Paweł Łopienski

Dokonać rzeczy niezwykłej, czyli rewanż na Estadio Vicente Calderon

Atletico czeka arcytrudne zadanie

edition.cnn.com
10 maja 2017

Trzybramkowa przewaga to duża zaliczka Realu przed środowym rewanżem z Atletico Madryt. Gole Cristiano Ronaldo dały komfort „Królewskim” i sprawiły, że obrońca tytułu jest jedną nogą w finale Ligi Mistrzów. Można by powiedzieć, że wszystko zostało już rozstrzygnięte, lecz minione wydarzenia tegorocznej edycji zawodów utwierdziły nas w przekonaniu, że mimo wysokiego prowadzenia w pierwszym spotkaniu stratę można odrobić. Szczególnie gdy mamy na myśli derby Madrytu, w których wydarzyć się może dosłownie wszystko.

Mecz rozegrany 2 maja był popisem Realu Madryt, który był perfekcyjnie zorganizowany taktycznie, nie dawał najmniejszych szans swoim rywalom. Końcowy rezultat mógł być jeszcze wyższy – gospodarze oddali więcej strzałów i mieli więcej sytuacji pod bramką Jana Oblaka. Z kolei Keylor Navas zdołał obronić niemalże stuprocentowe okazje Kevina Gameiro i Diego Godina. Było to również fenomenalne spotkanie Cristiano Ronaldo, który udowodnił, że w najważniejszych spotkaniach jest kluczową postacią zespołu. To kolejne bramki Portugalczyka w ostatnich spotkaniach Ligi Mistrzów i drugi hat-trick z rzędu w tych rozgrywkach. Na swoim koncie ma już dziesięć trafień, o jedno mniej od prowadzącego w klasyfikacji strzelców Leo Messiego.

Rywalizacje madryckich drużyn od jakiegoś czasu stały się jednymi z najbardziej emocjonujących starć piłkarskich na świecie. Jeszcze dobrych parę lat temu trudno było o tym realnie myśleć, szczególnie po roku 2002, gdy „Rojiblancos” po dwuletniej przerwie powrócili do Primera Division i na ligowe zwycięstwo z lokalnymi rywalami musieli czekać aż do sezonu 2013/2014. Miliony fanów dyscypliny czekają na starcia obu klubów, zwłaszcza gdy zespoły te mierzą się w europejskich pucharach. W ostatnich czterech sezonach aż cztery razy grali ze sobą w Lidze Mistrzów. Zawsze wygrywali „Królewscy”. Przed trzema laty w finale (4:1 po dogrywce), dwa lata temu w ćwierćfinale (1:0 w dwumeczu) oraz rok temu ponownie w finale (zwycięzcę wyłonił konkurs rzutów karnych). Ubiegłotygodniowy mecz był więc najbardziej jednostronnym wynikiem spośród ostatnich europejskich rywalizacji pomiędzy tymi drużynami.

Ofensywa Realu

Drużynie prowadzonej przez Francuza dopiero w fazie pucharowej udało się wejść na najwyższe obroty. W grupie zajęli drugie miejsce, zdobywając dwanaście punktów (trzykrotnie kończyli spotkania remisem). Było sporo zastrzeżeń do gry zespołu, a Real po remisie z Legią Warszawa stracił pierwsze miejsce, co zakończyło się teoretycznie gorszą pozycją przed losowaniem par 1/16 finału. Potem dosyć łatwo rozprawili się z Napoli (6:2 w dwumeczu) i Bayernem (6:3 po stu osiemdziesięciu minutach gry). Bardzo pewna wygrana przed tygodniem pokazuje, że trzecia drużyna poprzedniego sezonu Primera Division jest gotowa i spragniona zwycięstwa w Lidze Mistrzów po raz drugi z rzędu.

Real może pochwalić się najlepszą ofensywą obecnej edycji Ligi Mistrzów. Podopieczni Zinedine’a Zidane’a w każdym spotkaniu strzelili minimum jedną bramkę, a ogółem trzydzieści jeden razy cieszyli się z trafienia do siatki rywali. Nie dziwi więc fakt, że zdołali wbić trzy bramki swoim lokalnym rywalom, którzy należą do grona drużyn niepozwalających sobie strzelić gola. Do pierwszego półfinału z Atletico, „Królewscy” nie mogli pochwalić się statystyką straconych goli. Tracili je we wszystkich meczach, w tym dwukrotnie z Legią Warszawa, Sportingiem Lizbona, Borussią Dortmund, Napoli oraz Bayernem Monachium. Dopiero rywalizacja z lokalnymi rywalami pozwoliła ową passę zakończyć.

Simeone wierzy w awans do finału

– Po wtorkowym meczu wszedłem do szatni i powiedziałem moim zawodnikom, że czeka nas bardzo trudne zadanie. Musimy poradzić sobie z jedną z najlepszych drużyn na świecie, która praktycznie w każdym meczu strzela gola, ale stać nas na to. Gdybym nie był co do tego przekonany, nie mówiłbym o tym. Jeśli będziemy zjednoczeni i zrozumiemy, że rewanż gramy u siebie, na stadionie, na którym wszystko jest możliwe, wtedy będziemy mieć swoje szanse – powiedział hiszpańskiej „Marce” Diego Simeone po sobotnim ligowym spotkaniu z Eibarem.

Z pewnością selekcjoner Atletico pamięta, co wydarzyło się w rewanżowym spotkaniu PSG z Barceloną i ma nadzieję, że podobnie zakończy się w środowy wieczór na Estadio Vicente Calderon. Jego zespół nie marzy o niczym innym jak kolejnym finale Ligi Mistrzów oraz pokonaniu swoich lokalnych rywali w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na świecie. Aby tego dokonać, Simeone nareszcie musi znaleźć sposób na pokonanie „Królewskich” w tych rozgrywkach. O ile w Primera Division udaje im się wygrywać z podopiecznymi Zinedine’a Zidane’a, o tyle w Europie jest zupełnie odwrotnie.

Dla kogo miejsce w finale?

Na tę chwilę to Real Madryt jest znacznie bliżej awansu. W pełni wykorzystali pierwsze dziewięćdziesiąt minut dwumeczu i ich rolą w dzisiejszym spotkaniu będzie przede wszystkim bronienie się przed zaciekłymi atakami przeciwników. Różnica trzech bramek o niczym jeszcze nie przesądza, dlatego Cristiano Ronaldo i spółka postarają się na początku spotkania o szybkie dobicie rywala. Jeśli im się to nie uda oraz Atletico w pierwszych minutach strzeli gola, będzie to zapowiedź wielkiego i emocjonującego spotkania, w którym losy awansu absolutnie nie są przesądzone.

Po pierwszym spotkaniu katalońskie radio RAC1 podjęło decyzję o odwołaniu wszelkich relacji z rewanżowej rywalizacji. – Nie będziemy relacjonować meczu, ponieważ nie jesteśmy idiotami. Nasze cierpienie ma swoje granice – uargumentowali swoje postanowienie. Starcia Realu z Atletico od kilku lat są pojedynkami, których nie można przegapić. Atmosfera, emocje i, co najważniejsze, wydarzenia na boisku sprawiają, że te mecze przyciągają kibiców z całego świata. Niejednokrotnie przekonaliśmy się, że w derbach Madrytu dzieją się rzeczy niezwykłe. Oby tym razem to Atletico zaskoczyło wszystkich i obyśmy ujrzeli niesamowite spotkanie, które będziemy pamiętać równie dobrze jak starcie zespołów ze stolicy Hiszpanii w finałach Ligi Mistrzów.

Komentarze:
Przeczytaj także: