Wojciech Kowalski

Eleven Sports stuknął rok! Oceniamy

Podsumowujemy pierwsze 12 miesięcy nowej stacji

Kamera boisko telewizja TVP
05 sierpnia 2016

Na start nowej telewizji czekano kilka tygodni. Zanim jednak wystartowała, wokół niej w internecie powstało już mnóstwo teorii spiskowych. Przecież po wielu latach monopolu Canal+ na najważniejsze piłkarskie rozgrywki nagle pojawił się ktoś, kto bez większych problemów wymierzył francuskiej firmie kilka mocnych sierpowych, zabierając część portfolio. A na jego temat, prawdę mówiąc, informacji było tyle co nic. Dlatego też transmitowane spotkanie Arsenalu z Chelsea o Tarczę Wspólnoty cieszyło się sporym zainteresowaniem. Wszyscy liczyli, że już pierwsze tygodnie przyniosą więcej odpowiedzi na temat nowego projektu. Dziś od tamtego spotkania minęło już nieco ponad rok. To dobry czas, by podsumować pierwsze dwanaście miesięcy grupy Eleven Sports Network.

Stacja widmo

A zaczęło się wszystko zupełnie niespodziewanie. W pewien czerwcowy wieczór internet zdominowała wiadomość o powstaniu nowej telewizji sportowej. Być może ta informacja jeszcze nie byłaby sama w sobie szokująca, gdyby nie fakt, że grupa ogłosiła już na dzień dobry posiadanie praw do ligi francuskiej, włoskiej i kilku innych wydarzeń. Z jednej strony powiedziano dużo, z drugiej dość niewiele. Prócz zapowiedzi o planach stacji w zasadzie jedynym konkretem wokół nowego tworu była postać Patryka Mirosławskiego, redaktora naczelnego. Poza tym same znaki zapytania. Brak szczegółowych informacji o składzie redakcji, dacie startu, a przede wszystkim dostępności. Spodziewano się za to, że skoro firma tak ostro wjeżdża na polski rynek, to znak, że plany ma całkiem ambitne.

Nie zabrakło jednak i takich, którzy mocno krytykowali stację, zanim na dobre wystartowała. Mirosławskiemu obrywało się za kilka rzeczy, m.in. za fakt, iż na kilkanaście dni przed startem telewizji nadal brakowało bardziej konkretnych informacji na temat fundamentalnych kwestii. Podczas jednej z audycji radiowych dowiedzieliśmy się tylko, że do nowego teamu dołączą Mateusz Święcki (na razie na zasadach współpracy), Dominik Guziak i Marcin Grzywacz.

Wkrótce wszystko skończyło się na tym, że pierwszą transmisję kibice obejrzeli m.in. w TVN Turbo. Przełomem zaś okazała się informacja, że przez pierwsze tygodnie Eleven zobaczymy głównie… w internecie. Dla niektórych było to już lekkie przegięcie.

Trzeba jednak zauważyć, że część uwag kierowali m.in. niezadowoleni abonenci nc+, którzy przecież w obliczu utraty kilku lig wchodzących w skład pakietu nie doczekali się obniżki cen. Najpierw z ramówki wypadły Ligue 1 oraz Serie A, jednakże dopiero utrata Primera Division była spektakularnym ciosem wymierzonym we francuską telewizję. Dopiero po tej informacji burza nad siedzibą jednej z czołowych stacji sportowych w Polsce rozpętała się na dobre. Szok. Nagle zdano sobie sprawę, że może istnieć inna możliwość poza Canal+. Niektórzy zaczęli już z pełnym przekonaniem wieszczyć nieunikniony koniec telewizji. Tym bardziej że według niektórych plotek niewiele brakowało, a Eleven przejęłoby również prawa do ekstraklasy. Na razie do takiej sytuacji daleko. Ekipa reprezentowana przez Smokowskiego, Twarowskiego i spółkę wciąż posiada polskie rozgrywki, Ligę Mistrzów, a nie tak dawno przedłużyła umowę na Premier League. Dla kibica to dalej najbardziej atrakcyjne towary.

Wróćmy jednak do samego tematu Eleven. Jeszcze przed pełnym startem sezonu ligowego obawiano się nowego opakowania praw. Zwracano uwagę, że dwa kanały to może być trochę za mało, by je wszystkie pomieścić. A i potrzebna jest również do tego profesjonalna kadra, studio etc. Słowem, wysoko ustawiono poprzeczkę. Spróbujmy przeanalizować, w których elementach stacja wyszła obronną ręką, a gdzie jest jeszcze pole do znacznej poprawy. Patryk Mirosławski zapowiadał, że Eleven wyznaczy nowe standardy w Polsce. Czy tak faktycznie się stało?

Coraz lepsza dostępność

Na tym polu stacja ma za sobą bardzo intensywny rok, który ostatecznie przyniósł jej pełen sukces. Kanały Eleven i Eleven Sports znalazły się na większości najważniejszych telewizji satelitarnych i kablówek, a także w internecie. Można mieć mniejsze lub większe zastrzeżenia co do kwoty, jaką przychodzi nam zapłacić za stację u różnych operatorów, oraz jakości transmisji w internecie, z którą różnie bywa. Mimo wszystko to, co było prawdopodobnie największym zarzutem wobec firmy na początku jej działalności, teraz już nie stanowi większego problemu.

Solidne portfolio, a co z opakowaniem?

La Liga Santander, Ligue 1 i Serie A TIM. Prestiżowe angielskie rozgrywki piłkarskie Emirates FA Cup, English Football League Cup i Football League, francuski Puchar Ligi, Scottish Professional Football League, Jupiler PRO League, Campeonato Brasileiro Serie A i Campeonato Paulista Serie A1, eliminacje mistrzostw świata FIFA 2018 w strefie CONMEBOL, a także wyścigi Formuły 1, żużlowa British Speedway Elite League, Velux EHF Ligęa Mistrzów piłkarzy i piłkarek ręcznych, koszykarska Lega Basket Serie A, turnieje tenisowe z cyklu ATP 250, sporty walki oraz NFL.

Prawda, że oferta już teraz wygląda interesująco? A kwestią czasu jest kolejne rozszerzenie posiadanych praw, tym bardziej że stacja ma w planach otwarcie nowego kanału.

No dobrze, ale między samym „mieć” a „dobrze sprzedać” jest pewna różnica, prawda? Jak zatem tutaj prezentują się dokonania nowej telewizji? Trzeba przyznać Patrykowi Mirosławskiemu, że rzeczywiście Eleven wyznaczyło nowe standardy. Posiadane prawa nie są w żadnym stopniu marnowane, lecz wyciskane niczym sok z cytryny. W każdy weekend stacja jak tylko może upycha ramówkę największą liczbą transmisji na żywo. Komentatorzy relacjonują często po kilka spotkań na dzień. Wreszcie prawdziwi fani włoskiej, francuskiej czy hiszpańskiej ligi nie mogą narzekać, że ich ukochane rozgrywki są traktowane po macoszemu. Eleven faktycznie stara się pokazywać to, co jest w stanie.

Za absurdalne można uznać zarzuty ze strony opozycji, która w pokazywaniu takich meczów jak poniedziałkowe starcia Genoa – Sassuolo upatruje dowodu na… słabą ofertę stacji. Z naszej strony właśnie to wygląda na wspomniany już nowy standard. Filozofia twórców kanału jest prosta  – jeśli tylko mamy okazję pokazać coś na żywo, robimy to. W Canal+ czy Polsacie tymczasem nie zawsze było to takie oczywiste.

Jeśli już gdzieś szukać minusów telewizji Eleven, to raczej w tzw. opakowaniu okołopiłkarskim. W pierwszym roku nie udało się na dobre wystartować ze studiem piłkarskim. Nie zrozumcie mnie źle, próby omawiania El Clasico przed stadionem czy w lokalach to bardzo fajne zabiegi, ale trudno na dłuższą metę bazować tylko na takich rozwiązaniach. Po prostu od stacji, która aspiruje do miana giganta i rewolucjonisty na rynku, wymagane są tak fundamentalne rzeczy jak własne studio.

Oddajmy jednak co słuszne telewizji, gdyż z perspektywy czasu jesteśmy bardziej świadomi spartańskich warunków, w jakich dziennikarze musieli na początku pracować. To przecież nie ich wina, że początkowo nie było odpowiedniego komfortu do ambitniejszych planów. Na szczęście szef redakcji zapowiada zmiany w tym kierunku. To bardzo dobra, a jednocześnie intrygująca wiadomość. Jak ono będzie wyglądać? Czego możemy się spodziewać od strony merytorycznej? Ciekawi jesteśmy wszelkich nowinek, czegoś, co odróżni Eleven od Canal+ lub Polsatu.

Do poprawki jest również kwestia publicystyki, której przez pierwszy rok na antenie właściwie nie było. Jednakże ostatnie transfery m.in. Tomasza Ćwiąkały i Mateusza Święcickiego na wyłączność, a także dzisiejsze karty odkryte przez Patryka Mirosławskiego świadczą o tym, że w tym roku ma to ulec zmianie. I dobrze, bo zwłaszcza ramówka w środku tygodnia kulała od nadmiaru powtórek.

Autentyczność redakcji

Jeśli ktoś liczył na początku, że Eleven z marszu spróbuje podkupić największe gwiazdy polskiego dziennikarstwa sportowego, ten srogo mógł się rozczarować. Nie było żadnego głośnego transferu z nc+ lub Polsatu. O czym to może świadczyć? Z pewnością o tym, że Mirosławski od początku postawił sobie za cel budowę własnej, autorskiej redakcji. Jej skład mieli stanowić ludzie z ogromnym potencjałem, pełni świeżych pomysłów. Po prostu tacy, którzy dopiero pokażą, na co ich stać. Jak to wyszło w praktyce?

Oczywiście, jeśli ktoś będzie porównywał wszystkich komentatorów „Jedenastki” do takich postaci jak Borek, Twarowski, Wolski czy Laskowski, ten z pewnością poczuje rozczarowanie. Pytanie tylko, czy w ogóle powinniśmy dokonywać takich działań. Mateusz Święcicki czy Patryk Mirosławski to bardzo dobrzy fachowcy, każdy z nich ma swój styl i nie mamy prawa oczekiwać, że będzie on taki jak pracowników innych stacji. Osobną kwestią jest już sama ocena ich komentarza. Jednym może on pasować, innym nie.

Eleven – tak jak każda stacja sportowa – będzie miało swoje mocne i słabe strony. Być może komentatorom nigdy nie uda się zdobyć takiej rzeszy miłośników jak np. „Twaro”. Być może. Ale nie powinno się od nich wymagać jakichkolwiek prób naśladownictwa. Lepsza jest autentyczność, wypracowanie własnej formuły na transmisję. A tego pracownikom Eleven nie można zarzucić. Większość z nich jest wystarczająco charakterystyczna, by pełnić funkcję wizytówek. I nie mamy tutaj na myśli tylko wspomnianej już wyżej dwójki Święcicki – Mirosławski czy Tomasza Ćwiąkały, który być może jest najlepszym ekspertem od ligi hiszpańskiej w kraju, ale też kilku innych dziennikarzy.

Natomiast tym, co naszym zdaniem wyróżnia skład Eleven, jest… szeroko pojęta autentyczność. Oglądając mecze ligi włoskiej z udziałem np. Piotra Dumanowskiego i Piotra Czachowskiego czy wyspiarskie pojedynki relacjonowane przez Marcina Grzywacza, nietrudno odkryć, gdzie leży ich największy atut. To oczywiście niezwykła pasja do piłki. Można mieć uwagi do intonacji, słownictwa, wymowy i różnych niuansów, ale z pewnością nie należy zaprzeczyć temu, że ci goście po prostu są maksymalnie zakręceni na punkcie swojej roboty. Weźmy pod lupę byłego piłkarza Legii i Udinese. Ten gość w trakcie meczów aż kipi podnieceniem, włoska liga autentycznie go kręci. Pod tym względem bije np. Krzysztofa Przytułę czy Grzegorza Milkę. Dodatkowo wsparty merytorycznym przygotowaniem przez Dumanowskiego czy Święcickiego, którzy nomen omen na Twitterze również dają wyraz swojej pasji, tworzy z nimi świetny i zgrany duet.

Nowe transfery

Oczywiście, Święcicki i Ćwiąkała to największe hitowe transfery Eleven. Zwłaszcza skłonienie tego drugiego świadczy o naprawdę ambitnych planach telewizji. Przecież do tej pory były już redaktor Weszło, a nawet jeden z frontmanów serwisu nie musiał chyba narzekać na brak ciekawych projektów. Widocznie uznał, że stacja zaoferuje mu jeszcze większe możliwości.

Wiemy też, że przed tym sezonem do redakcji dołączyli kolejni młodzi dziennikarze, jak Filip Kapica czy Mateusz Majak. Nie są to oczywiście kompletne anonimy, każdy z nich ma już na swoim koncie spore doświadczenie. Na stałe z redakcją związał się też Marcin Gazda. Krótko mówiąc, nabór wciąż trwa i możemy się spodziewać, że to pewnie nie koniec nowych twarzy.

Eleven nie zwalnia, wręcz przeciwnie. Z pewnością ostatnie ruchy świadczą, że telewizja może mieć pomysł na siebie. Trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie w tym roku stacja jeszcze mocniej przyspieszy, jeśli chodzi o jej rozwój. W końcu rywale też nie śpią, widzimy m.in. nowe pomysły nc+. W Eleven Sports odpowiedni ludzie i porządne zasoby już są. Teraz trzeba je odpowiednio sprzedać. Z meczami się udało, jak będzie z dalszą częścią opakowania?

Komentarze:
Przeczytaj także: