Wojciech Kowalski

Miał być krok naprzód, jest stagnacja? Po nich spodziewaliśmy się więcej

Po nich spodziewaliśmy się progresu

Grzegorz Rutkowski
23 października 2017

Każdy na pewno ma swoich ulubionych zawodników. Zwłaszcza takich, w których dostrzega spory potencjał, czasem występując w roli jedynego adwokata. Zdarza się, że tego typu opinie są raczej poparte sercem niż rozumem. Gdy jednak gra danego faworyta rzeczywiście zaczyna nabierać rumieńców, oczekiwania automatycznie rosną. Kibic naturalnie liczy, że ten progres nie zatrzyma już nic. Często zaś nadzieje zostają brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość. Dlaczego w ogóle o tym piszemy? Cóż, analizując wydarzenia z ostatniej wiosny, a także obecnego sezonu, mamy wrażenie, że kilku zawodników po drodze nieco pogubiło kierunek. Postanowiliśmy wytypować piątkę graczy, którzy pod koniec ubiegłego sezonu dali podstawy, by sądzić, że w tegorocznym mogą wyrosnąć na gwiazdy ligi.

Dominik Nagy

Naturalny kandydat numer jeden. Nie będzie wielką tajemnicą stwierdzić, że to właśnie jego dyspozycja w ostatnich tygodniach w największym stopniu zmotywowała nas do takiego zestawienia.

Kiedy na inaugurację obecnego sezonu mistrzowie Polski ponieśli dotkliwą porażkę w pojedynku z Górnikiem, Węgier był obok Armando Sadikku (tak, tego Sadiku) jedyną postacią, przy której mogliśmy zanotować pewien plusik. Tylko on potrafił wnieść do ogarniętej marazmem ekipy Jacka Magiery pokłady energii, a także pomysł w ofensywie. Ukoronowaniem jego występu była zaś bajeczna asysta przy honorowej tego wieczoru bramce legionistów. Nie powinno zatem dziwić, że to właśnie w skrzydłowym Legii pokładano na rozpoczynający się sezon największe nadzieje. Już wiosną zdążył zademonstrować dawkę umiejętności świadczącą o dużym potencjale, być może nawet największym spośród wszystkim zawodników obecnej kadry zespołu. Reasumując, Nagy miał nie tylko wskoczyć na wyższy poziom, ale też podnieść swoją wartość rynkową. Sam zresztą nawet nie próbuje ukrywać, że Legia ma być dla niego tylko przystankiem.

Problem polega jednak na tym, że od sierpniowego spotkania przeciwko Piastowi Gliwice Węgier stanął w miejscu. W kluczowych spotkaniach nie zdołał dźwignąć odpowiedzialności za grę w ofensywie, co poskutkowało pożegnaniem się Legii z europejskimi pucharami. W lidze jego licznik również zatrzymał się na dobre, jakimkolwiek impulsem dla pomocnika nie okazała się także zmiana trenera. Chociaż Romeo Jozak w pierwszych trzech spotkaniach ligowych konsekwentnie wystawiał 22-latka od pierwszych minut, w trakcie przerwy na reprezentację coś najwyraźniej musiało w nim pęknąć. W niedziele Nagy nie znalazł się przecież nawet na ławce rezerwowych. W tygodniu zaś dobiegła wiadomość o przesunięciu zawodnika do rezerw.

Węgier najwyraźniej ma nie tylko problemy z dyspozycją sportową, ale także mentalną, o czym nie omieszkał wspomnieć sam Dariusz Mioduski. Właściciel Legii uznał, że publiczne zgrillowanie i zsyłka zawodnika do drugiej drużyny będą najlepszą metodą wstrząśnięcia piłkarzem. Czy faktycznie zadziała? Nie będziemy tutaj rozstrzygać tej kwestii. Z Prijoviciem ten numer przeszedł, z Węgrem może, ale nie musi.

Chociaż sami upatrywaliśmy w zawodniku Legii gościa na miarę Ondreja Dudy, na razie jego cechą wspólną ze Słowakiem jest najprawdopodobniej tylko duże ego.

 

Tomasz Cywka

Tym razem rozczarowanie z kategorii tych nieoczywistych. Nie będziemy wam przecież wmawiać, że piłkarz Wisły Kraków od początku sezonu miał odgrywać kluczową rolę w zespole, a także lidze. Niemniej spodziewaliśmy się więcej. Zwłaszcza że wiosną Cywka był naprawdę pozytywnym zaskoczeniem. A już na pewno jednym z największych sukcesów pierwszych miesięcy Kiko Ramireza, który dysponując dwójką nowych zawodników (Bartkowski, Spicić), uznał, że to właśnie na Tomaszu Cywce spróbuje oprzeć prawą stronę defensywy. Jak pamiętamy, plan wypalił zaskakująco dobrze. Nagle okazało się, że ten wszędobylski zawodnik, synonim przeciętnej zapchajdziury, jest w stanie wyróżniać się na konkretnej pozycji.

Nie powinno szczególnie dziwić, że nowy sezon Cywka ponownie rozpoczął w podstawowym składzie „Białej Gwiazdy”. Po tak przyzwoitej wiośnie kibice mogli mieć jednak nadzieję, że z czasem zawodnik zaliczy kolejny progres w swojej grze, wypracuje pewne automatyzmy. Niestety od kilku tygodni obrońca zdecydowanie obniżył loty, nawiązując do początków pracy w Krakowie. Wtedy mieliśmy do czynienia z zawodnikiem kompletnie nijakim, którego atuty były bardzo trudne do zdefiniowania. Dziś sytuacja wygląda o tyle gorzej, że piłkarz Wisły zaczął popełniać rażące błędy w defensywie. Nic dziwnego, że trener Ramirez postanowił w ostatnich meczach przetestować na prawej stronie Zorana Arsenicia. Przyzwoite występy Chorwata pozwalają przypuszczać, że Cywka nieprędko wróci do podstawowego składu.

 

Cillian Sheridan

 

Niektórzy pewnie się z tą kandydaturą nie zgodzą, wskazując na zmianę stylu gry Jagiellonii. U Michała Probierza Irlandczyk – napastnik – stanowił bardzo ważny element układanki odpowiedzialny również za konstruowanie ataków, Ireneusz Mamrot widzi w nim bardziej egzekutora oczekującego na podania ze strony kolegów. Ich skuteczność zaś pozostawia często wiele do życzenia. Mimo to trudno przejść obojętnie obok pewnych faktów. Te zaś są takie, że napastnik po raz ostatni trafił do siatki rywala w połowie sierpnia, mijają już zatem dwa miesiące. I może nie robilibyśmy z tego jeszcze aż takiego problemu, gdyby nie fakt, że mniej więcej tyle samo czasu Irlandczyk potrzebował wiosną, by zaliczyć osiem trafień i trzy asysty.

Trudno zaprzeczyć, że w poprzednim sezonie Sheridan dość szybko stał się gwiazdą ligi. Mocne wejście i kluczowa rola w spotkaniach zespołu niemal natychmiast rozbudziła entuzjazm na jego punkcie. Ten swego rodzaju hype spotęgowały jeszcze bardziej intrygujący życiorys oraz wizerunek samego zawodnika – zadeklarowanego weganina oraz miłośnika jogi. Irlandczyk w pełni zasłużenie otrzymał spory kredyt zaufania na następny sezon. Kibice wierzyli zaś, że oto Jagiellonia ma zawodnika, który będzie w stanie powalczyć o koronę króla strzelców. Tymczasem rzeczywistość wygląda tak, że Sheridan, podobnie jak jego koledzy z zespołu, ma ostatnio wyraźne problemy ze zdobywaniem bramek. Mimo że trudno tu mówić o kryzysie, ostatnie tygodnie w wykonaniu snajpera „Jagi” niewątpliwie są co najwyżej przeciętne.

 

Jaroslav Mihalik

Rozczarowanie poprzedniego sezonu zostało rozczarowaniem obecnego sezonu. Czy w tym w ogóle jest logika? Casus Jaroslava Mihalika pokazuje, że tak. Kiedy zimą obecnego roku Słowak przychodził do Krakowa na wypożyczenie, wydawało się, że Jacek Zieliński nareszcie może wypełnić lukę po Bartoszu Kapustce. Otrzymał przecież zawodnika w podobnym wieku z ciekawą charakterystyką i naprawdę niezłym poziomem umiejętności technicznych, do tego reprezentanta drużyn młodzieżowych. Sam początek w wykonaniu pomocnika zdawał się tylko uzasadniać oczekiwania, ponieważ już w pierwszym spotkaniu zaliczył kluczową asystę, zapewniając trzy punkty. Minęło jednak kilka tygodni, w trakcie których Mihalik, pomijając jedno trafienie, zaliczył totalny zjazd. W trakcie rundy play-off los zawodnika był już w zasadzie przesądzony.

I nagle nastąpił szalony czerwiec, który wywrócił sytuację do góry nogami. Najpierw reprezentant Słowacji podczas młodzieżowych mistrzostw Europy do lat 21 pokazał, że potrafi grać w piłkę na bardzo dobrym poziomie. Każdy z nas przecierał oczy ze zdumienia, z jaką łatwością zdołał ogrywać następców Kamila Glika i Łukasza Piszczka podopiecznych Marcina Dorny, prezentując niebanalne umiejętności. Chwilę później w Cracovii nastały nowe porządki, w wyniku których na ławce zasiadł Michał Probierz. Ten z kolei na dzień dobry zakomunikował, że jego pierwszym transferem powinno być wykupienie Mihalika ze Slavii. Prezes Filipiak bez większego wahania postanowił rzeczywiście przeznaczyć środki na młodzieżowego reprezentanta naszych południowych sąsiadów. Kto wie, być może profesor łatwo dał się przekonać pod wpływem ówczesnej euforii spowodowanej zakontraktowaniem wicemistrza Polski. Albo po prostu wstał rano właściwą nogą, jak to profesor.

 

Nie zmienia to faktu, że wydając taką kwotę, właściciel Cracovii ma teraz prawo oczekiwać po swojej inwestycji wymiernych korzyści. Tym bardziej, że Mihalik to zawodnik idealnie „skrojony” pod Probierza. Młody, nieoszlifowany, a nawet do pewnego stopnia odrzucony już przez polską publikę. A takich obecny trener „Pasów” lubi najbardziej, już nieraz w trakcie swojej kariery trafiał na podobne przypadki. I chociaż zdajemy sobie sprawę z czasu, jakiego potrzebuje do pracy ze Słowakiem, trudno już dziś nie postawić delikatnego minusa przy nazwisku pomocnika. Jego gra na Euro U-21 wystarczająco rozbudziła nam apetyty, by po prostu więcej wymagać, niezależnie od poprzedniego sezonu.

 

Bartosz Śpiączka

Można dyskutować, jak dużym potencjałem rzeczywiście dysponuje zawodnik Bruk-Betu. Z drugiej strony w zeszłym sezonie, występując w Górniku Łęczna, całkiem skutecznie reprezentował niezbyt liczną grupę polskich, bramkostrzelnych napastników. Jako że takich egzemplarzy można w ekstraklasie od kilku lat szukać ze świecą w ręku, dość mocno interesowaliśmy się kolejnymi rozgrywkami w wykonaniu Śpiączki. Od początku byliśmy zresztą spokojni o to, czy po degradacji Górnika znajdzie sobie miejsce w ligowej elicie. Jasne, niekoniecznie przypuszczaliśmy, że tym miejscem okaże się akurat Nieciecza. Z drugiej strony w dzisiejszych czasach można się wybić praktycznie z każdego przedstawiciela tych rozgrywek, wystarczy grać na wysokim poziomie, co w przypadku napastnika wiąże się głównie ze zdobywaniem bramek.

No właśnie – bramki… i tutaj jest pies pogrzebany. Minęło przecież dwanaście kolejek, a snajper Bruk-Betu dalej sprawia wrażenie, jakby zapomniał o wymianie magazynka. Jasne, można go oczywiście bronić, wskazując na żenującą postawę całej drużyny, w końcu napastnik potrzebuje też wsparcia kolegów. Niemniej brak choćby jednego trafienia dla piłkarza, który poprzednie rozgrywki zakończył z dziesięcioma bramkami, z pewnością nie polepsza jego oceny. Śpiączka miał być najlepszym wzmocnieniem letniego okna transferowego, gościem, który zdoła wziąć na siebie większą odpowiedzialność. Wygląda jednak na to, że jak na razie zatonął w przeciętności obok kolegów. Pozostaje nadzieja w trenerze Bartoszku, który na pewno spróbuje obudzić swojego napastnika.

Komentarze:
Przeczytaj także: