Łukasz Kaczmarek

Kolejna nieudana francuska przygoda

Igor Lewczuk i jego przyszłość (a raczej jej brak) w Girondins de Bordeaux

Krzysztof Pulak
26 września 2017

Kiedy latem 2016 r., zaraz po finałach Euro rozgrywanych na francuskich boiskach, kolejni reprezentanci Polski dołączali do klubów z Ligue 1, chyba nikt nie spodziewał się, że jak szybko i licznie przybyli, tak jeszcze szybciej będą musieli stamtąd zwiewać. Nie inaczej sprawy się mają w przypadku 32-letniego byłego stopera Legii Warszawa, Igora Lewczuka.

Początki

Urodzony w Białymstoku piłkarz przeszedł długą drogę, zanim znalazł się we Francji. Jego historia różni się od większości zawodników, którzy pierwsze kroki w karierze stawiali jako dzieciaki w piłkarskich akademiach. Swoją przygodę z piłką Igor rozpoczął dość późno, bo mając 18 lat, kiedy dołączył do zespołu Hetmana Białystok. Jak sam wspomina, nie myślał wówczas o piłce nożnej jako o sposobie na życie. Traktował ją jako pasję i to na tyle dużą, że nawet kiedy rozpoczął studia na warszawskim AWF-e, wciąż jeździł do rodzinnego miasta na treningi i mecze IV-ligowca. Zresztą tryb życia, jaki prowadził, odbiegał od typowego dla przyszłego zawodowca. Korzystał z uroków życia studenckiego, jego głównym składnikiem menu był pasztet podlaski, a imprezy w akademiku bywały dzikie: – Zjeżdżaliśmy na drzwiach ze schodów, mieliśmy liny, na których schodziliśmy z budynku, kiedyś ktoś wyrwał grzejnik i zalaliśmy cały korytarz – wspomina.

Planował w przyszłości zostać nauczycielem wychowania fizycznego, ale pojawił się Andrzej Blacha i ściągnął Lewczuka do Znicza Pruszków. Tam, wraz z m.in. Robertem Lewandowskim, wywalczył awans do II ligi. Dopiero wtedy w jego głowie pojawiła się myśl, że może warto pójść tą drogą.

Z Pruszkowa wykupiła go Jagiellonia Białystok za 400 tys. złotych, ale zawodnik raczej niemiło wspomina swoją przygodę w „Jadze”. W trakcie swojego czteroletniego pobytu w zespole dwukrotnie był wypożyczany, najpierw do Piasta Gliwice, potem do Ruchu Chorzów. W końcu „Niebiescy” zdecydowali się pozyskać Lewczuka na stałe.

Dwa sezony spędzone przy Cichej to z jednej strony wicemistrzostwo i finał Pucharu Polski, z drugiej problemy finansowe klubu i wielomiesięczne zaległości z wypłatami. 1 lipca 2013 r. przenosi się do Zawiszy Bydgoszcz, po jednym świetnym sezonie wykupuje go Legia Warszawa za 200 tys. euro i pod okiem trenera Czerczesowa Lewczuk zmienia pozycję z prawego obrońcy na stopera.

Wcześniejsze występy w ekstraklasie w barwach Zawiszy zaowocowały pierwszym powołaniem do reprezentacji. Igor zadebiutował w towarzyskim meczu przeciwko Norwegii 18 stycznia 2014 r., ale nie zdobył wystarczająco dużego zaufania u Adama Nawałki, by ten powołał go na Euro we Francji.

Transfer last minute

Jak w takim razie doszło do transferu Lewczuka? „Żyrondyści” najbardziej zainteresowani byli pozyskaniem Artura Jędrzejczyka, ale ten nie chciał opuszczać FK Krasnodaru. W związku z tym menedżer Mariusz Piekarski polecił drużynie z Francji właśnie Igora, jako zawodnika o podobnym profilu co „Jędza” i odpowiedniej cenie. Girondins spodobała się ta alternatywa i ostatniego dnia okienka transferowego zaproponowało okrągły milion euro za obrońcę „Wojskowych”. Tym samym Lewczuk dołączył do Krychowiaka, Glika, Rybusa i Stępińskiego, powiększając polską kolonię w Ligue 1.

Już w drugim meczu po przeprowadzce do Francji, w ligowym starciu z Angers, Polak dostaje od trenera Jocelyna Gourvenneca całe 90 minut. Okazało się, że były zawodnik Legii świetnie wstrzelił się w moment, kiedy dwójka stoperów z Bordeaux, Guilbert i Pallois, spisywali się poniżej oczekiwań i szkoleniowiec w pewnym momencie wolał na środku obrony wystawiać nominalnych pomocników defensywnych Serticia i Toulalana. Lewczuk z marszu wskoczył do pierwszej jedenastki i do końca sezonu regularnie występował w zespole z Akwitanii.

Klub zadbał o szybką aklimatyzację Polaka – zorganizował dla niego nauczycielkę języka francuskiego, szofera, przedszkole dla dzieci. Istniała nadzieja, że nie tylko Glik w Monaco, ale i Lewczuk w Bordeaux zadomowią się na dobre. Był nawet moment, po meczu 21. kolejki Ligue 1 z Tuluzą, kiedy po kolejnych świetnych interwencjach zaczęto porównywać Igora z legendarnym francuskim obrońcą, Lilianem Thuram.

Cierpki smak francuskiego wina

Lewczuk na samym początku swojego pobytu we Francji w wywiadach narzekał, że francuskie wino wytrawne ma wyjątkowo cierpki smak i osobiście nie jest jego smakoszem. Teraz poczuł również gorzki smak porażki. Sprowadzony w styczniu, na zasadzie wypożyczenia z Zenitu Sankt Petersburg, 21-letni serbski obrońca Vukasin Jovanovic został ostatecznie wykupiony przez „Żyrondystów” za 3 miliony euro. Polak niestety jak na razie przegrywa rywalizację o miejsce w składzie z nim oraz z Toulalanem. W obecnym sezonie Lewczuk nie pojawił się jak dotąd ani na chwilę na boisku w Ligue 1, dostał jedynie szansę w dwumeczu kwalifikacji Ligi Europy z Videotonem. Na nieszczęście dwukrotnego reprezentanta naszego kraju, Girondins odpadło sensacyjnie z rozgrywek, a to może oznaczać, że Lewczuk stracił jedyną możliwość na grę. Na dzień dzisiejszy licznik jego występów w Bordeaux zatrzymał się na liczbie 35, Polak strzelił jednego gola i zaliczył jedną asystę. Czy będzie miał okazję na poprawienie tych statystyk? Nie zanosi się na to.

Jaka przyszłość czeka obrońcę? Jeśli chce zachować chociaż cień szansy na powołanie od Nawałki na mecze eliminacyjne i być może, w przypadku awansu, mistrzostwa świata, to musi pójść w ślady Rybusa, Krychowiaka i Stępińskiego i pomyśleć o zmianie otoczenia. Jego kontrakt z francuskim klubem obowiązuje jeszcze do czerwca 2018 r., w zimie będzie mógł dogadać się z jakimś klubem, by latem za darmo odejść. Ale wtedy będzie już po mundialu w Rosji, a biorąc pod uwagę wiek zawodnika, to ostatni dzwonek na występ w wielkim turnieju. Lewczuk, by regularnie występował, musi w następnym okienku za wszelką cenę zmienić klub. Chce tego Girondins Bordeaux, dąży do tego również Polak, nie zanosi się bowiem na poprawę jego sytuacji we Francji. Co ciekawe, latem „Żyrondyści” w miejsce Igora przymierzali innego legionistę, Michała Pazdana, ostatecznie jednak do transakcji nie doszło.

Może Warszawa byłaby odpowiednim miejscem na odbudowanie formy dla Lewczuka? Zawodnik musi poważnie rozpatrzyć każdą opcję i ofertę, jaka się pojawi, bo czas nieubłaganie ucieka.

Komentarze:
Przeczytaj także: