Jakub Najwer

Piłka nożna to także niższe ligi. Kogo można spotkać w okręgówce?

Przedstawiamy typowych zawodników grających w niższych ligach piłkarskich

Wojciech Kocjan / iGol.pl
18 czerwca 2017

Piąty poziom ligowy w Polsce to istny folklor. Możemy tutaj spotkać drużyny z dużymi (jak na te warunki) budżetami, dla których okręgówka to tylko przystanek w drodze na najwyższe piłkarskie szczeble, ale trafimy też tutaj na ekipy sklecone z ledwo 12 osób mające problemy z zebraniem jedenastki na mecz.

Jak jest z zawodnikami? Równie fantastycznie, od zawodników z przeszłością w najwyższych klasach rozgrywkowych w Polsce po kopaczy, którzy z piłką wiele wspólnego nie mają. Podzielmy ich zatem na formacje.

Typowy bramkarz

Często w piątej lidze to nie jest nawet nominalny bramkarz. Drużyny posiadające stałego golkipera może nie są wyjątkiem, ale nie każda to ma. Bardzo często jest to również zawodnik z doświadczeniem zdobytym w wyższych ligach piłkarskich.

Typowi obrońcy

W środku defensywy możemy spotkać dwa typy graczy:

Najbardziej doświadczony: zazwyczaj jest to zawodnik z przeszłością piłkarską, w leciwym wieku, który wszelkie braki nadrabia doświadczeniem. Często jest to też grający trener lub asystent trenera. Klasa sama w sobie, tlenu wystarcza na pierwsze 13 minut, potem to już tylko doświadczonko.

Zawodnik grający (z) głową: braki „doświadczonego” zazwyczaj nadrabia ktoś młody, który pakuje się we wszelkie pojedynki powietrzne i naziemne z napastnikami, silny i szybki. Często też wysoki, bo główkę trzeba jakoś wygrać. Jeżeli przed meczem nie było imprezy, to na spokojnie wytrzyma cały mecz.

Obrona to również boki:

Prawy obrońca: bardzo często jest to piłkarz z syndromem gracza z niższych lig, mianowicie z każdym kolejnym rokiem gra niżej. W środowisku piątoligowej piłki mówi się, że na PO kończy zazwyczaj karierę środkowy napastnik. Wycieczka przez środek pomocy, bok pomocy aż na prawą obronę. Czasami jest to też zawodnik, który lubi biegać – ale to tylko jeżeli w drużynie potrzebny jest ofensywny boczny obrońca. W zależności od dnia poprzedzającego mecz wytrzymuje tempo spotkania do 45. lub 90. minuty. Wszystko zależy od intensywności imprezy dzień wcześniej.

Lewy obrońca: jeżeli lepiej gra lewą nogą, to w 99% można być pewnym, że to jedyny lewonożny gracz w drużynie. Jeżeli jest prawonożny, to mamy tutaj do czynienia z tą samą sprawą co u prawych obrońców – syndrom zawodnika okręgówki. Podobnie z kondycją, wszystko zależy od tego, jak mocno zabalował w dniu poprzedzającym mecz.

Typowi pomocnicy

Tutaj formację pomocy podzielimy na dwie części, ci ze środka pola oraz ci ze skrzydeł.

Defensywny pomocnik: podobnie jak na stoperze bardzo często zawodnik z dużym doświadczeniem z innych lig. Gracz w piłkarsko zaawansowanym wieku, mało biegający, ale bardzo dużo widzący i świetnie rozgrywający. Ratuje go fakt, że zazwyczaj gra w parze z innym typowym ŚPD w okręgówce: typowym walczakiem. Często typowy walczak nie potrafi podać nawet na pięć metrów, ale walczy i ma liczbę odbiorów porównywalną do Kante. Oczywiście przez cały sezon ma ich tyle, ile Kante w jednym spotkaniu. Kondycja pierwszego z nich wystarcza na 19 minut, ale w świetnym tempie! Za to drugi mógłby po meczu rozegrać jeszcze trzy kolejne, po czym poszedłby jeszcze na rower.

Ofensywny pomocnik: typowa dyszka. Bardzo często najlepiej zaawansowany technicznie piłkarz w drużynie. To od niego zależy liczba wykreowanych szans i na jego barkach spoczywa cała gra ofensywna. Rozrzuca piłki na skrzydła, oddaje strzały. Taki typowy kreatywny zawodnik, pytanie, co taki gracz robi w okręgówce. Często zawodnik taki przebiega od 15 do 20 kilometrów. W sezonie.

Prawy pomocnik: tutaj mamy dwa typy zawodników. Pierwszy zmaga się już z syndromem okręgówki i jest bardzo blisko prawej obrony. Drugi to typowy prawonożny wiatrak. Jego zadania polegają na przyjęciu piłki, wypuszczeniu do linii i wrzuceniu jej w pole karne. A potem powrót i pomoc w obronie. Kondycji musi mu wystarczyć na 90 minut, bo często taktyka brzmi: laga na bocznego, wrzutka, gol.

Lewy pomocnik: jak wiemy, lewonożnych zawodników wielu się na okręgowych boiskach nie ostało. Więc trzeba sobie jakoś radzić. Na prawej pomocy gra zazwyczaj szybki z „dobrą” wrzutką, a na lewej gra prawonożny, szybki piłkarzyna z inną umiejętnością: zejściem do środka i strzałem z prawej nogi. Akcja ta udaje się średnio raz na półtora roku (słowa potwierdzone własnymi doświadczeniami boiskowymi), ale warto takiego w drużynie mieć, czasami mu się pomyli i wrzuci z lewej nogi. W aut, ale wrzuci. Kondycja? To samo co u prawego – lagunia, rajd i gol. 90 minut grać musi!

Typowy napastnik

Prawdziwe dobro i najbardziej różnorodna pozycja w niższych ligach piłkarskich. Ja wyróżnię tutaj trzy typy:

Typowa dziewiątka: gracz często o posturze Luisa Nazario de Limy po zakończeniu kariery. Fantastyczne warunki fizyczne i gorsze biegowe sprawiają, że typowa „dziewiątka” nie wychodzi z pola karnego. Nigdy nie wychodzi! Jego zadanie to utrzymanie piłki tyłem do bramki i bombardowanie bramkarzy atomowymi uderzeniami. Jeżeli nie musi się wracać na stałe fragmenty i nie pił dzień przed meczem, to 90 minut wytrzyma.

Najbardziej doświadczony: podobnie jak w obronie i środku pomocy możemy tutaj się spotkać z kimś, kto wie, jak się gra w piłkę. Dzięki wielkiemu doświadczeniu i spokojowi mija obrońców niczym tyczki i utrzymuje piłkę w sposób mistrzowski. Niezwykle potrzebny gracz, który potrafi wywalczyć wiele fauli i nauczyć „młodych” grać w piłkę. Często też grający trener drużyny. Tlenu na 16 minut, doświadczenia na cztery pełne mecze z rzędu. Niestety, tego nie kupisz.

Mały i szybki: niewysoki i często bardzo dynamiczny wariacik. Biega za pięciu i potrafi zrobić pressing na prawego i lewego obrońcę. W tym samym momencie. Czai się na zagrania „za plecy” obrońców, po czym z zimną krwią (nie) wykorzystuje sytuację. Zawodnik bardzo przydatny, gra w trzech drużynach podczas jednego weekendu i czuje mały niedosyt.

Oczywiście ten artykuł był pisany z przymrużeniem oka, a opisane typy zawodników są na jego potrzeby bardzo wyjaskrawione. Na poważnie: kochajmy niższe ligi, bo to dzięki nim mamy naszych gladiatorów w ekstraklasie, bo gdzieś się fachu nauczyć musieli!

Komentarze:
Przeczytaj także: