Dominik Wronka

Ogromne pieniądze w Premier League to żart?

Angielskie kluby udowadniają, że pieniądze to jednak wszystko

23 lipca 2017

Nie od dziś wiadomo, że najdroższą ligą na świecie jest Premier League. Pieniądze, jakie przepływają przez konta klubów z Wysp, przyprawiają o zawrót głowy i pewnie śmiało z budżetu jednego moglibyśmy utrzymać całą polską ekstraklasę. Jak? Gdzie? Po co? Skąd te pieniądze? Dlaczego aż tyle? To tylko kilka pytań, na które nie znajdziemy odpowiedzi.

Kim jesteś i dlaczego tyle Cię cenią?

To oznacza mniej więcej tyle, że Swansea dogadała się z którymś z zainteresowanych klubów i Islandczyk od przyszłego sezonu będzie występował w innych barwach. Informacja jak każda inna. Może Everton, nawet Stoke się nim interesowało. DALEJ, nic nadzwyczajnego. 50 milionów funtów… Tak, to już nie jest normalne. Właśnie ta kwota, ta równowartość 25 nowiutkich Buggatti Veyronów sprawiła, że ten artykuł musiał się pokazać. Czy Wy do końca oszaleliście?

Nie chcę być gołosłowny, więc powiem Wam, kogo za te 50 milionów można by kupić. Tak, żebyście wiedzieli, że ktoś chyba wpisał o jedno zero za dużo podczas przelewu. Spójrzmy na Bundesligę. Na mniej niż 40 wyceniani są Thiago, Marco Reus, Arturo Vidal, Timo Werner, Renato Sanches i wiecie co? Pewnie tylko kluby z Premier League byłyby w stanie wydać na nich więcej.

– Poproszę bułkę.
– Graham? Zwykłą?
– Taką za pięć złotych.
– Nie mamy takiej. Chce Pan, żebym zapakowała bułek za tę kwotę?
– Nie, chcę bułkę za pięć złotych.

Wchodzi kierownik. Podchodzi do kasjerki i mówi jej na ucho – zapakuj jakąkolwiek bułkę i skasuj piątaka. Tak też zrobiła. Klient zadowolony, to jego najdroższa bułka w życiu.

Widzę to właśnie mniej więcej tak. Tu już nie chodzi o zdrowe przepłacenie. Cristiano Ronaldo szedł do Realu za coś koło stówy, Bale w tym samym kierunku nieco drożej. Zestawmy to z Romelu Lukaku, który kosztował 75 milionów i na przykład Martialem czy Pogbą. Wiadomo, czas leci, ceny idą do góry, nawet paliwo drożeje. Mimo wszystko na moje oko to właśnie były zawodnik Juventusu jest wart swojej ceny, a reszta trochę nadpłacona.

Rekord goni rekord

Rynek transferowy się zmienia i nie mamy zbytnio na to wpływu. Wydaje mi się, że chyba nikt już nie ma na to wpływu, po prostu to żyje swoim życiem. Ceny zawodników idą w górę. Powoli staje się to nudne. Gdy w 2009 roku Cristiano Ronaldo podpisywał kontrakt z Realem Madryt, „Królewscy” wyskoczyli z rekordowych wtedy 94 milionów euro, to ten transfer elektryzował cały świat. Jedni mówili o niewiarygodnej głupocie, inni cieszyli się, że są świadkami czegoś, co szybko się nie powtórzy.

Teraz głośno jest o Neymarze. 222 miliony euro + ewentualne grzywny nałożone na PSG przez FIFA w ramach ustawy o fair play. Suma powalająca, ale czy aby na pewno robi takie samo wrażenie, co 94 za Portugalczyka? Chyba nie. Przyzwyczailiśmy się do tego. Prawda jest taka, że za kilka lat będą padały miliardy.

Wróćmy do Premier League. Odskoczyłem na chwilę, żeby nie krytykować tylko angielskiej piłki. Ten problem jest wszędzie, ale to Brytyjczycy wyznaczają trendy. Nie wiem, czy zauważyliście, czy przeglądacie czasem angielskie media, ale tam codziennie pojawiają się wpisy typu „Klub x pobił rekord transferowy”. West Ham ściągnął Marko Arnatuvicia za 23 miliony funtów, bijąc tym samym o trzy miliony ubiegłoroczny transfer Andre Ayewa.

Wiadomo, możecie powiedzieć, że to przecież normalne kwoty. Jasne, ale w tym oknie transferowym około 10 klubów z Premier League przekroczyło swoją magiczną barierę, żeby sprowadzić zawodnika. Pamiętajmy, że na jednym transferze okno się nie kończy.

Panie i Panowie – Kyle Walker

Jakiś czas temu świat obiegła informacja, że Manchester City nadal nie próżnuje i pozwala Guardioli na bardzo rozrzutne zakupy. O ile talentu Kyle Walkera nikomu nie trzeba udowadniać, raczej każdy, nawet niedzielny kibic, słyszał to nazwisko, o tyle warto o tym transferze wspomnieć ze względu na… kolejny rekord. Szejkowie za sprowadzenie Anglika na Etihad Stadium zapłacili 50 milionów, co czyni go najdroższym defensorem w historii futbolu.

Skoro za prawego obrońcę dali 50, to dlaczego by tego nie zdublować i ściągnąć od razu kogoś na lewą stronę? 23-letni Benjamin Mendy z AS Monaco podobno przypadł do gustu hiszpańskiemu trenerowi, który chętnie widziałby go w swoim składzie. Z kolei mistrz Francji uwielbia wysoko cenić zawodników (czyt. Kylian Mbappe – 130 milionów), więc za obrońcę spokojnie możemy wyczekiwać kolejnego rekordu.

Quo vadis?

Uważam, że nie ma sensu dogłębnie sięgać do kieszeni największych klubów świata, doszukując się pochodzenia obecnej sytuacji. Informacje, które są oficjalne, i tak w 100 procentach nie oddadzą rzeczywistości, a po co mamy się oszukiwać? Co będzie dalej? Najprawdopodobniej kolejne rekordy. Skoro już dziś plotkujemy o transferach za ponad 200 milionów euro, to w przeciągu kilku lat będzie to całkiem realna suma za średniaka, bo najlepsi będą kosztować 300-400.

Komentarze:
Przeczytaj także: