Łukasz Kaczmarek

Młody „Smok” z Liverpoolu

Przedstawiamy Benjamina Woodburna

25 września 2017

Pierwszy raz zrobiło się o nim głośno, kiedy pobił rekord Michaela Owena i w wieku 17 lat i 45 dni został najmłodszym strzelcem w historii Liverpoolu. Ben Woodburn, bo o nim mowa, od tamtej pory jest na ustach wszystkich i nikt nie ma wątpliwości, że to młody Walijczyk jest przyszłością klubu z Anfield.

 

Wychowanek doskonały

Benjamin Woodburn przyszedł na świat 15 października 1999 r. w Chester, w Anglii, w walijskiej rodzinie. Latem 2007 r., kiedy trenował jeszcze krykiet na polach Flacca w pobliskim Tattenhall, został dostrzeżony przez skautów wielkiego Liverpoolu. Pamiętajmy, ze wówczas w Europie żadna inna angielska drużyna nie radziła sobie tak dobrze, jak zawodnicy z Merseyside – dwa finały Ligii Mistrzów w ciągu trzech lat, obydwa z Milanem, jeden, w 2005 r., wygrany po szalonym meczu i rzutach karnych. Młody Ben nie mógł trafić lepiej.

Przenosi się do oficjalnej szkoły Liverpoolu, do Rainhill High School, ale Woodburnowie nie zgadzają się na przeprowadzkę syna. Wolą, żeby dojeżdżał do szkoły, wychowując się dalej pod ich pełną opieką, uważają, że dorastanie w rodzinnych stronach w spokoju i bliskości rodziców lepiej wpłynie na rozwój chłopaka. Co ciekawe, klub zgadza się na takie rozwiązanie, zatrudniając prywatnego kierowcę dla młodego zawodnika, który wozi go na zajęcia i potem z powrotem do domu. Tak wielkie udogodnienia dla niespełna ośmiolatka? Musieli przeczuwać na Anfield, że warto inwestować w ten talent.

Pomyślnie przechodził kolejne szczeble kariery, w wieku 15 lat dołączył do drużyny U-18, gdzie od razu zaczął zdobywać bramki i asystować. Niczym nie ustępował starszym kolegom, ze swobodą rozprowadzał akcje na skrzydłach albo odważnie atakował pole karne przeciwników. Okazało się, że oprócz niewątpliwie wielkiego talentu piłkarskiego Ben ma również porządek w głowie. Zawsze spokojny, skupiony na pracy i edukacji, żeby móc spokojnie uczestniczyć w treningach, pozdawał większość egzaminów w szkole z rocznym wyprzedzeniem! Taka postawa imponowała kolejnym szkoleniowcom Woodburna i sprawiła, że debiut w pierwszym zespole zbliżał się coraz większymi krokami.

Talent czy praca? Jedno i drugie

Juergen Klopp znany jest z tego, że lubi dawać szansę młodym zawodnikom, a skoro doniesiono mu, czy sam zauważył, że ma niezłego kozaka na zapleczu w młodzieżówce, to czemu by nie zaryzykować? Wykorzystał czas po Euro 2016, kiedy większość podstawowych graczy odpoczywała po turnieju, na przetestowanie w przedsezonowych potyczkach właśnie między innymi Woodburna.

Młody Walijczyk w seniorskiej drużynie nieoficjalnie zadebiutował 8 lipca 2016 r. w wygranym przez „The Reds” sparingu z Tranmere Rovers. W kolejnym spotkaniu, rozegranym 13 lipca przeciwko Fleetwood Town, zmienił po przerwie Arnolda i chwilę później, w 52. minucie, strzelił gola na 2:0. W ostatniej minucie starcia dołożył jeszcze asystę przy trafieniu Roberto Firmino. Po występach towarzyskich w listopadzie tego roku został oficjalnie powołany na mecz seniorskiej drużyny Liverpool FC.

Pierwszą okazję otrzymał w ligowym starciu z Sunderlandem 26 listopada, ale był to raczej symboliczny epizod, bowiem Woodburn pojawił się na murawie dopiero w 90. minucie, zmieniając Wijnalduma.

Trzy dni później dostał od Kloppa trochę więcej czasu. W meczu rozgrywanym w ramach Pucharu Ligi Angielskiej przeciwko Leeds United Walijczyk wchodzi na boisko w 67. minucie, a niecały kwadrans później zdobywa swojego debiutanckiego gola w oficjalnym spotkaniu w koszulce Liverpoolu. I tym samym pobija wspomniany już rekord Owena, stając się najmłodszym strzelcem „The Reds” w historii.

Zaczyna się robić głośno o młodym talencie z Anfield, podpisuje długoterminowy kontrakt seniorski z klubem, porównuje się jego styl do Messiego (swoją drogą, ilu już było tych „młodych Messich”?), mając podobne warunki fizyczne co Argentyńczyk, potrafi świetnie zastawić się, wywalczyć pozycję, popędzić lewym skrzydłem panując nad futbolówką w sposób idealny, zakończyć akcję czy to podaniem, czy strzałem.

Postawa młodego napastnika zwróciła również uwagę selekcjonera Walii, Chrisa Colemana.

Złoty gol debiutanta

Benjamin miał możliwość wyboru, czy chce grać dla reprezentacji Anglii, czy Walii (jego dziadkowie byli Walijczykami). Smok w tym wypadku pokonał trzy lwy i od najmłodszych już lat Woodburn przyjmował powołania od Walii. Grał na wszystkich szczeblach młodzieżowych, będąc nawet kapitanem drużyny U-18. W końcu w marcu 2017 r. otrzymał powołanie do kadry A na mecz eliminacyjny do mistrzostw świata w Rosji przeciwko Irlandii. Na debiut musiał jednak poczekać do jesieni. 2 września w Cardiff Walia rozgrywała spotkanie z Austrią. Ważne, bowiem od jego wyniku zależało, czy „Smoki” będą się jeszcze liczyły w walce o awans. Długo utrzymywał się bezbramkowy remis, w końcu w 69. minucie na placu pojawia się 17-latek w miejsce Lawrence’a. Cztery minuty później Woodburn idealnie skleja prawą stopą wybitą przed pole karne przez austriackich obrońców fotbolówkę i tą samą nogą, bez zastanowienia, strzałem przy słupku pokonuje bezradnego Lindnera. Stadion szaleje, wybucha euforia, bo wszyscy zdają sobie sprawę, że mają przed sobą wielki diament, który może dorównać Ramseyowi czy Bale’owi, a nawet gotów jest ich przewyższyć. Trafienie okazało się jedynym w meczu i dzięki niemu Walia dopisała na swoje konto trzy punkty. A Ben Woodburn w swoim kolejnym debiucie strzela nieprzeciętnej urody gola, stając się na dodatek drugim w historii (po Bale’u właśnie) najmłodszym strzelcem w reprezentacji Walii.

Przyszłość

Jeśli wszystko będzie szło tak jak do tej pory, to trzeba będzie zrobić miejsce w szeregu „cudownych dzieci” współczesnego futbolu dla Walijczyka. Zdaje się, że ma wszystko, by być wyjątkowym, grunt, żeby los lub on sam tego nie spie… zaprzepaścił. Swoje obawy o przyszłość podopiecznego na konferencji prasowej po meczu z Leeds wyraził Juergen Klopp: – Jestem szczęśliwy z jego powodu, ale i boję się przez was, dziennikarzy. Więc cisza, proszę. Piszcie tylko „strzelcem bramki Woodburn”. Tego życzę Benjaminowi – bramek i radości z gry, a być może niedługo będziemy podziwiać kolejne boiskowe wyczyny młodego „Smoka”.

Komentarze:
Przeczytaj także: