Dominik Wronka

Cztery dni – 20 meczów. Takie rzeczy tylko w Premier League

Czy przy takim natężeniu meczów Manchester City nadal będzie w stanie śrubować rekord?

15 grudnia 2017

Miniony tydzień pokazał to o czym tak często wspomina Jose Mourinho. Potężna intensywność spotkań ligowych ma prawo wpływać negatywnie na występy w europejskich pucharach. 9 grudnia rozpoczęła się 16. kolejka Premier League, trzy dni później 17. Kto wytrzyma takie tempo? Przyjrzyjmy się temu, co działo się przez ostatnie kilka dni w najsilniejszej lidze świata.

Derby Manchesteru

16. seria spotkań miała w sobie to coś, na co wszyscy czekamy – derby, dużo derbów. Zdecydowanie najwięcej emocji wzbudzało spotkanie niebieskiej i czerwonej części Manchesteru. Po pierwsze – dwie najlepsze, na tę chwilę, ekipy w Premier League, po drugie kosmiczna seria „City”, której w końcu ktoś miał zagrozić, a po trzecie to derby Manchesteru.

Nie tym razem. „The Citizens” pokonali na Old Trafford Manchester United 2:1. Nie było to spotkanie, o którym powinniśmy rozmawiać przez najbliższe pół roku. Ciekawie za to zrobiło się po meczu. Na konferencji prasowej Jose Mourinho, jak na niego przystało, wywołał burzę stwierdzeniem, że sędzia podarował komplet punktów rywalom. Chodzi o sytuację z 79. minuty – Ander Herrera pada w polu karnym i dostaje żółtą kartkę za grę aktorską.

Cztery dni później podopieczni Pepa Guardioli pokonali Swansea City 4:0 i obecnie mają na swoim koncie 49. punktów na 51. możliwych. Dorzucić do tego można średnią 3,05 bramki na mecz. Niesamowite liczby.

Derby Londynu

Wiem, wiem – jak nie Chelsea – Arsenal to co to za derby Londynu. Jakby nie było West Ham United też ma swoją siedzibę w tym mieście i w spotkaniu z „The Blues” poradził sobie całkiem przyzwoicie. Ok, wyśmienicie.

Jedyne co łączy te dwa kluby w obecnym sezonie to statystyki. Chelsea do tej pory strzeliła 31. bramek, tracąc przy tym 14. Z West Hamem jest dokładnie na odwrót. Hazard i spółka zajmują trzecie miejsce w lidze, Moyes i jego młotki… „Młoty” – 19. Efekt Premier League. Historia krótka i niektórym znana – 6. minuta, bramka Arnautovica na 1:0 i mimo usilnych starań drużyna z topu nie może odrobić strat do potencjalnego spadkowicza.

Derby Liverpoolu

Już ostatni raz czytacie słowo „derby”. Obiecuję.

Dziesiątego grudnia na Anfield Road Liverpool ugościł swoich sąsiadów – Everton. Gościł sprawiedliwie, jedną bramką dla siebie i jedną dla przyjezdnych. Po raz kolejny na listę strzelców wpisał się Salah i jest to niewątpliwie wizytówka Jurgena Kloppa w obecnym sezonie, ale problem „The Reds” nie znika już od dłuższego czasu – grają nierówno. Próżno w ich spotkaniach doszukiwać się stałego poziomu, zawsze znajdzie się dobry moment, żeby stracić komplet punktów.

Generalnie ten tydzień nie był najlepszy dla Liverpoolu. W 17. kolejce przyszło im się zmierzyć z West Bromwich Albion, które wszyscy znamy i kochamy.  W tym spotkaniu także był remis, tym razem bezbramkowy. Mówi się, że każdy punkt przybliża nas do sukcesu, ale w takich meczach lepiej zgarnąć komplet.

Warto odhaczyć w kalendarzu, że na boisku pojawił się Grzegorz Krychowiak i… zagrał wyśmienicie. Dla jak najlepszego wyobrażenia sobie tej sytuacji podam Tweeta od Michała Zachodnego, który szczegółowo rozpisał grę Polaka:

Na koniec standardowo polecam obejrzeć wszystkie bramki:

Komentarze:
Przeczytaj także: