Jakub Mieżejewski

Dom spokojnej starości „I liga”

I liga stała się świetnym miejscem dla doświadczonych zawodników

02 sierpnia 2016

„I liga to styl życia”, głosi jeden z popularnych twitterowych hashtagów. I rzeczywiście zaplecze ekstraklasy posiada wszystko, czego oczekuje postronny kibic. Jest folklor, ale i całkiem niezły poziom. Są mecze „do niedzielnego obiadu” w pełnym słońcu, ale i spotkania na wypełnionych po brzegach stadionach. Wreszcie w I lidze kryje się kilka perełek, które za rok, może dwa będą zachwycać w ekstraklasie. A okazuje się, że to idealne miejsce, by przedłużyć karierę i dorobić na piłkarskiej emeryturze.

Szanowni emerytowani piłkarze,

mamy zaszczyt przedstawić Państwu Dom spokojnej starości „I liga”. Jest to idealne miejsce dla tych, którzy pragną na koniec kariery osiąść w spokojnym miejscu i dorobić do emerytury  móc robić to, co się kocha, jak najdłużej, wg znanej zasady „Graj, póki możesz”. Dołożyliśmy wszelkich starań, by utrzymać ciepły i swojski klimat rozgrywek, które imitują ekstraklasę sprzed kilku sezonów. Są więc niewielkie problemy z płatnościami (coraz rzadziej), kartofliskowe płyty, a także światła kamer na wybranych spotkaniach. Dlatego też  zbliżający się do emerytury zawodnik może przypomnieć sobie dawne lata świetności.

W ofercie posiadamy aż 18 placówek w różnych regionach Polski. Jeśli komuś zależy na spokoju, idealnym miejscem wydaje się być Kluczbork. Dla miłośników przyrody i natury możemy zaoferować Suwałki, Olsztyn oraz Mielec (60 km do Bieszczadów), a dla nieco ambitniejszych i kochających brzydotę Tychy, Zabrze lub Sosnowiec. Czy jesteś ze Śląska, czy z Mazowsza, u nas znajdziesz swoje miejsce na ziemi!

Zawodniku, jeśli zdecydujesz się na „I ligę”, gwarantujemy Ci zarobki na poziomie nawet 10 tys. złotych (pewności regularnego płacenia dać nie możemy), 17 wyjazdów od morza aż po góry i rok występów na przyzwoitym poziomie pod okiem wykwalifikowanych i zdolnych trenerów. Smuda albo kat Lenczyk? U nas takich nie spotkasz! Będziesz miał z to okazję pracować ze zdolnymi szkoleniowcami młodego pokolenia, takimi jak Jacek Magiera, Dariusz Banasik czy Dariusz Dźwigała. Kusząca wizja, prawda?

Zdecyduj się już dziś! W wielu placówkach wciąż są wolne miejsca! Być może zadebiutujesz już 6 sierpnia! Nie czekaj i zgłoś się do I ligi!!! ZAPRASZAMY!

Z wyrazami szacunku i uznania dla Waszych wieloletnich karier

Dom spokojnej starości „I liga”

*Oferta ważna przez cały rok, ale gwarantujemy znalezienie miejsca jedynie do 31.08.2016


Żarty na bok, bo temat aż tak prześmiewczy nie jest. Okazuje się, że w kadrach I-ligowych zespołów widnieje kilku wiekowych zawodników. I nie pełnią oni tam funkcji jedynie ozdobnych ani nie służą do „robienia atmosfery w szatni”. Po boiskach zaplecza ekstraklasy biega aż pięciu zawodników urodzonych przed 1980 roku i ani myślą o zakończeniu kariery(!). Przyjrzymy się im, bo są to nazwiska znane przeciętnemu kibicowi i kojarzące się z grą w czołowych polskich klubach. Jak trafili do I ligi? Jak sobie radzą?

Tomasz Jarzębowski (1978) – Wigry Suwałki

Kibice warszawskiej Legii „Jarzę” pamiętają doskonale. Rodowity warszawiak grał w klubie z Łazienkowskiej przez blisko dekadę i zdobył z nim mistrzostwo kraju. Nie zawsze mieścił się do pierwszego składu, ale sam fakt utrzymania się na topie przez tyle lat o czymś świadczy. Do I ligi trafił okrężną drogą, przez II-ligową Miedź Legnica, w 2011 roku. Sięgnęła po niego mająca mocarstwowe plany Arka Gdynia, która potrzebowała doświadczenia. Tam grał z powodzeniem przez trzy sezony, ale wraz z kolejną przebudową klubu przestał być potrzebny. Osiadł w Wigrach Suwałki, gdzie dyrektorem sportowym jest jego kolega z boiska – Jacek Zieliński. Jako że każdy warszawiak lubi Mazury, Jarzębowski nie zamierza się do końca kariery się stamtąd ruszać. W drużynie, gdzie roi się od młodych zawodników, często pełni funkcję wychowawczą.

Chce mi się, choć nie ukrywam, że miewam momenty, kiedy kusi mnie, by powiedzieć „dość”. Ale nachodzą mnie one wtedy, gdy łapię kontuzje.  Tomasz Jarzębowski w wywiadzie dla futbolfejs.pl na temat gry w Wigrach

 

Marcin Kaczmarek (1979) – Olimpia Grudziądz

Młodzieniaszek w tym zestawieniu, bo jeszcze nie skończył 37 lat. Przez wiele lat utrzymywał się na ekstraklasowej powierzchni (221 meczów). Dorobił się całkiem niezłej marki. Ale kiedy w 2014 roku spadł wraz z Widzewem, miejsca do gry szukał już w I lidze. Kombinował całkiem nieźle. Wybrał Olimpię Grudziądz, która kleiła pakę na awans. Ale nie wyszło. W zaciągu doświadczonych zawodników Kaczmarek był jednym z nielicznych, którzy nie zostali odpaleni. I tak zasiedział się w tym nudnym Grudziądzu. I tak zaczyna sobie tam już trzeci sezon.

Marek Sokołowski (1978) – Podbeskidzie Bielsko-Biała

Sytuacja nietypowa, bo po zakończeniu poprzedniego sezonu Sokołowski miał kończyć karierę. Ale wycofał się z tego, czując się potrzebnym ukochanemu Podbeskidziu. I tak po pięciu latach zatacza się koło. W 2011 roku piłkarz wrócił w rodzinne strony po wieloletniej tułaczce, by pomóc klubowi w awansie do ekstraklasy. Wtedy się udało, więc może teraz także? Dobrze, że jeszcze nie kończy, bo takie legendy ogląda się przyjemnie, zwłaszcza że piłkarsko wciąż jest w topie I-ligowych piłkarzy. O panu Marku to dobrze świadczy, o lidze już nie…

Maciej Kowalczyk (1977) – MKS Kluczbork

Kowalczyk jak wino, im starszy, tym lepszy. Przez lata gry w ekstraklasie i na Ukrainie zdobył niewiele ponad 20 goli. Dla napastnika bilans tragiczny. „Oho, kolejny z tych świetnie grających tyłem do bramki” – śmiali się prezesi klubów, z których odchodził zawodnik. A potem nagle coś zaskoczyło. W sezonie 2012/2013 Kowalczyk strzelił 22 bramki dla Kolejarza Stróże, stając się najstarszym królem strzelców I ligi. Potem z różnym skutkiem radził sobie w GKS-ie Tychy i Olimpii Grudziądz. Swoje ostatnie (?) miejsce na ziemi odnalazł na Opolszczyźnie, w Kluczborku dokładnie rzecz ujmując. W ostatnim sezonie strzelił w słabej drużynie siedem bramek i pomógł w walce o utrzymanie. Do czterdziestki grać będzie na pewno, bo urodziny ma w marcu. Fenomen.

Krzysztof Markowski (1979) – Zagłębie Sosnowiec

A kto to? Kto to? Ja go nie znam. Ja też nie – szepcze widownia. Rzeczywiście Krzysztof Markowski nie jest bardzo znanym zawodnikiem. Ale jego CV można spokojnie opisać sformułowaniem „solidny ligowiec”. W ekstraklasie debiutował w sezonie 1999/2000 w barwach Ruchu Radzionków. Potem przez lata tułał się po różnych śląskich klubach. Sparta Zabrze, GKS Katowice, Odra Wodzisław Śląski, Zagłębie Sosnowiec. W odróżnieniu od wyżej opisanych zawodników, nigdy na dłużej nie zadomowił się w najwyższej lidze (najlepszy okres – 50 meczów w latach 2003–2006). Zdarzała mu się również gra w II lidze. Od 2009 roku jednak odnajduje się na zapleczu ekstraklasy, co, jeśli patrzeć na przemiał zawodników tamże, jest pewnym sukcesem. Być może najlepszą decyzję w karierze podjął, odchodząc do Zagłębia Sosnowiec. Tam od początku ma pewne miejsce w składzie, grał w półfinale Pucharu Polski, a w tym sezonie walczyć będzie pod wodzą Jacka Magiery o awans do ekstraklasy.

Czyli zagrać w ekstraklasie i umrzeć, jeśli sparafrazować znane powiedzenie.

***

„Po co się rozmieniać na drobne i tułać się po I lidze albo i niżej” – stała śpiewka podstarzałych piłkarzy, którzy nosa nie wyściubili poza ekstraklasę. Po latach, kiedy trzeba grać, by mieć za co żyć, zmieniają opinię na ten temat. Jednak w świadomości wielu graczy utarł się pogląd, że granie w I lidze pod koniec kariery jest powodem do wstydu.

Historie wyżej opisanych piłkarzy pokazują co innego. Żaden z nich nie odcina kuponów ani nie rozmienia się na drobne. Wszyscy mają za to szansę pograć w rozgrywkach na całkiem przyzwoitym poziomie, często przy pełnych trybunach, a do tego dorobić na sam koniec kariery. Żyć nie umierać. A że nie ma kamer Canal Plusa i dwa razy w sezonie nie jedzie się na mecz z Legią czy Lechem? Bywa. Bilans zysków i tak wypada okazale.

Komentarze:
Przeczytaj także: