Artur Wachowicz

O co walczy VfB Stuttgart?

Gdzie poniesie beniaminka Bundesligi?

freegreatpicture.com
13 listopada 2017

Po krótkiej tułaczce w 2. Bundeslidze na najlepsze stadiony w Niemczech powrócił były mistrz tego kraju – VfB Stuttgat.  Zespół dowodzony przez Hannessa Wolfa przeszedł jak burza przez zaplecze 1. Bundesligi, dzięki czemu walczy ponownie z największymi klubami w kraju.

Promocja do elity nie była najłatwiejsza. Walka o awans trwała do ostatnich kolejek, gdyż poprzeczkę wysoko zawiesiły kluby: Hannover 96 oraz Eintracht Brunszwik i Union Berlin. Ostatecznie jednak pierwsze dwa miejsca zajęły kluby, które sezon wcześniej spadły z najwyższej klasy rozgrywkowej. Szybki powrót tak znanych marek mógł oznaczać, że w 1. Bundeslidze będzie jeszcze ciekawiej, bo Stuttgart i Hannover 96 beniaminkami były jednak tylko z nazwy. Ci drudzy plączą się czołówce pod nogami, Stuttgart zaś, no właśnie, nie wiadomo do końca, o co w tym sezonie gra.

Zatracona skuteczność

VfB nie najlepiej sobie radzi w tegorocznych rozgrywkach, choć przed sezonem wydawać by się mogło, że kadra jest dość silna, by móc osiągać lepsze wyniki. Nie ma co ukrywać, ale to linia ataku miała być tym, czym drużyna prowadzona przez Wolfa miała straszyć w lidze. Simon Terodde zdobył w poprzednim sezonie aż 25 goli, jako zespół Stuttgart pod tym względem nie miał sobie równych i pod względem zdobywanych bramek był również na pierwszym miejscu. Liczba 63 zdobytych bramek robiła wrażenie.

Zderzenie się z 1. Bundesligą pokazuje jednak, że coś się zacięło i Stuttgart zamiast wygrywać kolejne mecze, częściej przegrywa. Co gorsza szwankuje skuteczność, bo VfB lepsze są pod tym względem od czterech najsłabszych w tym sezonie drużyn, czyli HSV, SC Freiburg, 1. FC Kӧln, Werderu Brema. Dziesięć bramek całego zespołu w jedenastu spotkaniach razi w oczy. Terodde, zamiast zdobywać gole jak na zawołanie, do tej pory do siatki rywali trafiał tylko dwa razy, i to w dziesięciu spotkaniach. Lepszy pod tym względem od króla strzelców poprzedniego sezonu jest Chadrac Akolo, tyle że ten 22-letni napastnik ma jedno trafienie więcej. Zapewne lepiej wyglądałaby forma całej linii ataku, gdyby nie kontuzje ważnych zawodników, którzy na Mercedes-Benz Arena zostali sprowadzeni. Mowa tu chociażby o Anastosie Donisie, którego Hanness Wolf ściągnął z Juventusu Turyn. Grek zagrał siedem razy w lidze, ale tylko raz trafił do siatki.

Silni u siebie

Gdyby „Die Schwaben” byli tak skuteczni na wyjazdach jak u siebie, to lokata w tabeli byłaby zupełnie inna. Niestety, ale jednym z problemów jest gra w delegacji. Warto jednak zauważyć, że do tej pory zespół ze stolicy Badenii-Wirtembergii na wyjazdach grał z drużynami, które nie należą, kolokwialnie mówiąc, do ogórków. Schalke 04, Borussia Mӧnchengladbach czy RB Lipsk to jakby nie patrzeć silne drużyny mające w planach grę w europejskich pucharach. Jedynie do tego grona nie zalicza się jeszcze Eintracht Frankfurt, z którym VfB przegrało. Dodać można również niespodziankę, jaką swoim kibicom zapewnili piłkarze Wolfa, którzy niespodziewanie ulegli Hamburgerowi SV 1:3.

Na swoim terenie zespół Stuttgartu jest niemalże nie do ruszenia. Jedyny punkt na Mercedes-Benz Arena udało się wydrzeć zaskakująco dobrze dysponowanej w tegorocznych rozgrywkach ekipie FC Augsburg. Nie można jednak również zapomnieć o tym, że jeśli VfB wygrywa, to minimalną różnicą jednego gola. Dyspozycję VfB na Mercedes-Benz Arena niebawem sprawdzi silna Borussia Dortmund, która jest w lekkim kryzysie. U siebie Stuttgart w tym roku podejmie Bayer Leverkusen oraz Bayern Monachium. Będą to niezwykle trudne starcia, w których trudno oczekiwać pełnej puli. Łatwiej teoretycznie powinno być na wyjazdach, bo prócz Hoffenheim nie ma aż tak dobrze w tym sezonie grających drużyn. Problemy może sprawić Hannover 96, ale po Werderze Brema trudno spodziewać się wygranej.

Rola Kamińskiego

Omawiając zespół VfB, trudno nie zatrzymać się przy nazwisku Polaka tam występującego. Marcin Kamiński w poprzednim sezonie był podstawowym zawodnikiem, który dołożył niewątpliwie swoją cegiełkę do awansu.  Zagrał wtedy w 23 spotkaniach i zdobył nawet gola. W tym sezonie 25-letniego obrońcę przyhamowała jednak kontuzja. Do tej pory grał w każdym ze spotkań aż do pojedynku z Kolonią, kiedy to przydarzył się mu uraz – zerwał więzadła. Gdy wróci, wiele wskazuje na to, że stanie się ponownie zawodnikiem pierwszego wyboru, chyba że jego rywale w obronie zaczną grać bardzo dobrze i nie przytrafi im się kontuzja.

Optymistyczną wiadomością mógłby być jakiś transfer. Kto wie, może do Stuttgartu przyjdzie jakiś zawodnik, który okaże się ogromnym wzmocnieniem w środku obrony. W tej chwili jednak w zespole żaden z rywalizujących z Kamińskim kolegów mu nie zagraża. Timo Baumgartl oraz Benjamin Pavard odpowiadają za dziurawą defensywę swojej drużyny, a ostatnie wyczyny wymienionej dwójki najlepiej odda ostatni pojedynek ze słabym HSV, które mimo że jest nieskuteczne z przodu, to ekipie Wolfa wcisnęło trzy gole.

Nie czas na puchary

Trudno oczekiwać po beniaminku walki o miejsca gwarantujące występy w europejskich pucharach w następnym sezonie. Rywalizacja jest niezwykle zacięta, a drużynie VfB z pewnością brakuje kilku klasowych zawodników, którzy potrafiliby poprawić jakość. Na pewno powrót do obrony Holgera Badstubera i Marcina Kamińskiego dałby wiele dało dobrego, mimo wszystko jednak należy oczekiwać zdecydowanie lepszej skuteczności od napastników. Również w pomocy przydałaby się jakaś nowa osoba, która dałaby nieco więcej jakości. W obecnej sytuacji Stuttgart skazany jest na pewne utrzymanie się w lidze. W tegorocznych rozgrywkach są inni, którzy robią wszystko co w ich mocy, by z ligi spaść z hukiem, a Stuttgart się do tego grona nie zalicza.

Komentarze:
Przeczytaj także: