Jerzy Grajdek

Czy powrót Ibrahimovicia do Milanu ma sens?

Szwed może wrócić do Milanu. Tylko w jakim celu?

Arysports.tv
11 sierpnia 2017

Dla wielu kibiców Milanu symbolicznym końcem epoki pełnej sukcesów było letnie mercato roku 2012, kiedy kariery pokończyli tacy zawodnicy jak Inzaghi, Seedorf, Nesta czy Gattuso, a więc prawdziwe legendy, które prowadziły klub z Via Aldo Rossi do triumfów w Lidze Mistrzów. Wtedy też drużynę opuścił jej kapitan – Thiago Silva, oraz napastnik, który miał ogromny udział w ostatnim scudetto i aktualny król strzelców Serie A – Zlatan Ibrahimović. 

Brak odpowiednich zastępstw i coraz mniejsze nakłady finansowe w kolejnych okienkach transferowych, a także błędne ich wykorzystanie, wpędziły ostatecznie „Rossonerich” w przeciętność. Obecnie Milan zdaje się wychodzić na prostą, wspierany funduszami z Dalekiego Wschodu, marzy o odbudowie swojej potęgi. Czy twarzą tej zmiany również może być Zlatan?

Legenda z Parc des Princes

O powrocie „Ibry” do Mediolanu mówi się od bardzo długiego czasu. Tak naprawdę temat ten wracał przy okazji każdego letniego mercato, mniej więcej od roku 2014, kiedy po raz pierwszy zaczęło się spekulować o odejściu szwedzkiego obieżyświata z PSG. Ostatecznie napastnik opuścił Paryż dopiero dwa lata później, zapisując piękną kartę w historii klubu z Parc des Princes, bijąc liczne rekordy i pozostawiając w klubowej gablocie aż dwanaście trofeów, w tym cztery za zwycięstwa w Ligue 1. Na „Les Parisiens” ze Zlatanem w składzie nie było mocnych na krajowym podwórku, ale jak to bywa w przypadku tego piłkarza, zabrakło sukcesów na arenie międzynarodowej, gdzie najlepszym osiągnięciem PSG był zaledwie ćwierćfinał. Ostatecznie więc Ibrahimović opuścił Paryż jako legenda, gotowy, mimo trzydziestu pięciu lat na karku, podjąć kolejne wyzwanie.

Lokomotywa Manchesteru

Mimo licznych wywiadów, w których z rozrzewnieniem wspominał Mediolan będący jednocześnie ulubionym miastem jego partnerki, Zlatan nie powędrował jednak do Włoch. Ku rozczarowaniu fanów z Giuseppe Meazza, możliwością ponownej współpracy z Jose Mourinho skusił Szweda Manchester United. Nie było to zresztą jakimś specjalnie ambitnym wyzwaniem, „Ibra” mówił bowiem kilka lat temu, że Portugalczyk jest człowiekiem, dla którego właściwie mógłby umrzeć. Kibice Milanu musieli obejść się smakiem, jednak ten sezon 2016/17 dla trzykrotnego króla strzelców Ligue 1 również nie okazał się idealnym. Ibrahimović doskonale wprowadził się do drużyny z czerwonej części Manchesteru, będąc jednym z jej motorów napędowych oraz sięgnął w końcu po pierwsze europejskie trofeum od czasu Superpucharu, zdobytego jeszcze z Barceloną, ale radość z tych sukcesów z pewnością przyćmiła kontuzja. 21 kwietnia, w meczu Ligi Europy z Anderlechtem, Zlatan zerwał więzadła krzyżowe, co wyeliminowało go z gry nie tylko do końca sezonu, ale najprawdopodobniej aż do stycznia przyszłego roku.

Żelazne zdrowie

Jako że kontakt napastnika wygasał już pierwszego lipca tego roku, a dodatkowo „Ibra” skończy w październiku trzydzieści sześć lat, pojawiła się kolejna fala spekulacji. Zakładano nawet, że tak poważny uraz, w dość podeszłym jak na sportowca wieku, może przedwcześnie zakończyć barwną karierę Szweda o bośniackim pochodzeniu. Jednakże już w maju jego agent, Mino Raiola, stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom, co wkrótce po nim zrobił również sam zawodnik. Skoro więc sam zainteresowany nie zamierza jeszcze wieszać butów na kołku, a jego lekarze pieją z zachwytu nad doskonałym stanem zdrowia Zlatana i przewidują ekspresowy powrót do formy, ruszyła kolejna lawina plotek. Tym razem przedmiotem rozważań jest to, gdzie swoimi ekwilibrystycznymi zdolnościami Ibrahimović będzie zachwycał po powrocie do pełnej sprawności. I tutaj znowu, jak co rok, pojawia się temat Milanu.

Rewolucja z Dalekiego Wschodu

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że klub z Via Aldo Rossi znajduje się w diametralnie innym położeniu niż jeszcze pół roku temu. Nowi włodarze Milanu z niezwykle skutecznym duetem dyrektorskim Mirabelli–Fassone na czele weszli w mercato z przytupem i jak się wydaje, z bardzo konkretnym planem na odbudowę drużyny. Do tej pory na wzmocnienia wydano już niemal 190 milionów euro i pieniądze te przeznaczono na zabezpieczenie najbardziej newralgicznych pozycji. Zbudowano od nowa linię obrony, która teraz personalnie prezentuje się naprawdę bardzo solidnie, a swoim nazwiskiem firmuje ją Leonardo Bonucci, co jest doskonałą rekomendacją. W środku pola dzielić i rządzić mają docelowo Calhanoglu i Biglia, zaś za zdobywanie bramek odpowiadać ma Andre Silva. Mirabelli jednak nie ukrywa, że to jeszcze nie koniec wzmocnień.

„Rossoneri” mają w przyszłym sezonie grać dwójką napastników, zaś o odejściu Carlosa Bacciego, który zdecydowanie nie spełnił do tej pory oczekiwań kibiców, mówi się już od dłuższego czasu i jego dni na Meazza zdają się być policzone. Taki sam los czeka zapewne M’baye Nianga, który przyszedł go klubu podczas wspomnianego na wstępie mercato z 2012 roku. Siedemnastoletniego wówczas piłkarza uznawano wówczas za wielką nadzieję i potencjalnego supersnajpera na lata. I chociaż Francuz nadal jest młodym zawodnikiem, to chyba dość mocno rozminął się z wyobrażeniami na swój temat, które rodziły się w głowach duetu Galliani–Allegri sprowadzającego go niegdyś do klubu.

Poszukiwania snajpera

Milanowi potrzebny jest zatem kolejny napastnik, którego poszukiwania trwają już jakiś czas. Przez trzy tygodnie trwały negocjacje z Torino, których przedmiotem był Andrea Belotti, jednakże jak na razie okazały się bezowocne, gdyż były klub Kamila Glika nie zamierza tanio pozbyć się swojego najlepszego strzelca, windując cenę za jego kartę w okolice 80–100 milionów euro, na co nie chcą z kolei przystać włodarze „Il Diavolo”. Mówiono też o sprowadzeniu Alvaro Moraty, który jest już w Chelsea, Diego Costa zaś nie wyobraża sobie gry w innych barwach niż biało-czerwone pasy Atletico. Cały czas przewija się również temat Pierre-Emericka Aubameyanga, ale szanse na to, aby pojawił się na Meazza, mimo iż projekt Milanu wydaje się zmierzać w bardzo ciekawym kierunku,  nigdy nie były zbyt duże. W zaistniałej sytuacji Ibrahimović wydaje się całkiem rozsądnym rozwiązaniem.

Marketingowa bomba

Od samego początku mercato mówi się o tym, że nowi właściciele chcieliby widzieć w klubie piłkarza najlepszego sortu, wokół którego można by budować nie tylko świetnie funkcjonującą drużynę, ale który przyciągałby oczy całego piłkarskiego świata. Głośne nazwisko, które firmowałoby nowy start Milanu i zapowiadało walkę o najwyższe cele, sprzedając przy okazji tysiące koszulek i powodując jeszcze większe zainteresowanie klubem, również na rynkach azjatyckich. Jeżeli chodzi o ostatnie punkt, „Ibra” wypełniłby go aż nadto. To jeden z najbardziej popularnych zawodników na świecie, wyróżniający się zarówno umiejętnościami, jak i niezwykle barwną osobowością, która przysporzyła mu liczne grono fanów. W dodatku posiada ogromne doświadczenie, które w tej młodej drużynie jest niezbędne i z czego Mirabelli i Fasone zdają sobie sprawę, czego przykładem transfer Lucasa Bigli i Bonucciego oraz powierzenie im funkcji kapitańskich.

Ekskluzywny emeryt

Problemem może być jednak, co nie do końca wydaje się wszystkim oczywiste, dyspozycja sportowa. Przez pierwszą połowę sezonu Ibrahimović będzie poza składem. I nawet jeżeli w szatni stałby się jednym z liderów drużyny, nie ma żadnej pewności, iż stanie się tak również na boisku. Zlatan oczywiście znany jest z nienagannie sportowego trybu życia i – jak dotąd – żelaznego zdrowia, ale uraz więzadeł to nie przelewki. I chociaż już w styczniu „Ibra” będzie mógł pojawić się na murawie, dojście do pełnej dyspozycji może zająć znacznie więcej czasu.

Najlepiej porównać obecną sytuację Szweda z tą, w jakiej znalazł się w zeszłym sezonie Arkadiusz Milik. Napastnik Napoli szybko wrócił do zdrowia, jednak długa przerwa odbiła się na jego formie w końcówce sezonu i Arek nie zachwycał tak, jak robił to w pierwszych kolejkach Serie A. Różnica między nimi jest jednak taka, że Arek to młody zawodnik, związany z klubem z Neapolu długą umową. Można dać mu czas, aby doszedł do siebie, bo z sezonu na sezon powinien stawać się tylko lepszym zawodnikiem. „Ibra” zaś jest już dawno po trzydziestce, w dodatku nigdy nie mierzył się z powrotem po tak długotrwałym urazie. Tak więc dla klubu, który potrzebuje wzmocnienia na już, na teraz, jeśli rzeczywiście chce włączyć się do walki o najwyższe cele w Serie A i Lidze Europy, przenosiny Zlatana na San Siro nie mają większego sensu. Wątpliwe jest także, aby obie strony zdecydowały się związać umową dłuższą niż pół roku – od stycznia do czerwca. Nawet gdyby jednak tak się stało, trudno nazwać transfer trzydziestosześcioletniego zawodnika „przyszłościowym”.

Agent z piekła rodem

Zwłaszcza że wcale nie będzie łatwo się dogadać. Jeśli sam Zlatan, pod wpływem żony, sympatii do klubu oraz miłości kibiców z Curva Sud będzie chciał się do Milanu przenieść, to zapewne się przeniesie. Jednak już od jakiegoś czasu wiadomo, że duetowi Mirabelli–Fasone nie po drodze z Mino Raiolą, agentem Ibry. I chociaż w biznesie nie ma miejsca na sentymenty, to jednak cała sprawa z Donnarummą z pewnością będzie miała swoje konsekwencje w postaci ochłodzenia stosunków Milanu z Raiolą.

Ciekawie wygląda zresztą pierwsza, wstępna propozycja umowy Ibrahimovicia, skonstruowana oczywiście przez Raiolę, wedle której w okresie styczeń–czerwiec napastnik miałby zarobić milion euro. I byłaby to świetna okazja, z której aż grzech byłoby nie skorzystać, gdyby nie klauzula gwarantująca mu kolejny milion za każdy rozegrany mecz. Trudno określić, w którą stronę potoczą się negocjacje, ale otoczenie Szweda będzie musiało znacznie zredukować wymagania finansowe obecnie znajdujące się na kosmicznym poziomie.

Dalej niż bliżej

Zlatanowi trudno odmówić klasy. Nie da się jednak nie zauważyć miejsca, w jakim znajduje się obecnie Milan. I chociaż kibice z czerwono-czarnej części Mediolanu z chęcią ponownie przywitaliby Ibrahimovicia na San Siro, transfer ten nie wydaje się być najlepszym rozwiązaniem z perspektywy klubu, który potrzebuje wzmocnienia siły ofensywnej na już, nie zaś w bliżej nieokreślonej przyszłości. Nie jest też powiedziane, że porozumienie udałoby się osiągnąć. Dziś rano pojawiła się bowiem informacja, że Manchester United zainteresowany jest wznowieniem kontraktu z „Ibrą”, gdy ten wróci do zdrowia. A dysponujący ogromnymi pieniędzmi włodarze angielskiego klubu z pewnością będą bardziej chętni spełnić oczekiwania, które przedstawi im Raiola.

Komentarze:
Przeczytaj także: