Wojciech Anyszek

Manewry taktyczne Allegriego

Porównujemy taktykę Juventusu w spotkaniach z Barceloną

Wikimedia Commons
21 kwietnia 2017

Nie należy wątpić w to, że Massimiliano Allegri jest znakomitym strategiem. Udowodniły to bardzo wyraźnie ostatnie dwa mecze Juventusu przeciwko FC Barcelona, w których ekipa mistrza Włoch zaprezentowała się genialnie pod względem taktycznym. Zanim jednak „Grande Allegri” znalazł odpowiednie dla swojej drużyny ustawienie na boisku, musiał sprawdzić inne warianty, które nie zawsze dawały gwarancję sukcesu. Wydaje się, że teraz drużyna „Starej Damy” pod względem organizacji gry jest niemal kompletna.

Pora nieco przybliżyć taktyczny fenomen Allegriego. Świetnie ku temu posłużą mecze Juventusu przeciwko Barcelonie z lat 2015 i 2017.

Berlin i Barcelona

Co łączy oba te miasta? Otóż są one wyznacznikiem gigantycznych zmian w grze Juventusu, jakie zaszły za kadencji Allegriego. Włoch w trakcie swojej pracy trenerskiej w Turynie szukał złotego środka, odpowiedniej taktyki, pozwalającej mu na wygrywanie z wielkimi klubami europejskiej piłki. Porównując mecze mistrza Włoch z Barceloną z czerwca 2015 roku oraz rewanżowy ćwierćfinał Ligi Mistrzów rozgrywany 19 kwietnia 2017 roku, widać wiele znaczących zmian, które wpłynęły na obraz gry ekipy z Juventus Stadium.

Po pierwsze, patrząc na składy z obu przedstawionych spotkań, można zauważyć ogromne roszady. Widoczne są one nie tylko w nazwiskach zawodników, ale również w ich ustawieniu na boisku. Jedynymi piłkarzami, którzy spinają klamrą oba te spotkania, są Gianluigi Buffon i Leonardo Bonucci.

Allegri od ostatniego gwizdka finału w Berlinie robił, co mógł, by zmienić grę drużyny. Próbował długo, bo blisko dwa lata, ale ostatni mecz z Barceloną wyraźnie pokazał Włochowi, że wykonał swoją misję niemal doskonale.

4–1–2–1–2 czy 4–2–3–1?

Ustawienie bez klasycznych skrzydłowych Allegri zaproponował w finale w 2015 roku. Niestety dla Juventusu, było ono niezbyt dobre, ponieważ „Bianconeri” popełniali liczne błędy, najczęściej w środku pola. Dziwne zachowania, jak na graczy formatu Pirlo i Marchisio, którzy grali wtedy w drugiej linii mistrza Włoch, powodowały ogromną liczbę okazji dla Barcelony. Świetnym przykładem jest choćby gol na 0:1 Ivana Rakiticia.

Ta akcja bramkowa była wręcz festiwalem błędów ekipy Allegriego. Wszystko zaczęło się od złamania linii obrony przez Patrice’a Evrę w momencie podania Messiego na skrzydło do Jordiego Alby. Później wspomniani wyżej Pirlo i Marchisio zostawili zbyt dużo miejsca Inieście, który doskonale wbiegł między nich i obsłużył w polu karnym Rakiticia. Jemu już nie pozostało nic innego, jak zdobycie bramki. Dziwić może tu też bardzo duża bierność w kryciu zawodników „Juve”, którzy pozwolili na zbyt wiele piłkarzom Enrique.

Podobnie było przy bramce na 1:2, gdy Barcelona wyprowadziła kontrę. O ile w pierwszej jej fazie obrońcy Juventusu dobrze pokryli Suareza i Neymara, o tyle już w momencie strzału Messiego wydarzyło się coś dziwnego – mianowicie obrońcy w pełni skupili się na strzelającym Argentyńczyku i nieuczestniczącym już w akcji Neymarze. To pozwoliło wyjść na wolną pozycję Suarezowi, który później bardzo łatwo dobił strzał Messiego.

Zupełnie inaczej natomiast wyglądał Juventus w kwietniu 2017 roku. Allegri znalazł ustawienie niemal idealne dla stylu gry swojej drużyny, co w pełni zaprocentowało szczególnie w rewanżowym ćwierćfinale Ligi Mistrzów na Camp Nou. W porównaniu z finałem z 2015 roku włoski szkoleniowiec zostawił jedynie czwórkę obrońców. Zmodyfikował linię pomocy, w której grali dwaj defensywni pomocnicy, Khedira oraz Pjanić, a przed nimi operował znakomity kwartet: Cuadrado, Dybala, Mandżukić i najbardziej wysunięty z tej czwórki, czyli Higuain. Dawało to idealne wręcz ustawienie 1–4–2–3–1.

Kibice Juventusu mieli pełne prawo obawiać się tego, jak ich ulubieńcy zagrają w obronie. Berliński finał wyraźnie pokazał brak solidności w defensywie „Starej Damy”. Teraz zmieniło się to o 180 stopni, ponieważ w graczach mistrza Włoch widać było charakter i nieustępliwość. Pokazała to już pierwsza akcja kwietniowego meczu na Camp Nou. Neymar wbiegał w pole karne, by tak jak w Berlinie podać do nadbiegającego kolegi z drużyny. Tym razem jednak nie zdążył, ponieważ świetnie otoczyła go dwójka obrońców gości, nie pozwalając Brazylijczykowi na rozwinięcie skrzydeł.

Skuteczne manewry

Allegri u początku swojej kariery na J Stadium kontynuował erę Antonio Conte, który wszędzie, gdzie pracował, wprowadzał i udoskonalał swoje słynne już ustawienie 1–3–5–2. W roli środkowych obrońców występował wtedy tercet BBC, czyli Bonucci, Barzagli i Chiellini. Po pewnym czasie Włoch zrozumiał jednak, że trójka obrońców to nie ustawienie dla niego i postanowił stworzyć coś, co będzie go wyróżniało wśród trenerów we Włoszech. Szukał tego czegoś dość długo, ale najwyraźniej cierpliwość się mu opłaciła.

Ustawienie 1–4–2–3–1 jest u Allegriego bardzo elastyczne, ponieważ w każdej chwili prawoskrzydłowy Cuadrado, nauczony już gry w obronie, potrafi wrócić do tyłu, by wspomóc Alvesa. W trudnej sytuacji Allegri ma również w odwodzie Andreę Barzagliego, który tak jak w ćwierćfinale z Barceloną potrafi wejść na boisko i wspomóc kolegów, modyfikując przy tym ustawienie na 1–5–4–1 albo 1–5–3–2. Takiej ściany nie jest w stanie wtedy przejść żaden napastnik na świecie, co sprawiło, że Allegri stał się taktykiem niemal kompletnym.

Komentarze:
Przeczytaj także: