Mariusz Janik

Małe czy duże – derby rządzą się swoimi prawami

W ostatniej kolejce przed przerwą na mecze reprezentacji w polskiej LOTTO Ekstraklasie dojdzie do kilku interesujących spotkań

29 września 2017

Cała piłkarska Polska żyje od kilku dni tzw. nadwiślańskim El Clasico, czyli rywalizacją Legii Warszawa i Lecha Poznań. Zanim jednak piłkarze obu jedenastek wybiegną na zieloną murawę poznańskiego stadionu przy Bułgarskiej, nie lada gratkę otrzymają sympatycy górnośląskiego futbolu. Na Roosevelta w Zabrzu, przy komplecie publiczności do walki o ligowe punkty staną zawodnicy Górnika Zabrze i Piasta Gliwice. 

Szpil

Fusbal – jak w śląskiej gwarze nazywa się piłkę nożną – to jedna z najważniejszych dyscyplin sportowych w tej części kraju. Szpil, czyli mecz, jest prawdziwym świętem Ślązaków, dlatego też należy do niego podchodzić uroczyście i z należny mu szacunkiem. Szczególnie jeśli naprzeciw sobie stają dwa zespoły, których sympatycy – delikatnie rzecz ujmując – nie przepadają za sobą. O tym, jak ważna jest niedzielna potyczka dla fanów „Piastunek”, można było się przekonać po zeszłotygodniowej porażce podopiecznych trenera Waldemara Fornalika przy Okrzei z Arką Gdynia (0:1 – przyp. red.). Po ostatnim gwizdku sędziego gospodarze usłyszeli wiele cierpkich, nierzadko niecenzuralnych słów pod swoim adresem. Nie obyło się też bez gróźb karalnych. Przekaz był prosty – w Zabrzu liczą się tylko trzy punkty.

Łatwo na pewno o to nie będzie, nie tylko dlatego, że najbliższy rywal gliwiczan w ligowym zestawieniu spogląda na wszystkich z góry. Trzeba pamiętać, że w obecnej kampanii przed własną publiką zawodnicy trenera Marcina Brosza zwyczajnie nie zwykli przegrywać. Z pięciu rozegranych spotkań wygrali trzy, dwukrotnie dzielili się punktami (ze Śląskiem Wrocław i Arką Gdynia). Z kolei Piast, który po dziesięciu kolejkach LOTTO Ekstraklasy w tabeli wyprzedza tylko Cracovię, z delegacji przywiózł zaledwie cztery oczka. Na inaugurację sezonu zremisował 1:1 z – jak się okazuje – bardzo przeciętną Cracovią właśnie, natomiast z końcem sierpnia jakimś cudem ograł 1:0 w Białymstoku aktualnego wicemistrza Polski, Jagiellonię. Na korzyść „Niebiesko-czerwonych” nie przemawia także kiepski bilans bramkowy. Srebrny medalista sezonu 2015/2016 nie zachwyca w ofensywie (dziewięć strzelonych goli), na domiar złego ma również drugą najsłabszą formację obronną w całej lidze (17 straconych). Więcej razy piłkę z własnej bramki wyciągać musieli tylko podopieczni trenera Michała Probierza.

Małe derby? 

Ktoś może zarzucić, że po pierwsze – statystyki nie grają, a po drugie, w Gliwicach pojawiła się nowa miotła w postaci byłego selekcjonera Polski, która skutecznie pozamiata po Dariuszu Wdowczyku, sprawiając, że zespół wreszcie zagra na miarę oczekiwań. Ktoś może również uznać, że spotkania tego typu od zawsze rządzą się swoimi prawami i nie należy przesadnie skupiać się przed pierwszym gwizdkiem arbitra wyłącznie na liczbach. W obu przypadkach (teoretycznie) można poszukać nici porozumienia, wydaje się jednak, że drugi z argumentów jest łatwy do obalenia. Wystarczy zasięgnąć języka po drugiej stronie barykady.

Derby – patrząc na położenie geograficzne Zabrza i Gliwic, nie należy mieć wątpliwości, że właśnie do takiej szufladki należy wrzucić niedzielne spotkanie. Zagorzali kibice Górnika stwierdzą jednak, że prawdziwe Wielkie Derby Śląska są tylko wtedy, gdy po przeciwnej stronie stają „Niebiescy” z ul. Cichej. Z kolei tzw. Śląski klasyk górnicy rozgrywają jedynie z GKS-em Katowice. Dla nich mecz z Piastem derbami jest tylko z nazwy i nie należy przesadzać z nadużywaniem tego terminu. Może odpowiednim byłyby małe derby, a może derby pocieszenia?

Abstrahując od nazewnictwa, 1 października o godz. 15:30 rozpocznie się jedenasta ekstraklasowa w historii potyczka zabrzan z gliwiczanami. Bilans przemawia na korzyść gospodarzy, którzy wygrali pięć spotkań. Tylko jeden mecz zakończył się remisem. Po raz pierwszy obie ekipy rywalizowały ze sobą w kampanii 2008/2009, wówczas minimalnie lepsi byli „Trójkolorowi”, wygrywając 1:0. W rundzie rewanżowej Piast odrobił pracę domową i na własnym obiekcie pokonał rywala w identycznym stosunku. Znacznie dłużej „Piastunki” czekały na pierwszą wiktorię przy Roosevelta. W sezonie 2013/2014 podopieczni trenera Angela Pereza Garcii pokonali piłkarzy Józefa Dankowskiego 2:1.

W znacznie lepszych humorach piłkarze Górnika kończyli ostatnią potyczkę obu ekip. Wówczas w spadkowym sezonie, ostatni w tabeli zabrzanie aż 5:2 rozbili w roli gospodarza ówczesnego lidera z Gliwic. Był to szczególny mecz dla obecnego zawodnika Bruk-Betu Termaliki, Romana Gergela – Słowak trafiał bowiem do siatki aż czterokrotnie. Choć dziś kadrowo oba zespoły wyglądają zupełnie inaczej, można pokusić się o stwierdzenie, że w niedzielne popołudnie historia w pewien sposób zatoczy koło. Tym razem jednak role się odwracają. Na tronie siedzi Górnik i z wysokości kilku pięter spogląda na znajdującego się pod kreską, będącego niemal od początku sezonu w kryzysie Piasta. Faworyt jest niekwestionowany, ale nie takie hocki-klocki i zaskakujące wyniki w futbolu już obserwowano. Zwłaszcza w naszej ekstraklasie.

Pojedynek (nie tylko) trenerów

Nie bez znaczenia jest również obecność na ławce rezerwowych „Piastunek” ich szkoleniowca, Waldemara Fornalika. „Waldek King”, jak byłego selekcjonera reprezentacji Polski nazywają w Chorzowie, w swojej karierze niejednokrotnie rywalizował z ekipą z Roosevelta. Najbliższy mecz będzie już dziesiątym takim w historii, odkąd 54-latek pracuje w roli trenera – dotąd przegrał tylko raz. Rywalizację z Górnikiem rozpoczął dawno temu, jeszcze w sezonie 2005/2006, gdy opiekował się Odrą Wodzisław Śląski. Remis i zwycięstwo – tak prezentowały się jego dwa pierwsze bezpośrednie pojedynki z zabrzanami. Smak porażki poznał już w trzecim starciu z 14-krotnymi mistrzami Polski. Prowadząc Ruch Chorzów w sezonie 2010/2011 nieznacznie, bo 1:0, przegrał przy Roosevelta. Od tego czasu w sześciu kolejnych potyczkach zanotował cztery zwycięstwa i dwa remisy – z pewnością będzie chciał przedłużyć tę dobrą passę, także pracując w Gliwicach.

Bilans trenera Piasta jeszcze lepiej prezentuje się, gdy spojrzymy na jego bezpośrednie konfrontacje z obecnym szkoleniowcem Górnika, Marcinem Broszem. Cztery mecze i cztery zwycięstwa. Gdzie statystycznego pocieszenia mogą poszukiwać zatem sympatycy lidera LOTTO Ekstraklasy? W liczbach ich szkoleniowca. Urodzony w Knurowie 44-latek wprawdzie sporą część swojej trenerskiej kariery spędził w Gliwicach, jednak gdy przyszło mu już rywalizować z Piastem, również nie zwykł przegrywać. Trzy spotkania – dwa zwycięstwa i remis.

I choć liczby nie grają, to patrząc tylko na nie, niedzielna batalia o trzy punkty zapowiada się niezwykle pasjonująco. Gdy dodać jeszcze kilka nazwisk zawodników obu drużyn, którzy od zawsze – bądź prawie od zawsze – związani są ze śląskimi ekipami (Tomasz Loska, Michał Koj, Adam Wolniewicz, Rafał Kurzawa, Szymon Żurkowski, Jakub Szmatuła, Martin Konczkowski) lepszej zachęty do śledzenia rywalizacji nie trzeba. Bez znaczenia są fakty, kto jest akurat pierwszy w tabeli, a kto (przed)ostatni  – każde derby wywołują dodatkową adrenalinę i nie można przejść obok nich obojętnie. Nawet gdy nazywa się je małymi czy pocieszenia, pozostającymi w cieniu tych wielkich. Fusbal i szpil na górnym śląsku znaczą więcej niż wszytko. Pozostaje tylko, aby piłkarze obu ekip wszelkie słowa, liczby i statystyki zamienili w czyny.

Komentarze:
Przeczytaj także: