Eryk Gawlik

Polacy w Bundeslidze po trzech kolejkach obecnego sezonu. Jaka jest ich sytuacja?

Ile minut spędzają na boisku oraz jak wygląda ich gra?

sportsnet.ca
14 września 2017

Za nami trzy kolejki Bundesligi w sezonie 2017/2018. W pierwszej zagrało pięciu na ośmiu Polaków, natomiast w drugiej już tylko trzech. Trzecia seria spotkań była lepsza w wykonaniu naszych, gdyż wystąpiło ich czterech. Jak wygląda sytuacja naszych zawodników w poszczególnych klubach, a jak oni sami prezentują się indywidualnie?

Polacy w Bundeslidze za sprawą byłego trio dortmundzkiego wyrobili sobie dobrą markę. Obecnie w niemieckiej lidze jest ich ośmiu. Co może martwić to to, że nie wszyscy grają, a w drugiej serii spotkań na boisku nie było nawet połowy naszych rodaków.

Robert Lewandowski

Zacznijmy od naszego supersnajpera. Robert Lewandowski ma niepodważalną pozycję w Bayernie Monachium. Kadrowicz Adama Nawałki to obecnie jedna z najlepszych „9” na świecie, a wielu ekspertów uważa, że to Polak jest najlepszym środkowym napastnikiem. Oczywiście o „Lewym” można by było wylewać całe morze zachwytów, ale my skupmy się na tym sezonie. Minęły dopiero trzy kolejki ligowe w tym sezonie, a Polak zaczął już strzelać. Trzy bramki, na trzy rozegrane mecze. W pierwszym spotkaniu rozgrywanym u siebie Lewandowski trafił z rzutu karnego. Za ten występ „Lewy”, jak na jego możliwości, dostał „3” (skala sześciostopniowa odwrotna do naszej).

W drugim pojedynku na wyjeździe, w Bremie, wpakował rywalom dwa gole w ciągu trzech minut. Za ten mecz otrzymał od Kickera notę bliską ideałowi, czyli „2”. Dodajmy również, że z Kazachstanem Lewandowski trafił z karnego do siatki. Z Bayerem w inauguracyjnym meczu w Bundesligi Polak był często pod piłką, 27 podań jak na zawodnika grającego w napadzie to dobry wynik.

Trzecie spotkanie to niespodziewana przegrana Bayernu na wyjeździe z Hoffenheim 0:2. Nasz reprezentant, mimo czterech strzałów na bramkę, nie zdołał zdobyć gola. Cały zespół z Monachium grał bardzo przeciętnie. Dziennikarze „Kickera” wystawili naszemu rodakowi podobnie jak w pierwszej kolejce trójkę.

We wszystkich tych spotkaniach piłkarz „Stern Des Südens” pokonał ponad 30 kilometrów. Lewandowski zagrał już 270 minut, czyli trzy pełne spotkania. Przeciwnicy dotychczas oszczędzają kapitana reprezentacji Polski i w sumie w trzech kolejkach faulowali go tylko trzy razy. Podsumowując –  jest to bardzo dobre wejście w sezon zawodnika „Die Roten”.

Łukasz Piszczek

Etatowy prawy obrońca Borussii Dortmund i kadry Adama Nawałki. Gdyby nie problemy żołądkowe, zapewne zagrałby również 90 minut z Duńczykami. Piszczek podobnie jak Lewandowski w trzech meczach ligowych zagrał trzy razy pełne spotkanie.

W wygranym 3:0 wyjazdowym pojedynku z VfL Wolfsburg „Piszczu” stoczył 18 pojedynków, z których dziewięć razy wyszedł zwycięsko, notując wyższą skuteczność wygranych starć w główkach niż na ziemi. Zaliczył 58 podań, z których tylko 10% było niecelnych. Nie oddał żadnego strzału na bramkę, a w całym spotkaniu pokonał blisko 11 kilometrów i przy tym wykonał 30 sprintów do piłki. Niemieccy eksperci ocenili, że w tym starciu Piszczek zasłużył na trójkę.

W spotkaniu granym na Signal Iduna Park BVB wygrało 2:0. Gra na zero z tyłu, 51 podań, 85% celnych, 11 przechwytów, 21 sprintów, 68 kontaktów z futbolówką to bilans prawego obrońcy z pojedynku z Herthą Berlin. Podobnie jak w pierwszej kolejce przebiegł 11 km. Za ten mecz defensor ponownie dostał od „Kickera” trójeczkę.

Następnie przyszedł czas na wyjazd do Freiburga. BVB zremisowała na wyjeździe 0:0 z SC Freiburg pomimo gry w przewadze przez większość meczu. Całe 90 minut było prawdziwą męczarnią dla „Żółto-Czarnych”, gdyż mimo starań nie udało im się zdobyć kolejnych trzech punktów. A jak w spotkaniu z drużyną Rafała Gikiewicza i Bartosza Kapustki wyglądał Piszczek?

59 podań, 87% celnych, 79 kontaktów z piłką, pięć przechwytów, jeden popełniony faul, trzy strzały, przebiegnięte 12 km i 26 wykonanych sprintów nie pomogły jego zespołowi do zwycięstwa. Warto dodać, że pod koniec meczu „Piszczu” miał świetną okazję po dośrodkowaniu Nuriego Sahina na wbiegającego Polaka, lecz ten głową posłał futbolówkę tuż obok słupka. „Kicker” po tym pojedynku ocenił polskiego defensora na „3,5”.

Jakub Błaszczykowski

Wydawało się, że boczny pomocnik jest na wylocie z Wolfsburga. Mówiło się o zainteresowaniu nim klubów z MLS, Bundesligi oraz Legii Warszawa. Błaszczykowski nie tylko nie opuścił „Wilków”, ale w okresie przygotowawczym wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Na to złożyły się bardzo dobre występy okraszone asystami i golami w sparingach przedsezonowych.

I to właśnie na „Kubę” trener Juncker postawił w starciu inauguracyjnym dla VfL nowego sezonu z Borussią Dortmund. Tego spotkania były kapitan naszej reprezentacji nie zaliczył do udanych, gdyż z powodu urazu mięśniowego musiał upuścić boisko już w 42. minucie. Za ten czas skrzydłowy stoczył 12 pojedynków, sześć wygrywając. Pokonał 4,7 km, raz był faulowany, nie oddał żadnego strzału, a sześć razy tylko podawał piłkę do kolegów, z czego 67% było celnych. Te 42 minuty zostały przez „Kickera” ocenione na „5” w wykonaniu Błaszczykowskiego. Niestety piątka oznacza występ niemal fatalny. Na usprawiedliwienie kadrowicza Adama Nawałki można powiedzieć to, że cała jego drużyna grała bardzo słabo, również dostając tak niskie noty.

W następnej kolejce zawodnika nie było w ogóle w kadrze meczowej. Mówiło się, że kontuzja nie jest groźna, ale piłkarz nie chce ryzykować gry w lidze z powodu zbliżających się meczów eliminacji. Wszyscy zdają sobie sprawę, jak ważnym graczem zarówno dla nas, jak i dla Nawałki jest Błaszczykowski.

Trzecia odsłona ligowego sezonu to również brak „Kuby” w zespole meczowym. Można domniemywać, że boczny pomocnik nie jest jeszcze w pełni sił po niedawno przebytej kontuzji, jednak Wolfsburg bez naszego reprezentanta poradził sobie w miarę dobrze, gdyż zremisował u siebie z rewelacją rozgrywek drużyną beniaminka z Hannoveru.

Przyszłość dla bocznego pomocnika rysuje się w jasnych kolorach. Jest praktycznie jedynym nominalnym prawym skrzydłowym po odejściu Vieirinhy. W drugiej kolejce za Polaka zagrał młody Belg Landry Dimata. Ten mecz padł łupem „Wilków”, którzy na wyjeździe zwyciężyli Eintracht Frankfurt, natomiast w trzecim starciu holenderski trener „Wilków” zmienił ustawianie.

Marcin Kamiński

Podobnie jak Lewandowski czy Piszczek, Kamiński zagrał już w tym sezonie ligowym 270 minut. Polak jest podstawowym środkowym obrońcą VfB Stuttgart. W walce o wyjściową jedenastkę wyprzedza on między innymi Holgera Badstubera, byłego zawodnika Bayernu Monachium. Regularna gra w klubie spowodowała, że Adam Nawałka powołał stopera do reprezentacji. A jak wyglądają statystyki defensora?

W pierwszym ligowym, wyjazdowym, a zarazem przegranym spotkaniu z Herthą Berlin, Kamińskiemu przydarzyło się dziewięć pojedynków, z czego z pięciu wyszedł zwycięsko. Co ciekawe, procentowo lepiej radził sobie ze starciami główkowymi niż tymi na płycie boiska. W całym tym meczu przebiegł 10 kilometrów. 51 razy podawał, w tym cztery razy były dalekie podania górą, a skuteczność wszystkich wyniosła 82%. Za ten mecz Marcin dostał przeciętną notę „3,5”. Ocenę tę wystawił również magazyn „Kicker”.

Następny występ w Stuttgarcie „Kamyk” zaliczył na własnym stadionie i był to wygrany u siebie mecz z FSV Mainz. Trener gospodarzy postawił w tym starciu na grę z pięcioma obrońcami, a Polak zagrał obok Badstubera. Podczas spotkania nasz piłkarz podawał w sumie 35 razy, a skuteczność tych podań wyniosła równe 80%. Raz zaliczył dośrodkowanie, a piłki dotykał 60 razy. Dziewięć przechwytów było jego autorstwa. Za ten mecz były zawodnik Lecha Poznań dostał solidną trójkę.

Trzeciej kolejki Polak nie będzie wspominał najlepiej, gdyż popełniając kilka błędów, przyczynił się do straty bramek, ale nawet w takim przegranym meczu 1:3 z Schalke Polak imponował skutecznością podań. Było ich w sumie 91, z czego aż 88% dokładnych. Środkowy obrońca brał udział w 18 pojedynkach, a tylko z pięciu wyszedł zwycięsko. W sumie przebiegł ponad 10 kilometrów i wykonał dziesięć sprintów. Mimo siedmiu fauli popełnionych w tych trzech meczach Kamiński ustrzegł się od indywidualnej kary.

Eugen Polański

Polański w swoim klubie musi pogodzić się z rolą rezerwowego.

Podczas inauguracji sezonu ligowego wszedł tylko na ostatnie 16 minut spotkania z Werderem Bremą. Był to zwycięski mecz dla „Wieśniaków”. W ciągu tych kilkunastu minut kapitan Hoffenheim wypadł całkiem nieźle. 17 podań, wszystkie celne i aż 70 kontaktów z piłką. Polak został wpuszczony na murawę z zadaniem utrzymania środka pola i z tego wywiązał się znakomicie. Niestety w drugim meczu z Leverkusen polskiego gracza nie było nawet na ławce.

W trzeciej kolejce spotkań „Wieśniacy” podejmowali u siebie wielki Bayern Monachium i ku uciesze swojej publiczności pokonali Bawarczyków 2:0, po dwóch trafieniach Marka Utha. Polak podobnie jak w pierwszej kolejce pojawił się na boisku z ławki, w drugiej połowie spotkania. Ze swojego zadania nie wywiązał się jednak tak dobrze, jak podczas pierwszego ligowego meczu. Polański ponownie miał za cel zabezpieczyć środek boiska i dobrze asekurować swoich obrońców, gdyż jego drużyna wygrywała 2:0. Podczas 27-minutowego pobytu na płycie boiska nasz rodak zaliczył tylko sześć podań, miał 11 kontaktów z futbolówką, trzy przechwyty i odbył pięć pojedynków, z których tylko z dwóch wyszedł zwycięsko. Warto dodać, że uczestnik EURO 2012 mógł nawet podwyższyć wynik tego meczu, ale piłka po jego silnym uderzeniu minęła o około dwa metry słupek bramki strzeżonej przez Neuera.

Paweł Olkowski, Rafał Gikiewicz, Bartosz Kapustka

Pierwszy z tej trójki, Paweł Olkowski, mimo że na początku poprzedniego sezonu dużo grywał u trenera Stogera, to teraz nie siedzi nawet na ławce rezerwowych. Brak Olkowskiego w składzie nie jest spowodowany kontuzją, lecz po prostu tym, że  jego trener nie widzi w tym momencie go w zespole.

O Rafale Gikiewiczu nie ma co dużo pisać. Nasz golkiper jest żelaznym rezerwowym w drużynie Freiburga. Tak jest w tym sezonie i tak było w tamtym. Widocznie Rafałowi nie przeszkadza zbytnio taki stan rzeczy i cierpliwie czeka na swoją szansę.

Bartosz Kapustka trafił do Freiburga na wypożyczenie z Leicester City. Młodzieżowy reprezentant Polski, mimo tego że w ostatnim meczu eliminacji EURO U-21 zagrał z Gruzją i nawet strzelił gola, to w klubie nie może się przebić. Dopiero w trzeciej serii spotkań „Kapi” podzielił los Gikiewicza, bo usiadł na ławce rezerwowych. Minęły trzy kolejki ligowe, a naszym marzeniem jest na razie to, żeby piłkarz, który tak świetnie grał na EURO 2016, regularnie był w składzie meczowym.

 

Zapisz

Komentarze:
Przeczytaj także: