Wojciech Kowalski

Dlaczego Lechia wygra z Legią? Oto pięć powodów

Analizujemy atuty gdańszczan przed spotkaniem z mistrzem Polski

Grzegorz Rutkowski
19 marca 2017

Lechia jest w stanie wygrać dziś z Legią, co do tego nie ma jakichkolwiek wątpliwości. Mistrz Polski nie znajduje się w szczytowej formie, mając swoje mniejsze i większe problemy. Z kolei w Gdańsku towarzyszącemu od kilku lat głodowi sukcesu w końcu sprzyjają wyniki. Wielu kibiców żyje nadzieją, że to już ten sezon zakończy się wielkim triumfem w lidze. Jeśli tak faktycznie ma się stać, pojedynek z Legią bezsprzecznie należy rozstrzygnąć na swoją korzyść, podkreślając mistrzowskie aspiracje. Gospodarze z pewnością mają w zanadrzu kilka argumentów przemawiających za zwycięstwem. My postanowiliśmy skupić się na najmocniejszych kartach, które Lechia wyciągnęła przed dzisiejszym rozdaniem. 

Lechia wygra z Legią, ponieważ:

1. Gdańsk to…

… dość niewdzięczne miejsce dla Legii w ostatnich latach. Spokojnie, nie chcemy jeszcze raz wracać do pamiętnego sezonu 2011/2012, wspominając przy okazji o rzekomej klątwie oraz pragnieniu zemsty. Od tamtych wydarzeń minęło już trochę czasu i nie ma sensu raz jeszcze odgrzewać to danie, mając w zanadrzu kilka innych. Skupmy się na dalszych latach, które również wyglądają całkiem interesująco.

Wypadać podejść do tej sprawy uczciwie. Faktem jest, że na przestrzeni ostatnich lat, a zwłaszcza ery nowych właścicieli w Lechii, to właśnie Gdańsk był prawdopodobnie najbardziej niewygodnym miejscem dla legionistów. Tak jakoś się przyjęło, że jeśli gdzieś szukać potencjalnej przeszkody dla Legii, upatrywaliśmy jej właśnie nad Bałtykiem, zamiast np. w Poznaniu.

Z drugiej strony, dużym nadużyciem byłoby stwierdzenie, jakoby Lechia była dla warszawian rywalem z najczarniejszego koszmaru. Z kolei twierdzenie o jakieś twierdzy nie do zdobycia byłoby kompletnym nieporozumieniem. Zerknijmy przykładowo na ostatnie rozstrzygnięcia między tymi dwoma zespołami na gdańskiej arenie w ostatnich pięciu spotkaniach.

  •  11.05.2016 Lechia – Legia 2:0

  •  31.10.2015 Lechia – Legia 1:3

  •  03.06.2015 Lechia – Legia 0:0

  •  11.04.2015 Lechia – Legia 1:0

  •  03.05.2014 Lechia – Legia 0:1

Widać więc wyraźnie, że Legia wcale nie ma jakiegoś wielkiego kompleksu Lechii. A jednak, gdzieś w podświadomości, każdy z nas ma poczucie, że to akurat Gdańsk jest tym szczególnym miejscem, gdzie mistrz Polski może się poślizgnąć.

2. Domowa forma Lechii

Na niekorzyść mistrzów Polski działa natomiast inna statystyka, a mianowicie tabela spotkań rozgrywanych u siebie. W tej klasyfikacji Lechia jest niekwestionowany liderem – dwanaście potyczek to dziesięć zwycięstw, jedna porażka oraz remis.

Z drugiej strony… Legia najlepiej radzi sobie w spotkaniach wyjazdowych. Najlepszy gospodarz w starciu z najlepszym gościem? Brzmi nadzwyczaj interesująco.

3. Argumenty w ofensywie

Może Lechia nie tworzy jakiegoś szczególnego monolitu, który w każdym spotkaniu czaruje nas doskonałym rozegraniem piłki oraz wyuczonymi na blachę schematami. To, co jednak dla niektórych stanowi wadę, dziś dla lechistów może stanowić istotny argument. Zespół Piotra Nowaka pewne niedobory w zespołowości nadrabia dużym zasobem indywidualności. Gdy te zaś mają swój dzień, są w stanie wygrać Lechii mecz.

Bracia Paixao potrafią mieć spotkania, w których robią różnicę, o ile tylko nie przesadzają z nadmiarem ego. Milos Krasić? Człowiek, który w każdej chwili może zaserwować coś ekstra. Rafał Wolski? Ta sama firma co Krasić – w każdej chwili niebezpieczny. Z kolei to Ariel Borysiuk w pamiętnym spotkaniu z Cracovią zaserwował drużynie konieczny wstrząs.

Osobne miejsce należy poświęcić jeszcze jednej postaci, czyli Gino van Kesselowi. Po pierwszych meczach trudno nie odnieść wrażenia, że gość ten ewidentnie coś w sobie ma. Niestety, więcej w stanie powiedzieć nie jesteśmy. Nie wiemy, dokąd sięgają granice możliwości tego zawodnika. W jednej kwestii nie mamy jednak wątpliwości – zawodnik ten trzyma w swoim baku rezerwy. Kto wie, może oszczędza je właśnie z myślą o takim spotkaniu?

4. Dusan Kuciak

Po kilku tygodniach od wznowienia rozgrywek możemy już to powiedzieć – sprowadzenie Słowaka jest bez wątpienia jednym z najlepszych transferów tej zimy w ekstraklasie. Po kompletnie nieudanej przygodzie z ławką w Hull, Kuciak z marszu potwierdził, że na polskie warunki to absolutny top wśród bramkarzy. Zmiany tej nie ma co marginalizować. Wraz z Kuciakiem między słupkami defensywa gdańszczan zyskała dość względną stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Te elementy, których nie był w stanie zagwarantować elektryczny Milinković-Savić.

Tak, spokój z Kuciakiem w bramce. Tym wybuchowym gościem, który potrafił rzucać się z rękoma na przeciwnika. A jednak to prawda. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, Słowak CHYBA nieco się uspokoił. Co jednak najważniejsze, dodaje do tego przede wszystkim kapitalne interwencje, jak chociażby te w spotkaniu z Cracovią.

Dla samego Słowaka dzisiejszy pojedynek z byłym klubem to bez wątpienia coś więcej niż zwykły mecz. Chociaż można się chować za bramy dyplomacji i kurtuazji, bramkarz Lechii ma na pewno do wyrównania pewien rachunek z Arkadiuszem Malarzem. Nie jest wielką tajemnicą, że ich rywalizację o miejsce w bramce Legii podkręcały jeszcze dość chłodne stosunki. Umówmy się, raczej obydwaj na towarzyskie piwo nie poszliby. I mało wskazuje na to, że zrobią po tym spotkaniu. Co najwyżej w ramach jakiegoś zakładu.

5. Byli legioniści

Historia lubi tego typu przypadki, gdy byli zawodnicy klubowi pogrążają swoich dawnych pracodawców. A przypadku dzisiejszego pojedynku w składzie Lechii najprawdopodobniej od pierwszych minut wybiegnie aż czterech byłych zawodników Legii. Począwszy od wspomnianego Kuciaka, poprzez Jakuba Wawrzyniaka, a skończywszy na zawodnikach drugiej linii, czyli Rafale Wolskim oraz Arielu Borysiuku. Oczywiście trudno tu operować hasłami w kategoriach jakieś zemsty, wyrównaniu rachunku. Po prostu wskazujemy na tego typu argument, jako pewien… kaprys losu. Chichot fortuny, jak dobrze znany nie tylko kibicom w Polsce, ale też fanom i ekspertom na całym świecie (pozdrawiamy Real Madryt).

Komentarze:
Przeczytaj także: