Mariusz Janik

„Franz” wrócił do domu

Franciszek Smuda nowym trenerem Widzewa Łódź

Mariusz Janik
09 sierpnia 2017

Kibice w Łodzi wierzą, że 8 sierpnia 2017 roku będzie szczególną datą w historii ich ukochanego Widzewa, odradzającego się na czwartym poziomie rozgrywkowym. Nic dziwnego, bo właśnie tego dnia szkoleniowcem czterokrotnego mistrza Polski został jeden z ojców sukcesów drużyny w latach 90. – Franciszek Smuda. Celem popularnego „Franza” są kolejne awanse sezon po sezonie, by Widzew powrócił na należne mu miejsce, do ekstraklasy.

Choć media od dłuższego czasu spekulowały, że trenera Przemysława Cecherza zastąpi właśnie były selekcjoner reprezentacji Polski, nie było do końca wiadome, czy tak się ostatecznie stanie. Pewne było natomiast, że w czerwonej części miasta dojdzie do zmiany na ławce trenerskiej. Czarę goryczy przelała sobotnia porażka łodzian w Sulejówku, gdzie ci w meczu inaugurującym trzecioligowe rozgrywki sensacyjnie ulegli beniaminkowi, Victorii (2:1 – przyp. red.). Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego wiadome było, że trener Cecherz po raz ostatni poprowadzi zespół.

Co ciekawe, wśród obserwatorów na trybunach zabrakło potencjalnego następcy. Nowy opiekun Widzewa wolał wybrać się tego dnia do Niecieczy, by obserwować ekstraklasową potyczkę Termaliki z Legią. Na przeszpiegi do Sulejówka wysłał swojego zaufanego asystenta, Marcina Broniszewskiego, z którym będzie pracował w Mieście Włókniarzy. Kibice Widzewa oglądający mecz Lotto Ekstraklasy mogli być nieco zniesmaczeni tym faktem, więc zanim Franciszek Smuda podpisał kontrakt z Widzewem, już zaliczył pierwsze faux pas.

Pojawiły się nawet plotki, że obecność szkoleniowca w Małopolsce nie była przypadkowa i gdyby tylko „Słoniki” uległy „Wojskowym”, wówczas trenera Mariusza Rumaka na stanowisku zastąpić miał właśnie „Franz”. Szczęśliwie dla sympatyków klubu z al. Piłsudskiego ekipa Jacka Magiery wracała z Niecieczy na tarczy (1:0 – przyp. red.), więc nic nie stało na przeszkodzie, aby – czyniący przed laty w Łodzi cuda – Franek Smuda skierował się w stronę centralnej Polski i podpisał umowę z Widzewem Łódź.

Kontrakt dożywotni?

Parafowanie kontraktu nastąpiło właśnie we wtorek 8 sierpnia 2017 roku. Na ten dzień zwołano także specjalną konferencję prasową, podczas której dziennikarze mogli zadawać pytania nowemu szkoleniowcowi trzecioligowego Widzewa. Zanim to jednak nastąpiło, prezes klubu Przemysław Klementowski oraz wiceprezes Michał Sapota zgodnie uznali, że przyjście Smudy do Łodzi jest „najważniejszym transferem tego lata”. Nie chcieli jednak ujawnić, na jaki okres została zawarta umowa pomiędzy stronami, ponieważ – jak usłyszano – jest to tajemnica. Z uśmiechem przyznali jednak, że Franciszek Smuda będzie zasiadał na ławce trenerskiej Widzewa do momentu, aż ten sięgnie po piąty w historii tytuł mistrza Polski – można zatem podejrzewać, że „Franz” podpisał z Widzewem pięcioletni kontrakt. Z liczbą pięć wiąże się także widzewska historia powracającego na „stare śmieci” szkoleniowca. Już po raz piąty w swojej karierze obejmuje on Widzew. Do trzech razy sztuka? Nic z tego.

fot. Mariusz Janik

On sam zresztą odniósł się do sytuacji i poprzednich lat swojej pracy w Łodzi: „Jestem w Widzewie piąty raz, ale właśnie dlatego, że jest to Widzew, miejsce, które traktuję jak swój dom. Dwa razy przychodziłem ratować zespół, raz się udało. W przeszłości zdarzały się sytuacje, że zawodnicy prosili, bym przyszedł ich wesprzeć, pomógł im pracować. Zgadzałem się. Trzeba jednak pamiętać, że nie ma kozaków, którzy w półtora miesiąca uratowaliby drużynę. Idąc do klubu, nie zastanawiam się, czy jest szansa na ratunek, czy postawiono już trumnę i zostaje szukanie do niej gwoździ. Chcę pracować, dążyć do celu, budować silną drużynę i dobrą atmosferę wokół. Widzew to szczególne miejsce, które ma wsparcie wyjątkowych kibiców. Pamiętam, jak po powrocie z jednego z wyjazdów o pierwszej w nocy pod stadionem czekało na nas sześć tysięcy kibiców. Nigdy wcześniej ani później nie przeżyłem podobnej sytuacji.”

„Mamy swój plan”

Nowy trener Widzewa doskonale zdaje sobie sprawę, że drużyna jest w zupełnie innym miejscu niż jeszcze dwie dekady temu, gdy pod jego wodzą rywalizowała w elitarnej Lidze Mistrzów: „Nie ma dla mnie znaczenia, że zespół jest na niższym szczeblu rozgrywkowym. Oczywiście, ja też mam swoje ambicje, ale powtórzę raz jeszcze, to jest Widzew. Dlatego mimo innych ofert, w tym z zagranicy, zdecydowałem się przyjść i pomóc w odbudowaniu marki. Myślę, że z obecnymi władzami jest to możliwe. Nie mieliśmy problemów z negocjacjami, więc jestem przekonany, że będzie nam się dobrze pracowało. Zresztą ja nigdy nie miałem problemów z właścicielami Widzewa, no chyba że z Grajewskim i Pawelcem, ale to inni ludzie”.

Nie da się jednak ukryć, że po konferencji nowy opiekun „Czerwono-Biało-Czerwonych” i jego współpracownicy, a także nowi podopieczni muszą zakasać rękawy i solidnie pracować, aby w sobotę, gdy do Łodzi przyjedzie drużyna Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, udało się zmazać plamę po porażce z pierwszej serii gier. Czasu jest niewiele, a dla „Franza” praca na tak niskim poziomie to jednak nowość: „Nic nie wiem o tej lidze, drużyny też jeszcze nie widziałem, jednak rozmawiałem z moim asystentem (M. Broniszewskim – przyp. red.) i mamy swój plan. Nie przygotowywałem zespołu do rundy jesiennej, jestem jednak przekonany, że mój poprzednik włożył w swoją pracę cały swój wysiłek i wykonał swoją pracę należycie.

Każdy trener ma jednak swoją wizję, więc muszę się przyjrzeć chłopakom, poukładać ich i wszczepić w nich tzw. widzewski charakter. Dla mnie liczy się zaangażowanie i chęć walczenia do końca. Liczę, że tak jak za najlepszych lat znajdą się w zespole piłkarze pokroju Mirka Szymkowiaka, Tomka Łapińskiego czy Piotra Szarpaka. Chcę otaczać się ludźmi, dla których Widzew jest szczególnym miejscem. W sobotę zagramy ze Świtem, ale dla mnie najważniejszy jest Widzew. Nie ustawiam drużyny pod przeciwnika. To my musimy rywalom narzucić swój styl gry, zaskoczyć ich i wygrać. Zawsze tak pracowałem, tym razem również tak będzie” – stwierdził nowy trener Widzewa.

Na zakończenie spotkania z mediami Franciszek Smuda odniósł się do nowego stadionu Widzewa, właściwie sali konferencyjnej, w której przyszło mu pierwszy raz się spotkać z mediami. – Wiele się tu przez lata zmieniło, pamiętam, że dawniej za salę konferencyjną służyła wielka hala. Mam jednak wrażenie, jakbym był tutaj wczoraj – zakończył.

Kto, jak kto, ale akurat ten szkoleniowiec zajmuje szczególne miejsce w sercach sympatyków drużyny z al. Piłsudskiego. Można być pewnym, że podczas sobotniego meczu ze Świtem z trybun rozlegnie się gromkie „witaj w domu” bądź „Franek Smuda czyni cuda”. Ten powrót ma być symboliczny, ma nieść za sobą wiele sukcesów i wspaniałych chwil. Nie chcąc wróżyć z fusów, należy poczekać na dalszy rozwój wydarzeń. Patrząc na przebieg pierwszej, specjalnie zwołanej konferencji prasowej, to po zakończonych meczach również dziennikarze mogą oczekiwać czegoś więcej niż tylko „zagraliśmy dobrze/źle, to był mecz walki”. Franciszek Smuda zawsze słynął nie tylko z solidnego warsztatu trenerskiego, ale i z barwnych wypowiedzi. O Łodzi i Widzewie jeszcze nie raz będzie głośno. To pewne.

Komentarze:
Przeczytaj także: