Paweł Łopienski

Pewne zwycięstwo PSG w szlagierze, kolejny pogrom Lyonu oraz derby dla Rennes

14. kolejka Ligue 1 za nami. Czas na podsumowanie najważniejszych wydarzeń

27 listopada 2017

Hitem czternastej kolejki było spotkanie, w którym aktualny mistrz Francji podejmował na własnym stadionie wicemistrza. Dwie najlepsze drużyny w kraju mierzyły się ze sobą, a stawka była wysoka – zwycięstwo Paris Saint-Germain dałoby dziewięć punktów przewagi nad głównym rywalem i niesamowity komfort w dalszej części sezonu. Piłkarskie święto za nami, zaś przed nami podsumowanie piłkarskiego weekendu na francuskich boiskach.

Falcao kontra Cavani, Glik kontra Neymar, Fabinho kontra Rabiot… media od kilku dni żyły szlagierem, ale w weekend grały również inne drużyny, o których musimy wspomnieć. W piątkowy wieczór na Stade Geoffroy-Guichard kibice gospodarzy po raz kolejny wracali do domów niepocieszeni. „Zieloni” po znakomitym początku sezonu popadli w przeciętność i nie wygrali w pięciu ostatnich spotkaniach. Utrzymują się na ósmej lokacie w tabeli, lecz z pięcioma porażkami i ujemnym bilansem bramkowym długo na niej nie zabawią. Jeszcze gorzej ma się sytuacja z Bordeaux. „Żyrondyści” nie potrafią wygrać od siedmiu meczów (pięć porażek i dwa remisy) i plasują się coraz niżej z każdą kolejną kolejką. Tym razem ulegli 0:1 SM Caen, choć na początku spotkania mieli dwie stuprocentowe sytuacje.

Wydaje się, że kończy się czas Pascala Dupraza w Tuluzie. W czternastu spotkaniach zdobyli szesnaście punktów, strzelając zaledwie trzynaście goli. Po porażce z Nantes i remisie z Metz przyszła kolejna klęska, tym razem 1:3 z Dijon. Wystarczy już wspominania o złych passach. Amiens, czyli beniaminek obecnego sezonu Ligue 1, po przeciętnym starcie zaczyna zachwycać we Francji. Ostatnie sześć spotkań to trzy zwycięstwa oraz trzy remisy. Duża w tym zasługa Gaëla Kakuty, który wykorzystuje swoje doświadczenie i umiejętności, aby pomóc najsłabiej wycenianemu klubowi w stawce.

Działacze Lille zawiesili Marcelo Bielsę, lecz nijak przełożyło się to na postawę drużyny na murawie. W sobotę w słabym stylu przegrali z Montpellier 0:3 i nadal pozostają w strefie spadkowej razem z Metz oraz… Niceą. Na uwagę w tym spotkaniu zasłużył między innymi Jérôme Roussillon, który w obecnych rozgrywkach udowadnia, że jest jednym z najlepszych bocznych obrońców ligi, a także 20-letni Nordi Mukiele grający dokładnie po drugiej stronie boiska. Olympique Marsylia po remisie w Lidze Europy z Konyasporem na własnym stadionie podejmował Guingamp. Gol Floriana Thauvina z pierwszej połowy dał trzy punkty gospodarzom, którzy mieli okazję na podwyższenie rezultatu, jednak do samego końca drżeli o trzy punkty.

W Monaco już -9

Szlagierowe spotkanie zapowiadało się wybornie. Mimo słabszej dyspozycji Monaco w ostatnich tygodniach wiedzieliśmy, że rywalizacja przyniesie sporo emocji i tak właśnie było. Dla gospodarzy ten mecz był bardzo ważny, ważniejszy niż ten przegrany we wtorek z RB Lipsk, po którym monakijczycy odpadli z europejskich pucharów. Zwycięstwo lub remis w niedzielny wieczór pozwoliłoby utrzymać dystans do największego rywala. Leonardo Jardim przygotował na to spotkanie ustawienie z pięcioma obrońcami, do tego trio środkowych pomocników (Moutinho-Fabinho-Tielemans) oraz duet napastników złożonych z Keity i Falcao. Paryżanie wyszli swoim sztandarowym zestawieniem, którym grali w środę z Celtikiem Glasgow.

Zadziwiała nieskuteczność paryżan. Już w drugiej minucie Neymar umiejętnie wystawił piłkę Kylianowi Mbappé, który wyminął bramkarza, lecz nie trafił na pustą bramkę. Kilka minut później Julian Draxler znalazł się w podobnej sytuacji. W pierwszej połowie obie drużyny stwarzały sobie sytuacje tylko po kontrach. I tak padła pierwsza bramka. Po stracie Monaco na trzydziestym metrze Draxler z lewej strony dograł do Cavaniego, który wyprzedził dwóch defensorów rywali i pokonał Subasicia. Na początku drugiej połowy Almamy Touré faulował Neymara w polu karnym i sam poszkodowany pewnie wykorzystał „jedenastkę”. Każde otwarcie się Monaco i pójście do przodu skutkowało zabójczymi kontratakami przeciwników. Tym samym do sześćdziesiątej minuty gospodarze nie oddali ani jednego celnego strzału i wydawało się, że jedyną nadzieją są stałe fragmenty gry. Wtem João Moutinho dograł z lewej strony, futbolówka nieszczęśliwie odbiła się od Mbappé i wpadła do siatki. W końcówce Monaco nie potrafiło stworzyć zagrożenia pod bramką Aréoli, tak więc Paris Saint-Germain wygrało w Ligue 1 na Stade Louis II po raz pierwszy od 30 sierpnia 2015 roku.

– Nawet jeśli tak się stanie, nie będzie jeszcze można mówić, że walka o tytuł praktycznie się skończyła. To nawet nie jest połowa sezonu. Mówienie o mistrzostwie na tym etapie byłoby dla mnie po prostu w złym guście. Zbyt wiele może się jeszcze wydarzyć – podkreślał trener paryżan Unai Emery na konferencji przedmeczowej.

Dziewięć punktów różnicy to pokaźna przewaga na tym etapie rozgrywek. Nie jest to co prawda tyle punktów, co w sezonie 2015/2016, gdy po czternastej kolejce PSG miało trzynaście „oczek” więcej od drugiego Lyonu, jednak nie mamy wątpliwości, że drużyna złożona z takich gwiazd jak Neymar, Mbappe, Cavani, Alves czy Rabiot mogłaby pogrzebać cały trud początku rozgrywek. Potknięcia z pewnością się zdarzą, ale katastrofa w postaci kilku porażek z rzędu już nie. Dlatego słusznie „Le Parisien” na swojej okładce umieściło tytuł „PSG bez rywala” oznaczający koniec marzeń o obronie mistrzostwa dla monakijczyków.

AS Monaco 1:2 Paris Saint-Germain

OL znowu gromi i wskakuje na drugie miejsce

Podopieczni Bruno Genesio w tym sezonie są nadzwyczaj skuteczni. Dwanaście miesięcy temu, po czternastu ligowych meczach, piłkarze zdobyli prawie dwa razy mniej goli niż teraz! W obecnych rozgrywkach zdążyli wygrać: 4:0 ze Strasbourgiem, 3:2 z Monaco, 5:0 z Troyes, 5:0 z Saint-Etienne, 5:0 z Niceą oraz trzykrotnie zremisowali rezultatem 3:3. Przyzwyczailiśmy się już, że jeśli zamierzamy oglądać OL w akcji, musimy nastawić się na gole. I to nie jeden. I nie dwa.

Na krótko przed spotkaniem klub poinformował, że Nabil Fekir nie wystąpi z powodu problemów z żołądkiem. Z pewnością ten news podwyższył ciśnienie niejednego kibica drużyny, jednak wychodzi na to, że zespół nie potrzebował jego pomocy w niedzielne popołudnie. Bruno Genesio zdecydował się wystawić zespół w ustawieniu 1-4-3-3 z trio Depay-Mariano-Cornet w ataku. Przyniosło to skutek już w piątej minucie, gdy wynik spotkania otworzył były zawodnik Manchesteru United. Niemal każda strata piłki przez gospodarzy była początkiem bramkowej akcji gości. Do przerwy brzmiał wynik 4:0 po trafieniach Corneta, Mariano Díaza oraz ponownie Depaya, w drugiej części spotkania rezultat ustalił rezerwowy Maolida.

Wspominaliśmy o kończącej się cierpliwości do Pascala Dupraza w Tuluzie. W Nicei jest podobnie. Rewelacja poprzednich rozgrywek zajmuje bardzo niskie osiemnaste miejsce. W czternastu spotkaniach zdobyli czternaście punktów, wygrali zaledwie cztery mecze (z Guingamp, Monaco, Rennes oraz Dijon). Lucien Favre wystawił na pojedynek z OL skład z trzema obrońcami oraz Jalletem i Souquetem w pomocy, jednak i to nie pomogło w uzyskaniu korzystnego wyniku.

OGC Nice 0:5 Olympique Lyon

Rennes z pomocą sędziego wygrywa w derbach Bretanii

Ubiegłotygodniowy debiut Sabriego Lamouchiego na ławce trenerskiej Rennes nie należał do najlepszych. Piłkarze musieli podnieść się po porażce 1:2 z beniaminkiem Strasbourgiem, tym bardziej, że czekało ich znacznie trudniejsze wyzwanie. Nantes jest rewelacją obecnych rozgrywek mimo słabszej dyspozycji w ostatnich spotkaniach. W poprzednich czterech meczach „Kanarki” przegrały aż trzy – 0:1 z Dijon, 1:4 z PSG oraz 1:3 z Tours w krajowym pucharze. Wygrana w derbach dodałaby pewności siebie na spotkania zaplanowane do końca 2017 roku.

Atmosfera na stadionie była, jak na derby przystało. Kibice stworzyli widowiskową oprawę, wszyscy liczyli na efektowne zagrania i mnóstwo goli na murawie. Pierwsza połowa przyniosła kilka sytuacji, jednak zarówno gospodarze, jak i goście nie potrafili znaleźć sposobu na umieszczenie futbolówki w siatce. Probówał Emiliano Sala, próbowali Benjamin Bourigeaud oraz Wahbi Khazri. I to ten ostatni w drugiej części spotkania otworzył rezultat, jednak bramka nie powinna zostać uznana z powodu błędu sędziego: napastnik był na ponad metrowym spalonym. Gdy Nantes miało zadanie odrabiania strat, Nicolas Pallois w krótkim odstępie czasowym otrzymał dwie żółte kartki, w konsekwencji musiał opuścić boisko. „Kanarki” nie poddały się i Emiliano Sala wykorzystał podyktowaną „jedenastkę” za faul na Thomassonie. W końcówce spotkania doszło do kolejnego błędu, sędzia powinien przerwać grę za przewinienie w polu karnym Nantes. Nie zrobił tego, a Khazri drugi raz pokonał Cipriana Tatarusanu.

Stade Rennes 2:1 FC Nantes

***

Pozostałe wyniki 14. kolejki Ligue 1

AS Saint-Etienne 2:2 RC Strasbourg Alsace

SM Caen 1:0 Girondins Bordeaux

Dijon FCO 3:1 Toulouse FC

FC Metz 0:2 Amiens SC

Montpellier Herault SC 3:0 LOSC

ESTAC Troyes 3:0 Angers SCO

Olympique Marsylia 1:0 EA Guingamp

Komentarze:
Przeczytaj także: