Michał Janusz

Ja mam dwadzieścia lat, ty masz dwadzieścia lat…

Czy w najbliższych latach futbolem rządzić będą nastolatkowie, a nie starzy wyjadacze?

14 października 2016

W dzisiejszych czasach nie wystarczy być już tylko utalentowanym piłkarzem. Sam talent, ale nawet ciężka praca na treningach, nie gwarantują osiągnięcia sukcesu w futbolowej rzeczywistości. Coraz większą, o ile nie największą rolę w karierze zawodnika odgrywa obecnie głowa, a konkretniej – chłodna głowa. Charakteryzować muszą się nią także współcześni trenerzy, którzy coraz częściej posyłają do boju ledwie nastoletnich graczy. Rzucając ich na głęboką wodę, bardzo szybko weryfikują ich realne umiejętności. Pozostaje się tylko zastanowić, czy faktycznie jest to dobre podejście? 

W futbolu nigdy nie brakowało utalentowanych nastolatków, którzy pukali do drzwi pierwszych drużyn swoich zespołów. Nie każdy trener miał jednak odwagę, by dawać im szansę. Sęk w tym, że futbol mocno się zmienił. Z trzydziestu-czterdziestu meczów rozgrywanych w sezonie doszliśmy do tego, że obecnie drużyny grają ich po sześćdziesiąt. Niemożliwe stało się, by najlepsze ekipy w Europie wystawiały mecz w mecz tę samą jedenastkę złożoną przede wszystkim z doświadczonych piłkarzy. Talent, młodzieńczy szał, polot i finezja znaczą wiele, jednak wciąż cechy te nie mają prawa konkurować z nabytym na boisku wieloletnim doświadczeniem. Dlaczego więc nie zdobywać go od najmłodszych lat? Z takiego założenia wychodzi coraz większa rzesza trenerów dających młodziakom pole do popisu nie tylko w przedsezonowych sparingach, ale także w meczach o stawkę.

Młodsi piłkarze mają naturalnie większą zdolność do przyswajania nowych informacji i umiejętności. Z tego też względu logicznym wydaje się, że coraz szybciej przedostają się dorosłego futbolu i osiągają w nim sukcesy. Trenerzy muszą jednak uważać, by nie za wcześnie wrzucić swojego podopiecznego na głęboką wodę. Najwięksi szkoleniowcy na każdym kroku podkreślają, że talent należy pielęgnować racjonalnie i rozważnie. Niestety, najczęściej problemy pojawiają się wśród samych piłkarzy, którzy zasmakowawszy gry na najwyższym poziomie, nagle zostają odstawieni na boczny tor. Najlepsze europejskie kluby trzymają niekiedy utalentowanych zawodników w swoich kadrach po to, by łatać nimi ewentualne dziury spowodowane kontuzjami największych gwiazd. Nie trzeba daleko szukać przykładów. Jednym z najlepszych i najświeższych jest Marco Asensio z Realu Madryt, którego początek obecnego sezonu zaskoczył chyba nawet jego samego. Hiszpan, po powrocie do stolicy z wypożyczenia z Mallorki, wykorzystał brak takich gwiazd jak Cristiano Ronaldo, Karim Benzema czy James Rodriguez. Walnie przyczynił się do zdobycia przez Real Superpucharu Europy, zdobywając notabene cudownego gola po uderzeniu z dystansu. Wraz z czasem i powrotami z urlopów liderów drużyny reprezentant hiszpańskiej młodzieżówki stracił miejsce w składzie. W takich sytuacjach bardzo ważne jest indywidualne podejście trenera do takiego piłkarza, ale również sam zawodnik, u którego w tak młodym wieku największą rolę odgrywa sfera mentalna.

Efektywność kontra efektowność 

Piłkarz kompletny to taki, który potrafi zagrać nie tylko efektownie, ale przede wszystkim efektywnie. Współczesny futbol opiera się w zdecydowanej mierze na grze taktycznej, ale również mocno ofensywnej i widowiskowej. Starsi piłkarze, mający większe doświadczenie, potrafią lepiej analizować boiskowe sytuacje. Punkt na celowniku młodego zawodnika powinna stanowić właśnie ta umiejętność. Wprowadzanie nastolatka do pierwszego zespołu powinno mieć miejsce dopiero wtedy, gdy ten dzień po dniu udowadnia, że na boisku nie kieruje się tylko wiarą we własne umiejętności, ale również inteligencją.

Brazylijczyk Neymar przychodził do Barcelony z łatką supergwiazdy, mimo że wcześniej występował „tylko” w lidze brazylijskiej, a w reprezentacji „Canarinhos” wciąż miał wiele do udowodnienia. Jego pierwszy sezon na Camp Nou nie był zły, jednak dopiero z czasem brazylijski atakujący zrozumiał, że – mimo stylu prezentowanego przez „Blaugranę” – na murawie liczą się nie tylko popisy techniczne, ale przede wszystkim pomaganie zespołowi. Utrzymanie wysoko uniesionej głowy w każdej akcji jest obecnie absolutnie koniecznością. Gdy dostajesz piłkę, nie zastanawiasz się, co z nią zrobić, bo wiedziałeś to już dużo wcześniej. Choć Neymar przybywał do Katalonii już jako 21-latek, dopiero w drugim sezonie w pełni pojął to, czego się od niego oczekuje. Dzisiaj jest zawodnikiem, od którego niekiedy zależy nawet więcej niż od Messiego.

Trzeba wiedzieć, kiedy wkroczyć na scenę

Porównywanie polityk transferowych i kadrowych mniejszych klubów, jak Espanyol, Sunderland, Schalke 04 i wielu, wielu innych, do gigantów europejskiej piłki nie ma oczywiście racji bytu. Maluczcy nie łatają dziur młodymi zawodnikami, a promują swoje szkółki, gdyż muszą radzić sobie z uszczuplonym budżetem. Z tego też powodu oczy ekspertów skierowane są przede wszystkim na wschodzące perełki, które przebojem wdzierają się do pierwszych zespołów takich zespołów jak Bayern Monachium, Borussia Dortmund, FC Barcelona czy Liverpool.

Mocno na młodzież stawiają w niemieckiej Bundeslidze. To tam na boisku możemy zaobserwować mocno ukształtowanych już młokosów typu Leon Goretzka czy Kingsley Coman. Ten pierwszy wydaje się nostalgiczną melodią dawnych lat, bo w swojej grze często przypomina typ pomocnika, który już tak naprawdę nie istnieje. Najczęściej zobaczyć możemy go na pozycji ofensywnego pomocnika, ale największą zaletą w jego grze jest jednak angażowanie się w grę defensywną. Goretzka doskonale pojął to, czego oczekuje się od gracza na jego pozycji. Nie jest typem skupiającym się wyłącznie na ofensywie. Trudno we współczesnym futbolu znaleźć zawodników, którzy równie mocno angażują się w kreowanie akcji, co w destrukcję. Goretzka nie jest oczywiście w Budenslidze debiutantem, gdyż jest to już jego czwarty sezon na niemieckich boiskach, ale stanowi doskonały przykład idealnego wdrażania młodego gracza do futbolu na najwyższym poziomie. W wieku zaledwie 21 lat jest podstawowym piłkarzem Schalke, który pracuje absolutnie na całej długości boiska.

„Jedna uncja mózgu jest ważniejsza niż kilogram mózgu”
Horst Wein

Kingsley Coman to już inna para kaloszy. Gra młodych gwiazd jest mocno uzależniona od ich charakteru. Coman już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie kogoś, kto doskonale zna swój potencjał i emanuje pewnością siebie. W niektórych przypadkach takie nastawienie może być niestety niebezpieczne, co odzwierciedla niejako sytuacja wypożyczonego do Bayernu gracza Juventusu. To właśnie w Turynie postanowiono dać mu szansę, jednak nie spieszono się z nadawaniem mu statusu wielkiej gwiazdy. Teraz, pod batutą Carlo Ancelottiego w Bayernie, reprezentant „Trójkolorowych” ma szansę stać się piłkarzem kompletnym. Włoski trener jest obecnie idealnym szkoleniowcem dla tego typu gracza. Carlo jest zbyt doświadczony, by ewentualnie dać wejść sobie na głowę, a wielu młodych piłkarzy często ma o sobie zbyt duże mniemanie. Ancelotti w swojej najnowszej historii spotkał się także z innym utalentowanym młodzieńcem, z którym już są niemałe problemy. Mowa o Martinie Odegaardzie, który w seniorskiej piłce nie osiągnął na razie tak naprawdę niczego, mimo tego, że już w wieku 17 lat jest reprezentantem Norwegii, a w Realu Madryt zadebiutował, mając lat 16. Problem polega na tym, że już teraz otoczenie piłkarza, ale i on sam, domagają się regularnych występów obok Cristiano czy Benzemy, podczas gdy Norweg nie potrafił w pełni błyszczeć nawet na boiskach trzeciej klasy rozgrywkowej w Hiszpanii. Zbyt wybujałe ego w dzisiejszym futbolu często przekreśla szanse na sukces.

Najważniejszym zadaniem należącym do współczesnego trenera w pracy z utalentowanymi graczami jest więc skupianie się nad strefą mentalną. Jasność na linii szkoleniowiec–potencjalna gwiazda powinna być absolutna. Swego czasu nawet tacy piłkarze jak Leo Messi, Paul Pogba czy nawet tak zaabsorbowany samym sobą Cristano Ronaldo potrafili zrozumieć, że ich wielka chwila jeszcze nadejdzie. Najlepszymi współczesnymi przykładami cierpliwości i pokory są tacy gracze jak Joshua Kimmich. Raheem Sterling czy Raphael Varane, którzy spokojnie czekali na swoje okazje.

Zapisz

Komentarze:
Przeczytaj także: