Wojciech Kowalski

Derby Polski poprzedniej dekady. Sentymentalna podróż po klasyku ligowym

Najciekawsze pojedynki Wisły z Legią w XXI wieku

22 października 2017

Najmłodsi kibice tego już pewnie nie pamiętają, ale jeszcze nie tak dawno był taki czas, gdy cała Polska elektryzowała się pewnym szczególnym pojedynkiem, kluczowym dla walki o mistrzostwo kraju. Mniej więcej w tym samym czasie spotkania na antenie Canal+ komentował jeszcze Jacek Laskowski, a na Polsacie leciało więcej teleturniejów niż seriali paradokumentalnych. Największym rywalem Legii Warszawa nie był zaś Lech Poznań, lecz właśnie Wisła Kraków. Dziś można w to wierzyć lub nie, ale fakty są takie, że w pierwszej dekadzie XXI wieku to właśnie te starcia szumnie i w pełni zasłużenie określano mianem derbów Polski. Z okazji dzisiejszego szlagieru przy R22 postanowiliśmy sentymentalnie powrócić do najciekawszych spotkań z tamtego okresu. Wzięliśmy pod uwagę tylko mecze na stadionie w Krakowie. Za każdą łzę w oku wiślackich kibiców serdecznie przepraszamy.

Wisła Kraków – Legia Warszawa 2:1

Sezon 2002/2003

Wielki sezon Wisły Kraków, która w europejskich pucharach dostarczyła nam jednej z najbardziej pasjonujących przygód w XXI wieku. Kto jednak dobrze pamięta, że sukcesy w Europie drużyna Henryka Kasperczaka przypłaciła dużymi trudnościami w walce o mistrzostwo kraju. I choć ostatecznie legendarny zespół zwyciężył w tamtym sezonie, triumf ten poprzedziło wiele wymagających spotkań.

Spotkanie z Legią nie miało może szczególnie dużego wpływu na ówczesną sytuację w tabeli. Z drugiej strony, to właśnie zwycięstwami w takich pojedynkach buduje się pewność zespołu. Do Krakowa przyjeżdżał przecież aktualny mistrz Polski. Zespół, który rok wcześniej sprzątnął ekipie z Krakowa tytuł na ostatniej prostej. Z tej perspektywy wygrana nad odwiecznym rywalem musiała stanowić poważny impuls.

Dla wiślaków mecz zaczął się jednak bardzo źle, ponieważ już po kilku minutach rywali na prowadzenie wyprowadził Stanko Svitlica. Gospodarze ruszyli jednak do odrabiania strat ostatecznie wyszarpując końcowe zwycięstwo po kapitalnym spotkaniu z obu stron.

 

Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:0

Sezon 2003/2004

Przed spotkanie 19. kolejki oba zespoły dzieliły dwa punkty. Wisła miała już za sobą zwycięstwo po dramatycznych okolicznościach z innym pretendentem do tytułu, Amiką Wronki. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że Legia stanowi poważne zagrożenie dla drużyny Henryka Kasperczaka. A Wisła nie mogła sobie pozwolić na porażkę w lidze, skoro zimą tego roku sprowadzono do klubu chociażby Radosława Majdana, czy Tomasz Kłosa, a nawet Nikolę Mijailovicia.

Kluczowa dla losów spotkania okazała się 45. minuta, gdy Tomasz Frankowski wykorzystał w sprytny sposób dośrodkowanie Macieja Żurawskiego. „Łowca bramek” raz jeszcze pokazał, że w kategorii lisów pola karnego nie miał absolutnie sobie równych. Może i faktycznie obaj panowie za sobą nie przepadali, lecz na boisku nie było tego kompletnie widać.

Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:0

Sezon 2007/2008

Cóż to był za sezon w wykonaniu „Białej Gwiazdy”. Po kompletnie nieudanym sezonie 2006/2007, jednym z najgorszych w erze Tele-foniki, w klubie nastąpiła nowa, kilkuletnia epoka pod przewodnictwem Macieja Skorży. Już w pierwszy sezonie pracy przy Reymonta szkoleniowiec dokonał  niesamowitej metamorfozy drużyny, która przed październikowym spotkaniem z Legią, po 11 kolejkach miała na swoim koncie dziewięć zwycięstw i dwa remisy. Uosobieniem zaś tej niesamowitej przemiany został Marek Zieńczuk, dla którego był to bezapelacyjnie najlepszy sezon w karierze.

Skrzydłowemu Wisły wychodziło wówczas absolutnie wszystko, nawet najtrudniejsze na pierwszy rzut oka sytuacje. Chociaż to Paweł Brożek ostatecznie zdobył koronę króla strzelców, nikt nie miał wątpliwość, kto tak naprawdę jest prawdziwym talizmanem drużyny. Rzadko zdarza się przecież, by lewy pomocnik trafiał jak na zawołanie, zwłaszcza w warunkach polskiej ekstraklasy. Tymczasem Zieńczuk w rozgrywkach 2007/2008 dokonał tego w sposób absolutnie spektakularny, 16 bramek w 27 ligowych spotkaniach musi robić wrażenie nawet dziś. Jak podaje portal „Historia Wisły”, sezon ten przywołał zawodnikowi stare wspomnienia, gdy ten dokonał ciekawego zakładu:

Założyłem się o pięciolitrową butelkę whisky, ten zakład był aktualny, gdy grałem w Amice Wronki. Założyłem się z trenerem Andrzejem Czyżniewskim. Co sezon strzelałem po osiem bramek i ciągle przegrywałem. Chciałbym w końcu przełamać tą barierę dziesięciu goli w sezonie. Nie nastawiam się na to, bo już miałem taką sytuację, gdy na dwie kolejki do końca miałem osiem bramek. Podchodzę do tego z dużym dystansem.

We wspomnianym spotkaniu również i on zadecydował o końcowym rozstrzygnięciu na korzyść Wisły. Nie przeszkodził mu nawet fakt, że to spotkanie rozpoczął… na lewej obronie. Stawiamy w ciemno, że w tamtym sezonie zmiótłby całą konkurencję Turbokozaka.

Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:0

Sezon 2008/2009

Kolejny sezon, kolejne zwycięstwo „Białej Gwiazdy” w takim samym stosunku. Tym razem jednak wygrana miał dużo większą wartość. Bo to zdecydowanie był dużo trudniejszy sezon dla całej Wisły Kraków, która nie zdominowała już całej ligi, natrafiając na duży opór ze strony Legii, a także Lecha Poznań. Przed 27. kolejką podopieczni Macieja Skorży zajmowali drugą lokatę w tabeli, tracąc do liderującej Legii dwa oczka. W perspektywie walki o końcowy triumf w lidze zwycięstwo w spotkaniu przy R22 było niezbędne.

Wisła miała również swoje problemy w ofensywie. Zespół nie strzelał już tylu bramek, rok wcześniej na tym samym etapie miał na swoim koncie 14 bramek więcej. Nic dziwnego, że przed spotkaniem z ekipą Jana Urbana, szkoleniowiec gospodarzy marzył o czarodziejskiej różdżce. Ostatecznie, bohaterem okazał się ten, dla którego mecz z Legią był bez wątpienia najważniejszym spotkaniem w dotychczasowej karierze, czyli Marcelo. Brazylijczyk nie po raz pierwszy i ostatni pokazał, że poza świetną grą w defensywie potrafił również zrobić różnicę w ataku. Jak się okazało, ta wygrana pozwoliła Wiśle prześcignąć rywala w tabeli i kilka tygodni później przypieczętować mistrzostwo kraju.

 

Wisła Kraków – Legia Warszawa 4:0

Sezon 2010/2011

Ostatni sezon wielkiej Wisły, która z powodzeniem walczyła o triumf w lidze. Trzeba jednak przyznać, że w tamtej jesieni jej gra wciąż pozostawiała wiele do życzenia. Jeszcze tydzień wcześniej posada dotychczasowego trenera zespołu, Roberta Maskaanta, wisiała na włosku. Po 11. kolejce drużyna okupowała dopiero ósmą lokatę, ze stratą do liderującej Jagiellonii aż dziesięciu punktów. Kluczowe dla losów trenera miały okazać się dwa kolejne spotkania, czyli wyjazdowe derby z Cracovią i mecz z Legią. Sprawa mogła wyjaśnić się już po pierwszym spotkaniu, wówczas jednak skórę szkoleniowca uratował sympatyczny Nourdin Boukhari, wznoszący okrzyk „Allah Akbar” po zdobytej w 90. minucie bramce na wagę zwycięstwa.

Trudno powiedzieć, na ile rzeczywiście ten sukces okazał się punktem zwrotnym w grze Wisły Kraków. Faktem jest, że tego wieczoru zobaczyliśmy zupełnie inną Wisłę, pozytywnie naładowaną, z pomysłem na efektowną grę. Kapitalną partię rozegrali m.in. Patryk Małecki czy Paweł Brożek, który po tej rundzie pożegnał się z Krakowem. Truskawką na torcie tego spotkania była jednak kapitalna asysta Tomasa Jirsaka.

Dalszy ciąg tej historii już znamy, zespół rozpoczął marsz w górę tabeli zakończony końcowym zwycięstwem w lidze. Sam Robert Maaskant stracił posadę w następnym sezonie po przegranym spotkaniu… z Cracovią.

 

Komentarze:
Przeczytaj także: