Mateusz Mazur

Najciekawsze pytania przed trzecią kolejką Premier League

Ile drużyn zdoła podtrzymać zwycięską serię?

26 sierpnia 2017

Angielskie kluby poznały już swoich rywali w europejskich pucharach, dla jednych los okazał się bardziej łaskawy, dla innych mniej. W mieszanych humorach przystąpią więc drużyny do trzeciej, ostatniej przed przerwą reprezentacyjną, kolejki Premier League. Kto zdoła podtrzymać zwycięską serię? Kto się przełamie? Kto zaskoczy?

1) Czyja obrona okaże się mniej dziurawa?

Kiedy na otwarcie sezonu 2016/2017 Arsenal mierzył się z Liverpoolem, obie drużyny nie oszczędzały amunicji. Mecz zakończył się wygraną Liverpoolu 4:3, a gdy emocje już opadły, zaczęto rozwodzić się nad beznadziejnością formacji obronnych obu ekip. Przez rok zmieniło się naprawdę niewiele, gdyż w pierwszej kolejce obie drużyny dały sobie wbić po trzy bramki. „Kanonierzy” zaliczyli jeszcze wpadkę w Stoke, podczas gdy „The Reds” szczęśliwie ograli Crystal Palace 1:0. Gra obu zespołów jak na razie nie zachwyca i wiele wskazuje na to, że znów będziemy mieli okazję obejrzeć niezwykle otwarte spotkanie. Do składu Arsenalu wracają Alexis Sanchez oraz zawieszony za czerwoną kartkę Laurent Koscielny. Liverpool natomiast wciąż będzie musiał radzić sobie bez Philippe Coutinho, którego przyszłość w klubie stoi pod znakiem zapytania.

W meczu, który określany jest mianem hitu kolejki, trudno jednoznacznie wskazać faworyta. Kluczowe mogą okazać się powrót Koscielnego i Sancheza oraz spotkanie rozgrywane w środku tygodnia przez Liverpool. Wielce prawdopodobne jest jednak, że znów będziemy świadkami porywającego widowiska. Najlepszą zapowiedzią niech będzie fakt, że jak do tej pory po 90. minucie spotkań obu drużyn padło łącznie 17 goli, co jest najwyższym wynikiem w Premier League.

2) Czy „Czerwone Diabły” potwierdzą swoją siłę z mocniejszym rywalem?

Dwie okazałe wygrane Manchesteru United w dwóch pierwszych kolejkach sezonu raczej nie napawają optymizmem fanów Leicester. Wyjazd na Old Trafford może się okazać najtrudniejszym jak dotąd dla „Lisów” wyzwaniem. Drużyna z Manchesteru dała pokaz siły, pokonując 4:0 West Ham oraz ogrywając tym samym stosunkiem bramek Swansea. O ile „Młoty” nie miały w meczu zbyt wiele do powiedzenia, o tyle Swansea, choć wynik na to nie wskazuje, zdołało już United postraszyć. Gra zawaliła się dopiero w momencie straty gola po stałym fragmencie gry. „Łabędzie” zmuszone były atakować, co skrupulatnie wykorzystywała ofensywa „Czerwonych Diabłów”. Z tego spotkania swoją naukę wynieść musi Leicester. Plan? Chyba najbardziej oczywisty z możliwych – nie dać sobie szybko strzelić gola. Kto, jeśli nie właśnie „Lisy”, ma podołać temu zadaniu?

Trzeba też przyznać, że gra klubu z King Power Stadium wygląda w tym sezonie naprawdę dobrze. W pierwszej kolejce pechowo przegrał z Arsenalem, by w drugiej nie dać szans beniaminkowi z Brighton. Swoją dobrą dyspozycję zademonstrował Shinji Okazaki, który pomimo przyjścia Kelechiego Ieanacho nie zamierza łatwo oddać skóry. O ewentualnym transferze zdaje się też nie myśleć Ryiad Mahrez, co pokazał, rozgrywając świetne spotkanie przeciwko Brighton. Leicester może być klubem, który jako pierwszy realnie zagrozi „Czerwonym Diabłom”, na co podopieczni Jose Mourinho na pewno są odpowiednio przygotowani.

3) Kto przerwie swoją złą serię?

Zarówno West Ham, jak i Newcastle nie zaliczyły udanego wejścia w sezon. West Ham w pierwszej kolejce poległ we wspomnianym wcześniej pojedynku z Manchesterem United, natomiast w drugiej serii gier na jego drodze stanęło Southampton. „Święci” wygrali to spotkanie 3:2, wykorzystując fakt, że za skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie do szatni odesłany został Marko Arnautović. Pomimo że „Młoty” poległy, jeden z ich graczy zaliczył naprawdę udany występ. Javier „Chicharito” Hernandez popisał się dubletem i w świetnym stylu przypomniał o sobie fanom w Anglii. O ile w osobie Meksykanina odnaleźć można potencjalną siłę klubu z Londynu, o tyle w Newcastle ktoś taki wciąż nam się nie objawił. W pierwszym spotkaniu „Sroki” odprawione zostały z kwitkiem przez Tottenham, do czego w dużej mierze przyczyniła się czerwona kartka Jonjo Shelveya. W drugim zaskoczone zostały przez beniaminka z Huddersfield i po ładnym golu Aarona Mooya przegrały 0:1.

Będzie to także spotkanie ważne z perspektywy obu menadżerów, którzy jeszcze przed startem sezonu byli typowani jako jedni z pierwszych, którzy pożegnają się z pracą. Slaven Bilić zaliczył rozczarowujący poprzedni sezon i otrzymując kredyt zaufania, miał swój wynik poprawić w sezonie obecnym. Rafa Benitez za to od dawna ma na pieńku z właścicielem Newcastle – Mike’em Ashleyem. Hiszpan w ostrych słowach wypowiada się w mediach o polityce transferowej klubu i może się to okazać jego gwoździem do trumny. Pocieszający może być dla niego jedynie fakt, że Ashley udzielił ostatnio wywiadu, w którym opowiadał o tym, jak bardzo żałuje swoich gwałtownych decyzji dotyczących zwalniania menadżerów. Nie zmienia to jednak faktu, że mecz będzie z perspektywy obu drużyn niezwykle ważny, zerowy dorobek punktowy po trzech kolejkach nie wróży bowiem zbyt dobrze na przyszłość.

4) Czy Chelsea wyjdzie zwycięsko z kolejnej trudnej potyczki?

Pomimo że w „The Blues” nie grało dosłownie nic, to w kluczowym momencie piłkarze pokazali swoją siłę i ducha walki. W meczu rozgrywanym na Wembley pokonali Tottenham, a gola na wagę zwycięstwa strzelił w ostatnich minutach Marcos Alonso. Fantastycznym instynktem wykazał się również Antonio Conte, idealnie dobierając taktykę do możliwości drużyny. Chelsea pokazała, że mecz z Burnley był tylko wpadką i bardzo szybko wróciła do grona faworytów w walce o mistrzostwo. Tym razem na jej drodze stanie prowadzony przez Ronalda Koemana Everton, który od początku tej kampanii radzi sobie bardzo dobrze. Po triumfie w pierwszej kolejce nad Southampton potwierdził swoją świetną dyspozycję w meczu przeciwko Manchesterowi City. Niewiele zresztą brakowało, aby „The Toffees” wywieźli z Etihead Stadium komplet punktów. Rezultat spotkania wyrównał dopiero w ostatnim kwadransie Raheem Sterling. Potencjał Evertonu leży przede wszystkim w szerokiej kadrze, gdyż każdy pojawiający się na boisku piłkarz wnosi do gry coś nowego. Everton to także solidna obrona, w której rządzi Michael Keane. O sile ofensywnej zespołu stanowi jednak głównie Wayne Rooney, który grając niezwykle odpowiedzialnie, kontroluje tempo akcji, a w kluczowych momentach zdobywa bramki na wagę punktów.

„The Toffees” przyjadą na Stamford Bridge zaledwie trzy dni po meczu Ligi Europy z Hajdukiem Split. Trudny terminarz, jaki przypadł Evertonowi w pierwszych kolejkach, również działa na korzyść Chelsea, co nie zmienia faktu, że przy tak szerokiej kadrze podopieczni Ronalda Koemana będą nas na pewno w stanie czymś zaskoczyć.

5) Czy Huddersfield ma szansę zostać nowym liderem?

Pytanie oczywiście z lekkim przymrużeniem oka, choć po fantastycznym starcie „Terierów” nie możemy niczego wykluczyć. Beniaminek z Huddersfield okazał się najlepszym przedstawicielem Championship w najwyższej klasie rozgrywkowej. Rozbicie 3:0 bezpłciowego Crystal Palace oraz pokonanie różnicą jednej bramki Newcastle to wyniki, które nawet biorąc uwagę klasę rywali – robią wrażenie. Przypomnijmy, mówimy tu o Huddersfield. Na drodze „The Terriers” tym razem stanie Southampton, drużyna, której możliwości trudno na razie jednoznacznie określić. Porażka z Evertonem i co tu dużo mówić, dość szczęśliwy triumf nad West Hamem – gra podopiecznych Mauricio Pellegrino jak na razie nie zwala z nóg. Tutaj pojawia się szansa dla beniaminka z Huddersfield, który w razie zwycięstwa nadal zajmował będzie miejsce w ścisłej czołówce ligi, a przy sporej ilości szczęścia może nawet przez najbliższe dwa tygodnie zasiadać w fotelu lidera Premier League.

Komentarze:
Przeczytaj także: