/2014, kiedy strzelił dziesięć bramek. I gdy tak naprawdę dopiero zaczął strzelać, bo umówmy się – dla napastnika 41 spotkań w Ahlen z jednym golem i 37 meczów w Sandhausen bez gola to wynik tragiczny. A poziom zwłaszcza w RWA nie był wysoki.

Po półtora roku w nadmorskim klubie za 100 tys. euro przeszedł do Wehen Wiesbaden, w którym został cofnięty na pozycję ofensywnego pomocnika lub cofniętego napastnika. W cyferkach tego nie widać, jednak jego wpływ na zespół jest spory. W zeszłym sezonie dostał nawet opaskę kapitańską. W obecnych rozgrywkach strzelił nawet po bramce z Aue i Schalke w Pucharze Niemiec. Poprzedni sezon to solidne 3,39 w „Kickerze”, w 2017/2018 jak na razie 3,50.

Oskar Zawada

Oskar Zawada, 21-letni napastnik grający obecnie w Karlsruher SC. Wiązano z nim spore nadzieje. Do Niemiec trafił z rodzinnego Olsztyna w wieku 16 lat i zasilił juniorską drużynę VfL Wolfsburg. Od razu wzbudził respekt na boisku, 19 bramek w 26 meczach U-17, a potem aż 36 goli w 46 spotkaniach U-19 nie przeszły obojętnie. – Wyjeżdżając do Niemiec, myślałem, że umiem niemiecki. Na teście gimnazjalnym miałem 100%. Kiedy przyjechałem na miejsce, okazało się, że nic nie umiem – śmiejąc się, mówił w wywiadzie. Wziął się szybko do nauki – zarówno w szkole, jak i na boisku. Jego zapał i zaangażowanie wielokrotnie komplementowali trenerzy. Porównywano go nawet do Edina Dzeko z racji postury i ruchów na boisku. Na jego szczęście, nie miał styczności z Felixem Magathem. W 2013 roku został juniorskim mistrzem Niemiec. W finale z Hansą Rostock zaliczył asystę przy pierwszym golu VfL. Ciekawostka: liderem drużyny był wtedy Maximilian Arnold.

Gdzie jest on, a gdzie Oskar teraz? Przejście do rezerw nie było już tak udane, spędził tam rok i zdobył zaledwie trzy bramki w 23 meczach. Jako że na seniorską kadrę był jeszcze za słaby, wypożyczono go do Twente Enschede, w którym zaliczył mało minut i po pół roku znowu zameldował się mieście Volkswagena. W końcu, w styczniu tego roku, zdecydował się na transfer do Karlsruher SC, wtedy grającego jeszcze w 2. lidze. Na początku grał mało, więcej za to w rezerwach, ale już na ostatnie cztery ligowe mecze dostał prawdziwą szansę i rozegrał wszystko po 90 minut. Trafił nawet dwukrotnie do siatki w szalonym meczu z Dynamem Drezno.

W nowym sezonie gra mało, sześć spotkań bez gola, dostał 71 minut w pierwszej rundzie Pucharu Niemiec z Leverkusen. Tydzień temu rozegrał ponad godzinę w meczu piątoligowych rezerw. Strasznie szkoda, że toczy się to w takim kierunku. Oskar jest jeszcze młody, ale powinien jak najszybciej zmienić klub – Karlsruher jest patologiczną drużyną, która zmaga się z wieloma problemami, i nie jest w stanie odpowiednio zająć się utalentowaną młodzieżą, a do takiej należy Zawada. Dyrektor sportowy KSC, Oliver Kreuzer, swego czasu mówił: – Oskar to zawodnik, jakiego do tej pory nie mieliśmy. Spełnia wszystkie warunki, jakich szukaliśmy u napastnika. Ale nie bez powodu Kreuzer nie ma dobrej prasy w Niemczech.

Przemysław Placheta

Przemysław Placheta, 19-letni pomocnik z Sonnenhof Grossaspach. Były reprezentant Polski do lat 19. Skauci RB Leipzig wypatrzyli go w rozgrywkach CLJ, gdy grał w barwach Polonii Warszawa, i sprowadzono go do drużyny juniorów. Radził sobie tam całkiem dobrze, w sumie w dwóch sezonach rozegrał 40 spotkań, strzelając sześć bramek i asystując czterokrotnie. W wywiadach wspominał, że aklimatyzacja była trudna. Całkiem inna etyka pracy, cięższe treningi, większy nacisk na taktykę, kilkukrotnie dostał szanse treningów z seniorskim zespołem.

W związku z likwidacją drużyny rezerw musiał sobie szukać nowego klubu i trafił do trzecioligowego Sonnenhof Grossaspach. Wydawało się, że to idealny krok, żeby ograć się w seniorskiej piłce i wskoczyć na wyższy poziom. No cóż, dwa krótkie epizody po 14 i 18 minut. Obecnie nie łapie się nawet do meczowej osiemnastki. Nie dostał nawet szansy gry w lokalnym pucharze przeciwko amatorom. Wydaje się, że powinien szybko wrócić do Polski, bo w Niemczech czeka go niechybna gra w 4. lidze. Swego czasu dość żarliwie na polskim Twitterze przed ”zawistnymi” komentarzami broniła go dziewczyna. Wsparcie najbliższych zawsze w cenie :)

Raphael Koczor

W drużynie beniaminka Carl Zeiss Jena gra urodzony w Raciborzu 28-letni jedyny w naszym zestawieniu bramkarz Raphael Koczor. W drużynach juniorskich nie mógł zagrzać miejsca, Schalke, Bochum i na koniec Duisburg, w którym jednak doszedł do ściany, jaką były piątoligowe występy w rezerwach. 2. ligi nie powąchał, dlatego przeniósł się do trzecioligowego RW Ahlen. Tu rozegrał zaledwie sześć spotkań, choć w trzech zachował czyste konto. Zmienił ligę z powrotem na piątą i w barwach Sportfreunde Siegen odżył i zaczął w końcu grać. Najpierw 22 czyste konta w 34 meczach i awans do Regionalligi West, a tam aż 13 czystych kont w 31 spotkaniach. Jak na specyfikę niższych lig niemieckich tyle meczów na zero to jednak spory wyczyn.

Po udanych występach trafił do Viktorii Köln, która zaczęła snuć dość poważne plany. Po całkiem udanej dla niego rundzie jesiennej został jednak wypożyczony do Hessen Kassel, również czwartoligowca. Pomógł w utrzymaniu i przeszedł do Carl Zeiss Jeny, która od dawna marzyła o powrocie do dawnej świetności. W trzecim sezonie udało się po barażach z… Viktorią Köln awansować. W decydującym sezonie bramkarz 19-krotnie zachował czyste konto. Nic dziwnego, że kontrakt już w lutym został przedłużony aż do czerwca 2020. Wydaje się, że zakończy tu już swoją karierę, zwłaszcza że w Jenie jest wprost ubóstwiany przez kibiców. O wsparciu sympatyków mówił wielokrotnie w wywiadach, nie bez powodu – na cztery czyste konta w tym sezonie aż trzy zachował na własnym stadionie. Średnia not w „Kickerze” to 3,27.

Mariusz Sowislo

W 1.FC Magdeburg, który chce w końcu dokonać rzeczy historycznej i awansować do 2. ligi, kapitanem jest Mariusz Sowislo. Urodzony w Bytomiu 34-letni pomocnik. Wychowanek Bochum wyjechał do Niemiec, będąc dzieckiem. Nigdy nie grał na wyższym poziomie niż 3. liga, ale wydaje się, że jest spora szansa na upragniony awans już w tym sezonie (odsyłam do tekstu o 1. FC Magdeburg). Po odejściu z Bochum miotał się pomiędzy słabymi zespołami, m.in. TuS Hordel, Wuppertal, który lata świetności miał już dawno za sobą, 1.FC Kleve, Preussen Münster jeszcze za czasów gry w 4. lidze i w końcu ze Sportfreunde Siegen wyciągnął go Magdeburg.

Dla obu stron był to ruch idealny. Mariusz szybko zaadaptował się w nowej drużynie i stał się postacią wręcz niezbędną. Przed sezonem 2013/2014 otrzymał opaskę kapitańską, którą jeśli tylko wychodzi w pierwszym składzie, ubiera do tej pory. Jego styl jest dość wydajny. Ma za sobą sporo doświadczenia, co procentuje. Potrafi zwolnić grę, kiedy trzeba. Kontrakt ma do czerwca 2018, ale jego przedłużenie to formalność. W sumie w barwach Magdeburga rozegrał 176 spotkań, zdobył 30 bramek, dokładając 20 asyst. Trener Härtel rozsądnie szafuje jego siłami, dlatego na ostatnie trzy mecze Mariusz wchodził jako rezerwowy z ławki. Średnia w „Kickerze” w obecnym sezonie to 3,36 – całkiem solidnie.

Rafael Kazior

Ostatnim zawodnikiem jest Rafael Kazior, 34-letni napastnik i kapitan rezerw Werderu Brema. Urodzony w Gliwicach, wychowanek HSV. Co ciekawe, z juniorów HSV trafił do St.Pauli, najpierw na krótko jeszcze do zespołu U-19, a potem już do rezerw, w których rozegrał 66 spotkań. Zawsze był solidnym zawodnikiem, skrojonym idealnie dla niższych lig. 30 bramek w St.Pauli II, 35 bramek w HSV II. Od poziomu drugoligowego w zasadzie się odbił. Niecałe dwa sezony w Wacker Burghausen i zaledwie trzy gole w 52 meczach to stanowczo za mało, żeby w tamtym okresie utrzymać się na tym szczeblu. Najlepszy okres Kazior miał w Holstein Kiel. Trafił tam w 2011 roku i przez cztery lata rozegrał 167 spotkań. 32 gole, 23 asysty, do których dołożył 49 żółtych kartek i dwie czerwone. Był wyróżniającą się postacią, która ani myślała odstawić nogi.

Z Kiel awansował do 3. ligi, był o krok od awansu do 2., kiedy to po remisie 0:0 w pierwszym barażowym meczu z TSV 1860 w rewanżu strzelił gola na 1:0 (co ciekawe, po asyście Jarka Lindnera) i korzystny wynik stracił dopiero w doliczonym czasie gry. Po nieudanej końcówce sezonu 2014/2015 przeszedł do Werderu, w którym został kapitanem rezerw i jest nim do dzisiaj. Gra regularnie, zdecydowaną większość spotkań po 90 minut. I oczywiście nie zapomniał, jak się strzela bramki – najpierw siedem goli i siedem asyst, rok temu cztery gole i trzy asysty.

W bieżących rozgrywkach do siatki trafił już trzykrotnie (w pierwszych czterech kolejkach). Warto dodać, że gola w 3. kolejce przeciwko KSC strzelił w 89. minucie, zaledwie dwie minuty po wejściu na boisko. Kontrakt obowiązuje do końca sezonu i raczej nie zostanie przedłużony. Werder planuje spore odmłodzenie składu, opierając się na juniorach, ale sam Kazior angaż w niższych ligach znajdzie bez problemu. W obecnym sezonie jego średnia not wynosi 3,67. Przy jego wieku i grze w słabym zespole wygląda to przyzwoicie.

Komentarze:
  • bartekibic

    Te zdjęcia to jakaś porażka.

    • Wojciech Kowalski

      Ależ Panie Bartku, żeby symbol państwowy nazywać porażką?

      • bartekibic

        Jak widać, lepszych zdjęć państwo nie posiadają.

Przeczytaj także: