Wojciech Anyszek

Finał Ligi Mistrzów: Dlaczego wygrał Real?

Pięć powodów, dla których Real wygrał Ligę Mistrzów

04 czerwca 2017

Nie milkną echa finału Ligi Mistrzów. Starcie Realu Madryt z Juventusem zapowiadalzapowiadało  się znakomicie i przeszło ono do historii futbolu. Swoją piękną karierę triumfem w Lidze Mistrzów mógł zwieńczyć Gianluigi Buffon, ale równocześnie w przypadku zwycięstwa Realu mogło dojść do sytuacji bez precedensu. „Królewscy jako pierwsi wygrali Champions League dwa razy z rzędu. W każdym razie finał w Cardiff był meczem wyjątkowym. Mógł skończyć dwie serie – porażek Juventusu w finałach lub niepowodzeń obrońców Pucharu Europy.

Czas zatem przyjrzeć się pięciu powodom, dla których to Real wygrał finał Ligi Mistrzów w Cardiff. Nie było jednak pewne, czy wystarczą one drużynie Zidane’a, by wygrać to trudne spotkanie.

Po pierwsze – szeroka ławka

Szeroka ławka Realu Madryt okazała się niesamowitym atutem Zidane’a w końcówce sezonu. Pozwoliła ona najlepszym piłkarzom zachować siły na najważniejsze spotkania, które decydowały o losach mistrzostwa Hiszpanii i awansu do finału Ligi Mistrzów. Zidane doskonale rotował składem, o czym świadczy to, że Cristiano Ronaldo rozegrał najmniejszą od trzech lat liczbę minut na boisku w lidze hiszpańskiej – 2544. Było to genialnym posunięciem ze strony francuskiego trenera Realu, ponieważ Ronaldo na przełomie kwietnia i maja osiągnął życiową formę, co poskutkowało tym, że Portugalczyk niemal w pojedynkę wyeliminował z Ligi Mistrzów Bayern i Atletico. „Zizou” nie bał się również stawiać na młodych zawodników, jak choćby Asensio czy Nacho, którzy dobrymi występami pomogli „Królewskim” zdobyć pierwszy od pięciu lat tytuł mistrza Hiszpanii.

Bardzo ważna w zespole Realu była również rola rezerwowych, którzy stawali się kluczowi szczególnie w momentach trudnych. Byli oni traktowani na równi z piłkarzami wyjściowej jedenastki, co owocowało doskonałą atmosferą zarówno na boisku, jak i poza nim. Każdy bowiem czuł się ważną częścią układanki Zidane’a i z reguły nie miał powodu do narzekań na swoją sytuację kadrową.

Po drugie – „Zizou”

Zinedine Zidane jest niezwykle istotną postacią w szatni Realu. Zarówno jako piłkarz, jak i obecnie jako trener „Los Blancos”. Jako członek ekipy Realu nie przegrał jeszcze nigdy w finale Ligi Mistrzów, co jest przypadkiem wyjątkowym. W całej swojej karierze piłkarskiej przegrał wprawdzie 2 finały Pucharu Europy – jako piłkarz Juventusu w 1997 roku w pojedynku z Borussią Dortmund i w 1998 roku właśnie przeciwko Realowi, ale mimo to można śmiało stwierdzić, że po przejściu do Realu nauczył się wygrywać ten najważniejszy mecz w klubowej piłce. Francuski trener ma niezwykłe doświadczenie związane z finałami najważniejszych rozgrywek klubowych w Europie. Doskonale wie, jak rozgrywać taki finał pod względem taktycznym i mentalnym.

Francuz osiągnął już wiele jako samodzielny trener. Przywrócił blask ekipie z Madrytu, prowadząc ją do upragnionej „Undecimy” i pierwszego od pięciu lat mistrzostwa ligi. Nasuwać się może jedno pytanie – czy popularny „Zizou” wytrzyma presję, jaka na nim ciąży, i poprowadzi Real do historycznego sukcesu, jakim byłoby obronienie Pucharu Europy jako pierwsza drużyna w historii tych rozgrywek?

Po trzecie – indywidualności

Wielokrotnie o losach ważnych meczów w historii futbolu decydowały pojedyncze osoby – Maradona, Messi, Cristiano Ronaldo i wielu innych. Nie inaczej było w przypadku finału w Cardiff. O tym, kto wygra Ligę Mistrzów, z pewnością zadecydowały indywidualności. Tych Real ma mimo wszystko więcej – Ronaldo, Ramos, Navas, Modrić. Juventus wprawdzie posiada również kilku wybitnych piłkarzy, jak choćby Buffon, Chiellini czy aspirujący już do tego grona Dybala, ale to Real rozstrzygnął wynik na własną korzyść geniuszem Cristiano.

Po czwarte – „Duodecima”

Real jest klubem, który za wszelką cenę chce zdobywać kolejne tytuły. Nie inaczej jest w przypadku Ligi Mistrzów, którą Florentino Perez chciał wygrać w sposób wręcz obsesyjny. W końcu udało się to Realowi w roku 2014, po dwunastu latach oczekiwania i od tej pory w ciągu trzech sezonów ta sztuka udała mu się dwukrotnie. Real za każdym razem obiera sobie przede wszystkim za cel zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ponieważ daje to poczucie wyjątkowości, wielkości i splendor. Ten ostatni niewątpliwie Real ma, ponieważ wygrać Puchar Mistrzów aż jedenaście razy jest sztuką wyjątkową i nikt nie podważy się umniejszyć roli poszczególnych piłkarzy, trenerów czy prezesów, którzy doprowadzili do tak wybitnych osiągnięć „Los Blancos”.

Po piąte – Bale

Wielu kibiców Realu Madryt jest rozczarowana obecną postawą Walijczyka, który większość sezonu 2016/2017 spędził w gabinetach lekarskich niż na swoim właściwym miejscu, czyli na boisku. Nie zmienia to jednak faktu, że Bale jest piłkarzem o predyspozycjach, które mogą zdecydować o końcowym wyniku każdego meczu. Ma bowiem w sobie coś, co nie pozwala oderwać od niego wzroku, gdy jest przy piłce. Mimo że zapewne Zidane nie wystawi Bale’a od pierwszej minuty w Cardiff, to Walijczyk dostanie swoją szansę w drugiej połowie, ponieważ po prostu zasługuje na grę w finale rozgrywanym we własnym kraju.

Real osiągnął wynik historyczny. Nikt jeszcze nie był w stanie obronić Pucharu Europy. „Królewscy” stanęli jednak przed bardzo trudnym zadaniem, ponieważ Juventus w tym sezonie Ligi Mistrzów prezentował się wyjątkowo dobrze, o czym świadczą zaledwie trzy bramki stracone przez ekipę „Starej Damy” na przestrzeni całych rozgrywek. Mieliśmy do czynienia z pasjonującym starciem wybitnych indywidualności z żelazną defensywą. Lepszą okazała się grupa indywidualności „Los Blancos”.

Komentarze:
Przeczytaj także: