Mariusz Deczkowski

Hamburger SV zmienny jak kobieta

Dlaczego ekipa z Volksparkstadion spisuje się tak fatalnie?

Wikimedia Commons
29 listopada 2017

Hamburger SV w ostatnich latach dryfuje na granicy spadku z Bundesligi, choć zegar nadal bije. Dlaczego zespół z Volksparkstadion ma takie problemy ze znalezieniem formy?

(Nie)pokonani

Gdybyśmy powiedzieli osobie nieznającej się na piłce, że Hamburger Sport-Verein jest jedynym klubem w Niemczech, który nie zanotował spadku, to z pewnością ta mogłaby wysnuć wniosek, że jest to jedna z czołowych drużyn takich jak Bayern Monachium. Ta statystyka jednak w najmniejszym stopniu nie odzwierciedla rzeczywistości i marne jest pocieszanie się, że piłkarze z Hamburga jako jedyni nie zostali (jeszcze) zdegradowani.

Głównym elementem Volksparkstadion jest zegar, który wskazuje dokładnie lata, dni, godziny, minuty, a nawet sekundy, od kiedy HSV jest w Bundeslidze. Stan w tej chwili wynosi ponad 54 lata. Mimo tak świetnej statystyki klub z Hamburga rzadko walczy o coś więcej niż tylko o utrzymanie.

Co prawda potrafi zachować dobrą passę kilku meczów wygranych, nawet z lepszymi drużynami. Zdarza mu się zdobyć trzy punkty z Borussią Dortmund, Schalke 04 itd. Jednak po kilku zwycięstwach z rzędu nadchodzi czas nędzy i rozpaczy, wtedy główną myślą trenera jest, jak wydobyć klub z kryzysu. Nie trzeba daleko szukać przykładów. Choćby w obecnym sezonie zajmuje 15. miejsce pomimo dobrego początku sezonu. Wygrał dwa pierwsze mecze, lecz potem było już tylko gorzej. Cztery porażki z rzędu z RB Lipsk, Hannoverem, BVB i Leverkusen nikogo nie szokują. Następnie przełamana zła passa remisem z Werderem i kolejne – tym razem trzy – porażki. Ostatnio hamburczycy wygrali 3:0 z TSG Hoffenheim, mecz ten pokazał, że Hamburger ma wielki potencjał, lecz nie potrafi go wykorzystać.

Taki jest już los HSV, przeplatanie dobrych meczów fatalnymi. Dzisiaj może zagrać fenomenalnie, a za tydzień będzie to zupełnie inna drużyna, która nie potrafi oddać nawet celnego strzału na bramkę.

Problem z wyborami trenerów

HSV ma dobrych skautów podpatrujących nie tylko utalentowanych piłkarzy, lecz także trenerów. Jednak przy zatrudnianiu selekcjonerów brakowało pewności i odpowiedzialności. Dwukrotnie ubiegała go Borussia Dortmund. Ostatnio w sytuacji, kiedy kilka miesięcy wcześniej o Juergena Kloppa i Thomasa Tuchela zabiegało HSV.
Jak widać, zarząd tego klubu nie ma się dobrze i nie bierze odpowiedzialności za podejmowane decyzje.

Według niemieckich dzienników włodarzom klubu z północy Niemiec u Kloppa nie spodobał się jego styl ubioru, który nie był zbyt elegancki. Natomiast przy zatrudnianiu Tuchela zarząd nie miał w planach czekać, aż wróci on z odpoczynku.

Podsumowując, można wysnuć tezę, że dyrektorzy tego klubu są bogami i nie mają zamiaru na nikogo czekać, nawet na trenera z absolutnego topu.

Transfery

Hamburger dokonuje bardzo dobrych transferów. W zeszłym roku wypożyczony został Kyriakos Papadopoulos z Bayeru Leverkusen, który podpisał przed sezonem umowę z HSV. Kolejny nowy transfer to młodzieżowy mistrz Europy z reprezentacją Niemiec, Julian Pollersbeck, który znakomicie spisywał się na imprezie rozgrywanej w Polsce. Jego głównym atutem jest świetny refleks, dzięki któremu potrafi wybronić bardzo trudne piłki. Podczas młodzieżowego Euro okrzyknięto go nowym Ter Stegenem i rzeczywiście ma podobne warunki do bramkarza FC Barcelona. Z pewnością będzie w orbicie zainteresowań selekcjonera reprezentacji Niemiec. Młody Niemiec nie miał jednak dobrego startu w Hamburgu, lecz jego talent jest niepodważalny i już niedługo powinien odpalić.

Jednym z lepszych letnich transferów były przenosiny Andre Hahna z Borussii Moenchengladbach. Tak jak we wcześniejszej kwestii potępiłem zarząd HSV za rygorystyczne wymogi wobec trenerów, tak w tym przypadku trzeba pochwalić go za sprowadzanie zawodników. Mogą oni w przyszłości dokonać wielkiego postępu i wypracować transfer do czołowej drużyny.

Głównym sponsorem tych transferów jest milioner Klaus-Michael Kuehne, posiadający firmę Kuehne+Nagel, którą przejął po swoim ojcu. Inwestuje wielkie pieniądze w HSV, ponieważ urodził się w Hamburgu i chce, aby ta drużyna wróciła na właściwe tory sprzed wielu lat. Szczerze powiedziawszy, gdyby nie milioner, to przyszłość tego klubu wyglądałaby marnie, niewykluczone, a wręcz bardzo prawdopodobne, że zegar by się zatrzymał, i to nie z powodu braku zasilania.

Wierni kibice

Na Volksparkstadion przychodzi zawsze około 50 tysięcy kibiców na 57 tysięcy możliwych. Oznacza to, że kibice mimo słabej gry HSV wspierają go z całych sił, za co należy się wielki szacunek. Głównym powodem może być właśnie nieprzewidywalność tego klubu, poprzedni mecz nie ma konkretnie żadnego znaczenia w następnym. W tym roku Hamburg nie gra tak źle, jak odzwierciedla to tabela. Chociażby w przypadku porażki z Bayernem HSV zagrało bardzo dobry mecz i należał mu się remis, lecz wynik spotkania w pewnym stopniu wypaczyła czerwona kartka.

Hamburger dba o swoich kibiców również po śmierci, stworzył dla nich cmentarz nieopodal stadionu. Powstał on w 2008 roku, ale obecnie nie spełnia swojej funkcji, ponieważ mimo 500 miejsc jest pochowanych bardzo mało fanów, nie przyciąga ich tam nawet to, że po śmierci ich grób zostanie pokryty naturalną darniną z głównego boiska.

HSV jako zespół niszczący karierę zawodnika

Mimo że Hamburger wypromował takich zawodników jak m.in. Nigel De Jong czy Jorisa Mathijsena, to wielu dziennikarzy sportowych twierdzi, że każdy zawodnik, który spędził chociaż chwilę swojej kariery w tym klubie, nauczy się popełniać nie tyle podstawowe błędy, ile tzw. wielbłądy.

HSV jest klubem, który wciąż zaskakuje, niestety nie zawsze z dobrej strony. Potrafi wygrać w świetnym stylu z TSG Hoffenheim, a za kilka dni przegrać z outsiderem Bundesligi. Jest to klub z dużym potencjałem, którego Markus Gisdol nie potrafi wykorzystać.

Komentarze:
  • Kamil Jaworski

    Hahn i Pollersbeck to dobre transfery!? Autor tekstu widział ich w ogóle chociaż raz w akcji? Zespół niszczący kariery… a Van der Vaart, Calhanoglu, Tah, Kompany. Co za bzdury.

    • Mariusz Deczkowski

      Hahna widziałem nie raz w akcji w Borussii Moenchengladbach, a Pollersbecka kilka razy w Kaiserslautern i każdy jego mecz podczas młodzieżowych mistrzostw Europy. Do czasu przenosin do HSV grali bardzo dobrze, a to co się dzieje teraz to właśnie proces „niszczenia” zawodnika. Takie jest nie tylko moje zdanie, ale też wielu ekspertów, wymieniłem również kilka nazwisk, które zaprzeczają temu.
      Jeżeli się z tym nie zgadzasz, to masz po prostu inne zdanie na ten temat, nie każdy musi się zgadzać z autorem tekstu.

Przeczytaj także: