Marcin Pianka

Bez presji i „napinki” na awans u lidera. Damian Kądzior o sytuacji Wigier Suwałki

Rozmawiamy z jednym z najlepszych zawodników lidera I ligi – Wigier Suwałki

02 września 2016

Wigry Suwałki na ten moment zaskakują piłkarską Polskę. Po historycznym awansie do 1/8 finału Pucharu Polski oraz serii meczów bez porażki suwalczanie zajmują 1. miejsce w lidze. O tym, że w ekipie „Biało-niebieskich” dzieje się dobrze, już pisaliśmy. Teraz postanowiliśmy porozmawiać z zawodnikiem, bez którego tak dobrych wyników z pewnością by nie było. Damian Kądzior – wychowanek białostockiej Jagiellonii, obecnie wyróżniający się zawodnik lidera pierwszoligowych rozgrywek – już od zeszłego sezonu imponuje swoją świetną dyspozycją oraz liczbami.

Zacznijmy od oceny startu sezonu. Jesteś zaskoczony tak dobrymi wynikami?

W pewnym stopniu zaskoczenie jest, ponieważ myślę, że nikt się nie spodziewał takiego startu. Z drugiej strony jednak widzieliśmy wszyscy, jak to wyglądało wcześniej podczas okresu przygotowawczego od meczu z AEK Ateny. To było przełomowe spotkanie, od którego zaczęliśmy wyglądać dobrze i zwiastun tego, że możemy osiągać dobre wyniki.

Kiedyś już trener Nowak okupował 1. miejsce w I lidze prowadząc Flotę Świnoujście, ale nie skończyło się to zbyt przyjemnie. Nie obawiacie się, że taki scenariusz może powtórzyć się w waszym przypadku?

Zarówno ja, jak i większość kolegów z drużyny słabo lub w ogóle nie pamiętamy okresu, kiedy trener Nowak prowadził Flotę. Poza tym myślę, że nic dwa razy się nie zdarza i taka sytuacja się nie powtórzy w naszym przypadku.

W Suwałkach grasz już kolejny sezon, przyszedłeś do Wigier jeszcze za kadencji Donatasa Venceviciusa. Gdybyś miał porównać Litwina z obecnym trenerem, gdzie leży przyczyna takiej przemiany drużyny? W końcu przed przyjściem Dominika Nowaka zespół drżał o utrzymanie.

Trudno jest mi się wypowiadać na temat pracy trenera Venceviciusa, ponieważ przyszedłem do drużyny już po okresie przygotowawczym. U litewskiego szkoleniowca zagrałem zaledwie w trzech meczach i dosyć krótko trwała nasza współpraca. Sądzę, że to co najważniejsze zmieniło się, to taktycznie lepiej wyglądamy jako drużyna, lepiej bronimy. Każdego przeciwnika mamy doskonale rozpracowanego, znamy jego mocne i słabe strony. Trener Nowak jest świetnym analitykiem. Co jeszcze ważne, w szatni wszystko zostało uporządkowane, panuje dobra atmosfera i myślę, że to także przekłada się na dobre wyniki w Suwałkach.

Właśnie, warto podkreślić, że Dominik Nowak wydaje się świetnym trenerem mentalnym. Zawsze żyje przy linii bocznej, motywuje do lepszej gry, zwycięstw, tak jak to miało miejsce w meczu ze Zniczem, gdy przegrywaliście do 89. minuty, a mimo to wywieźliście z Pruszkowa trzy punkty.

Dokładnie. Widać, że trener bardzo przeżywa każde spotkanie, czasem wygląda to tak, jakby sam chciał wejść na boisko. Dba o atmosferę, ale jest przede wszystkim świetnym analitykiem. Bardzo często bywa, że wracamy nad ranem z meczu wyjazdowego, a już to spotkanie zostało przez trenera przeanalizowane. Tak więc widać dbałość o najmniejsze detale całego sztabu szkoleniowego.

Trudno nie odnieść wrażenia, że jesteś w drużynie szanowanym piłkarzem. Bijesz stałe fragmenty gry…

To prawda i wypada się z tego faktu tylko cieszyć. Wiadomo, nie jestem w tej drużynie jakoś specjalnie długo, niemal z marszu musiałem wkomponować się w zespół, pokazać swoją wartość i czuję zaufanie ze strony kolegów. Chłopaki widzą, że na treningu rzuty wolne czy karne mi wychodzą i myślę, iż stąd to zaufanie. Gdyby na treningach stałe fragmenty gry nie wyglądały dobrze, tego zaufania by nie było.

Podobnie było w Dolcanie, masz naprawdę dobrze ułożoną lewą nogę. No i imponujesz statystykami. W zeszłym sezonie po dziewięć goli i asyst, w tym także oba liczniki ładnie ruszyły. Czujesz się liderem zespołu?

Trudno powiedzieć. Sam siebie nie nazwę liderem, ponieważ na sukces pracuje cała drużyna. Fakt, już w tamtym sezonie te statystyki wyglądały bardzo dobrze jak na pozycję pomocnika. Ten sezon zacząłem jeszcze lepiej niż poprzedni, gdy po sześciu spotkaniach miałem bramkę i cztery asysty. Oby tak dalej. Ja na pewno swoimi podaniami i bramkami staram się pomagać kolegom, ale jako cały zespół pracujemy na te zwycięstwa i niedocenieniem chłopaków byłoby nazywać mnie liderem, ponieważ jako drużyna pracujemy na to, gdzie w tym momencie są Wigry.

W Wigrach występujesz z Kamilem Zapolnikiem – kolegą ze słynnego „złotego rocznika ‘92” Jagiellonii. Z pewnością dobrze jest mieć starego kumpla u boku?

Tak. Kamil to mój przyjaciel. Od tylu lat razem gramy, więc i poza boiskiem się przyjaźnimy. Bardzo wiele mu zawdzięczam, ponieważ niejako wprowadził mnie do szatni Wigier, przez co tak szybko to zapaliło. Dzięki niemu złapałem lepszy kontakt z drużyną, łatwiej do niej wejść i pokazywać swoje umiejętności.

Jak podobają Ci się Suwałki? Gdzie było Ci lepiej: w Białymstoku, Ząbkach, tutaj?

W Białymstoku się urodziłem, to moje miasto rodzinne i zawsze będzie w moim sercu. Mam tam rodziców, znajomych. W Ząbkach mieszkało mi się bardzo dobrze, dzięki bliskości Warszawy miałem większe możliwości spędzenia wolnego czasu czy wyjścia do restauracji. Tam też stawiałem swoje pierwsze kroki w I lidze, ale w Suwałkach też nie mam na co narzekać. Jest tu moja narzeczona. Suwałki może nie są dużym miastem, ale jeśli się chce, można fajnie spędzić czas.

Nie da się oprzeć wrażeniu, że I liga to dla Ciebie trochę za małe akwarium. Nie uważasz?

Tak jak mówiłem wcześniej, nie lubię mówić o sobie, czy nadaję się do gry gdzieś wyżej, czy też nie. Znam swoją wartość i jak każdy mam swoje marzenia, by grać jak najwyżej. Na razie fajnie to wszystko wygląda w I lidze, mimo że pierwszy sezon był łatwiejszy, bo jeszcze nikt mnie nie znał. W tej kampanii muszę potwierdzić i na razie potwierdzam swoją dobrą dyspozycję i myślę, że jeśli będę tak grał, prędzej czy później trafię do ekstraklasy. Może nawet z Wigrami.

Swego czasu mówiło się o zainteresowaniu Twoją osobą ze strony Górników czy Wisły Płock. To tylko plotki, czy może coś stanęło na drodze tym transferom?

Jeśli chodzi o Zabrze, nie mogę powiedzieć zbyt dużo, ponieważ odbyła się w tej sprawie tylko jedna rozmowa. Miało to miejsce za trenera Ojrzyńskiego i skończyło się tylko na zapytaniu. W przypadku Łęcznej czy Wisły były to poważniejsze rozmowy, ale pojawiło się kilka czynników, które stanęły na przeszkodzie, żebym trafił do tych klubów. Za to teraz jestem zawodnikiem Wigier, Wigry wykupiły mnie z Jagiellonii, za co jestem im bardzo wdzięczny i chcę się za to odpłacać klubowi swoją dobrą grą.

Kiedyś w jednym z wywiadów pochlebnie wypowiadałeś się o trenerze Rumaku, z którym pracowałeś w czasach młodej ekstraklasy w Jagiellonii. Nie chciałbyś wrócić kiedyś pod jego skrzydła, na przykład w Śląsku?

Chciałbym zagrać u trenera Rumaka, może nie mamy od jakiegoś czasu kontaktu, dawno nie rozmawialiśmy, ale na pewno szanuję go jako szkoleniowca. Pamiętam, jak wchodziłem do młodej ekstraklasy, było to dla mnie duże przeżycie, ponieważ to półka wyżej w stosunku do rozgrywek w juniorach i też od razu wskoczyłem do podstawowego składu. Zyskałem zaufanie trenera Rumaka i starałem się odpłacać dobrą grą. On sam miał bardzo fachowe podejście do piłkarzy, traktował nas jak profesjonalnych graczy. Jako pierwszy wśród szkoleniowców młodej ekstraklasy zwracał dużą uwagę na detale, wszystko było fajnie zorganizowane, treningi taktyczne pod przeciwnika. Chciałbym kiedyś jeszcze pracować z trenerem Rumakiem, ale czy będzie mi dane, zobaczymy.

Wracając do Jagiellonii. Zdaje się, że w rodzinnym mieście nigdy nie otrzymałeś prawdziwej szansy na pokazanie swoich umiejętności. Jak wyglądało to z Twojej perspektywy?

Nie lubię wracać do tego tematu, ponieważ jest on już za mną. W tym momencie nie mam nic wspólnego z Jagiellonią, nie jestem jej zawodnikiem. Nie będę już wracać do tego, czy powinienem otrzymać tam szansę, czy nie. Najwidoczniej wówczas byłem jeszcze za słaby lub pojawiły się inne czynniki, które zadecydowały o tym, że nie było dla mnie miejsca w drużynie, ale nie mnie to oceniać.

Bardzo dobrze poczynasz sobie na pierwszoligowych boiskach i wydaje się, że długo miejsca na Podlasiu nie zagrzejesz. Jakie są Twoje personalne cele na najbliższy czas?

Ogólnie wychodzę z założenia, by nie zakładać sobie celów na liczby czy transfery. Ja się takimi rzeczami nie zajmuję, od tego jest mój menedżer. Jeżeli są jakieś kwestie do omówienia, czyjeś zainteresowanie, wtedy siadamy i rozmawiamy. Na razie o tym nie myślę, jestem w Suwałkach, jest mi tu dobrze, świetnie się czuję w zespole, jesteśmy liderem I ligi, ja też statystyki sobie wyrabiam bardzo dobre. Najważniejsze, aby było zdrowie. Jeśli to będzie, zarówno ja, jak i cała drużyna udowodnimy, iż miejsce, które zajmujemy, nie jest przypadkowe, że jako zespół mamy jakość.

Mógłbyś powiedzieć jeszcze, jakie plany, cele ma klub? Apetyty urosły?

Jeszcze przed sezonem czy to w sparingach, nawet gdy przegrywaliśmy z Siarką Tarnobrzeg i nie wyglądało to na początku zbyt dobrze, powtarzaliśmy sobie, że najważniejsza liga i każdy kolejny mecz. Tak więc dla nas najważniejszy jest teraz mecz z Tychami i myślę, że na ambitniejsze plany przyjdzie czas po rundzie jesiennej. Jeżeli w przerwie zimowej prezes z trenerem dojdą do wniosku, że istnieje realna szansa na awans, może założą jakiś plan, dokonają wzmocnień i będzie można głośno powiedzieć, iż Wigry grają o ekstraklasę. Na tę chwilę to jest dopiero 6. kolejka, zdobyliśmy szesnaście punktów na osiemnaście możliwych, ale jest jeszcze trzynaście meczów do rozegrania, zanim udamy się na urlopy. W tych trzynastu spotkaniach musimy zdobyć jak najwięcej punktów i wtedy, zimą, będziemy się zastanawiać co dalej, jak to będzie wyglądało.

Czy na jubileusz istnienia klubu, który przypada w przyszłym roku, jesteście gotowi do sprawienia sobie okazałego prezentu w postaci na przykład awansu?

Fajnie byłoby takie deklaracje składać, ale trzeba mieć na uwadze, że to piłka nożna. Proszę spojrzeć, jakie drużyny, z jakimi budżetami grają w I lidze. Mówię tu chociażby o GKS-ie Katowice, w którym, podejrzewam, pieniądze są dwu- czy trzykrotnie większe niż w Suwałkach, nie wspominając o Podbeskidziu, Górniku Zabrze czy Miedzi Legnica. To są drużyny, które budżetem czy stadionami także zasługują na ekstraklasę. My jesteśmy ekipą zgraną, która bardzo dobrze wygląda, mamy super sztab szkoleniowy i robimy to, co do nas należy – w każdym meczu wychodzimy w stu procentach zaangażowani, wypełniamy cele powierzone przez trenera i przynosi to na tę chwilę dobre wyniki. Co prawda fajnie byłoby sprawić klubowi taką niespodziankę, ale jest na razie za wcześnie, by o takich rzeczach mówić.

Patrząc na drabinkę Pucharu Polski i położenie w niej Wigier, niektórym mogą rozpalać się głowy, by na 70. urodziny klubu zdobyć krajowe trofeum?

Dla takich ludzi proponuję lód na głowę, nie ma o czym mówić. W tej drabince, jeśli uda się nam przejść Górnik Zabrze, choć to nie będzie łatwym zadaniem, ponieważ gospodarze są faworytem, ograli Legię Warszawa, już będzie bardzo dobrze. Mimo że w lidze nie wyglądają zbyt fajnie, ale przez to mogą skupić się właśnie na Pucharze Polski. My skupiamy się na każdym kolejnym meczu i przed spotkaniem w Zabrzu mamy bardzo ważne spotkanie ligowe w Nowym Sączu, więc nie wiadomo, jak będziemy podchodzić do meczu pucharowego. Chociaż myślę, że jeżeli szansę dostaną, jak z Termalicą, zawodnicy, którzy mniej grali, to tez już pokazali, że jakość mamy w całej drużynie. Więc na razie lód na głowę, z Pucharu Polski odpadł na tę chwilę tylko jeden faworyt, ale jest mnóstwo ekstraklasowych drużyn, które przewyższają nas piłkarsko czy finansowo i nie ma co się oszukiwać. Z Termalicą sprawiliśmy niespodziankę, teraz skupiamy się na lidze, a swoistą wisienką na torcie byłby awans do kolejnej rundy Pucharu Polski i dwumecz z drużyną z ekstraklasy,

Z każdym kolejnym meczem presja powinna rosnąć, każdy będzie wyglądał Waszego potknięcia. W takiej sytuacji niezwykle przydatni są bardziej doświadczeni zawodnicy. Jak wygląda Wasza współpraca ze starszymi zawodnikami, jak Tomasz Jarzębowski czy Adrian Karankiewicz?

Mnie się wydaje, że presji w Suwałkach to my nie mamy żadnej. Nie jesteśmy żadnym Górnikiem Zabrze ani Podbeskidziem, więc nie ma mowy o presji ani „napince” na awans. Natomiast jeśli chodzi o starszych zawodników, w każdej drużynie są nieocenieni. W każdym zespole musi być kilku doświadczonych piłkarzy, ponieważ to oni też dbają o atmosferę w szatni i oni też maja dobry wpływ na młodszych kolegów. Są w radzie drużyny, maja bezpośredni kontakt z trenerem i ci młodsi gracze podpatrują ich grę, zachowanie. Tomek Jarzębowski ileś tam występów w ekstraklasie zanotował, zagrał w reprezentacji Polski, więc jest z kogo brać przykład. Młodzi gracze uczą się od nich profesjonalizmu i też dzięki temu, mimo dobrych wyników, nikt nie wpada w euforię, wszyscy sumiennie pracują, nie chodzą z głową w chmurach po strzelonej bramce czy kolejnym zwycięstwie. To jest właśnie zasługa starszych zawodników, którzy dbają też, aby nic złego nie stało się w szatni, nic się nie rozwaliło, ponieważ to jest także fundament tego, że osiągamy takie a nie inne wyniki.

Dobrze, więc tak na koniec. Czego życzyć na najbliższy czas?

Najważniejsze, aby było zdrowie, aby żaden zawodnik nam nie uciekł z powodu kontuzji. A czego życzyć? Abyśmy w każdym meczu udowadniali swoją jakość jako drużyna i wypełniali przedmeczowe założenia trenera. Najważniejsze teraz jest spotkanie z Tychami i proszę nam życzyć zwycięstwa.

Tego tez życzę. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również, pozdrawiam.

Komentarze:
Przeczytaj także: