Michał Krzeszowski

Dziękujemy, Arturze

Legendarny polski bramkarz żegna się z kadrą

10 listopada 2017

Na dzień przed 99. rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę dojdzie do ważnego wydarzenia dla piłkarskich kibiców. Dziś wieczorem po raz ostatni bluzę bramkarską z orzełkiem na piersi założy Artur Boruc. Jeden z najlepszych polskich piłkarzy w XXI wieku. Specjalista od bronienia karnych, energiczny na boisku, a zarazem cichy poza nim. W 44. minucie meczu z Urugwajem Stadion Narodowy podziękuje za lata bronienia dostępu do polskiej bramki.

W wielu portalach, gazetach czy nagraniach wideo każdy już mógł zobaczyć różne statystyki, historie czy anegdotki związane z Arturem Borucem. Ja osobiście chciałbym na łamach iGol.pl swoje uznanie i podziękowania wyrazić nieco inaczej. Jako dzieciak reprezentacją Polski „na maksa” zacząłem się interesować w 2000 roku. Zaczęliśmy wtedy marsz w kierunku pierwszego od 16 lat mundialu. Jerzy Engel wywalczył awans z kadrą jako pierwszy na świecie z wszystkich drużyn startujących w eliminacjach. Mieliśmy zwojować Koreę Południową i Japonię. Niestety spotkało nas rozczarowanie. Później jeszcze nieudana droga do Euro 2004 i kolejny etap przebudowy. Ale wróćmy do meritum.

Kto pamięta początek?

Czy ktoś pamięta, kiedy rozpoczęła się przygoda Artura Boruca z reprezentacją? Myślę, że jakbym teraz poszedł na ulicę i zaczepiał ludzi z tym pytaniem, to nikt nie byłby w stanie na nie odpowiedzieć. Przynajmniej do minionego poniedziałku, bo oczywiście prasa przypomniała, kiedy był debiut. Przyznam szczerze, że sam nie mogłem odnaleźć w pamięci tego pierwszego meczu. Z pomocą przyszedł mi Tomasz Hajto, który na swoim koncie na Instagramie opublikował poniższe zdjęcie.

28.04.2004 rok mecz Z IRL debiut ja kończyłem powoli Artur zaczynał kawał kariery 🇵🇱🍓🎂🔝👍👊

A post shared by TomaszHajto7 (@tomaszhajto7) on

Ówczesny selekcjoner – Paweł Janas – wpuścił Artura Boruca na boisko w 51. minucie. Zmienił on Jerzego Dudka. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a od tego momentu bramkarz Legii Warszawa rozpoczął rywalizację o bluzę z nr 1 z golkiperem Liverpoolu. Za chwilę startowały eliminacje do mistrzostw świata. W pierwszych spotkaniach w bramce Polski pojawiał się oczywiście Dudek. Boruc czekał spokojnie na ławce rezerwowych. Właśnie ta cecha była znamienna w całej karierze Artura, zwłaszcza tej klubowej. Cierpliwość i stopniowe „udowadnianie” swojej racji. Już jako zawodnik Celticu Glasgow pod koniec kwalifikacji na mundial wskoczył do bramki reprezentacji i miejsca nie oddał do samych mistrzostw.

Tylko jeden nie zawiódł

Paweł Janas przed samymi mistrzostwami wstrząsnął kadrą, nie powołując Tomasza Frankowskiego i Jerzego Dudka. Tak, to stąd się wzięło słynne: „ale że Dudka na mundial nie wzięli?”. Mimo tych kontrowersji fani byli wciąż optymistycznie nastawieni do turnieju w Niemczech. Przecież mamy gospodarzy i dwie egzotyczne firmy. Co to jest dla nas? Osobiście też byłem bardzo pozytywnie nastawiony do mistrzostw. Kadra wydawała się solidna i oczywiście wkalkulowana była porażka z Niemcami. Szkoda, że nasi piłkarze chyba zbyt lekceważąco podeszli do rywali. Pierwsze spotkanie z Ekwadorem i na „dzień dobry” z mundialem przegrywamy 0:2. Tradycyjnie czekał nas mecz o wszystko z najtrudniejszym rywalem w grupie. To nie było spotkanie Niemcy – Polska, oj nie. To było Niemcy – Artur Boruc.

Siła złego na jednego. Na kwadrans przed końcem meczu Polska grała w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Radosława Sobolewskiego. Wtedy musieliśmy skupić się na obronie. Sama końcówka była dla nas bardzo szczęśliwa. Po dwukrotnym obiciu poprzeczki naszej bramki wydawało się, że zremisujemy z gospodarzami. Niestety w doliczonym czasie gry Niemcy strzelili gola. Po tej bramce Artur Boruc tradycyjnie wymachiwał gniewnie pięścią w kierunku swoich defensorów, a po meczu pierwszy raz w życiu uronił łzę na boisku. Razem z nim kibice biało-czerwonych. To nie tak miało wyglądać. Oczywiście rodacy mieli najmniej pretensji do naszego bramkarza. Ba, jako jedyny był chwalony i w zasadzie jedyny był odpowiednio przygotowany do mistrzostw świata.

Artur-boruc.klub.mylog.pl

Zanim Artur Boruc został bramkarzem numer 1, bramki kadry strzegł Jerzy Dudek. W różnych programach telewizyjnych Jan Tomaszewski często powtarzał: – W reprezentacji gra Dudek i koszulki. Po turnieju w 2006 roku lekko zmodernizował swoją frazę, zamieniając Dudka na Boruca. Kariery klubowe oraz reprezentacyjne tych obu znakomitych bramkarzy wpłynęły na młode pokolenia. Ilu mamy teraz utalentowanych golkiperów? Jedyna pozycja, na której selekcjoner może mieć zagwozdkę. Teraz mamy trzech naprawdę solidnych kadrowiczów, a ilu jeszcze czeka w kolejce? Ilu w młodym wieku wybrało się za granicę szlifować swój talent? Każdy z nich chciał być gibki jak Dudek i solidny jak Boruc.

W 2013 roku w meczu pożegnalnym byłego bramkarza Feyenoordu, Liverpoolu czy Realu w 34. minucie zmienił go Artur Boruc. Dwóch w tym momencie legendarnych i najlepszych golkiperów reprezentacji Polski początku XXI w.

Tylko jeden nie zawiódł 2

W kolejnych eliminacjach Artur Boruc musiał w trakcie ich trwania wywalczyć bluzę z nr 1. Przy nowym trenerze – Leo Beenhakkerze – znowu musiał udowadniać swoją klasę. Zrobił to tradycyjnie ze swoją świętą cierpliwością. Polakom udało się zakwalifikować na drugą wielką imprezę piłkarską z rzędu. Pierwszy raz pojechaliśmy na Euro. Oczekiwania ponownie były wysokie. Tym razem miało się udać. A co najlepiej pamiętam do dzisiaj z mistrzostw w Austrii i Szwajcarii? Rogera, który miał nam dać powiew świeżości w środku pola, Howarda Webba (wiadomo za co) oraz Boruca. Znowu jako jedyny dobrze przygotował się na czempionat. Można nawet powiedzieć, że jako jedyny przyjechał na te mistrzostwa. Reszta była duszą i ciałem gdzie indziej.

Nasz bramkarz rozegrał turniej życia. Szkoda, że nie doczekał się tak uzdolnionego pokolenia, jakie mamy w obecnym momencie. Jeżeli dałoby się przenieść tego Boruca z 2008 roku do obecnych czasów, to prawdopodobnie nie byłoby dyskusji, czy ma bronić Wojciech Szczęsny czy Łukasz Fabiański. Pogodziłby ich obu Artur Boruc. Pewnie tradycyjnie zacząłby na ławce, ale z czasem przekonałby do siebie trenera i nie oddał bluzy z numerem 1 do końca.

Nie tylko dobre chwile

Oczywiście w karierze reprezentacyjnej Artura Boruca były też gorsze momenty. Afera alkoholowa po udanym Euro 2008 i opuszczenie pierwszych trzech meczów kadry „za karę”. Również przykry moment w meczu z Irlandią Północną, po którym tylko mogliśmy złapać się za głowy. Mała rysa na wyrzeźbionym pomniku z mistrzostw w Austrii i Szwajcarii.

W zasadzie ten błąd był początkiem „przerwy” od kadry Boruca. Jak sam współwinny tej sytuacji podkreśla, to był moment przełomowy w jego karierze. Taki moment odbicia się od dna. W Celticu też zaczęło robić się za ciasno dla Artura.

Leo Beenhakker został zwolniony jeszcze w trakcie trwania nieudanych eliminacji na mundial w RPA. Reprezentację na Euro 2012 miał poprowadzić Franciszek Smuda, który od początku nie darzył sympatią specyficznego bramkarza. W momencie, kiedy dał mu szansę na pokazanie się w kadrze na tournee w USA, od razu skreślił go ze swojej listy. Słynna afera z lampką wina na pokładzie samolotu wracającego do Polski była czynnikiem pozwalającym Smudzie na wyrzucenie Boruca z kadry. Przy okazji oberwało się przyjacielowi bramkarza, czyli Michałowi Żewłakowowi. Doświadczony stoper również został skreślony.

Do końca liczyłem, że Artur Boruc znajdzie się w reprezentacji grającej turniej na własnym terenie. Coś, co mogło być podsumowaniem jego kariery reprezentacyjnej. Akurat to może nie był najlepszy okres w karierze klubowej „Holy Goalie”, ale wszędzie, gdzie trafiał, potrafił sobie wywalczyć miejsce w składzie. Cały czas była ta jakość i pewność siebie. Może już nie było takiej ekspresji po błędach kolegów, ale cały czas była ta solidność. W Fiorentinie miał być drugim golkiperem, dużo czasu nie upłynęło, a na stałe wbił się do składu. Do Southampton trener mówił, że ściąga trzeciego bramkarza. Chwila moment i znowu pierwszy skład. Ale niestety, jak kiedyś Dudka, tak i wtedy Boruca nie wzięli.

Bialoczerwoni.com.pl

Impreza rozgrywana na własnym podwórku „przykryła” niesmak związany z brakiem powołań dla kilku dobrych zawodników. Łatwa grupa i to miał być nasz turniej. Na początku czerwca pojawiały się pytania: – Z kim zagramy w ćwierćfinale? Z grupy śmiechu sami staliśmy się pośmiewiskiem. Przykro się patrzyło na tę reprezentację. Walczącą, ale jakby bez czegoś w środku. Czegoś, co mogłoby wybuchnąć. Może brakowało szalonego bramkarza? Tej ekspresji, która „budziła” defensywę? Teraz możemy sobie tylko zadawać pytania, które pozostaną bez odpowiedzi.

Początek końca, ale wciąż potrzebny

Jak dalej potoczyły się losy Boruca? Rękę do niego wyciągnął Waldemar Fornalik podczas eliminacji do mundialu 2014. Jak wtedy grała reprezentacja, wiemy doskonale, bardzo nijako i nawet tak doświadczony kadrowicz w bramce to było za mało na awans. U Adama Nawałki znajdował się regularnie na liście powołanych, ale był już tylko bramkarzem numer 3. Oczywiście nasz aktualny selekcjoner potrafił dojść do każdego zawodnika powołanego na zgrupowanie i wytłumaczyć mu swoją użyteczność dla reprezentacji Polski. Mimo wszystko Artur Boruc wiedział, że czasu nie oszuka i w marcu 2017 r. ogłosił rozbrat z kadrą. Jak była to trudna decyzja, można sobie wyobrazić. Idealnym momentem za zakończenie kariery był dobry turniej w wykonaniu Polaków na Euro 2016, ale wychodzi na to, że Arturowi nie było łatwo rozstać się z kadrą.

W reprezentacji Boruca będziemy pamiętać z jego doskonałych i nieprawdopodobnych interwencji, ale także z umiejętności czysto piłkarskich. W młodości grywał także w polu, a zdarzało się o tym przypominać innym na treningach.

Rekord na pożegnanie?

Artur Boruc był kreowany na twardego gościa z żelazną psychiką. Zawsze był pewnym punktem reprezentacji, ale ostatnie czasy pokazały inny obraz „Holy Goalie”. W główniej mierze za sprawą Łączy Nas Piłka. Kamera i „podgląd” na to, co się dzieje wewnątrz kadry. Ale czy ktoś z was widział tam Boruca? Nie, a jak już, to bardzo rzadko. Nie pchał się na afisz. Artur jest skromną osobą, która unika rozgłosu. Najchętniej po meczach od razu uciekałby do bliskich. Mocno mnie ujęło, że tak świetny bramkarz mało ogląda meczów w telewizji. Nie czyta też prasy, co po części pozwoliło mu spokojnie kroczyć przez karierę. Może i dobrze, że nie będzie zwracać uwagi na niektóre okładki budzące kontrowersje. Nawet na ostatniej konferencji prasowej zadano mu pytanie, czy nie chciałby w ostatnim meczu pograć dłużej do momentu pobicia rekordu łącznych minut Jana Tomaszewskiego w polskiej bramce. Odpowiedział w swoim stylu: – Nie bądźmy pazerni.

W wywiadach mówił o tym, że jest wrażliwą osobą. Decyzja o zakończeniu kariery reprezentacyjnej nie była łatwa i nie wyklucza, że uroni łzę w momencie opuszczania murawy na Stadionie Narodowym. Dzisiaj wieczorem Artur Boruc zagra dla reprezentacji 65. mecz, jest rekordzistą wśród bramkarzy pod względem występów z orzełkiem na piersi (wyprzedza o dwa spotkania Jana Tomaszewskiego). Do pobicia zostaje mu już tylko łączna liczba minut spędzonych na boisku jako golkiper kadry Polski. Brakuje do tego niewiele, ale planowo boisko ma opuścić w 44. minucie. Czy faktycznie tak będzie, przekonamy się niebawem.

Nieważne, czy Artur opuści boisko w 44. minucie czy później. Ważne, aby godnie pożegnać jednego z najlepszych polskich bramkarzy w historii. Jednego z nielicznych, za których nie musieliśmy się wstydzić na turniejach rangi mistrzowskiej. Cały Stadion Narodowy pożegna go owacją na stojąco. Wierzę w to, że wielu kibiców niemogących zrobić tego na stadionie w Warszawie podobnie postąpi czy to w domu przed telewizorem, czy nawet w pubie. Najprawdopodobniej nie tylko Arturowi Borucowi zakręci się łezka w oku.

Dziękujemy!

Komentarze:
Przeczytaj także: