Jakub Dybał

Lechia ogrywa Cracovię i nadal jest liderem

Bardzo dobry mecz w Gdańsku, Lechia – Cracovia 4:2

Grzegorz Rutkowski
25 lutego 2017

Lechia i Cracovia swoje spotkania w poprzedniej serii gier kończyły wynikiem 1:1. Gdańszczanie zremisowali w Niecieczy, a piłkarze z Krakowa podzielili się punktami na własnym stadionie z Pogonią Szczecin. Lechiści chcieli podtrzymać znakomitą passę meczów bez porażki u siebie. Z kolei krakowianie mieli zamiar rozpocząć marsz w górę tabeli. Ostatecznie po bardzo ciekawym widowisku ze zwycięstwa cieszyli się gospodarze i nadal prowadzą w tabeli ekstraklasy.

Niespodziewany początek

Mało kto przypuszczał, ale to Cracovia od pierwszych minut narzuci gospodarzom swój styl gry i tym samym zmusi Lechię do głębokiej defensywy. Goście z Krakowa pierwszą okazję w tym meczu stworzyli w ósmej minucie. Doskonałym podaniem został obsłużony Krzysztof Piątek, który znalazł się sam przed bramkarzem. Napastnik „Pasów” oddał strzał, lecz lepszy w tym pojedynku okazał się Kuciak. Słowacki bramkarz nie miał tyle szczęścia siedem minut później. Wówczas po dwójkowej akcji Dąbrowski–Piątek, ten drugi ponownie był oko w oko z golkiperem. Tym razem snajper Cracovii był bardziej skuteczny i mocnym uderzeniem pod poprzeczkę wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Lechia długo nie mogła otrząsnąć się po ciosie, jaki zadali jej rywale. Podopieczni Piotra Nowaka nie mogli złapać odpowiedniego rytmu, przez co akcje miejscowych nie miały właściwego tempa.

W 31. minucie Marcin Budziński popisał się znakomitym podaniem do Piątka. Młodzieżowy reprezentant Polski ponownie był sam na sam z Kuciakiem, ale Słowak wybronił jego strzał. „Biało-zieloni” pierwszą składną akcję wyprowadzili dopiero siedem minut przed pierwszą. Do futbolówki podanej za linię defensorów dopadł Flavio Paixao, lecz po jego uderzeniu piłka tylko ostemplowała spojenie bramki strzeżonej przez Sandomierskiego. Na nieszczęście Cracovii, Lechia doprowadziła do wyrównania w ostatnim momencie pierwszej odsłony. Po bardzo ładnej, kombinacyjnej i szybkiej akcji piłka znalazła się pod nogami Ariela Borysiuka, który z osiemnastu metrów huknął nie do obrony.

Rzut karny na otwarcie

W drugiej połowie zobaczyliśmy zupełnie odmienioną Lechię. Gdańszczanie w drugą część weszli wręcz w atomowy sposób. Już kilka sekund po pierwszym gwizdku gapiostwo Malarczyka w polu karnym wykorzystał Kuświk, który dał się sfaulować obrońcy „Pasów”. Sędzia nie miał żadnych wątpliwości i pewnym ruchem wskazał na jedenasty metr. Rzut karny, bez problemów, wykorzystał Flavio Paixao. Cracovii remis mógł dać Mihalik, lecz Kuciak w instynktowny sposób wybronił strzał swojego rodaka. Chwilę potem Lechia wygrywała już różnicą dwóch trafień. Sławczew doskonale zagrał w pole karne do Kuświka, a ten ze spokojem posłał futbolówkę koło bezradnie interweniującego Sandomierskiego.

Dwadzieścia minut przed ostatnim gwizdkiem gracze Jacka Zielińskiego złapali kontakt z przeciwnikiem. Całą akcję napędził Budziński, który z impetem wbiegł w pole karne. Tam na futbolówkę czekał już Piątek i precyzyjnym strzałem pokonał Kuciaka. Goście za wszelką cenę starali się odmienić losy meczu. Jednak ich marzenia w 85. minucie zepsuł Grzegorz Wojtkowiak, wykorzystując dośrodkowanie Sławomira Peszki z prawej strony boiska.

Lechia utrzymuje się na szczycie

Zawodnicy z Gdańska i Krakowa stworzyli dziś naprawdę bardzo dobre widowisko. O ile w pierwszej odsłonie lepsza była Cracovia, o tyle w drugiej odsłonie dominowali już gospodarze. Piłkarze dowodzeni przez Piotra Nowaka udowodnili, że na własnym stadionie są groźnym zespołem i z pewnością są w stanie odeprzeć ataki Lecha, Jagiellonii oraz Legii i zdobyć mistrzostwo Polski. Z kolei „Pasy” chcą powtórzyć wyczyn z zeszłego sezonu, kiedy to finiszowały na czwartej lokacie. Póki co podopieczni Jacka Zielińskiego plasują się w dolnych rejonach tabeli i jeśli chcą to zmienić, muszą zacząć zdobywać punkty.

 

Komentarze:
Przeczytaj także: