Jakub Najwer

Najważniejsze pytania przed czwartą kolejką Premier League

Co czeka nas w następnym tygodniu w angielskiej lidze?

www.thedaisycutter.co.uk
08 września 2017

Sezon jeszcze się tak naprawdę nie zaczął, ale już jest ciekawie. Kibice Arsenalu pragną odejścia Wengera, United nie straciło jeszcze bramki, Huddersfield zalicza świetny start sezonu, a Tottenham nadal nie potrafi grać na Wembley. Tyle wiemy po trzech rozegranych dotychczas kolejkach Premier League. Jednak Anglia to Anglia i w każdej serii spotkań mamy coś ciekawego. Co przygotował dla nas terminarz na nadchodzący weekend?

Niewątpliwie Premier League jest najciekawszą ligą świata i z tym nie powinien kłócić się nikt, nawet zagorzali fani naszej polskiej rodzimej ekstraklasy. Co tydzień mamy jakieś wielkie spotkania, tym razem trafiło nam się meczycho: Manchester City kontra Liverpool.

Guardiola czy Klopp?

Liverpool w ostatniej kolejce zmiażdżył Arsenal 4:0 i może się wydawać, że „The Reds” są na fali. Świetna gra, awans do Ligi Mistrzów, a przede wszystkim ta niebywała szybkość na bokach to wszystko, czym imponuje ekipa Juergena Kloppa w tym sezonie. W większości spotkań podopieczni Niemca będą w tej kampanii faworytem, ale czy tym razem też?

Uważam, że w tym meczu nie ma klarownego faworyta. City zalicza równie dobry początek sezonu co Liverpool i ma tyle samo punktów po trzech meczach. Wiemy, że obie ekipy są potężne i szykuje nam się doskonały pojedynek. Pamiętajmy, że „Obywatele” przeprowadzili przed sezonem wielkie transfery i to w jakiś sposób może za nimi przemawiać – świeżość. Tak naprawdę nikt nie wie, czego można się po tym zespole spodziewać.

Manchester City – Liverpool, sobota, godzina 13:30

Czy Arsenal jeszcze potrafi grać w piłkę?

 

Ostatni mecz tego klubu pokazał, że na razie chyba nie. Wielkie lanie od Liverpoolu, które nie było w żaden sposób powstrzymywane przez „Kanonierów”. Londyńczycy stali i patrzyli, jak „The Reds” wyprowadzają kolejne kontry i strzelają kolejne bramki, niczym skazaniec siedzący na krześle elektrycznym. We wszystkim nie pomaga fakt, że Arsene Wenger wyglądał na tej ławce jak ktoś, kto kompletnie nie ma pomysłu na siebie. Najchętniej to on by stamtąd uciekł, zabrał ze sobą swoich ulubieńców (Walcott, Welbeck, Monreal, Holding) i stworzył z nimi jakiś nowy piłkarski projekt. Ta gra się po prostu nie układała, a sadzanie na ławce Lacazette’a i granie Welbeckiem na Liverpool pokazało, że „Siwy” się po prostu gubi…

Przyszła jednak przerwa reprezentacyjna i Arsenal ma szansę się zrehabilitować tuż po niej. Ekipa z Londynu podejmie u siebie zespół z Bournemouth i nikt nie przewiduje innego scenariusza jak wysokie zwycięstwo nad drużyną Eddiego Howe’a. Rehabilitacja po takim meczu jak ten ostatni jest czymś, co po prostu musi się wydarzyć. No właśnie, tylko czy oni jeszcze potrafią?

Arsenal – Bournemouth, sobota, godzina 16:00

Stracą w końcu bramkę?

Manchester United wydaje się klubem, który w końcu wraca na właściwe tory. Klubem, który odbudowuje swoją potęgę małymi kroczkami, ale dużymi nakładami finansowymi.

W Premier League mamy dwie ekipy, których bramkarze jeszcze ani razu nie wyciągali piłki z siatki. To Manchester United oraz… Huddersfield Town. Beniaminek zalicza doskonały start sezonu, ale kwestią czasu pozostaje fakt, kiedy zaczną tracić bramki seriami. Bardzo możliwe, że wydarzy się to już w najbliższy poniedziałek, kiedy będą gościć na stadionie West Ham. Początek dla „Młotów” jest wręcz tragiczny i ta przerwa reprezentacyjna może być zbawienna. „Bordowo-niebiescy” muszą zacząć lepiej grać. Idealnym momentem na przełamanie będzie potyczka z beniaminkiem.

Manchester United wydaje się klubem, który w końcu wraca na właściwe tory. Klubem, który odbudowuje swoją potęgę małymi kroczkami, ale dużymi nakładami finansowymi. Lukaku powoli się spłaca, Pogba przypomniał sobie jak to jest grać w piłkę, a i Mkhitaryan dostosowuje się do poziomu drużyny. Jednak na największego plusa po trzech kolejkach zasługuje defensywa „Czerwonych Diabłów”, która nie dopuściła jeszcze do straty gola. Bilans bramkowy jest imponujący: 10:0. Czy Stoke, z którym teraz się zmierzą, zdoła przełamać ich defensywny mur?

West Ham – Huddersfield, poniedziałek, godzina 21:00

Stoke City – Manchester United, sobota godzina 18:30

Everton z Tottenhamem czy Leicester z Chelsea?

Skysports.com

Takie pytanie zadadzą sobie postronni kibice Premier League, kiedy będą decydować, który mecz obejrzeć w sobotę o godzinie 16:00. Obydwa spotkania zapowiadają się bardzo ciekawie, ale któreś trzeba wybrać.

Everton vs Tottenham to mecz dwóch drużyn, które aspirują do innych, ale wysokich celów. „The Toffies” chcieliby na stałe zagościć w pierwszej szóstce ligi, a „Spurs” z kolei mają ochotę na zdobycie tytułu mistrzowskiego. Ronald Koeman był jednym z głównych graczy na angielskim rynku transferowym, ale na razie jego zespół zawodzi, zdobył zaledwie cztery punkty w trzech meczach. Idealnym momentem na przełamanie złej serii może być wygrana z wicemistrzem Anglii. Z kolei Tottenham jest zespołem, który takie mecze po prostu musi wygrywać, jeżeli myśli o mistrzostwie.

Niedawny mistrz Anglii kontra aktualny mistrz Anglii. Kiedyś taki pojedynek oznaczał na przykład mecz Arsenalu Manchesteru United z Chelsea… Teraz mamy Leicester City. Sensacyjny mistrz Anglii sprzed dwóch sezonów powraca na właściwe tory po nieudanych rozgrywkach i wcale nie musi być łatwym przeciwnikiem dla Chelsea, która marzy o obronie tytułu. Mecz ten ma jeden dodatkowy smaczek. W ciągu Deadline Day „The Blues” podebrali „Lisom” kluczowego zawodnika, do stolicy przeniósł się Danny Drinkwater za kwotę 40 mln funtów. Czy zadebiutuje? Przekonamy się o tym w sobotę.

Everton – Tottenham, sobota, godzina 16:00

Leicester – Chelsea, sobota, godzina 16:00

 

Komentarze:
Przeczytaj także: