Michał Krzeszowski

Powrót wikinga

Pora na udowodnienie swojej klasy w Ekstraklasie

fotballkanalen.com
14 stycznia 2018

W kwietniu 2008 roku Piotr Leciejewski wyjechał z Polski do Norwegii. W tym skandynawskim kraju zaczynał od drugiego szczebla rozgrywek. Awans do norweskiej ekstraklasy, zmiana klubu, posadzenie na ławce legendy, pojawienie się na okładce gry komputerowej i tytuł najlepszego bramkarza w Norwegii. Przez dziesięć lat Polak pracował na taką chwałę w północnej części Europy. Teraz pora na przypomnienie się polskim fanom na rodzimym podwórku. W piątek Zagłębie Lubin ogłosiło pozyskanie nowego golkipera.

Piotr Leciejewski nigdy nie podbił ekstraklasy. Debiutował w niej 20 kwietnia 2005 roku w barwach GKS-u Katowice, do którego był wypożyczony z Górnika Zabrze. Niestety dobrze tego meczu wspominać nie może. Rywalem drużyny ze stolicy Śląska był Lech Poznań, a w ciągu 45 minut „Kolejorz” zaaplikował przeciwnikowi dwie bramki. Drugą połowę Leciejewski obserwował z ławki rezerwowych. Dwa lata później nastąpił przełom. Ówczesny 21-latek przeniósł się do Górnika Łęczna. W jego barwach rozegrał 17 spotkań, w których zachował czterokrotnie czyste konto.

Skazany na Norwegię

Drużyna z województwa lubelskiego zajęła 13. miejsce w ekstraklasie, ale ze względu na aferę korupcyjną została zdegradowana do 3. ligi. W związku z tym Leciejewski wystąpił do PZPN o rozwiązanie umowy z winy klubu. Wydział Gier przy związku przychylił się do wniosku bramkarza Górnika. Niestety dla niego klub odwołał się od decyzji. W międzyczasie golkiper był wypożyczony do Korony Kielce, gdzie nie przebił się do pierwszego składu. Związkowy Trybunał przychylił się do odwołania Górnika Łęczna. Leciejewski jednak nie wrócił do zespołu, a został ponownie wypożyczony. Tym razem jego nową drużyną miał być ŁKS, ale nie mógł grać w łódzkim klubie. Wydział Gier zdecydował, że żaden piłkarz nie może być wypożyczony do dwóch klubów w trakcie jednego sezonu.

Ostatecznie golkiperowi udało się uwolnić od Górnika. Niestety dla Leciejewskiego zimowe okienko transferowe w większości lig było już zamknięte. Jedyną opcją było przeniesienie się do drugoligowego norweskiego Sogndal. W Norwegii pojawił się w kwietniu 2008 roku.

Step by step

W swoim pierwszym sezonie w Norwegii Piotr Leciejewski od razu został podstawowym golkiperem Sogndal. Było mu łatwiej o aklimatyzację w zespole, bo poza nim w składzie norweskiej drużyny grał jeszcze jeden Polak – Daniel Lubieniecki. Latem klub pozyskał jeszcze jednego obywatela Polski – Łukasza Nadolskiego. Już w pierwszym sezonie zespół Leciejewskiego otarł się o awans do Tippeligaen. Sogndal zajęło czwarte miejsce w lidze, co oznaczało grę w barażach z przedstawicielem norweskiej ekstraklasy. Niestety Aalesunds okazało się za silne i łatwo wygrało dwumecz.

Snd.no

Rok później ponownie zajął z Sogndal czwarte miejsce i kolejny raz musiał znieść porażkę w meczu barażowym. W 2010 roku dopiął swego i wraz ze swoją drużyną wywalczył awans do Tippeligaen, zajmując pierwszą lokatę w lidze. Polak mógł się z tego cieszyć podwójnie, bo został doceniony. Wybrano go najlepszym bramkarzem drugiej ligi norweskiej. Pojawiła się oferta od znacznie lepszego zespołu – Brann Bergen. Polak z niej skorzystał. W barwach Sogndal przez trzy lata wystąpił w 82 meczach, w których zachował 30 razy czyste konto. Niestety rozstał się z fanami w gęstej atmosferze, bo nie mogli się oni pogodzić z odejściem swojego bramkarza.

Legenda zmienia legendę

Brann to klub o kilka półek wyżej niż Sogndal. W momencie, kiedy Polak przychodził do Bergen, pamiętano jeszcze smak tytułu mistrzowskiego z 2007 roku. 2010 rok był rozczarowaniem, bo nowa drużyna Leciejewskiego zajęła ledwie 13. miejsce. Wraz z przyjściem nowego bramkarza wzmocniono jeszcze inne pozycje. Początkowo ówczesny 25-latek miał być rezerwowym. W końcu dostępu do bramki Brann pilnował Hakon Opdal – były reprezentant Norwegii oraz zawodnik grający dla klubu z Bergen od dziesięciu lat. Polak nie przejmował się renomą rywala, a już po czwartej kolejce Tippeligaen wskoczył na stałe do bramki Brann. Już w pierwszym sezonie w nowej ekipie otarł się o podium ligowe. Ekipa z Bergen zajęła czwarte miejsce.

Polak w Bergen spędził siedem lat. Wraz z Brann przeżywał piękne i trudne momenty. Spadek w 2014 roku, szybki powrót w 2015 roku oraz najlepszy sezon w 2016 roku. Brann Bergen wtedy jako beniaminek zajęło drugą lokatę w Tippeligaen. Niestety Rosenborg był poza zasięgiem wszystkich drużyn i nie dał szans w walce o mistrzostwo Norwegii. Piotr Leciejewski został także wybrany najlepszym bramkarzem w Norwegii. Klasę Polaka doceniano od lat, ale dopiero w szóstym sezonie w Brann dostał tę nagrodę. To, jaką markę wyrobił sobie nasz rodak, najlepiej oddaje okładka gry FIFA 14. W Polsce na przodzie tej gry mogliśmy oglądać Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika czy Kamila Glika. W Norwegii w 2013 roku na okładce pojawił się Piotr Leciejewski.

Polak dla Brann zagrał w 182 meczach, w których zachował 50 razy czyste konto. Nie udało mu się zdobyć mistrzostwa Norwegii, a w europejskich pucharach też za wiele nie pograł. Wraz z Brann odpadł w pierwszym dwumeczu przeciwko słowackiemu Rużomberokowi. W norweskich mediach przez pewien czas przelewał się temat powołania Leciejewskiego do kadry Norwegii. Polak z tej oferty, choć najprawdopodobniej tylko medialnej, nigdy nie skorzystał. Na pożegnanie z Brann kibice przekazali swojemu bramkarzowi flagę z Orłem Białym i imieniem Piotr, która wisiała na trybunach podczas meczów ekipy z Bergen.

Powrót do domu

Po dziesięciu latach gry na obczyźnie przyszła pora zawojować polską ligę. Jeszcze przed rokiem Zagłębie Lubin interesowało się mocno Piotrem Leciejewskim, ale wtedy nie udało się dogadać z norweskim klubem. Do tematu „Miedziowi” wrócili po Bożym Narodzeniu. Tym razem udało się dojść do porozumienia. Pora na nowe wyzwania.

Dzisiaj Piotr Leciejewski jest znacznie bardziej doświadczonym bramkarzem, niż kiedy zaczynał swoją karierę ekstraklasową w GKS Katowice oraz Górniku Łęczna. W marcu skończy 33 lata, a za sobą ma ponad 250 meczów rozegranych w Norwegii. Potrafił zaistnieć i być docenionym w obcym kraju. Dlaczego nie miałoby się to udać w domu? Bardzo mało kibiców w Polsce śledzi rozgrywki skandynawskie. Teraz jego celem będzie przypomnienie się polskim fanom. Ale najpierw musi powalczyć o pozycję numer 1 w bramce Zagłębia Lubin.

Komentarze:
Przeczytaj także: