Wojciech Anyszek

Kolonia wreszcie punktuje, a Borussia rozjeżdża Borussię

Co działo się w 6. kolejce Bundesligi?

Kolonia
25 września 2017

Bundesliga po raz kolejny dostarczyła swoim wiernym fanom wielu ciekawych wrażeń podczas 6. kolejki spotkań. Kibiców niektórych drużyn rozczarowała, a innym wlała nadzieję na nowy początek. Szczególnie takie odczucia może przeżywać Kolonia, która wreszcie zdobyła pierwszy punkt w sezonie. Po środowej kolejce nie było widać już śladu. Wszystkie zespoły mimo natłoku gier w minionym tygodniu żwawo ruszyły do zdobywania kolejnych punktów. Nie jest to jednak koniec maratonu dla drużyn, które grają w europejskich pucharach. Od wtorku do czwartku mierzyć się będą w drugiej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy.

Kolonia powoli odbija się od dna

Fatalny start sezonu podopiecznych Petera Stögera był jednym z najmniej spodziewanych wydarzeń początku sezonu Bundesligi. Zrozumiałe było, że utrata Anthony’ego Modeste’a odbije się na grze piłkarzy z Kolonii, ale nikt nie spodziewał się aż takiej tragedii. Zero punktów po pierwszych pięciu meczach sezonu i zdobyta zaledwie jedna bramka wywołały wręcz panikę wśród kibiców „Die Geißböcke”. Widać było od początku sezonu, że to nie są te same waleczne i skuteczne „Kozły”, co w poprzednich rozgrywkach. Mimo to ich kibice uznali, że najgorsze, co mogliby zrobić dla swojego klubu, to odwrócenie się od zespołu w tak trudnym momencie. Pokazuje to frekwencja na RheinEnergieStadion podczas meczu z Eintrachtem, gdy na stadionie zasiadło 49 tys. widzów, co stanowi niemal komplet. Jak widać, Kolonia mimo słabego startu sezonu nadal żyje futbolem.

Sam mecz 6. kolejki z Hannoverem 96, beniaminkiem Bundesligi, nie był jakimś porywającym spotkaniem w wykonaniu zespołu „Die Geißböcke”. Kolonia często była zmuszona do bronienia się, czego jednak gospodarze z Hannoveru nie potrafili przełamać. Ostatecznie po 90 minutach Peter Stöger wraz ze swoimi podopiecznymi mógł odetchnąć z ulgą i cieszyć się z pierwszego, cennego punktu w ligowych zmaganiach. Radość z remisu szybko jednak została zmącona. Okazało się, że kontuzji kolana dostał Marcel Risse, czyli jedna z kluczowych postaci zespołu z Kolonii.

 

Wpadka Bayernu

Mecz Bayernu z Wolfsburgiem zawsze wywołuje wielkie emocje w niemieckim futbolu. Ta rywalizacja przypomina o wielu niesamowitych chwilach, jakie działy się w spotkaniach między tymi drużynami. Polakom ten pojedynek nasuwa jedno, ale niezwykle jasne skojarzenie – pięć goli w dziewięć minut Roberta Lewandowskiego zdobyte 22 września 2015 roku. Dokładnie dwa lata później kapitan reprezentacji Polski, również w 6. kolejce spotkań Bundesligi, zmierzył się z klubem, przeciwko któremu dokonał rzeczy historycznej. Wszystko wskazywało na to, że Bayern wygra ten mecz łatwo, zwłaszcza że Wolfsburg był w trakcie wprowadzania nowego trenera, Martina Schmidta, do zespołu.

Wydawało się, że nic nie może zepsuć święta monachijczykom, zwłaszcza w trakcie Oktoberfest. Do przerwy wszystko szło zgodnie z planem, ponieważ Bayern prowadził 2:0 po bramkach Lewandowskiego i Robbena. Kibice Bayernu byli już niemal pewni zwycięstwa, lecz wtedy Wolfsburg nagle otrząsnął się i grając naprawdę dobrze po przerwie, przełamał Bayern. Kryzys, który aktualnie przeżywa mistrz Niemiec, dobitnie pokazała kuriozalna interwencja Svena Ulreicha, który zastępuje kontuzjowanego Neuera.

Borussia traci pierwszą bramkę

Dortmundzki walec po raz kolejny rozjechał swoją przeszkodę na drodze do tytułu mistrza Niemiec. Tym razem staranowana została ekipa Borussii Mönchengladbach, która przyjechała na Signal Iduna Park z myślą, że BVB odpuści sobie nieco ten mecz, mając na uwadze wtorkowe starcie z Realem w Lidze Mistrzów. Nie od dziś jednak wiadomo, że takie myślenie to podpisanie na siebie wyroku. Tak właśnie stało się z drużyną Dietera Heckinga, która wręcz przeszła obok spotkania. Skandaliczne wręcz błędy, które notorycznie popełniał duet stoperów Ginter–Vestergaard, brutalnie wykorzystywali napastnicy Dortmundu. Hat-trickiem w tym meczu popisał się Aubameyang, a swoją szansę w występie od pierwszej minuty świetnie wykorzystał strzelec dwóch goli, Maximilian Phillipp.

Paradoksalnie najważniejszym momentem tego spotkania nie było zdobycie trzech goli przez Aubameyanga czy powrót do pierwszego składu Juliana Weigla. Otóż najbardziej istotnym wydarzeniem meczu była strata pierwszej bramki przez podopiecznych Petera Bosza w rozgrywkach ligowych. Naturalnie prędzej czy później musiało się to wydarzyć, ale nie zmienia to faktu, że Borussię bardzo ten stracony gol zmartwił. Niektórzy piłkarze wyglądali wręcz tak, jakby przegrali właśnie co najmniej finał Pucharu Niemiec po rzutach karnych. To tylko pokazuje, jaką mentalność zwycięzców wszczepił w DNA Borussii Peter Bosz.

HSV wraca na przykre i właściwe sobie tory?

Wiele obiecywali sobie kibice Hamburger SV po naprawdę dobrym starcie sezonu 2017/2018. Zdobycie sześciu punktów w dwóch meczach było naprawdę znakomitym rozpoczęciem rozgrywek w wykonaniu drużyny Markusa Gisdola. Napawało to kibiców HSV ogromną radością i nadzieją, że ten sezon będzie wreszcie dobry dla ich zespołu. Niestety drużyna z Hamburga przyzwyczaiła swoich sympatyków do często słabych występów i do zażartej walki o utrzymanie. Wszystko na ten moment wskazuje, że Hamburg ponownie będzie drżeć o byt w Bundeslidze.

Drużyna trenera Gisdola w meczu z Bayerem Leverkusen nie miała absolutnie nic do powiedzenia. Zwycięstwo 3:0 i tak jest prawdopodobnie najniższym wymiarem kary, jaki mogli wymierzyć rywalom piłkarze Heiko Herrlicha. Szczególnie w tym meczu mógł się podobać Lucas Alario, który z przytupem wchodzi do Bayeru i od razu zaczyna się spłacać.

Jak radzili sobie Polacy?

Kolejny gol Roberta Lewandowskiego wysuwa się na pierwszy plan, jeśli chodzi o występy polskich piłkarzy w 6. kolejce Bundesligi. Poza kolejnym udanym występem kapitana reprezentacji Polski niestety nie ma jednak wielu powodów do optymizmu. Kuba Błaszczykowski, który wraca po kontuzji, rozegrał jedną połowę spotkania z Bayernem, jednak, co zrozumiałe, nie zachwycił. Nota 3,5 od „Kickera” w sześciostopniowej skali nie jest powodem do dumy. Nieco lepszym wynikiem mogą pochwalić się z kolei Łukasz Piszczek i Marcin Kamiński, którzy od gazety otrzymali po nocie 3. Tyle tylko, że Piszczek zszedł w 69. minucie, co jest zrozumiałe, ponieważ na horyzoncie był już mecz z Realem. Najbardziej może martwić po raz kolejny brak gry w wykonaniu Bartosza Kapustki. Piłkarz, który miał się odrodzić we Fryburgu po katastrofie w Leicester, na razie nie daje powodów trenerowi Streichowi do wystawiania go do gry.

  • Robert Lewandowski– 90 minut, bramka na 1:0 z Wolfsburgiem
  • Łukasz Piszczek– 69 minut
  • Jakub Błaszczykowski– 45 minut
  • Marcin Kamiński– 90 minut
  • Eugen Polanski– cały mecz na ławce
  • Rafał Gikiewicz– cały mecz na ławce
  • Paweł Olkowski– cały mecz na ławce
  • Bartosz Kapustka– poza kadrą meczową

***

Wyniki 6. kolejki Bundesligi i tabela rozgrywek:

 

Komentarze:
Przeczytaj także: