Mateusz Mazur

Kaczki transferowe: Premier League

Przegląd najciekawszych transferów minionego tygodnia

10 lipca 2017

Zaczęło się! Na wzór popularnego kilka lat temu „Harlem Shake”, do szalejącego na rynku transferowym Evertonu błyskawicznie dołączyły kolejne drużyny. Sfinalizowane zostały transfery, które na pewno zasłużyły na miano hitowych, a kwoty płacone za piłkarzy z czystym sumieniem możemy określić astronomicznymi. Karuzela transferowa w Anglii rozkręciła się na dobre.

Transfery potwierdzone:

Kto: Romelu Lukaku
Skąd: Everton
Dokąd: Manchester United

Krótka, ale bardzo ekscytująca saga transferowa dobiegła końca. O tym, że Lukaku nie jest jakoś mocno przywiązany do Evertonu i zamierza opuścić Goodison Park, mówiło się już od jakiegoś czasu, a w obliczu potencjalnego odejścia Diego Costy z Chelsea powrót na stare śmieci stawał się najbardziej prawdopodobną opcją. Na drodze stanął jednak zespół równie gorączkowo poszukujący napastnika.

Nie zazdrościmy współpracownikom Antonio Conte. Znając temperament włoskiego szkoleniowca możemy sobie tylko wyobrażać jego reakcję na wieść, że główny cel transferowy Chelsea – Romelu Lukaku – nie trafi na Stamford Bridge. Włoch miał swego czasu nawet zagrozić odejściem z klubu, jeśli drużyna z Londynu nie powalczy w najbliższym okienku o pozyskanie Belga. I chęci „The Blues” odmówić absolutnie nie można. Nawet kiedy sprawa wydawała się już przegrana, w rozpaczliwym geście wyrównali ofertę Manchesteru. United miało jednak w zanadrzu coś więcej niż pieniądze.

Na Goodison Park powędrował Wayne Rooney, który co prawda oficjalnie nie jest częścią transakcji, ale raczej nikt nie zaprzeczy, że jego powrót do Evertonu miał w tej kwestii duże znaczenie. Najważniejsza decyzja należała jednak do Lukaku, który niedługo po dołączeniu do nowych kolegów zdołał już wbić szpilkę swojemu niedoszłemu pracodawcy, stwierdzając, że stał się częścią największego klubu na świecie. No to mamy: pieniądze, Rooneya, Lukaku – wszystko zdaje się już składać w całość. Nie wspomniana została jeszcze tylko jedna osoba, której udział przy ogromnych transakcjach wydaje się nieodzowny. Otóż niebagatelną rolę w finalizacji transferu miał… Mino Raiola, menedżer Belga oraz Paula Pogby

Lukaku dołączył do Chelsea w 2011 roku, a jako młody chłopak nie znalazł uznania w oczach Jose Mourinho i po wcześniejszych dwóch wypożyczeniach został sprzedany do Evertonu. Panowie rozstali się w przyjaznej atmosferze i nie omieszkali wymienić kilka ciepłych uwag. Wydaje się więc, że porozumienie na linii Mourinho–Lukaku nie powinno być problemem. 24-letni napastnik dołączył już do drużyny w Los Angeles, gdzie już 15 lipca będzie miał okazję do debiutu w meczu przeciwko LA Galaxy.

 

Kto: Alexandre Lacazette
Skąd: Lyon
Dokąd: Arsenal

Temat Lacazette w Arsenalu powracał co okienko jak bumerang. Gdy w końcu wydawało się, że temat jest już zamknięty, a sam zawodnik stanie się piłkarzem Atletico, klub z Madrytu dostał zakaz transferowy. Nikt nie krył się już z tym, że piłkarz zamierza w tym okienku transferowym opuścić Lyon, natomiast kierunek okazał się nieco inny od pierwotnie zakładanego. Arsene Wenger postanowił skorzystać z okazji i sięgnął głębiej do kieszeni swojej kurtki. Arsenal potwierdził pozyskanie francuskiego napastnika za kwotę 53 mln euro, która stała się nowym rekordem transferowym klubu z Londynu. Biorąc po uwagę obecne uwarunkowania runku transferowego, nie wydaje się to szczególnie wygórowana kwota za piłkarza, który w trzech ostatnich sezonach Ligue 1 zdobywał kolejno 27, 21, 28 goli.

Pozyskanie francuskiego napastnika ma mieć także ogromne znaczenie przy kolejnych transferach klubu. Arsenal wciąż zabiega o usługi innego Francuza – Thomasa Lemara – i to właśnie wzmocnienie pozycji napastnika ma być pokazem wysokich ambicji klubu. „Kanonierzy” walczą nie tylko o przyjście nowych piłkarzy. Podpisów pod ofertami nowych kontraktów wciąż nie złożyli Alexis Sanchez i Mesut Oezil. Ten ostatni wlał nieco nadziei w serca fanów, gdy bardzo ciepło wypowiedział się na temat nowego nabytku.

Jest znakomitym napastnikiem, który zdobył wiele bramek w Ligue 1, nie tylko w minionym sezonie, ale i w poprzednich. Jesteśmy szczęśliwi, że do klubu trafił napastnik tak wysokiej klasy.Mesut Oezil

Trzeba przyznać, że poszukiwania następcy Robina van Persiego trochę trwały. Wiele mówiło się, że Arsenal od czasu odejścia Holendra nie miał w swoim składzie „dziewiątki”, która dorównywałaby umiejętnościami nie tylko van Persiemu, lecz także poprzednim piłkarzom grającym na tej pozycji. W ostatnich latach mieliśmy tu nieco niedocenianego Giroud, który mimo że prezentował się solidnie, to utrzymywanie wysokiej formy przez dłuższy czas było dla niego dużym wyzwaniem.

 

Kto: Wayne Rooney
Skąd: Manchester United
Dokąd:
Everton

Dziwna jest ta kariera Rooneya. Wychowanek Evertonu trafił na Old Trafford w wieku 19 lat i od zawsze uważany był za wielki talent. Rozegrał w barwach „Czerwonych Diabłów” 559 spotkań, w których zdobył 253 gole. Wygrał z nimi wszystko, co się dało, a ostatnio przeskoczył sir Bobby’ego Charltona w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii klubu. W ostatnich latach wszystko nie przebiegało jednak tak, jak powinno, bo piłkarz znacznie obniżył loty. Dla „Wazzy” zaczynało brakować miejsca na boisku, rzucany był od środka pomocy lub na pozycję najbardziej wysuniętego napastnika. Nie dostawał tyle czasu na boisku, na ile zasługuje legenda klubu. Wraz ze swoją tygodniówką powoli stawał się dla United ciężarem, a trudno też sobie wyobrażać, by dla samego piłkarza sytuacja ta była komfortowa.

Teraz wraca do Evertonu jako syn marnotrawny. Większość kibiców zdążyła już mu wybaczyć odejście i po cichu liczy na ostatnie przebłyski geniuszu. My też życzylibyśmy sobie zobaczyć jeszcze Anglika w dobrej formie, bo niewątpliwie jego historia zasługuje na trzymający poziom epilog.

 

Kto: Antonio Rüdiger
Skąd: AS Roma
Dokąd:
Chelsea

Poszukiwania napastnika wciąż trwają, a Antonio Conte – jak przystało na Włocha – rozpoczął lato od wzmocnienia formacji defensywnej. Ledwie klubową szatnię opuścił John Terry, a w Londynie już pojawił się piłkarz, który choć klubowej legendy w oczach kibiców nigdy nie zastąpi, to ma pomóc w zapełnieniu luki po odejściu Anglika. Transfer Rüdigera miał dojść do skutku już rok temu, ale piłkarz na jednym z treningów przed Euro 2016 zerwał więzadła krzyżowe, czym wykluczył możliwość nie tylko dołączenia do Chelsea, ale również występu na mistrzostwach Europy.

Chelsea pozyskała obrońcę niezwykle twardego, atletycznego, potrafiącego walczyć o górne piłki. Jeśli tylko ominą go kontuzje, to jest spora szansa, że spełni pokładane w nim nadzieje. Zawodnik stwierdził zresztą w jednym z wywiadów, że jego marzeniem jest gra w Premier League. Tak oto marzenie piłkarza się spełnia, a „The Blues” dostają obrońcę, wobec którego określenie „w stylu Conte” raczej nie będzie wielkim nadużyciem.

 

Kto: Vincente Iborra
Skąd: Sevilla
Dokąd:
Leicester

Zdobyte rok temu mistrzostwo pozostawiło na King Power Stadium nie tylko miłe wspomnienia. Dzięki temu niespodziewanemu sukcesowi, a także późniejszej grze w Lidze Mistrzów, możliwe stało się sprowadzanie do klubu o wiele lepszych piłkarzy. Pozyskanie utalentowanego angielskiego obrońcy Harry’ego Maguire’a, a teraz przyjście Vincente Iborry z Sevilli ma pokazać, że ambicje „Lisów” sięgają wysoko. Pewnie nie chodzi tu już o mistrzostwo ani nawet europejskie puchary, ale z obecną kadrą pierwsza połowa tabeli wydaje się zupełnie realna. Hiszpan ze sporym doświadczeniem w Primera Division ma pomóc załatać dziurę, która powstała po odejściu N’Golo Kante. Sama cena 15 mln euro za tej klasy piłkarza również wydaje się rozsądna. Czekamy na pierwszy pokaz umiejętności Iborry w Premier League, bowiem oczekiwania są spore.

 

Kto: Michael Keane
Skąd: Burnley
Dokąd:
Everton

Everton wzmocnił już w tym okienku wszystkie formacje. Zawodnikiem, który jak na razie jako ostatni zasilił szeregi „The Toffees”, jest Michael Keane. Pozyskany za 28,5 mln euro z Burnley młody piłkarz był jednym z celów transferowych Jose Mourinho, ale koniec końców Portugalczyk zdecydował się postawić na Victora Lindelofa. Keane, który ma na swoim koncie dwa mecze w dorosłej reprezentacji, chce swoimi dobrymi występami wywalczyć bilet na mistrzostwa świata w Rosji. W Evertonie ma być uzupełnieniem dla doświadczonej pary Williams–Jagielka, a na dalszej perspektywie (a może nie aż tak dalekiej) zastąpić Jagielkę w podstawowym składzie.

 

Kto: Mounie, Ince, Mooy, Depoitre, Malone, Jorgensen
Skąd: Montpellier, Derby, Manchester City, FC Porto, Fulham, FC Kopenhaga
Dokąd:
Huddelsfield

Do beniaminka Premier League dołączyło jak dotąd aż dziewięć nowych nazwisk. I o ile sama kwota wydana na transfery (43 mln euro) dziś nie powinna nikogo dziwić, to mimo wszystko warta jest odnotowania. Szlakiem utartym wcześniej przez Oliviera Giroud podążył 22-letni napastnik – Steve Mounie. Porównanie z Giroud nie jest tu przypadkowe, bowiem wzrost samego piłkarza (190 cm) jest dosyć słuszny. Dla klubu był to rekordowy wydatek, ale jak podkreślał Wagner – piłkarz dysponuje nie tylko dobrymi warunkami fizycznymi, ale i silnym charakterem. Za nieco mniej niż 13 mln euro zapłaconych za Mounie pozyskany został inny ofensywny gracz – Tom Ince. Piłkarz 25-letni, ograny na kilku poziomach angielskich rozgrywek. Ostatnio grywał w Derby, w którym występując najczęściej w pierwszym składzie, wykręcił 14 bramek i osiem asyst. „The Terriers” zyskują tu przede wszystkim piłkarza doświadczonego – jak na swój wiek – i co ważne, ogranego w Anglii.

Wzmocnieniem środka pola ma być transfer definitywny wypożyczonego wcześniej do Huddersfileld z Manchesteru City Aarona Mooya. Podstawowy element układanki Davida Wagnera i niezwykle ważny punkt drużyny, która wywalczyła w zeszłym roku awans. Piłkarz po czterech latach spędzonych w Australii dołączył za darmo do drużyny Pepa Guardioli, z której jednak został wypożyczony po… pięciu dniach. Zapowiada się więc, że spotkanie Manchester City–Huddersfield będzie okazją do najdłuższego jak dotąd pobytu piłkarza na murawie Etihad Stadium. Ostatnim dopiętym transferem okazał się Mathias Jorgensen, znany „szerszej” publiczności jako „Zanka”. Reprezentant Danii i podstawowy obrońca FC Kopenhaga dołącza do grona piłkarzy, w których kibice pokładać będą nadzieję na utrzymanie. Oprócz niego szereg piłkarzy „The Terriers” zasilili jeszcze Scott Malone – zawodnik doświadczony, który jednak jak dotąd nie wyściubił nosa poza Championship, kolejny napastnik w talii Wagnera – Elias Kachunga oraz Amerykanin, Danny Williams.

W przypadku większości pozyskanych piłkarzy słowem kluczem jest – doświadczenie. Nie są to co prawda zawodnicy najstarsi, ale zapach murawy angielskich boisk nie jest im obcy. Mają po 24-28 lat i na koncie po kilkaset rozegranych spotkań. Trudno mówić tu o jakichś sporych nazwiskach, bo na takie Huddersfield pozwolić sobie oczywiście nie może, ale wydaje się, że mogą być to piłkarze, którzy pozwolą beniaminkowi stoczyć równą walkę o utrzymanie.

Komentarze:
Przeczytaj także: