Wojciech Kowalski

Futbol dla koneserów, czyli Irlandczycy walczą o mundial

Czy po szesnastu latach Irlandia wróci na najważniejszą imprezę?

11 listopada 2017

Dokładnie piętnaście lat temu reprezentacja Irlandii po raz ostatni zawitała na mistrzostwach. Piękne to były zresztą czasy i dla Polski. Emmanuel Olisadebe pełnił rolę gwiazdy, Jerzy Engel przystępował do turnieju w roli selekcjonera, a na mecz otwarcia „Biało-czerwonych” zaserwowano recital Edyty Górniak. Reasumując, było to naprawdę bardzo dawno temu. I chociaż przez ten czas Irlandczykom udawało się zagościć dwukrotnie na Euro, trudno się dziwić sympatycznym kibicom, że zdołali już porządnie zatęsknić za przygodą na imprezie o znacznie bardziej prestiżowej randze. W sobotni wieczór ich ukochana drużyna przystąpi do decydującej batalii o awans do Rosji. Aby tego jednak dokonać, piłkarze nie tylko muszą pokonać reprezentację Danii, ale też przezwyciężyć własne demony.

Kilka milionów za rękę

Jesienią 2009 roku drużyna prowadzona przez Giovanniego Trapattoniego toczyła bardzo zażarty bój w ramach barażu z ówczesnymi wicemistrzami świata, Francuzami. Chociaż po pierwszym, przegranym przez Irlandczyków spotkaniu na własnym obiekcie większość zdołała postawić już na nich krzyżyk, ci nie załamali się, rozgrywając bardzo dobre zawody w trakcie meczu rewanżowego. Ich heroiczna postawa na nic się jednak zdała za sprawą decydującej bramki dla ekipy Raymonda Domenecha. Trafienia, do którego doszło w trakcie dogrywki przy skandalicznych okolicznościach.

Po wielu latach sprawa ponownie ujrzała światło dzienne za sprawą kompromitującego wywiadu szefa irlandzkiego związku piłkarskiego, Johna Delaneya. Ten w czerwcu 2015 roku zdradził ciekawe informacje na temat kilku milionów, które federacja miała otrzymać od FIFA za wycofanie protestów po skandalicznej decyzji arbitra i awansie Francji na mundial w RPA. Sensacyjna wiadomość okazała się jeszcze jednym gwoździem do politycznej trumny Seppa Blattera. Żadne pieniądze nie były przecież w stanie zrekompensować prawdziwego dramatu kibiców.

Charyzmatycznemu Włochowi udało się doprowadzić Irlandczyków na inną wielką imprezę, czyli Euro 2012. Mimo trzech porażek w grupie i szybkiego pożegnania z Polską Trapattoni otrzymał jeszcze jedną szansę, próbując doprowadzić kraj na mundial w Brazylii. Kolejna porażka w eliminacjach zadecydowała o zmianie warty na stanowisku selekcjonera kadry i końcu kilkuletniej epoki. Jesienią 2013 roku nową misję powierzono Martinowi O’Neillowi, któremu miał asystować legendarny reprezentant kraju i była gwiazda Manchesteru United, Roy Keane.

Dobra zmiana

Pomysł z powierzeniem zadania temu szczególnemu duetowi okazał się całkiem trafiony. W trakcie eliminacji do kolejnego turnieju, czyli Euro 2016 we Francji, kadra do końca rywalizowała w bardzo trudnej grupie z Niemcami, Polską i Szkocją. Ostatecznie Irlandczykom udało się awansować za pośrednictwem baraży. Trenerowi i jego asystentowi powierzono z kolei misję kontynuowania swojej pracy.

W mistrzostwach zaś Irlandczycy ostatecznie musieli uznać wyższość Serbii, zajmując drugą lokatę w grupie. W kierownictwie federacji uznano jednak, że dotychczasowa praca szkoleniowców jest wystarczająco satysfakcjonująca. Chociaż Irlandii nie udało się jeszcze awansować na kolejny turniej, już przed miesiącem postanowiono ponownie przedłużyć kontrakt z O’Neillem i Keane’em. Skąd taka decyzja?

– Przede wszystkim obaj trenerzy potrafili zaszczepić w drużynie odpowiednią mentalność. Irlandczycy mocni piłkarsko nie są, więc muszą nadrabiać walką i O’Neill z Keane’em po pierwsze to wiedzą, a po drugie potrafią to przekazać. O’Neill z wyjątkiem pracy w Celticu zawsze miał drużyny, które nie były faworytami, a i tak dobrze sobie radził. Z Leicester zdobywał trofea, z Aston Villą grał w europejskich pucharach, a jeszcze jako piłkarz grał u Briana Clougha i przeżył piękne chwile w Nottingham Forest, których historia jest doskonale znana. Keane to z kolei wielki autorytet. Jako samodzielny menedżer nie radził sobie zbyt dobrze, ale widocznie w roli asystenta się spełnia – komentuje dziennikarz „Przeglądu Sportowego” Michał Gutka.

Fachowiec na miarę Fergusona

Faktycznie, obydwaj panowie to zresztą bardzo interesujące osobowości. Chociaż 65-letni O’Neill w swojej trenerskiej karierze przez kilka lat z sukcesami prowadził Celtic Glasgow, nigdy nie otrzymał szansy w klubie z prawdziwego topu. Za taki trudno przecież nazwać Aston Villę, którą w pewnym momencie O’Neill i tak zdołał wynieść na poziom angielskiej czołówki. Obrońcy szkoleniowca nie mają absolutnie wątpliwości, że to fachowiec ze ścisłego topu, który równie dobrze mógłby sobie poradzić np. w Manchesterze United. Nie zmienia tego nawet jego ostatni, słabszy epizod w Premier League w charakterze trenera Sunderlandu, swoją drogą idealnego klubu do zaliczenia wywrotki.

W jednym z ostatnich wywiadów jego asystent Roy Keane nie miał zresztą żadnych wątpliwości. – Bez wahania umieściłbym Martina w jednym rzędzie z sir Alexem Fergusonem i Brianem Clough.

Z kolei Michał Gutka twierdzi: – Z pewnością po O’Neilla zgłosiłaby się jakaś ekipa z Premier League, gdyby zrezygnował z pracy z kadrą. 

Wielu obecnych, a także byłych zawodników reprezentacji w równie ciepłych słowach wypowiada się na temat byłego gwiazdora Manchesteru United. Według Shaya Givena Keane to dusza całego zespołu, człowiek, który dba o absolutnie każdego piłkarza, starając się ze wszystkimi rozmawiać i motywować do dalszej pracy.

– To człowiek, który biega po całej szatni i stara się z każdym wymienić parę słów. Wie doskonale, kiedy należy się odezwać. Jeśli jakieś słowa muszą paść w szatni, Roy na pewni to zrobi.

Styl? Odzwierciedlenie Championship

Nie będziemy nikogo tutaj przekonywać, że reprezentacja Irlandii to drużyna pełna wirtuozów, których grę z wielką przyjemnością oglądalibyśmy na przyszłorocznym turnieju w Rosji. Bardziej świadomi kibice doskonale zresztą wiedzą, czego należy się spodziewać po „The Boys in Green”, których gra przypomina w dużym stopniu lustrzane odbicie angielskiej Championship, rozgrywek dla koneserów.

Trudno się zresztą dziwić takiemu obrazowi, skoro większość kadry Martina O’Neilla to właśnie przedstawiciele zespołów rywalizujących na zapleczu Premier League. Ci, którym z kolei udało się dostać na najwyższy szczebel rywalizacji w Anglii, reprezentują drużyny, których nie ustawilibyśmy w pierwszym szeregu ligi. Przykład: Jeff Hendrick i Robbie Brady. Obaj stanowią ważne ogniwa zespołu Seana Dyche’a, reprezentującej styl typowy dla drużyn wyspiarskich, oparty na długich podaniach, determinacji i dyscyplinie zespołowej. Podobną charakterystyką odznacza się również West Bromwich Albion, którego przedstawicielem w drużynie irlandzkiej jest James McClean. I to właśnie on ma być jednym z tych zawodników, który spróbuje wziąć na swoje barki odpowiedzialność za zdobywanie bramek. Miesiąc temu pokazał zresztą, że stać go na podjęcie takiego wyzwania, zaliczając kluczowe trafienie w wyspiarskiej rywalizacji o miejsce w barażach.

Zwycięstwo na terenie faworyzowanej Walii może okazać się kluczowym impulsem, na którego bazie Irlandczycy spróbują przypieczętować awans w trakcie barażu z Danią. Bo jeśli gdzieś szukać atutów w ekipie Martina O’Neilla, to właśnie w aspekcie mentalnym. Tym bardziej że 65-letni szkoleniowiec nie ma w swoim składzie zawodnika, który potrafi samodzielnie rozstrzygnąć o losach spotkania. Takiego jak Christian Eriksen, którego wyłączenie z gry będzie fundamentalnym zadanie Irlandczyków. Pomocnik Tottenhamu to w końcu nie tylko wybitny reżyser gry, lecz także człowiek absolutnie niezbędny w duńskiej układance. Dość powiedzieć, że miał on udział przy ośmiu spośród dwudziestu bramek zdobytych przez ekipę Age Hareide.

Godny przeciwnik

Mimo ogromnego zachwytu nad grą Eriksena, a także uznania wobec bardzo dobrej dyspozycji Danii pod koniec eliminacji zespół Hareide w dalszym ciągu powinien mieć się na baczności. Abstrahując od pewnych wad, braków i piłkarskich niedoskonałości, Irlandia wciąż pozostaje groźnym rywalem. Wystarczy wspomnieć o dwóch znaczących faktach. Po pierwsze, w trakcie ostatnich eliminacji drużyna O’Neilla nie przegrała ani jednego spotkania na wyjeździe. Z kolei w każdym z dziewięciu ostatnich spotkań rozgrywanych na wyjeździe sobotni rywal Duńczyków zdołał zaliczyć co najmniej jedno trafienie. I to właśnie może być bardziej istotny szczegół w kontekście nadchodzącej rywalizacji. Podtrzymanie tej serii? W Irlandii nie mieliby nic przeciwko.

Nie będziemy tutaj na siłę szukać argumentów, że to podopieczni Marina O’Neilla są faworytami tego dwumeczu. Wielką niesprawiedliwością byłoby jednak skazywanie ich na pożarcie. Irlandczycy mają swoje atuty, którymi są w stanie przechylić szalę na własną stronę.

Komentarze:
  • molnar

    0-0 w Kopenhadze i nadal nic niewiadomo.Dania wydaje sie ze ma korzystniejszy ten remis z pierwszego meczu,bo wystarczy ze gola strzeli i nie przegra.Irlandia musi wygrac by awansowac,no chyba ze beda karne.

Przeczytaj także: