Michał Krzeszowski

Od zera do sukcesu. Viitorul pierwszy raz mistrzem Rumunii

Młoda drużyna prowadzona przez Gheorghe Hagiego zdobywa historyczne trofeum

observator.ro
02 lipca 2017

13 maj zwykle kojarzy się ze świętem chrześcijańskim, ale od 2017 roku ta data będzie mieć w Rumunii również inne znaczenie. Drużyna założona od zera przez legendę rumuńskiej piłki – Gheorghe Hagiego – zdobywa pierwszy raz mistrzostwo kraju. Jest to niesamowity wyczyn. Zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę, że FC Viitorul został założony w 2009 roku. Drużyna złożona głównie z wychowanków i młodych zawodników, którzy są nieznani przeciętnym kibicom europejskiej piłki. Jak zaczęła się ta niesamowita historia?

Walka o mistrzostwo Rumunii 2016/2017 toczyła się do ostatniej kolejki. Podobnie jak w naszej ekstraklasie, tak i w Liga I po sezonie zasadniczym następował podział na grupę mistrzowską i spadkową. Nie jest to identyczne jak u nas, bo liga jest złożona z 14 drużyn. Po zakończeniu pierwszej fazy sześć pierwszych zespołów tworzy grupę walczącą o mistrzostwo, a osiem pozostałych grupę walczącą o utrzymanie. W Polsce po podziale drużyny rozgrywają z przeciwnikami już tylko jedno spotkanie, a tam przewidziany jest tzw. dwumecz. Oczywiście punkty są dzielone na pół przed startem drugiej fazy.

Wracając do samej rywalizacji, po fazie zasadniczej pierwsze miejsce w tabeli zajmował FC Viitorul z czterema punktami przewagi nad FCS Bukareszt (dawna Steaua). W grupie mistrzowskiej ekipa ze stolicy zrównała się punktami z liderem rozgrywek. W ostatniej kolejce sezonu obie ekipy grały na swoich stadionach. Świętowanie wraz z ostatnim gwizdkiem rozpoczęło się w Ovidiu, bo dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich meczów w fazie grupowej mistrzem został FC Viitorul. Nie pierwszy raz w ostatnich latach w rumuńskim futbolu „wyskakuje” nieoczekiwany mistrz. Ale jak zaczęła się historia klubu z okręgu Konstancy?

Właściciel i trener w jednym

FC Viitorul swoją historię wiąże przede wszystkim z najwybitniejszym piłkarzem w historii Rumunii. Mowa tu oczywiście o Gheorghe Hagim. Po zakończeniu piłkarskiej kariery wybitny rumuński zawodnik postanowił zostać trenerem. Początkowo został rzucony na „głęboką wodę”. W 2001 roku miał dokończyć eliminacje do mistrzostw świata z kadrą Rumunii i przygotować zespół do pewnego spotkania barażowego. Rywalem była Słowenia, ale niestety tego rywala w dwumeczu nie udało się wyeliminować. Krótka kariera selekcjonera rodzimego kraju zakończyła się po czterech spotkaniach. Po dwuletniej przerwie wrócił do zawodu trenera, próbując swoich sił w Turcji. Tam też „świata nie zwojował”. Najpierw w Bursasporze szło mu słabo (dymisja przed końcem sezonu i spadek), a potem w Galatasaray zajął trzecie miejsce w lidze i zdobył Puchar Turcji. Mimo niezłych wyników został zwolniony.

Fanatik.ro

Przyszedł wreszcie czas na trenowanie drużyny z ojczyzny. Najpierw byla Politehnica Timisoara (8. miejsce), a potem Steaua Bukareszt. W Bukareszcie pracował tylko trzy miesiące, bo popadł w konflikt z prezesem Gigim Becalim. Ponownie przerwał karierę trenerską, aby po trzech latach znowu wrócić do Galatasaray. Tym razem pobyt w Stambule wyszedł mu znacznie gorzej, a jego drużyna zajęła miejsce w środku tabeli.

Na szczęście dla rumuńskiej piłki po tych wszystkich niepowodzeniach Hagi nie zraził się do zawodu trenera. W międzyczasie gdy prowadził Galatasaray, w 2009 roku założył w Ovidiu zespół – FC Viitorul. Dlaczego akurat tam? Bo pierwszą drużyną, w jakiej Hagi objawił się światu, był Farul Konstanca. Co prawda nie grał tam za długo, ale sentyment do okręgu Konstancy został.

W trzy lata do elity

W pierwszej kolejności Hagi stworzył akademię, dzięki której w przyszłości pojawi się wielu zdolnych, młodych piłkarzy. Docelowo po skończeniu szkolenia najlepsi mieli trafić do Viitorulu. Młoda drużyna Hagiego zaczęła szybko rosnąć i pojawiła się z zawrotną prędkością w najwyższej klasie piłkarskiej. Przez to, że właśnie wychowankowie stanowią o sile drużyny, Viitorulowi nadano przydomek „Dzieci Hagiego”.

W roku założenia FC Viitorul przejął licencję CSO Ovidiu i zaczął grać w Liga III. W pierwszym sezonie zapewnił sobie po 33. kolejce awans z pierwszego miejsca do Liga II. Na zapleczu rumuńskiej ekstraklasy za pierwszym razem „Dzieci Hagiego” skończyły rywalizację na dziewiątej lokacie. Rok później walczyły do końca o awans z ACS Berceni i ostatecznie udało się im tego dokonać, zajmując drugie miejsce.

Sezon 2012/2013 był pierwszym w historii młodego klubu w Lidze I. Drużyna z 14-tysięcznego Ovidiu spełniła wreszcie swoje marzenie. Ale to był dopiero początek ich przygody. W ciągu pierwszych trzech sezonów FC Viitorul walczył głównie o utrzymanie, co też udawało się realizować. Od 2014 roku odpowiedzialność za wyniki wziął na siebie Gheorghe Hagi, który wrócił do trenowania. W sezonie 2015/2016 „Dzieciom Hagiego” udało się pierwszy raz załapać do grupy mistrzowskiej. Poszli za ciosem i zajmując piąte miejsce, zapewnili sobie udział w eliminacjach do Ligi Europy.

Pierwsze mistrzostwo

Przygoda w europejskich pucharach nie trwała za długo. Już pierwszy dwumecz okazał się być ostatnim dla Viitorulu. Rywalem był belgijski Gent. Na swoim boisku udało się zremisować 0:0, ale już na wyjeździe przeciwnik obdarł Rumunów z jakichkolwiek złudzeń. 0:5 i gorzka pigułka w debiucie w pucharach. W Lidze I początek sezonu też nie był najlepszy w wykonaniu ekipy z Ovidiu i nic nie wskazywało na możliwość walki o mistrzostwo.

Sytuacja zaczęła się zmieniać we wrześniu po przerwie reprezentacyjnej. „Dzieci Hagiego” zaczęły łapać wiatr w żagle, pokonując jednego przeciwnika za drugim. Jedyną przeszkodą był FCS Bukareszt. W sezonie zasadniczym Viitorulowi nie udało się pokonać tej ekipy ani razu. Mimo tych „planowych” wpadek rywale zaczęli na szczęście grać mocno w kratkę i to zespół z Konstanty był na czele stawki. Po podziale na grupy do historycznego, kiedyś nierealnego, rezultatu potrzebne było rozegranie jeszcze dziesięciu spotkań. Szczęście wciąż stało po stronie klubu z małego Ovidiu.

Z dziesięciu meczów aż w pięciu FC Viitorul tracił punkty. Główny rywal z Bukaresztu niemal w tych samych kolejkach również tracił punkty, co przedłużyło walkę o mistrzostwo do ostatniej kolejki.

Udało się pokonać FCS 3:1 i potem na boisku rywala zremisować. Z dziesięciu meczów aż w pięciu FC Viitorul tracił punkty. Główny rywal z Bukaresztu niemal w tych samych kolejkach również tracił punkty, co przedłużyło walkę o mistrzostwo do ostatniej kolejki. W niej bardziej utytułowany rywal już w pierwszej połowie rozprawił się bez problemów z Universitateą Craiovą (3:0) i musiał nasłuchiwać wieści z Ovidiu. „Dzieci Hagiego” podejmowały CFR Cluj. Tam liderowi pierwsza połowa nie układała się tak dobrze jak FCS. Cluj było groźniejsze i bliższe strzelenia gola. W drugiej połowie gra Viitorul poprawiła się, a w 65. min rzut karny na bramkę zamienił Gabriel Iancu. Jak się później okazało, był to gol dający pierwsze mistrzostwo w historii klubu. Ba, pierwsze w historii okręgu Konstanca.

Ojcowie Synowie sukcesu

Jak wcześniej wspominaliśmy, Viitorul w głównej mierze zbudowany jest ze zdolnej młodzieży pochodzącej z akademii Hagiego. W pierwszej drużynie występowali najlepsi zawodnicy w celu promocji i późniejszej sprzedaży z zyskiem. W mistrzowskim sezonie skład ekipy z Ovidiu stanowili oczywiście piłkarze, którzy pobierali nauki w wyżej wspomnianej szkółce. Jednymi z nielicznych pozyskanych do Viitorul spoza Konstancy są bramkarz Victor Rimniceanu (tylko FCS miało mniej straconych goli), francuski obrońca Kevin Boli, lewy obrońca Cristian Ganea (pięć asyst), skrzydłowy lub napastnik Vlad Morar (dziewięć goli i trzy asysty), środkowi pomocnicy Florin Purece i Nelut Rosu oraz napastnik pozyskany w marcu na zasadzie wolnego transferu – George Tucudeanu (cztery gole i asysta w sześciu meczach). Łączy ich jeden fakt. Wszyscy przyszli za darmo albo za bardzo drobną opłatą.

Fanatik.ro

Z wychowanków warci uwagi są prawy obrońca Romario Benzar (sześć asyst), stoperzy Bogdan Tiru i Robert Hodorogea, środkowy pomocnik Carlo Casap, defensywny Dragos Nedelcu, skrzydłowi Florinel Coman (sześć goli, siedem asyst), Gabriel Iancu (pięć goli) i Ionut Vina oraz skrzydłowy lub napastnik Aurelian Chitu (11 goli i sześć asyst). Średnia wieku drużyny z ubiegłego sezonu to 24,5 lat. Benzar i Tiru byli w kadrze Rumunii podczas ostatniego zgrupowania, a prawy obrońca jest już podstawowym graczem reprezentacji. Debiut zaliczył również Ganea. W kadrze znajduje się jeszcze Razvan Marin, który w przerwie zimowej odszedł z Viitorul do Standardu Liege.

Są to wciąż młodzi gracze, dlatego lepiej nazwać ich synami niż ojcami sukcesu. Sukces dopiero procentuje. Akademia Hagiego cały czas działa i jest najlepsza w kraju. Poza Sorinem Radoiem nie było w Viitorul żadnego trzydziestolatka.

Jaki następny krok?

W ciągu ostatnich dziesięciu lat w rumuńskiej lidze pojawiali się czterokrotnie nieoczekiwani mistrzowie. Unirea Urziceni tak jak szybko się pojawiła, tak zniknęła z piłkarskiej mapy Rumunii. Otelul Galati też już nie gra w Lidze I, a ubiegłoroczny mistrz Astra Giurgiu na razie ma się nieźle. Kondycja finansowa piłki nożnej wciąż jest nie najlepsza, stąd praktycznie co roku ktoś jest karany ujemnymi punktami. Czy FC Viitorul grozi los innych niespodzianek z przeszłości?

Wydaje się, że tak nie będzie. Klub mimo zdobycia mistrzostwa nie zamierza zmieniać swojej polityki. Wciąż w głównej mierze stawia na wychowanków i wzmacnia skład drobnymi transferami. Dzięki wywalczeniu mistrzostwa „Dzieci Hagiego” zagrają w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Klub liczy się z możliwością straty kluczowych graczy. Na ten moment pożegnano tylko Iancu, któremu wygasł kontrakt. Jeżeli Viitorul przegrałby dwumecz w el. LM, to jest jeszcze szansa na dostanie się do Ligi Europy. Z pewnością w nadchodzącym sezonie uda się rozegrać więcej spotkań niż tylko dwa.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale od FC Viitorul nikt nie żąda niemożliwego. Każde miejsce w czołówce Liga 1 będzie akceptowane, a awans do Ligi Mistrzów lub Ligi Europy będzie wielką nadwyżką.

Do klubu z Konstancy wróciło kilku wypożyczonych piłkarzy, a także pozyskano trzech doświadczonych graczy – stopera Mariusa Constantina, prawego obrońcę Andreia Dumitrasa oraz ofensywnego pomocnika Ovidiu Hereę. Mają oni pomóc utalentowanej młodzieży w walce o obronę tytułu oraz w europejskich pucharach.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale od FC Viitorul nikt nie żąda niemożliwego. Każde miejsce w czołówce Liga 1 będzie akceptowane, a awans do Ligi Mistrzów lub Ligi Europy będzie wielką nadwyżką. Tak długo, jak nie znudzi się Hagiemu inwestowanie w akademię i Viitorul, tak długo może istnieć na mapie ciekawy ośrodek piłkarski nad Morzem Czarnym. Sama szkółka działa bardzo dobrze i kto wie, czy może dzięki niej w ciągu dziesięciu lat odrodzi się również reprezentacja Rumunii. Czas pokaże, a teraz chwilo trwaj.

Komentarze:
Przeczytaj także: