Mateusz Mazur

Kiko Ramirez na cenzurowanym. Z Jagiellonią zagra o posadę?

W Krakowie tracą cierpliwość do hiszpańskiego szkoleniowca

Grzegorz Rutkowski
29 września 2017

Kiedy na przełomie 2016 i 2017 roku Kiko Ramirez ogłoszony został nowym trenerem Wisły Kraków, mało kto, poza kibicami „Białej Gwiazdy”, wierzył w powodzenie tego przedsięwzięcia. Kilka miesięcy później o słuszności kierunku, w którym podąża Wisła, przekonani byli niemal wszyscy. Ostatnie tygodnie sprawiły jednak, że liczba zwolenników hiszpańskiego szkoleniowca ponownie drastycznie zmalała, czy słusznie?

Hiszpańska Wisła

Zarys kierunku, w jakim podążał będzie zespół z Krakowa, obecne władze znały już w momencie zatrudnienia na stanowisku dyrektora sportowego Manuela Junco. Celem było stopniowe poprawianie sytuacji klubu poprzez pozyskiwanie za darmo dobrze rokujących zagranicznych piłkarzy i późniejsze sprzedawanie ich ze sporym zyskiem. Następstwem zatrudnienia w klubie Manuela Junco było przybycie do Krakowa Kiko Ramireza. Kolejny Hiszpan miał nie tylko odpowiednio ustawiać piłkarzy na boisku. Dodatkową zaletą zatrudnienia Ramireza była możliwość łatwiejszego pozyskiwania zawodników z Półwyspu Iberyjskiego. W ślad za swoim rodakiem już zimą podążyli bowiem Ivan Gonzalez i Pol Llonch.

Po nieudanym początku sezonu runda wiosenna okazała się dla piłkarzy z Reymonta o wiele lepsza. Sprawiło to, że bez problemu zakwalifikowali się oni do grupy mistrzowskiej. Tam jednak podopiecznych Ramireza dopadł pierwszy kryzys, który sprawił, że notując zaledwie jedno zwycięstwo w ostatnich siedmiu spotkaniach, zakończyli całe rozgrywki na 6. miejscu.

Lato w Krakowie okazało się dla Manuela Junco niezwykle pracowite. Do klubu dołączyło bowiem aż 13 nowych zawodników, na których Wisła nie wyłożyła ani złotówki. Był wśród nich oczywiście najlepszy obecnie strzelec „Białej Gwiazdy” – Carlos Lopez. Urodzony w Alicante piłkarz jest namacalnym dowodem na to, że polityka transferowa klubu może przynieść wymierne korzyści. Poza „Carlitosem” trudno jednak na razie wskazać innych wyróżniających się zawodników. Pojedyncze dobre występy notują Wojtkowski i Arsenić, natomiast kontuzjowany Cuesta nie zdołał jeszcze pokazać nam pełni swoich umiejętności.

Stabilizacja – to słowo, które powinno być teraz powtarzane pod Wawelem jak mantra. „Carlitos” to ewenement. Piłkarz, który wszedł do ligi razem z drzwiami i co mecz udowadnia, że jest graczem o nieprzeciętnych umiejętnościach. Wprowadzenie 5-6 nowych zawodników do podstawowej jedenastki nie jest prostą sprawą i w ostatnich spotkaniach mogliśmy się o tym przekonać. Gracze, którzy tego lata dołączyli do „Białej Gwiazdy”, potrzebują ogrania i pewnej dozy zaufania. Potrzeba też czasu, by Wisła zaczęła wyglądać jak drużyna, a nie zlepek jedenastu przypadkowych osób. Przeczucie mówi nam też, że piłkarzy jak Ze Manuel czy Tibor Halilović stać na znacznie więcej, niż dotychczas pokazali, i wkrótce mogą to udowodnić.

3 punkty straty

Pojęcie „krakowskiej piłki” nie kojarzyło się ostatnio kibicom Wisły najlepiej. Bardzo często zdarzało się, że krakowianie grali ładnie, efektownie, lecz na koniec brakowało najważniejszego – wyniku. Kiko Ramirez stwierdził na wejściu, że najważniejsze są zwycięstwa, styl jest spraw drugorzędną. Dowodem prawdziwości tych słów jest chociażby początek obecnego sezonu, gdzie Wisła czterokrotnie wyrywała zwycięstwo w ostatnich minutach meczu. Wiele mówiło się o szczęściu, o „Carlitosie”, który ciągnie cały zespół. Prawda jest jednak taka, że „Biała Gwiazda” regularnie punktowała, utrzymując się w ścisłej czołówce ligi. Momentami gra wyglądała naprawdę bardzo źle, a mimo wszystko podopieczni Kiko Ramireza wychodzili z pojedynków zwycięsko. Zwycięstwo to słowo klucz. Kibice spod Wawelu byli głodni wygranych i przewodzenia ligowej stawce na tyle, że gotowi byli przymknąć oko na niezbyt urokliwy styl gry.

Sytuacja zmieniła się, gdy wyników zaczęło brakować. Wróciły koszmary poprzedniego sezonu: Wisła odpada z Pucharu Polski oraz kompletnie nie radzi sobie na wyjazdach. Kibice zachłyśnięci krótkotrwałym liderowaniem stawce zaczęli snuć plany dotyczące zbliżającej się „wielkimi krokami” Ligi Mistrzów, lecz wkrótce czekało ich bolesne przebudzenie. Dwa mecze z Koroną czy spotkanie z Arką pokazały, że w obecnym kształcie Wisła nie jest jeszcze drużyną, która przejdzie przez sezon bez większego kryzysu, zgłaszając przy tym swoje mistrzowskie aspiracje. Tymczasem na Reymonta oglądamy obecnie wczesną fazę pierwszej wersji pewnego projektu, który na dłuższą metę ma przywrócić Wiśle dawną świetność.

Latem do Krakowa przybyła pierwsza fala piłkarzy, z których przynajmniej połowy nie będziemy już oglądać w przyszłym sezonie. Dodatkowo większość z przybyłych zawodników nie miała okazji przepracować w Wiśle całego okresu przygotowawczego, a w Krakowie są od zaledwie miesiąca. I wiadomo, że część z nich, a może nawet większa część okaże się niewypałami, ale żaden z tych graczy nie został pozyskany na podstawie filmiku z YouTube’a. Manuel Junco wraz z gronem skautów zobaczył w nich potencjał i postanowił sprowadzić na Reymonta. Kwestią jest tylko, jak wpasują się w zespół. W tym momencie warto przypomnieć przykład Petara Brleka, który również na początku nie zachwycał, a latem tego roku będąc kluczowym piłkarzem, odszedł do Włoch za 2 mln euro.

Co z tym Ramirezem?

Zacznijmy od tego, że Hiszpan stracił latem dwóch niezwykle ważnych piłkarzy środka pola. Do końca wierzył, że w klubie uda się zatrzymać zarówno Krzysztofa Mączyńskiego, jak i Petara Brleka, lecz tak się nie stało. Powstała w ten sposób dziura wciąż nie została załatana i bardzo często jest źródłem kłopotów „Białej Gwiazdy”. Jak więc mają się wyniki osiągane przez drużynę Kiko Ramireza do arsenału, który Hiszpan ma do dyspozycji? Po pierwsze Ramirez wdrażając taki, a nie inny system gry podjął spore ryzyko. W przypadku porażki nikt nie powie: „przecież gra wyglądała całkiem nieźle”, bo wiadomo, że tak nie było. Wisła prezentuje obecnie styl, którego jedyną obroną może być zwycięstwo czy też remis w przypadku bardziej wymagających przeciwników. I jak najbardziej pod tym względem można zrozumieć żądających zmian kibiców. Z drugiej strony pozbywanie się hiszpańskiego trenera w momencie, w którym drużyna oparta jest na piłkarzach z Półwyspu Iberyjskiego, nie wygląda na najrozsądniejsze posunięcie.

A co z wynikami? W końcu to one bronić mają stylu prezentowanego przez Wisłę. Jak wygląda to w porównaniu z poprzednimi? Ano tak, że krakowianie zanotowali najlepszy start od trzech lat, dodatkowo strata do lidera wynosi zaledwie trzy punkty. Ogólnie pojęta gra „Białej Gwiazdy” pozostawia wiele do życzenia, ale to wciąż zbyt mało, by podejmować ryzyko związane ze zmianą trenera.

Decyzję o rozmowie z Kiko Ramirezem i jasnym przedstawieniu mu swoich oczekiwań można uznać za najbardziej optymalną. Z drugiej strony znamy historie, gdzie niedługo po tego typu spotkaniach i publicznym okazywaniu zaufania trener był zwalniany. Biorąc pod uwagę, że wielkimi krokami zbliża się przerwa reprezentacyjna, spotkanie z Jagiellonią może być dla Kiko Ramireza niezwykle ważne.

Komentarze:
Przeczytaj także: