Kewin Bielecki

Nowa moda w Bundeslidze, czyli trener w wieku zawodników

Aż sześciu szkoleniowców nowego sezonu Bundesligi nie skończyło jeszcze 40 lat

SI.com
03 sierpnia 2017

Start niemieckich rozgrywek coraz bliżej. Każdy nie może się doczekać pierwszego gwizdka i emocji mu towarzyszących. Wielu nowych piłkarzy, przetasowania w kadrze, co też rzuca się w oczy w sztabach szkoleniowych. W Niemczech zaczyna panować nowa moda na młodego szkoleniowca. Pomysł ciekawy, ale czy skuteczny, okaże się po sezonie. Jak dotąd część tych trenerów pokazała się z najlepszej możliwej strony już w zeszłym sezonie. Oto czwórka szkoleniowców, która w niedługim czasie może wskoczyć do absolutnego topu.

Główny bohater

Julian Nagelsmann, bo o nim głównie mowa, nie zrobił oszałamiającej kariery jako piłkarz. Grał w drużynach juniorskich, a chwilę po przebiciu się do pierwszego zespołu TSV 1860 na drodze stanęła mu poważna kontuzja, po której musiał przedwcześnie zakończyć karierę. Kolejne miesiące po kontuzji i zakończeniu kariery były dla niego niesamowicie trudne. Chciał rozbratu z piłką, ale wówczas pomógł mu ówczesny trener juniorów FC Augsburg, Thomas Tuchel. Zaproponował mu pracę za niewielkie pieniądze. „Baby-Mourinho”, jak często jest teraz określany, pomagał Tuchelowi w obserwacji przeciwników i raportowaniu ich gry. Niedługo po tym Nagelsmann został asystentem U-17 w TSV, skąd przeniósł się do Hoffenheim, by samodzielnie objąć drużynę młodzieżową, którą doprowadził do mistrzostwa Niemiec U-19. W lutym zeszłego roku przejął pierwszy zespół „Hoffe”, gdy drużyna była na miejscu spadkowym i zmierzała do 2. Bundesligi. On jednak z dużym spokojem utrzymał się w najwyższej klasie rozgrywkowej, a w kolejnym sezonie po raz pierwszy w historii wprowadził zespół do europejskich pucharów. Biorąc pod uwagę fakt, że „Wieśniaki” nie dysponują dużym budżetem, trener potrafił za niewielkie pieniądze stworzyć drużynę zdolną rywalizować z najmocniejszymi. Stworzył potwora, który stał się czołową siłą niemieckiej piłki i wygląda na to, że to nie jest ostatnie słowo.

Język młodych

Gwiazda młodego trenera świeci coraz mocniej, ale w nowym sezonie nie będzie to jedyny „nastoletni” szkoleniowiec z sukcesami. Kolejną wartą uwagi osobą jest Hannes Wolf. Jego kariera piłkarska kręciła się w zasadzie tylko wokół niższych rozgrywek krajowych, lecz jako trener szybko zaczął zbierać duże uznanie. Wolf rozpoczął jako grający szkoleniowiec zespołów SG Eintracht Ergste oraz ASC 09 Dortmund. Następnie przeniósł się do Borussii Dortmund, gdzie był asystentem trenera rezerwowej drużyny. Szybko przeszedł kolejne szczeble jako szkoleniowiec zespołów U-17 (2 mistrzostwa) i U-19 (1 mistrzostwo) oraz rezerw. Pokazał się wtedy jako świetny taktyk i człowiek potrafiący dotrzeć do swoich młodych zawodników. W 2016 roku objął stanowisko szkoleniowca VfB Stuttgart grającego w 2. Bundeslidze, gdzie skompletował zespół na miarę mistrzostwa i szybko przywrócił Stuttgartowi najwyższe krajowe rozgrywki. Teraz nie ma co upatrywać jego drużyny jako ekipy, która zwojuje ligę, ale wydaje się, że Hannes jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu i spokojne utrzymanie zespołu w lidze to jego absolutne minimum.

Nowa, stara twarz

31 maja FSV Mainz zaprezentowało nowego trenera. Rouven Schroeder, dyrektor sportowy klubu, w zasadzie namaścił na szkoleniowca Sandro Schwarza, który opiekował się drugą ekipą Mainz. Zarząd pokłada w nim duże nadzieje, wierząc, że przywróci on zespołowi stabilność i zadziorność z dawnych lat. Schwarz ma przywrócić ducha dawnych dni. W klubie panują nowe realia, nowi ludzie, ale on wydaje się wyborem jakby z poprzedniej ery. Urodzony w Moguncji, wychowanek klubu i piłkarz, który rozegrał ponad 100 meczów dla aktualnego pracodawcy. Osoba mocno związana z Mainz, która przez 20 lat kariery pracowała z najważniejszymi ludźmi w klubie. Od Juergena Kloppa, którego jest serdecznym przyjacielem, po Thomasa Tuchela czy ówczesnego dyrektora sportowego Christiana Heidla. Wielkich sukcesów na swoim koncie nie ma, ale może to dopiero przed nim. Mainz woli załatwiać swoje potrzeby w domowym zaciszu, co też jest metodą, a porady choćby doświadczonego Kloppa raczej nie zaszkodzą klubowi.

Włosko-niemiecka perspektywa

Skoro jesteśmy już przy Juergenie Kloppie, to warto wspomnieć, że Schalke 04 po nieudanym sezonie poszukuje własnej wersji takiego trenera. Domenico Tedesco, niemiecki szkoleniowiec włoskiego pochodzenia, wydaje się być bardzo obiecującym wyborem. W szkole trenerskiej był lepszy niż uczęszczający w tym samym roczniku Julian Nagelsmann. Podczas swojej kariery prowadził jedynie Erzgebirge Aue, ledwie przez trzy miesiące. Objął ostatni zespół w lidze i w krótkim czasie wyprowadził klub ze spadku z 2. Bundesligi. S04 przeanalizowało, jak wyglądał ich zeszły sezon i stwierdziło, że nie ma lepszego kandydata niż właśnie Tedesco. Kibice wytykają brak doświadczenia, ale klub broni się, że trener przekonał zarząd swoją wizją i zaangażowaniem.

Doświadczenie przychodzi z czasem

Średnia wieku trenera w Bundeslidze wynosi teraz 44 lata i z roku na rok jest coraz niższa. To chwilowa moda czy może efekt świetnej pracy świeżego narybku trenerskiego? Duża wiedza piłkarska czy typowo taktyczna to na pewno ogromny atut, ale czy wystarczający, by równać się z najlepszymi? Mimo wszystko do sukcesów w dużym stopniu prowadzi instynkt, którego nie da się wyrobić w ciągu roku czy dwóch. Doświadczenie zbierane latami przez Carlo Ancelottiego czy innych szkoleniowców jego pokroju to coś, czego prędko nie przekroczą, ale stoją przed wielką szansą, by z roku na rok ta różnica się zmniejszała. Być może już za kilka lat to oni będą następcami dzisiejszych „wielkich” i będą decydować o obliczu największych klubów na świecie.

Komentarze:
Przeczytaj także: