Mateusz Mazur

Historia wielkiej piłki i wielkich pieniędzy – 25 lat temu powstała Premier League

Zabieramy was w podróż przez najważniejsze wydarzenia w historii Premier League

24 sierpnia 2017

Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zdecydowanie nie był najlepszym okresem w historii angielskiego futbolu. Drużyna narodowa radziła sobie ze zmiennym szczęściem. W 1990 roku udało się zająć 4. miejsce na mistrzostwach świata, by dwa lata później ponieść sromotną klęskę na szwedzkim Euro. Jeśli chodzi o infrastrukturę, to stwierdzenie, że angielskie stadiony nie były w najlepszym stanie, byłoby niezdrowych rozmiarów eufemizmem. Wkrótce jednak krajobraz miał ulec zmianie, bowiem na horyzoncie rysował się pierwszy w 104-letniej historii profesjonalnego futbolu na Wyspach rozłam.

Geneza powstania

Czarę goryczy przelały tragedie, które spadły na angielską piłkę w końcówce lat osiemdziesiątych. Zamieszki, jakie wybuchły na Heysel w roku 1985, pochłonęły życie 39 osób, z czego ogromną większość stanowili włoscy kibice Juventusu. Podczas meczu o Puchar Europy między Liverpoolem a Juventusem brytyjscy kibice przedarli się przez ogrodzenie rozdzielające fanów obydwu drużyn. W sektorze zajmowanym przez kibiców Juventusu wybuchła panika, w wyniku której na napierających włoskich fanów zawaliła się betonowa część trybuny stadionu. Ranni wskutek tego zdarzenia kibice tratowani byli przez szukający drogi ucieczki tłum. Pełną winą za tragedię obarczeni zostali fani Liverpoolu – a sam klub wykluczono na sześć lat z europejskich rozgrywek. Dodatkowo o rok krótszy zakaz nałożono na wszystkie angielskie drużyny, czego skutkiem była utrata najlepszych piłkarzy, którzy chcąc grać o najwyższe cele, przenieśli się do innych europejskich lig.

Kolejnym tragicznym dniem, nie tylko dla Anglii, ale i całej Europy okazał się 15 kwietnia 1989 roku. Rozgrywany wtedy pomiędzy Liverpoolem i Nothingham Forrest półfinał Pucharu Anglii przerwany został już po sześciu minutach gry. W wyniku przepełnienia trybuny, na której znajdowali się fani Liverpoolu, sforsowana została bariera odgradzająca trybunę od boiska. Tłum stopniowo napierał i wylewał się na płytę stadionu. 96 osób zginęło tego dnia w wyniku zadeptania, a jedną z osób, które poniosły śmierć, był 10-letni wówczas kuzyn Stevena Gerrarda.

Efektem tragedii na Hillsbrough był Raport Taylora, w którym znalazły się regulacje dotyczące bezpieczeństwa na angielskich stadionach. W wyniku tego wiele klubów musiało przebudować swoje obiekty, które odtąd posiadać miały jedynie numerowane miejsca siedzące.

Umowa telewizyjna

Wiceprezes Arsenalu, David Dein, starał się za wszelką cenę znaleźć sposób na poprawienie statusu drużyny z Londynu. Było to kilka lat przed erą Wengera, a Arsenal mimo wielkich ambicji nie liczył się w walce o mistrzostwo. Dein uznał po pewnym czasie, że warto działać szerzej, aby zapewnić przypływ gotówki całej angielskiej piłce, a co za tym idzie – również Arsenalowi. Anglik wybrany został w 1985 roku do Komitetu Zarządzającego Ligi, a niedługo później upoważniony do prowadzenia negocjacji ze stacjami telewizyjnymi. I właśnie tutaj Dein znalazł pole do popisu. Dogadując się z pozostałymi klubami nazwanymi potem „Big Five” (Everton, Manchester United, Tottenham, Liverpool), przyjął ofertę ITV, która największe zyski zapewnić miała właśnie rzeczonej piątce. Umowa ta stanowiła podłoże dla mającego wkrótce nastąpić oddzielenia się Premier League od angielskiej federacji.

Nie wszystko potoczyło się jednak po myśli Deina. Nowo utworzona Premier League posiadała statut, który jasno określał sposoby podejmowania decyzji i był to czynnik, który przeważył podczas podpisywania nowej umowy telewizyjnej. Kluby, w stosunku 14:6, wybrały ofertę Sky opiewającą na 191 mln funtów. Sky – w przeciwieństwie do ITV – zapewniało bardziej równomierny podział zysków pomiędzy wszystkie drużyny, a co za tym idzie – „Big Five” nie otrzymała już tak wielkich pieniędzy, jak w przypadku wcześniejszej umowy z ITV.

Przychody z umowy telewizyjnej do dziś stanowią większość wpływów drużyn występujących w Premier League. Kwota rośnie z roku na rok, a o sublicencje na pokazywanie angielskiej ekstraklasy starają się kolejne stacje. Popularność marki na świecie stale wzrasta i wydaje się, że kwoty płacone za możliwość transmitowania najwyższej angielskiej klasy rozgrywkowej wkrótce mogą się nawet podwoić.

„Nigdy nic nie wygrasz z dzieciakami”

15 sierpnia 1992 roku angielski futbol wkroczył w nową erę. Niechlubne czasy oddzielono grubą kreską i rozpoczęto marsz ku profesjonalizmowi. Marsz ten najlepiej rozpoczęli typowani do zdobycia tytułu piłkarze Manchesteru United, którzy w pełni spełnili pokładane w nich nadzieje. „Czerwony Diabły” zdobyły swoje pierwsze mistrzostwo pod wodzą Alexa Fergusona i rozpoczęły piękny rozdział w historii klubu. Sezon 1992/93 to także pierwsze mecze Allana Shearera w brawach Blackburn czy też początki niezwykłej przygody Teddy’ego Sheringhama na White Hart Lane

Rok później Premier League zyskała sponsora tytularnego, którym został zajmujący się produkcją piwa Carling. Biorąc pod uwagę zamiłowania ogromnej większości angielskich piłkarzy do wszelakich trunków, trudno było o bardziej adekwatną nazwę niż FA Carling Premiership. Kampania 1993/94 zakończyła się obroną tytułu przez podopiecznych Alexa Fergusona. Kolejny sezon przynieść miał kolejne mistrzostwo, lecz okazał się wielkim zawodem dla fanów United. Najpierw za pamiętny „Kung Fu Kick” zawieszony został Eric Cantona, a w maju tego samego roku „Czerwone Diabły” mimo ogromnej szansy nie zdołały zapewnić sobie trzeciego z rzędu tytułu mistrza Anglii. Ostatecznie tytuł trafił do Blackburn, nawet pomimo wpadki w ostatnim meczu sezonu. Klub z Manchesteru swoje plany odłożyć musiał na kolejny rok.

Kiedy jednak Manchester United przegrał na otwarcie sezonu z Aston Villą, zaczęto zastanawiać się, na ile możliwe jest sięgnięcie po trzeci tytuł w tak mocno odmłodzonym składzie. Przed startem kampanii z Manchesteru odeszli Mark Hughes, Paul Ince i Andrei Kanchelsksis, a Alan Hansesn nie omieszkał powiedzieć, co myśli o takim obrocie spraw. W popularnym programie BBC Goal of the Season padły słowa, które są mu wypominane do dzisiaj.

Dwa kolejne triumfy w sezonach 1995/96 i 1996/97 pokazały mu, jak bardzo się mylił, a wypowiedziane w programie BBC zdanie na stale zapisało się w kanonach piłki nożnej.

Profesor

Kim jest ten człowiek? Pytała angielska prasa, gdy ogłoszono, że nowym szkoleniowcem Arsenalu zostanie Arsene Wenger. Były menadżer francuskiego Monaco pojawił się w Londynie w październiku 1996 roku i wkrótce stworzyć miał drużynę, która stanie się największym rywalem Manchesteru United. Wenger, który kilkanaście poprzednich miesięcy spędził w Japonii, przywiózł ze sobą kilka nowinek, jednak nie tak łatwo było przekonać do nich angielskich piłkarzy. Francuz wprowadził restrykcje do diety zawodników oraz zastosował zupełnie inne podejście do treningu.

W pierwszym sezonie pod wodzą Wengera Arsenal uplasował się na trzecim miejscu, ale kampania 1997/98 okazała się być dla „Kanonierów” zwycięska. Arsenal dwukrotnie ograł rywali z Manchesteru i w końcowym rozrachunku wyprzedził ich o jeden punkt. Dla wszystkich stało się jasne, że Alex Ferguson zyskał nowego rywala. Ich rywalizacja była zresztą owocem konfliktu między oboma panami, którzy na konferencjach nierzadko wymieniali się uszczypliwymi uwagami.

„Inteligencja! Podobno jest inteligentny, zgadza się? Mówi pięcioma językami. Mam tu 15-letniego chłopaka z Wybrzeża Kości Słoniowej, który mówi pięcioma językami.”Ferguson o Wengerze

Konflikt zwieńczenie znalazł w październiku 2004 roku, gdy po kłótni w tunelu na twarzy Fergusona wylądował kawałek pizzy rzucony najprawdopodobniej przez jednego z piłkarzy Arsenalu. Co ciekawe, dziś Wenger i Ferguson pozostają w przyjaznych stosunkach, a Szkot często wypowiada się pochlebnie o pracy wykonanej przez Wengera w Arsenalu.

Wenger po tytuł mistrzowski sięgał jeszcze dwukrotnie. W roku 2002 i 2004, kiedy Arsenal zakończył sezon bez ani jednej porażki. To właśnie „Niezwyciężeni” z sezonu 2003/04 określani są mianem jednej z najlepszych drużyn w historii.

Nowa siła

Czerwiec 2003 roku to czas, kiedy do angielskiej piłki zawitał rosyjski miliarder – Roman Abramowicz. Jego spore inwestycje w Chelsea szybko miały zaowocować pierwszymi trofeami. Tak się też stało, bowiem sezony 2004/05 i 2005/06 należały już do „The Blues”. Niedługo po Rosjaninie na Stamford Bridge pojawił się też Jose Mourinho, który na wejściu zatytułował siebie mianem „The Special One”.

Chelsea wydawała duże pieniądze, Chelsea włączyła się do walki do mistrzostwo i co najważniejsze – Chelsea upragnione mistrzostwo zdobyła już w pierwszym roku pracy „The Special One” w Londynie. Mourinho za sprawą swoich nieudanych trzecich sezonów był też dwukrotnie z Chelsea zwalniany, a obecnie podjął się nowego wyzwania w Manchesterze.

Rywal zza miedzy

Po dwóch z rzędu tytułach zdobytych przez Chelsea do głosu doszedł Manchester United i znów zdominował Anglię. W ciągu najbliższych pięciu lat do czerwonej części Manchesteru powędrowały cztery puchary za mistrzostwo kraju. Za miedzą jednak nie próżnowali i po przejęciu w 2008 roku przez katarskich szejków do walki o najwyższe cele nieśmiało włączał się Manchester City. Wielomilionowymi transferami wprawili w zakłopotanie nawet Romana Abramowicza i jego Chelsea. Projekt nie wypalił od razu, tak jak w przypadku Chelsea, choć trzeba przyznać, że akurat Chelsea już przed erą Abramowicza radziła sobie zupełnie przyzwoicie.

Misję zbudowania mistrzowskiego zespołu powierzono Roberto Manciniemu, który sprowadzając na Etihad Stadium Carlosa Teveza, Sergio Aguero, Yayę Toure, dał sygnał, że „The Citizens” będą niezwykle groźni. Sezon 2011/12 i jego finał, którego nikomu nie trzeba przypominać, sprawiły, że kibice Manchesteru City w końcu mogli triumfować nad swoimi derbowymi rywalami. „Nigdy nie zobaczycie już czegoś takiego jak to!”, krzyczał po zdobyciu przez Aguero zwycięskiej bramki komentator SkySports Martin Tyler. I rzeczywiście nigdy wcześniej ani nigdy później nie mieliśmy okazji oglądać aż tak emocjonującej końcówki sezonu.

Niewykorzystana szansa

Dwa najbardziej pamiętne momenty ostatnich lat to zdecydowanie mistrzowski sezon Leicester i (prawie) mistrzowski sezon Liverpoolu. Piłkarze z miasta Beatlesów po raz pierwszy mieli okazję sięgnąć po upragniony tytuł. Nieszczęsny poślizg Gerrarda i wpadka z Crystal Palace sprawiły jednak, że plany trzeba było odłożyć na później. O niewykorzystanej szansie może też mówić Arsenal, który mimo słabej dyspozycji swoich najgroźniejszych rywali w sezonie 2015/16 nie zdołał zdobyć tytułu. Ubiegły go „Lisy” Ranieriego.

Historyczny wyczyn piłkarzy Leicester na stałe zapisał się w kanonach piłki nożnej. Dokonali czegoś, czym zdobyli serca nie tylko swoich kibiców, ale również fanów na całym świecie. W obliczu ogromnych pieniędzy obracanych przez najlepsze zespoły drużyna skazywana na walkę o utrzymanie zdobyła tytuł w jednej z najmocniejszych europejskich lig. Claudio Ranieri wybrany został trenerem sezonu, a najlepszym piłkarzem został Jamie Vardy, który pobił rekord Ruuda van Nistelrooya, strzelając gole w 11 kolejnych spotkaniach.

Co dalej?

W sezonie 2016/17 wszystkich elektryzowały głośne nazwiska trenerów, którzy zawitali do Anglii. Pep Guardiola, Antonio Conte czy Jose Mourinho, podejmujący nowe wyzwanie w Manchesterze. Dodając do tego Jurgena Kloppa i Arsene’a Wengera otrzymujemy iście elektryzujący zestaw, który zapewnić miał nam ogromne emocje. W swoim pierwszym sezonie w Anglii najlepiej poradził sobie Antonio Conte, który sprawił, że kluby Premier League zaczęły życzliwiej patrzeć w stronę ustawienia z trzema obrońcami. Z pracą pożegnał się za to Claudio Ranieri i to w sposób, którego nikomu byśmy nie życzyli.

Dziś mówiąc o Premier League, myślimy przede wszystkim o wielkich pieniądzach płaconych za zawodników oraz zawodnikom. Jako że zbliża się moment negocjowania nowej umowy telewizyjnej, możemy się spodziewać, że kwoty obracane przez angielskie kluby będą wciąż rosły w błyskawicznym tempie. Kibice życzyliby sobie jednak, aby kluby z Wysp ponownie włączyły się do rywalizacji o europejskie trofea, w których to zespoły Premier League nie radziły sobie ostatnio najlepiej.

Najbliższe lata zapowiadają się równie ciekawie co poprzednie 25. Czeka nas Brexit, który znacząco może wpłynąć na futbol w Anglii. Premier League staje się coraz bardziej wyrównana i każdy mecz to dla klubów z topu trudna przeprawa. Grupa, którą możemy nazwać czołówką ligi, rozrosła się do sześciu zespołów, z których każdy gotów jest włączyć się do walki o mistrzostwo. Owej szóstce po piętach depcze już Everton, który inwestując spore pieniądze, oczekuje, że wkrótce zwrócą się one w postaci wyników. Southampton czeka przypływ chińskich pieniędzy, a biorąc pod uwagę umiejętność kształcenia przez nich młodych piłkarzy, możemy podejrzewać, że klub z południa Anglii również nie zamierza bezczynnie patrzeć na walkę swoich największych rywali o czołowe lokaty.

Parafrazując słowa Andrzeja Twarowskiego: Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy w kolejne, miejmy nadzieję jeszcze ciekawsze 25 lat.

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Komentarze:
Przeczytaj także: