Tomasz Moczerniuk

Frankowski: Wisłę stać na niespodziankę

26 sierpnia 2008

Wejście smoka, kontuzja i walka o powrót do składu. Czy Chicago stać na wygranie ligi po 10 latach? Kim dla Amerykańskich fanów soccera jest Brian McBride? Czy Wisła da radę Barcy i „w czym nigdy nie był dobry”, czyli co słychać u Tomasza Frankowskiego w Ameryce? Rozmowę telefoniczną przeprowadził współpracownik igol.pl Tomek Moczerniuk.

Panie Tomaszu, rozgrywki MLS wchodzą w decydującą fazę. Do końca rundy zasadniczej pozostało jeszcze 9 spotkań, a Pański zespół plasuje się na pozycji wicelidera Konferencji Wschodniej. Czy jesteście spokojni o grę w playoffs?

TF: Tak, bo nic nie wskazuje na to, żebyśmy do nich nie awansowali (w każdej konferencji jest 7 drużyn, z których do fazy pucharowej awansuje aż 4 – przyp. TM). Gramy dobrze, mieliśmy w tym sezonie kryzys formy, ale jest on już za nami. Sama gra w playoffs nas jednak nie interesuje – naszym celem jest mistrzowski Puchar MLS.

… który już raz trafił do Chicago. 10 lat temu Fire (z Piotrem Nowakiem w składzie) wywalczyło pierwsze w historii MLS mistrzostwo. Czy teraz stać Was na drugie trofeum? Kto będzie Waszym największym rywalem?

TF: Na pewno nas na to stać i uważam, że zespół może sięgnąć po ten laur. W lidze liczy się kilka zespołów, ale dobre wyniki w sezonie nie gwarantują zdobycia pucharu. Rozgrywki w playoffs odbywać się będą na zasadzie mecz-rewanż, więc wiadomo, że o wszystkim może zadecydować dyspozycja w danym dniu.

Zespół Strażaków miał świetny początek sezonu (5-1-1 – przyp. TM), potem przyszła lekka zadyszka (3-2-5 – przyp. TM), ale w ostatnich 7 meczach znowu jest nieźle (4-2-1 – przyp. TM). Czym spowodowany był kryzys i czy utrzymacie stabilną formę do końca?

TF: Kryzys formy był i dla nas zagadką. Gdzieś na pewno popełniliśmy błąd. Być może za szybko, po dobrym początku, uwierzyliśmy, że nikt nas nie pokona? Mamy młody zespół wspierany przez kilku doświadczonych graczy, dla naszego trenera to też piewszy rok w roli głównego szkoleniowca (wcześniej Denis Hamlett był przez 10 lat asystentem właśnie w Fire – przyp. TM) – być może w tym trzeba upatrywać przyczyny? Ale najważniejsze, że wyszliśmy na prostą. Dwa zwycięstwa z rzędu chyba najlepiej świadczą o tym, że kryzys został zażegnany.

Pan również miał w MLS prawdziwe wejście smoka (2 gole w debiucie przed własną publicznością przeciwko New England Revolution – przyp. TM), potem przyplątała się kontuzja i trzeba było walczyć o powrót do składu. Kiedy to w końcu nastąpi?

TF: Moje umiejętności są wystarczające do gry, ale mamy bardzo wyrównaną kadrę, w której znajduje się 5 napastników. Nasz zafascynowany ligą angielską trener preferuje grę jednym, wysuniętym napastnikiem, więc ktoś gra, a ktoś siedzi na ławce i czeka na swoją szansę. Trener kładzie również duży nacisk na umiejętności defensywne napastników, a ja nigdy nie byłem w tym dobry. Chciałbym grać i być skuteczny, ale trener wystawia mnie tylko na końcowe minuty, gdzie ciężko jest się wykazać.

Czy zamiana Chad Barrett – Brian McBride była korzystna dla klubu? Co przejście legendy amerykańskiego soccera do Chicago oznacza dla Pana?

TF: Na pewno oznacza to dla mnie mniejsze możliwości na granie. McBride przyszedł do nas dwa mecze temu, ale już widać, że – ze względu na respekt jakim się cieszy – grać będzie od początku do końca. To dobry zawodnik, gra podobnie jak Chad: dużo walczy, gra wśligziem i stosuje pressing. Spędził 4 lata w lidze angielskiej i na pewno prezentuje odpowiedni poziom. Jednakże napastnik powinien być przede wszystkim skuteczny, a u nas są z tym problemy. Wystarczy powiedzieć, że po 21 meczach nasz najskuteczniejszy zawodnik ma na swoim koncie 5 goli i… nie jest to napastnik (pomocnik John Thorrington – przyp. TM).

I to właśnie on, a nie McBride zdobył zwycięskiego gola w ostatnim, czwartkowym zwycięstwie z LA Galaxy. Sprawiliście psikusa trenerowi Arenie w jego debiucie przed własną publicznością. Jak ocenia Pan występ swoich kolegów?

TF: Zagrali dobre spotkanie, ale wiedzieliśmy, że bez Bechkama (mecz w rep. Anglii – przyp. TM) i Dovonana (mecz kadry USA z Gwatemalą – przyp. TM) siła ofensywna drużyny z LA będzie bardzo ograniczona. Pozostało tylko skutecznie zneutralizować poczynania tych, którzy grali i w rezultacie zasłużenie wygrać.

W niedzielę Pańska drużyna uległa w Meksyku w meczu towarzyskim Veracruz 1:3. Tomka Frankowskiego nie było jednak w składzie. Dlaczego?

TF: Do Meksyku poleciał drugi garnitur, żaden piłkarz z pierwszego składu oprócz Blanco tam nie wystąpił. Blanco jest legendą dla meksykanów i jego obecność, oraz to, że mógł on się zaprezentować w meczu przeciwko swojemu byłemu klubowi, była niezbędna.

Dziś rewanż Wisła – Barcelona. Jak wspomina pan Waszą rywalizację sprzed 7 lat, kiedy to ulegliście Barcy w dwumeczu 3:5, ale napędziliście Rivaldo, Kluivertowi i spółce sporo strachu?

TF: To było świetne przeżycie, warte grania w piłkę. Ale to odległe czasy, a ja żyję przyszłością. Szkoda, że w pierwszym meczu Wisła przegrała w tak zdecydowanych rozmiarach, bo sprawa awansu jest już przesądzona i rewanż nie przyniesie kibicom tylu emocji. Jednak myślę, że jest szansa na sprawienie niespodzianki i pokonanie Barcy w Krakowie.

Czym różni się dzisiejsza Barca i czym Wisła od tych z 2001r?

TF: Obydwa zespoły wciąż prezentują podobny poziom. Barcelona zawsze gra o najwyższe cele w Europie, a Wisła w Polsce.

Czy, i jeśli tak to gdzie, będzie Pan oglądał to spotkanie?

TF: Oczywiście, będę się starał obejrzeć to spotkanie w jednym z barów na północy Chicago. Ewentualnie w internecie.

Rozmawiał: Tomek Moczerniuk, 26 sierpnia 2008

Źródło: Własne

Komentarze:
Przeczytaj także: