Kamil Tybor

„Dla klubu dobrze funkcjonująca akademia to absolutny priorytet…” (ROZMOWA)

Gerald Imiołek, były gracz FC Metz, obecnie trener grup młodzieżowych akademii Wisły Kraków

17 listopada 2017

FC Metz? Tak. Rozmowy z Perquisem? Oczywiście. Praca w Akademii Piłkarskiej Wisły Kraków? Naturalnie. Co lub kto może łączyć wszystkie podane wyżej okoliczności? Gerald Imiołek – trener w piłkarskiej szkółce krakowskiego klubu, a w przeszłości zawodnik znanej z doskonałej pracy z młodzieżą drużyny z Lotaryngii, a także skaut Polskiego Związku Piłki Nożnej. Doskonały rozmówca, płynnie poruszający się w realiach futbolu znad Sekwany i znad Wisły.

Francuski model szkolenia piłkarskiego należy do najlepszych na świecie. Stan ten nie utrzymuje się od wczoraj, a jak wiadomo powszechnie – jeśli równać, to tylko do najlepszych. System i podejście do treningu młodych graczy zmienia się także w Polsce, ewoluuje za sprawą wielu aktywnych na tym polu instytucji jak Polski Związek Piłki Nożnej i osób, do których zaliczyć można obecnego trenera pracującego w Akademii Piłkarskiej Wisły Kraków – Geralda Imiołka. Świeże spojrzenie na piłkę, niemałe doświadczenie i ambicja sprawiają, że o przyszłość naszego futbolowego narybku możemy być spokojni.

Jak wygląda szkolenie piłkarskie we Francji? Jak na tle innych francuskich klubów prezentuje się FC Metz? Co jest ważne dla akademii?

Zapraszamy na rozmowę.

 

Twoje „piłkarskie początki” miały miejsce we Francji?

Tak. Urodziłem się we Francji i mieszkałem w małej miejscowości oddalonej o 30 km od Metz. Tam, gdy miałem pięć lat, mój tata zapisał mnie do klubu AS Florange. Słynął on z dobrego szkolenia dzieci i młodzieży, a mój rocznik w kategorii U-12 był jednym z najlepszych w Lotaryngii obok FC Metz i AS Nancy. To się w przyszłości potwierdziło, kiedy trzech kolegów z naszej drużyny zostało zawodowymi piłkarzami: Julien Quercia (AJ Auxerre, FC Lorient), Nicolas Farina (FC Metz, Evian Thonon Gaillard, Energie Cottbus) i Frederic Marques (RC Strasburg, Paris FC). Myślę, że to całkiem niezły wynik jak na 12-tysięczną miejscowość.

Zatem Gerald to… Francuz czy Polak? Lotaryńczyk czy Krakus? :)

Trudno wybrać pomiędzy tatą (Francuzem) a mamą (Polką). Naprawdę czuję się Francuzem i Polakiem. Francji zawdzięczam dużo. Natomiast zawsze mnie do Polski ciągnęło dzięki rodzicom. Do gimnazjum i liceum bardzo często chodziłem w koszulce reprezentacji Polski – to był mój sposób, żeby pokazać, że też jestem Polakiem. A że ta koszulka rzadko była spotykana, często była tematem rozmów. Dzięki temu miałem możliwość trochę opowiadać o Polsce. Może to niektórych dziwić, ale zamieszkanie w Polsce to było moje marzenie. Mieszkam tu od prawie dziesięciu lat i jestem szczęśliwy. Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie swojej przyszłości w innym kraju.

Zanim tu przyjechałeś, byłeś zawodnikiem FC Metz. Jak właściwie trafiłeś do tego klubu?

W latach 90. francuska federacja piłkarska (FFF) stworzyła kilka ośrodków na terenie Francji, tak zwane centra przedszkoleniowe. Ich celem było przygotowywanie przez dwa lata zawodników w wieku od 13 do 15 roku życia przed ewentualnym przejściem do akademii zawodowych klubów. Jeden z ośrodków był w miejscowości La Madine (Lotaryngia). Nabór składał się z trzech tur, a po każdej odpadało wielu zawodników. Z liczby 800 chętnych miało zostać 20. Podczas drugiej tury zauważyli mnie przedstawiciele FC Metz: Denis Schaefer, obecny dyrektor akademii FC Metz, oraz Olivier Perrin, aktualny dyrektor akademii klubu w Senegalu, Generation Foot. Pod koniec dnia podeszli do mnie i zapytali, czy chciałbym grać w FC Metz, a niedługo później skontaktowali się z moimi rodzicami. Klub posiadał też swój ośrodek dla chłopców w tej kategorii wiekowej (U-13) i chcieli, żebym do nich dołączył. Wtedy dyrektor centrum przedszkoleniowego w La Madine również skontaktował się z moimi rodzicami. Był to Yannick Stopyra – bardzo znana osoba w środowisku piłkarskim we Francji. Wystąpił na mistrzostwach świata w 1986 roku i miał dość bogatą karierę piłkarską. Przekonywał, że ma już dla mnie zarezerwowane miejsce i żebym z tego nie rezygnował.

Takie zainteresowanie wywarło na Tobie duże wrażenie w tak młodym wieku? Na co się zdecydowałeś?

Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, bo miałem możliwość trenować pod okiem takiej osobistości piłkarskiej. Centrum jednak nie działało jak klub. Byliśmy tam od poniedziałku do piątku, a wracaliśmy do naszych macierzystych drużyn na weekend. Stałem się więc zawodnikiem tego ośrodka, ale także FC Metz, gdzie występowałem w weekendy (red. na podobnych zasadach działają w Polsce szkoły mistrzostwa sportowego).

Akademia zawodowego klubu we Francji – marzenie każdego dzieciaka… Co mógłbyś powiedzieć o szkółce w Metz?

Od kilku lat akademia FC Metz klasyfikuje się wśród najlepszych we Francji według rankingu FFF. Dla klubu dobrze funkcjonująca akademia to absolutny priorytet, dlatego zarząd zapewnia co roku 3 miliony euro. Klub nigdy nie należał do najbogatszych, więc tym bardziej jest taka potrzeba, żeby co roku zasilić pierwszy zespół wychowankami i liczyć w przyszłości na zyski. Żeby do tego dążyć, FC Metz ma bardzo dobrze rozwiniętą siatkę skautingową lokalnie, a także na terenie całej Francji i w Afryce. Lokalnie FC Metz współpracuje z najlepszymi amatorskimi klubami i jest bardzo blisko Luksemburga. W związku z tym szanse, żeby zdolnego zawodnika przegapić, są prawie zerowe. Na terenie Francji FC Metz ma oczy wszędzie. Intensywnie obserwują region paryski, skąd pochodzi najwięcej talentów. Klub organizuje też czasami testy na południu Francji, w okolicach Marsylii. Jeśli chodzi o Afrykę, klub otworzył własną akademię w Senegalu pod nazwą Generation Foot, gdzie trenują najzdolniejsi Senegalczycy i nastoletni zawodnicy z sąsiednich krajów. W ostatnich latach z tej akademii do Metz trafili m.in. Adebayor, Mané, Sakho, a ostatnio Sarr, który po roku w FC Metz przeszedł do Rennes za 15 milionów euro.

A sam klub? Jeden z większych na zachodzie Francji?

To jest klub o bardzo ciekawej historii. Metz i okolice to zagłębie Francji. Były tam głównie fabryki i kopalnie. W latach 70-80 był kryzys i ogólnie było dość biednie. Wówczas klub był także na skraju bankructwa. W 1984 roku Metz zdobył pierwszy puchar w swojej historii: Puchar Francji na Parc des Princes. Na mecz pojechało prawie 20 tys. kibiców. Przez całą tę pucharową przygodę ludzie coraz mocniej utożsamiali się z klubem. Prawie wszyscy zawodnicy pochodzili z regionu, więc też rozumieli, co ci ludzie wtedy przeżywali. FC Metz stał się nadzieją na lepsze jutro. Klub się w końcu uratował i w latach 90. zaliczył najlepsze wyniki w swojej historii, w tym wicemistrzostwo w sezonie 1997/1998. Stał się bardziej znany, bo odkrywał wielu młodych utalentowanych zawodników takich jak Song, Pires, Ribery i Pjanić.

Ale co dobre, bardzo często szybko się kończy. Ostatnie lata nie są już tak udane…

Niestety lata dwutysięczne sportowo nie były już takie różowe. Po 35 latach w Ligue 1 klub spadł do Ligue 2 w 2002, a kilka lat później nawet do National (odpowiednik 2. ligi polskiej). Dziś klub występuje drugi sezon z rzędu w Ligue 1.

Dziś w Ligue 1 wiedzie im się – powiedzieć by można – tragicznie, ale nie o tym chciałem. Mnie, gdy pomyślę o FC Metz, klub ten kojarzy się z Tobą – serio, nie wiem czemu, a Tobie z czym kojarzy się i Metz, i klub?

Dla mnie Metz i klub to przede wszystkim wspomnienia z dzieciństwa. Bardzo kibicowałem temu zespołowi, kiedy byłem dzieckiem. Z tatą i bratem jeździliśmy do Metz na mecze. Dla mnie bycie na stadionie i oglądanie meczu na żywo to zawsze było wydarzenie. Do FC Metz w kategorii wiekowej U-13 przeszedłem z klubu amatorskiego i był to szok, zwłaszcza jeśli chodzi o wymagania. Każdego dnia trzeba było być najlepszym. Było trudno, ale to doświadczenie doceniam do dziś. Teraz życzę klubowi jak najlepiej i mam nadzieję, że mimo obecnej sytuacji w tabeli uda im się utrzymać w Ligue 1.

Zamieniłeś FC Metz na akademię Wisły, w której pracujesz obecnie. Jak do tego doszło?

Pracowałem w Krakowie przez kilka lat w klubach amatorskich jako trener w kategoriach U-11 i U-7. Dyrektor akademii Wisły Kraków, Rafał Wisłocki, zaprosił mnie w marcu 2016 na rozmowę, podczas której rozmawialiśmy m.in. o szkoleniu, skautingu, a także o Francji, gdzie był na stażu w Saint-Etienne. Kilka tygodni później zaproponował mi pracę w grupach U-7 i Wiślackich Skrzatach (od U-4 do U-6). To jest teraz mój drugi sezon w Wiśle.

I jak oceniasz wiślacką szkółkę z własnej perspektywy? Jak wypadacie na tle polskiej konkurencji?

Na chwilę obecną nie możemy się chwalić taką bazą jak w Zagłębiu Lubin lub w Lechu Poznań. Mimo to jako osoba pracująca dziś w akademii Wisły, a wcześniej obserwująca jej pracę, jestem przekonany, że idziemy w dobrym kierunku. Poznałem tu bardzo dobrych fachowców w każdej kategorii wiekowej. Nie oszczędzają oni swojego czasu i energii, żeby się rozwijać i pracują, żeby zapewniać swoim zawodnikom najlepszą opiekę i najlepsze warunki do rozwoju. Oczywiście chcemy u siebie mieć jak najdłużej najbardziej perspektywicznych zawodników. Ale sam fakt, że naszą młodzieżą interesują się polskie i zagraniczne kluby, pokazuje, że w Wiśle są talenty. Liczymy, że za kilka lat zawodnicy z akademii regularnie będą wzmacniać pierwszy zespół.

Mnie w szczególności interesuje Wasz system skautingu i selekcji. Wiem, że działacie głównie w Małopolsce i na Podkarpaciu. Mógłbyś powiedzieć o tym coś więcej?

W najmłodszych rocznikach, czyli U-7, U-8 i U-9, nie prowadzimy selekcji, natomiast liczba miejsc jest ograniczona. Od U-10 zaczynamy proces selekcyjny i działania skautingowe. Skupiamy się na Małopolsce i Podkarpaciu z kilku powodów. Po pierwsze jest dużo utalentowanych zawodników w tych regionach. Po drugie zależy nam, żeby nie byli oderwani od swojego środowiska zbyt wcześnie i wciąż mogli mieć regularny kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Liczymy także, że będą to chłopcy, którzy identyfikują się z Wisłą Kraków, rozumieją, w jakim miejscu są i co znaczy Wisła.

Wracamy do Francji. Francuski model szkolenia jest jednym z najlepszych. Jest według Ciebie idealny? 

Nie wiem, czy gdziekolwiek istnieje idealny model szkolenia. Wydaje mi się, że każdy kraj ma swoją kulturę, podejście do piłki nożnej i na tej podstawie próbuje tworzyć dla siebie najlepszą filozofię. To, co działa w Hiszpanii, Niemczech lub Francji, niekoniecznie musi z takim samym sukcesem funkcjonować w innym kraju. Szkolenie we Francji stoi na bardzo wysokim poziomie. Kluby są bardzo dobrze zorganizowane, mają świetne warunki do pracy, ale również bardzo duże wymagania wobec młodych zawodników. Klub robi dla ciebie bardzo dużo, ale jeśli w zamian nie jesteś gotowy dać z siebie codziennie 300%, to odpadasz, nie ma sentymentów. Tym bardziej, że w kolejce czeka kilkuset chętnych, którzy daliby wszystko, żeby cię zastąpić.

Fakt, czasem słyszymy też o „dziwnych” przypadkach niektórych topowych dziś zawodników.

Dokładnie. Może mało kto wie, ale na przykład Ribery w wieku 15 lat grał w akademii Lille. Za złe zachowanie wyrzucono go z klubu. Griezmann jechał przez pół Francji na testy i nigdzie go nie docenili. I tu się zastanawiam, jak to jest w Polsce…

Co masz na myśli?

Griezmann był może kiedyś za słaby dla francuskich klubów, ale wystarczająco dobry, żeby wylądować w Realu Sociedad. A młody chłopak w Polsce? Co zrobi, jeśli usłyszy od klubów, że w ich ocenie nie zostanie zawodowym piłkarzem? Pewnie da sobie spokój z piłką. Robert Lewandowski trafił z Legii do trzeciej ligi i chwała mu za to, że był ambitny i nie odpuszczał. Ale ilu takich potencjalnych Lewandowskich już przepadło?

Myślę, że wielu… ja obwiniałbym o to mentalność właśnie. Po drugie we Francji rzadko kiedy zdarza się, by kluby przeoczyły jakiś talent. W wieku 15 lat ci najlepsi są już praktycznie w akademiach. Myślisz, że te francuskie realia dałoby się wprowadzić w Polsce? Czy może uważasz, że to bez sensu?

Bardzo dobrze, że od kilku lat w Polsce jest Centralna Liga Juniorów, bo najlepsze kluby rywalizują między sobą. We Francji działa to w kategoriach od U-15 do U-19 od ponad 20 lat i poziom jest bardzo wysoki. Natomiast wątpię, by francuskie realia dałoby się wprowadzić w Polsce. We Francji każda akademia posiada porządny budżet na funkcjonowanie. W każdej pracuje po kilkanaście osób, nie licząc trenerów. A przede wszystkim, tak jak wspomniałeś, mają u siebie najlepszych zawodników. Czy akademie zawodowych klubów w Polsce mają u siebie najlepszych? Mam wątpliwości. To jest długi temat, ale moim zdaniem w tej chwili podstawą powinna być porządna baza treningowa dla każdej akademii klubów ekstraklasy.

Rozmawiamy o szkoleniu, a to mocno wiąże się ze skautingiem. Ty masz w tym doświadczenie, byłeś skautem PZPN-u. Jak się nim stałeś i jak wyglądały francuskie realia?

Rozpocząłem w 2009 roku. Maciej Chorążyk, który jest szefem zagranicznego skautingu przy PZPN, zaprosił mnie na rozmowę i tak się to zaczęło. Szybko udało mi się umówić z Damienem Perquisem, Laurentem Kościelnym i Timothee Kołodziejczakiem, żeby porozmawiać na temat gry dla Polski.

A na czym więcej polega ta praca?

Praca polega na tym, żeby zgromadzić informacje na temat zawodników z polskimi korzeniami we francuskich akademiach i pojechać na obserwacje ewentualnych kandydatów. Tych jest jednak dużo mniej niż na przykład w Niemczech. Często nie znają polskiego i nie posiadają polskich dokumentów. A do tej pory piłkarze, którzy prezentowali się obiecująco w wieku 15 lat, nie potwierdzili swojego potencjału. Dlatego obecnie poważnych kandydatów do młodzieżowych reprezentacji Polski nie ma.

No to jeszcze raz wróćmy do podstaw. Jak scharakteryzowałbyś piłkarskie szkolenie we Francji, a jak w Polsce? Poziom szkolenia się wyrównuje? Jest podobne? Czy dostrzegasz jakieś różnice?

Nie chcę porównywać klubów i zawodników, bo nie widzę, co się dzieje w innych klubach na co dzień, natomiast dostrzegam kilka różnic, jeśli chodzi o funkcjonowanie.

Wymienisz?

Po pierwsze we Francji FFF (francuski związek) bardzo mocno monitoruje pracę w akademiach. Jest specjalny zespół, który na co dzień prowadzi badania na temat profilu zawodników, których centrala chce widzieć w reprezentacji za kilka lat. Ten zespół jeździ z wizytami po szkółkach Ligue 1, Ligue 2 i przedstawia swoje wyniki, uwagi i wskazówki.

Edukacja trenerska we Francji też ciągle ewoluuje…

Tak. W ostatnich trzech latach FFF zaproponował także nowy program szkoleniowy dla klubów amatorskich i nowe kursy trenerskie dla kategorii U-9, U-11, U-13, U-15 i U17-19. Żeby przejść do następnego poziomu, trzeba skończyć wszystkie te kursy i zdać egzaminy. Dopiero wtedy zaczyna się ścieżka podobna do tej, która jest w Polsce, czyli kursy UEFA.

Przerwałem Ci, mógłbyś wrócić do tych różnic między Polską a Francją?

W Polsce często słyszę uwagi typu „ta akademia ściąga zawodników, a nie szkoli”. We Francji celem akademii nie jest posiadanie najlepszych u siebie, gdy mają oni osiem lat, ale gdy mają 15. Wtedy zaczyna się bardzo intensywna praca, żeby ci chłopcy byli gotowi do gry na najwyższym poziomie w wieku 17-20 lat. Dlatego kluby mają bardzo dobry skauting już w kategoriach dziecięcych. Obserwują postępy dziecka i jeśli w wieku 12 lat, nadal widzą w nim spory potencjał, to zaczynają działania, żeby tego chłopca do siebie ściągnąć.

Według mnie to bardzo dobre rozwiązanie. Mogłem z bliska przyglądać się współpracy AS Saint Genis z nieistniejącym już Evian Thonon Gailard i było to bardzo obiecujące.

Dlatego sam dobrze wiesz, o co chodzi i dodam w nawiązaniu do poprzedniego punktu, że kluczowa jest współpraca między profesjonalnymi a amatorskimi klubami. Na przykład FC Metz ma w swoim regionie osiem klubów partnerskich. To są najlepsze kluby amatorskie w okolicach miasta. FC Metz oferuje różne sprzęty, szkolenia dla trenerów, program szkoleniowy, udział w turniejach, bilety na mecze Ligue 1. W zamian te kluby przekazują wszystkie informacje przedstawicielom FCM o najzdolniejszych chłopcach, których mają u siebie. Wtedy chłopcy są zapraszani na treningi lub mecze w akademii. Z tej współpracy wynikają same korzyści dla wszystkich. Metz ma szczegółowe informacje o najlepszych zawodnikach, więc nie przegapi nikogo, a dla klubów amatorskich to jest bardzo dobra reklama, bo trenując u nich, można później trafić do dobrej akademii. Jednak w Polsce to tak jeszcze nie działa.

Co jest przeszkodą w Polsce, jak myślisz?

Wydaje mi się, że kluby amatorskie tych korzyści nie widzą i nie można się im dziwić. Niektóre mają taką infrastrukturę, że niejedna akademia ekstraklasowego klubu mogłaby pozazdrościć. Czym więc mają być te amatorskie kluby przekonane, skoro mają u siebie lepsze warunki do pracy? To jest problem.

Na koniec chcę Cię zapytać o przyszłość. Na razie prowadzisz młodzieżowe zespoły, masz gdzieś w głowie siebie za kilka lat w roli pierwszego szkoleniowca seniorskiej drużyny?

Szczerze, nie mam takich planów. Rozpocząłem pracę jako trener w grupach U-11 i raczej w takiej kategorii wiekowej siebie widziałem. W klubie, w którym wówczas pracowałem, koordynator zaproponował mi, żebym przejął grupę U-7. Miałem wątpliwości, bo między U-7 a U-11 jest jednak dużo różnic, chociażby jeśli chodzi o sposób prowadzenia zajęć czy komunikację z dziećmi. Bardzo mi się jednak spodobała praca od podstaw z najmłodszymi. Dzieci w tym wieku mają w sobie dużo energii, wyobraźni i pasji.

 

Komentarze:
Przeczytaj także: