Wojciech Anyszek

Ernesto Valverde, czyli jak nauczyć się katalońskiego?

Jak poradzi sobie Ernesto Valverde bez solidnych wzmocnień?

17 sierpnia 2017

Ernesto Valverde w sezonie 2017/2018 stanie przed życiowym wyzwaniem. Będzie mu dane poprowadzić w roli pierwszego trenera wielką Barcelonę, co jest dla każdego szkoleniowca ogromną gloryfikacją. To wyjątkowa, ale jednocześnie niezwykle trudna praca. Nieustająca presja na wynik i sukcesy w „Blaugranie” potrafiła spętać nogi niejednemu fachowcowi. O tym przekonał się choćby Gerardo Martino, który brutalnie zderzył się z legendą „Dumy Katalonii”. Kolejnym trenerem, który zmierzy się z historią Barcelony, jest były szkoleniowiec Athleticu Bilbao, Ernesto Valverde. Stoi przed nim zadanie niezwykle trudne, ponieważ już na samym starcie sezonu został pozbawiony jednej z kluczowych postaci zespołu, czyli Neymara.

Jak zatem poradzi sobie Valverde bez znaczących wzmocnień? Umówmy się, transfery Nelsona Semedo czy Paulinho nie są zakupami, które mają dać Barcelonie jakąś gigantyczną jakość. To bardziej uzupełnienia składu. Na ten moment wszystko wskazuje na to, że szumne zapowiedzi dotyczące pozyskania takich piłkarzy, jak: Hazard, Dembele czy Coutinho po prostu spalą na panewce. Co może zatem czekać trenera Valverde w zupełnie nowej sytuacji?

Kierowniku Valverde, czy da się to naprawić?

Kibice Barcelony mogą się obawiać nadchodzącego sezonu. Bynajmniej nie jest to spowodowane zmianą trenera, ponieważ Ernesto Valverde wyrobił sobie solidną markę na rynku szkoleniowców w La Liga. Daje on gwarancję solidności i dobrej gry, co potwierdził już jako trener Athleticu. Tu sytuacja jest jednak zupełnie inna, zdecydowanie bardziej skomplikowana, ponieważ Valverde oprócz braku znaczących transferów za przeciwnika ma w Barcelonie specyficzny zarząd, na czele którego stoi znany wszystkim Bartomeu.

Przy braku jakichkolwiek wzmocnień i z sytuacją w klubie, którą można jedynie porównać do zbieraniny paranoików, trudno zbudować drużynę. Podobnie jak teraz może czuć się Valverde, czuje się Antonio Conte w Chelsea. Niemal identyczna sytuacja związana z brakiem wzmocnień, nieudolnością zarządu i narastającą frustracją menedżera londyńskiej drużyny nieuchronnie powtarza się w Barcelonie. Trudno stwierdzić, co kryje się za nieudolnością Bartomeu i kumpli. Czy jest to nieświadoma głupota, czy może celowe niszczenie marki, jaką na świecie jest Barcelona, od środka?

Valverde potrafił zrobić coś z niczego w Athleticu Bilbao. Zważywszy na ciekawą filozofię klubu z Kraju Basków, która mówi, że w „naszej drużynie mogą grać wyłącznie Baskowie”, tym bardziej należy docenić pracę nowego trenera Barcelony. Były szkoleniowiec drużyny z Bilbao jednak rozpoczyna pracę w ekstremalnie trudnych warunkach, jakimi są presja i sława FC Barcelona. Z pewnością Valverde będzie chciał nawiązać w choćby małym stopniu do sukcesów Guardioli, ale z takimi wzmocnieniami to niełatwe zadanie.

„Krzyk” Ernesto Valverde?

Niektórzy eksperci mają obawy, czy Ernesto Valverde zostanie hiszpańskim Davidem Moyesem. Wydaje się, że raczej nie, ponieważ po pierwsze nie jest Szkotem, a po drugie ma już ukształtowaną pozycję wśród trenerów La Liga w przeciwieństwie do Moyesa. Jednak Barcelona powoduje wśród niektórych menedżerów na rynku paraliż, wręcz krzyk, podobny jak u postaci na słynnym obrazie Edwarda Muncha.

Czy u Valverde pojawił się podobny krzyk? Być może tak, ale był on spowodowany raczej zdumieniem, że Barcelona po odejściu Enrique postawiła właśnie na byłego trenera Athleticu. Jednak przykład Martino, u którego z pewnością również mógł pojawić się ów krzyk, prawdopodobnie lekko sparaliżuje Valverde. Nowy szkoleniowiec Barcelony może doznać podobnego paraliżu, ponieważ z pewnością trudno będzie mu poukładać klocki, jakie pozostawili mu Enrique i specyficzny zarząd.

Skład Barcelony a filozofia Valverde

Skład Barcelony w porównaniu z tym z ubiegłego sezonu nie zmienił się ani trochę. Na ten moment dokonano jedynie kosmetycznych zmian takich, jak: powrót Deulofeu, przyjście Semedo i Paulinho czy wreszcie odejście Neymara, które może okazać się gwoździem do trumny dla Barcelony. O ile w pretemporadzie Valverde miał jeszcze Neymara do dyspozycji, to teraz na starcie ligi już go brakuje. To może być problem nie do rozwiązania, ponieważ mało kto rozumiał się w dzisiejszym futbolu tak jak tercet MSN.

Kibice Barcelony mogą się chyba jedynie pocieszać tym, że kręgosłup drużyny pozostał w większym stopniu nienaruszony. Zostali Busquets i Iniesta, z Camp Nou nie zamierzają uciekać: Suarez, Messi czy Pique. Nie ma jednak znaczących wzmocnień, które mogłyby w istotny sposób poprawić przeciętną momentami grę Barcelony w minionym sezonie. Trudno uznać za takie wzmocnienie piłkarza pokroju Paulinho, ponieważ jego występy w Chinach poddają w duże wątpliwości jego formę sportową.

Ernesto Valverde będzie miał nieco ułatwione zadanie w Barcelonie, ponieważ jego filozofia gry nie różni się diametralnie od schematu gry „Dumy Katalonii”. Podobne ustawienie taktyczne, jakie stosował były trener Athleticu Bilbao, może mu pomóc wkomponować swoje manewry taktyczne i dopasować je pod styl Barcelony. Oczywiście niełatwo będzie nawiązać do gry Enrique z jego najlepszego sezonu, ponieważ nie ma już w „Dumie Katalonii” Neymara, ale można podejrzewać, że Valverde wynajdzie wśród swoich nowych podopiecznych kogoś a’la Inaki Williams w Bilbao.

Czy Ernesto Valverde ostatecznie poradzi sobie w nowej roli?

Na ten moment wydaje się, że będzie to trudne zadanie, aczkolwiek nie niemożliwe do zrealizowania. Valverde jest doświadczonym szkoleniowcem i można mieć pewność, że tanio w Barcelonie skóry nie sprzeda. Nawet jeśli kłody pod nogi podkładać będzie mu zarząd, który ma, delikatnie mówiąc, specyficzne podejście do obowiązków. Kluczowe dla losów „Blaugrany” i jej nowego trenera będą ostatnie dwa tygodnie okienka transferowego. Jeśli pieniądze za transfer Neymara nie zostaną należycie spożytkowane, to zadania Valverde mocno się skomplikują.

 

Komentarze:
Przeczytaj także: