Piotr Szymczuk

Maik Walpurgis – czarodziej z Herford zmienia oblicze Ingolstadt

Kim jest trener, dzięki któremu Ingolstadt zaczęło się odradzać?

dfb.de
02 lutego 2017

W życiu czasami trzeba ryzykować i stawiać na rozwiązania, które w pierwszym momencie wydają się rozwiązaniami co najmniej szalonymi. Bo czasami mogą one wypalić, a my będziemy zbierać bardzo urodzajne owoce naszej decyzji. Ten opis jak ulał pasuje do działaczy Ingolstadt, którzy w listopadzie postanowili zaryzykować i zatrudnili w roli trenera mało doświadczonego Maika Walpurgisa, który z zespołu będącego jedną nogą i czterema palcami drugiej w 2. Bundeslidze zrobił zespół, który ma całkiem spore szanse na to, aby pozostać na kolejny sezon w Bundeslidze.

W tym miejscu warto nawiązać do naszego tekstu z listopada, w którym analizowaliśmy szanse Ingolstadt na pozostanie w lidze. Wnioski były brutalne, ponieważ „Die Schanzer” mieli po dziewięciu meczach tylko dwa punkty, a nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby drużyna z tak tragicznym bilansem na tym etapie sezonu pozostała w Bundeslidze.

FC Ingolstadt ma więc okazję napisać nową historię niemieckiego futbolu. Zanim przejdziemy do prezentacji Maika Walpurgisa, zatrzymajmy się jeszcze na jednej liczbie, która, cytując klasyka, wyraża więcej niż 1000 słów. Od momentu kiedy 43-latek przejął bawarski klub, zdobył on 13 punktów, co w tym okresie dało mu 5. miejsce w tabeli!

Od momentu kiedy Maik Walpurgis przejął bawarski klub, zdobył on 13 punktów, co w tym okresie dało mu 5. miejsce w tabeli!

Who is Maik Walpurgis?

Kim właściwie jest trener, którego możemy już śmiało określić przydomkiem „Trenerski Cudotwórca”? Maik Walpurgis zajmuje się trenerką już od ponad 25 lat, a pierwszą pracę dostał w wieku 19 lat, kiedy świeżo po skończeniu kariery z powodu problemów zdrowotnych objął zespół ze swego rodzinnego miasta – Herford. Następnie pracował przez kilka lat w Gueterslohu, a także prowadził rezerwy Arminii Bielefeld. Pierwszym przełomem w jego karierze szkoleniowej była praca w Sportfreunde Lotte, z którym w 2009 roku wygrał Puchar Niemiec na szczeblu regionalnym (dało to zespołowi szansę na występ w pucharze kraju na szczeblu centralnym). W I rudzie Sportfreudne Lotte uległo nieznacznie VfL Bochum, a w 2013 roku niewiele zabrakło, a wprowadziłby klub do III ligi. Na przeszkodzie stanął… RB Lipsk, z którym Maik Walpurgis kilka tygodni temu wyrównał rachunki.

Do III ligi Sportfreudne Lotte nie weszło, ale trafił tam właśnie nasz bohater. Przed rozpoczęciem sezonu 2013/2014 podjął być może kluczową decyzję w swojej karierze, ponieważ postanowił skorzystać z oferty VfL Osnabrueck. Zmiana pracodawcy nie odbyła się jednak bez kontrowersji, ponieważ Sportfreudne Lotte długo nie mogło pogodzić się z tym, że Maik Walpurgis postanowił zmienić otoczenie. Ostatecznie kluby doszły do porozumienia, a urodzony w Herford trener pracował w tym klubie ponad dwa lata. Odszedł jednak w lekkiej niesławie, ponieważ w sierpniu 2015 roku został zwolniony z powodu słabych wyników.

Listopad 2016, czyli czas ruszyć na podbój Bundesligi

Tak pokrótce przedstawiliśmy sylwetkę obecnego trenera Ingolstadt. No właśnie, czas teraz skupić się na epizodzie, który jest dla Walpurgisa wyjątkowy, i który powoduje, że wielu kibiców zamiast pytać się, kim jest ten gość, mówi twierdząco, że szanuje go za to, co już zrobił. Kiedy Ingolstadt fatalnie rozpoczęło sezon 2016/2017, coraz częściej zaczęto zastanawiać się nad przyszłością Markusa Kauczinskiego, a w mediach pojawiały się kolejne nazwiska ewentualnych kandydatów na jego posadę. A to mówiło się o Andre Breitenreiterze, a to o Josu Luhukayu, w grę wchodził też Michael Frontzeck czy dopiero co zwolniony z HSV Bruno Labbadia. Wszyscy oni jednak odmówili pracy w Bawarii, więc dyrektor sportowy, Thomas Linke, postawił na wariant – wówczas wydawało się, że ultra ryzykowny – ściągnięcie trenera, który nieco ponad rok wcześniej został zwolniony z klubu trzecioligowego.

Najważniejszy pierwszy mecz

Znane przysłowie mówi, że najtrudniejszy pierwszy krok. Na potrzeby opowieści o Walpurgisu należy je trochę zmienić i powiedzieć, że najważniejszy w jego pracy w Ingolstadt był pierwszy mecz. Przynajmniej tak uważa Florian Plettenberg, dziennikarz „Bilda”, który na co dzień zajmuje się właśnie Ingolstadt. – Maik Walpurgis miał tę przewagę, że wygrał pierwszy mecz z Darmstadt 1:0. Od tamtej pory kazał swojej drużynie grać odważniej, a Ingolstadt zaczęło częściej stosować pressing – twierdzi nasz rozmówca.

Maik Walpurgis miał tę przewagę, że wygrał pierwszy mecz z Darmstadt 1:0. Od tamtej pory kazał swojej drużynie grać odważniej, a Ingolstadt zaczęło częściej stosować pressing Florian Plattenberg, dziennikarz „Bilda”

FCI Walpurigsa, czyli odwaga i stabilizacja

Odwaga w grze, która fanom Bundesligi przypomina Ingolstadt z zeszłego sezonu, kiedy za sterami siedział Ralph Hasehuettl, to nie jedyny powód, dlaczego fanom na Audi Sportpark przypominają się piękne chwile z zeszłego sezonu. Inny, a być może jeszcze ważniejszy, czynnik to stabilizacja w składzie. Maik Walpurgis bowiem bardzo rzadko dokonuje w nim zmian (wystarczy powiedzieć, że po raz pierwszy wyjściową jedenastkę zmienił dopiero w swoim czwartym meczu – z RB Lipsk), co powoduje że typowanie wyjściowego składu Ingolstadt jest zadaniem wręcz banalnym i niemal każdy kibic Bundesligi może go wymienić jednym tchem.

Nowy Hasenhuettl?

Analizując ostatnie lata Ingolstadt, grzechem byłoby nie zacząć porównywać Hasenhuettla i Walpurgisa. Obaj przejmowali klub spod szyldu Audi w bardzo trudnej sytuacji (choć obecny trener RB Lipsk jeszcze w 2. Bundeslidze), obaj startowali do wielkiej kariery trenerskiej właśnie w Bawarii (choć Hasenhuettl miał znacznie bogatsze CV jako piłkarz, ponieważ w przeszłości był m.in. czterokrotnym mistrzem Austrii), obaj także sprawili, że postawa zespołu jak magnez przyciąga ludzi na trybuny. Czy jednak to porównanie jest właściwe, a Maik Walpurgis już dziś może być ochrzczony „drugim Hasenhuettlem”? Z tą tezą nie zgadza się niedawno cytowany Florian Plettenberg, który twierdzi, że Maika Walpurgisa nie da się porównać z Hasenhuettlem, ponieważ (zwłaszcza medialnie) jest to zupełnie inny człowiek.

Maika Walpurgisa nie da się porównać z Hasenhuettlem, ponieważ (zwłaszcza medialnie) jest to zupełnie inny człowiek. Florian Plattenberg, dziennikarz „Bilda”

Przed Ingolstadt jeszcze cały czas trudne miesiące, ponieważ zespół z południa Niemiec jest na miejscu barażowym z przewagą tylko dwóch punktów nad HSV (choć ma lepszy bilans meczów bezpośrednich). Skalę trudności zadania zobrazował kilka dni temu na łamach „Bilda” Marvin Matip, który powiedział, że utrzymanie będzie jak mistrzostwo. Jeżeli Ingolstadt ta sztuka się uda, Maik Walpurgis zapisze się w pewnym sensie w historii Bundesligi, a jesteśmy bardziej niż pewni, że będą się o niego biły jeszcze lepsze marki.

Komentarze:
Przeczytaj także: