Jakub Najwer

Europejskie puchary bez polskich drużyn mają swoje plusy

Wszyscy rzucamy mięsem w stronę ekstraklasy za to, że jej przedstawiciele odpadli z pucharów, zanim zabawa się zaczęła. A może taki był plan?

21 września 2017

Kibice Manchesterów, Barcelony, Realu czy nawet Atalanty przeżywali w środku tygodnia emocje związane z występem ich ukochanej drużyny na arenie międzynarodowej. Liga Mistrzów i Liga Europy wystartowały i mogliśmy oglądać starcia „Barcy” z Juventusem, Rzeźniczaka z Chelsea, powrót Milanu do Europy i pierwszy mecz Arsenalu w pucharze pocieszenia. No właśnie, dla jednych Liga Europy to swoiste pocieszenie, a dla innych szczyt marzeń. Na próżno szukać tam polskich drużyn, które odpadły w eliminacjach. Czy taki stan rzeczy ma jakieś plusy?

Owszem, ma. Jak wszyscy wiemy, temat zmęczenia zawodników w naszej lidze jest bardzo częsty i odmieniony już został przez wszystkie przypadki. Rozmowa o nim zaczyna się u nas już w okolicach lipca i ciągnie przez cały sezon. Europejskie puchary tylko by to spotęgowały…

W tygodniu można odpocząć

Grzegorz Rutkowski

Mamy pierwszy plus. Nasi przemęczeni zawodnicy nie są zmuszani do wyjazdów  w środku tygodnia, jeśli akurat nie gra Puchar Polski lub nie ma kolejki ligowej, na przykład w środę. Kiedy najlepsi piłkarze świata, lub nawet ci mniej lepsi – jak Rzeźniczak, który może i dostał 6:0 od londyńskiej Chelsea, ale jednak w Lidze Mistrzów ze swoim klubem gra – kiedy oni wszyscy rozgrzewają się przed ważnym meczem, zasiadają na ławkach rezerwowych lub wybiegają na boisko, to nasi kopacze otwierają piwko i zasiadają przed telewizorem. Mogą spędzić wtedy czas z synem i żoną (jeśli lubi piłkę…). Powiedzcie mi, kto nie lubi otworzyć browarka w środowy wieczór i obejrzeć sobie taką Ligę Mistrzów? Wszyscy lubią! I nasi piłkarze też. Tak bardzo, że postanowili w tym roku odpuścić puchary i skupić się na lidze – coby się nie zmęczyć.

Właśnie, zmęczenie jest tutaj kluczowe. Mamy wrzesień, za nami już kilka kolejek ligowych i nie oszukujmy się – zaczyna pojawiać się przemęczenie materiału. Te kilka kolejek było męczące niczym wypicie kilku kolejek w klubie nocnym, więc i forma może się już nieco chwiać. Wszak zmęczona noga to nie to samo, co wypoczęta noga. Wyobraźcie sobie, że oprócz ligi nasi ukochani gladiatorzy z LOTTO Ekstraklasy musieliby grać też w środku tygodnia… Oni sobie to wyobrazili. I postanowili temu zapobiec, żeby później nie musieć leczyć.

Czy się robi, czy się leży (tu wpisz kwotę) się należy

Jednak czy to wszystko ma sens w przypadku Kaspera Hamalainena, który inkasuje 500 tysięcy euro rocznie (w skali ekstraklasy to dużo, w skali świata – nie.) albo innych naszych ligowców, którzy zarabiają za dużo?

Jak wiemy, zarobki piłkarzy na całym świecie są wręcz absurdalne. Kiedy widzę, że jakieś Neymary, Tevez z nadwagą, lub nienadający się wiecznie młody talent Lingard zarabiają takie pieniądze, to zastanawiam się, czy aby na pewno to wszystko ma sens. No dobrze, piłkarz to teraz produkt marketingowy – daje zysk, więc i sam zarobić musi. Można to zrozumieć w przypadku tych najlepszych piłkarzy na świecie czy nawet najlepszego piłkarza w danym kraju, tak jak u nas Lewandowski czy w Kamerunie niegdyś Eto’o. Jednak czy to wszystko ma sens w przypadku Kaspera Hamalainena, który inkasuje 500 tysięcy euro rocznie (w skali ekstraklasy to dużo, w skali świata – nie.) albo innych naszych ligowców, którzy zarabiają za dużo?

Nie będę grał, bo i tak zapłacą

U nas mentalność piłkarzy jest słaba, bo im nie zależy. Czyja to jest wina? Prezesów klubów. Czy awansują do pucharów, czy nie to i tak wypłata będzie spływać na konto, więc czym się martwić? Oczywiście, za awanse są premie, często niemałe, ale czy bez tych premii polski piłkarz będzie zastanawiał się, jak wytrzymać do kolejnej wypłaty? Oczywiście, że nie. Zarobki są nieadekwatne do poziomu sportowego, jaki oni prezentują, i myślę, że jedynym skutecznym sposobem na zachęcenie ich do walki byłoby płacenie za wyniki. Tylko za wyniki, przegrywasz – mniej. Wygrywasz – więcej. Nie w sposób, że przegrywasz – masz stałą pensję, a jak przypadkiem coś wygrasz, to masz premię. To ich nie zachęca do walki i mamy później kwiatki w stylu porażki z czwartą drużyną ligi holenderskiej albo mistrzem Mołdawii.

Wszystko kręci się wokół tego, że ci zawodnicy nie mają poczucia wstydu po takiej porażce, a każdy, kto ich krytykuje, powinien „sam wyjść na boisko i pokazać”. Tak, panie piłkarzu, możemy wyjść na boisko i pokazać, tylko jest jedna różnica – nam za to nie płacą, a Wam tak! Po co się starać, skoro sianko i tak spłynie? No właśnie, po co. Jest jeszcze inny aspekt, poza finansowym bezpieczeństwem to nasi kopacze mają inny komfort – za złe wyniki nie rozlicza się ich, tylko trenerów. Pamiętacie, jak „Furman zwolnił trenera”? No właśnie. Tak to u nas wygląda, wygodniej jest wyrzucić trenera, niż zrobić porządek w kadrze. Na tym ucierpiał także Magiera.

Nikt się z nas (ani przez nas) nie śmieje

Pamiętacie początek Legii w Lidze Mistrzów? Borussia, która zrobiła z niej sieczkę, zabijając jakikolwiek argument przemawiający za tym, że nasza liga jest poważna… Każdy się z tej Legii śmiał, że się nie nadaje. To na pewno nie było przyjemne dla tych biednych piłkarzy, którzy nie mają wolnych weekendów i jeszcze do tego każą im grać w tygodniu. To bolesne i nie powinno się śmiać z naszych gladiatorów. Oni też mają swoje uczucia.

Początek Legii i szydera z niej to jedno, ale jaka musiała być szydera z Realu, kiedy to zremisował z tą Legią 3:3? Myślę, że taki biedny Kovacić to bał się wyjść z domu, żeby nie zobaczyć okładek lokalnych gazet. Internetu też nie włączał, bo się śmiali. Marcelo zapewne wtedy całą noc tańczył, żeby się odstresować, a Ronaldo – płakał. Podobno na treningu po tym meczu Zidane kazał każdemu siedzieć przez godzinę na karnym jeżyku. I to nie była poduszka, to był prawdziwy jeż z kolcami. Tylko taki zmutowany, no wiecie, o co chodzi. „Zizou” chciał zaprosić na ten trening Vadisa, ale okazało się, że akurat wtedy był chory. Podobnie jak wtedy, kiedy do Rosji na testy jechał. Przewlekły katar, czy coś takiego. Porażka z polskim klubem jest traktowana jako wstyd, hańba i wielka ujma na honorze, więc może i lepiej, że „żodyn” z nich nie gra teraz w pucharach? My się nie męczymy, oglądając to, oni się nie męczą, grając, nie ma wstydu, jak przypadkiem wygrają… Wszyscy zadowoleni.

I w tym ogromnym zadowoleniu będziemy oglądać kolejną kolejkę ekstraklasy, która zacznie się już jutro meczem Piasta Gliwice z Arką Gdynia. Ahhh, brzmi pięknie. Brzmi tak cudownie, że już nie mogę się doczekać obejrzenia tego spotkania. A mamy też w niedzielę starcie mistrza z wicemistrzem – cóż to będzie za meczycho! Po co nam europejskie puchary.

Plan ekstraklasy na ten tydzień

Piątek

Piast Gliwice – Arka Gdynia, godzina 18:00

Śląsk Wrocław – Lech Poznań, godzina 20:30

Sobota

Bruk-Bet Termalica – Lechia Gdańsk, 15:30

Pogoń Szczecin – Górnik Zabrze, 18:00

Korona Kielce – Wisła Kraków, 20:30

Niedziela

Zagłębie Lubin – Sandecja Nowy Sącz, 15:30

Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa, 18:00

Poniedziałek

Cracovia – Wisła Płock, 18:00

 

 

Komentarze:
Przeczytaj także: