Maciej Wojciechowski

Piękna przygoda z widmem horroru. Arka Gdynia w roli głównej

„Żółto-niebiescy” w finale Pucharu Polski, ale z widmem spadku z ligi

07 kwietnia 2017

Kilka dni temu Arka Gdynia osiągnęła jeden z największych sukcesów w historii klubu. Po dwumeczu z Wigrami Suwałki awansowała do finału Pucharu Polski. 2 maja oczy całej Gdyni zwrócone zostaną na Stadion Narodowy, na pojedynek z poznańskim Lechem. Wszystko brzmi pięknie, ale w cieniu sukcesu jawi się poważny problem. Żeby zrozumieć całą historię, należy spojrzeć niecały rok wstecz.

Czerwiec 2016 roku. W Gdyni szampan lał się strumieniami. Po pięciu latach przerwy Arka wróciła na piłkarskie salony, notując awans z pierwszego miejsca w I lidze. Samo wejście do ekstraklasy gdyński klub miał zaskakujące. Największym echem odbiła się z pewnością wygrana 3:1 „Żółto-niebieskich” nad Legią w Warszawie, która była dla kibiców nie lada wydarzeniem. Wszyscy myśleli, że to zwycięstwo będzie swoistym odbiciem się od trampoliny i dobrym impulsem do dalszych wygranych. Arka utrzymywała się na miejscach 5–7, miejscowi fani optymistycznie patrzyli w przyszłość. Drużyna dobrze grała na dwóch frontach zarówno w lidze, jak i w pucharze. Wiele osób chwaliło Arkę za styl, w jakim zwyciężała. Końcówkę rundy jesiennej jeden z dwóch trójmiejskich klubów zakończył na ósmej lokacie, czyli ostatnim miejscu gwarantującym grę w grupie mistrzowskiej po podziale punktów.

Runda wiosenna to dla piłkarzy i kibiców Arki swoisty koszmar. Aktualnie zajmują 12. miejsce w tabeli ekstraklasy i mają aż pięć punktów straty do ósmego miejsca. W perspektywie jeszcze trzy mecze, a konkretnie spotkania z: Pogonią, Lechią i Wisłą Płock. Te trzy potyczki arkowcy muszą wygrać, jeżeli marzą o górnej ósemce, jednak ich los jest w rękach innych zespołów, które muszą tracić punkty. Arka jest w kryzysie, a przed nimi najważniejszy miesiąc w historii klubu. Już 17 kwietnia na Stadionie Energa Gdańsk Arkę czeka potyczka derbowa z Lechią. Ten mecz elektryzuje całe Trójmiasto, kibice żądają jednogłośnie zwycięstwa. Gdyński klub musi brać pod uwagę to, że znajdą się w grupie spadkowej i do czerwca będą walczyć o utrzymanie. Arce potrzebny jest wstrząs, pozytywny impuls, taki jak po spotkaniu z Legią latem tamtego roku. Takim impulsem mogą być wygrane derby lub końcowy triumf w Pucharze Polski. Jeżeli gdynianom udałoby się wygrać mecz 2 maja na Narodowym, zostanie im siedem spotkań w lidze, najpewniej w grupie spadkowej. Po podziale punktów wszystko jest możliwe, nawet to, że po raz pierwszy od sezonu 1992/1993 i sukcesu Miedzi Legnica będziemy mieli reprezentanta w europejskich pucharach, który nie gra w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Piłkarze przeciw trenerowi?

Pisząc o ostatnich tygodniach gdyńskiego klubu, nie sposób nie wspomnieć o relacjach piłkarzy i Grzegorza Nicińskiego. Ostatni regres formy wygląda tak, jakby zespół grał przeciwko trenerowi. Arkowcy mają jak na naszą rodzimą ligę taki potencjał ludzki, że jest wręcz niemożliwością, aby w tak krótkim czasie zanotować aż tak widoczny i bolesny w skutkach spadek formy. Jeżeli te podejrzenia się sprawdzą, dla Grzegorza Nicińskiego nie ma już raczej przyszłości w klubie. Piłkarze mogą doprowadzić do katastrofy, zanim dojdzie do zmiany szkoleniowca. Wiele już było przypadków, gdy zawodnicy grali przeciwko trenerowi, celowo nie przykładając się do gry.

Przykładu takiego zachowania nie trzeba długo szukać. Najnowsza historia w lidze angielskiej. Claudio Ranieri odchodzi, Leicester zaczyna znowu zaskakiwać i wygrywać mecz za meczem. Możliwe, że zarząd gdynian już rozgląda się za ewentualnymi następcami Nicińskiego. Jeśli doszłoby do zmiany trenera, w roli faworyta do objęcia stanowiska najłatwiej widzieć Czesława Michniewicza. Jest to człowiek, który zna klub i identyfikuje się z nim, a co najważniejsze, potrafi zrobić dobry wynik, co pokazał, na przykład prowadząc zespół Termaliki.

Podsumowując, jeżeli Arka swoje kolejne mecze będzie grała na takim poziomie jak ostatnie potyczki z Wigrami Suwałki czy Górnikiem Łęczna, piękny rozdział, którego początkiem był awans do ekstraklasy, może skończyć się niestety spadkiem do niższej klasy rozgrywkowej. Trudne zadanie przed trenerem i piłkarzami, ale muszą zrobić wszystko, by sezon zakończyć z podniesionymi głowami, a może i nawet z podniesionym trofeum.

Komentarze:
Przeczytaj także: