Paweł Kaczmarek

Czerwona Premier League

Raport o czerwonych kartkach na przestrzeni ostatnich lat

31 sierpnia 2017

Start obecnego sezonu Premier League był imponujący. Siedem bramek w meczu Arsenal – Leicester, niespodziewana porażka Chelsea z Burnley, znakomita forma Manchesteru United, pogrom Liverpoolu z Arsenalem, wymienić można jeszcze kilka spotkań. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie, jednak kiedy przyjrzymy się bliżej wszystkim meczom rozegranym od początku rozgrywek, zobaczymy, że sędziowie aż dziewięciokrotnie karali piłkarzy czerwonymi kartkami. Czasami słusznie, czasami nie, ale sam fakt aż tylu „czerw” jest niepokojący. A mogło być ich jeszcze więcej, gdyby arbitrzy byli bardziej gorliwi.

Najostrzejszy start od dawna

Biorąc pod uwagę dziesięć ostatnich rozegranych sezonów (od 2007/2008), a konkretniej trzy pierwsze kolejki Premier League, można spostrzec, że w tegorocznych rozgrywkach została pokazana największa liczba czerwonych kartek. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka. Pierwszą, najbardziej oczywistą jest chęć wygrania meczu, zdobycia trzech punktów do tabeli. Łączy się to z tym, że czasem sytuacja na boisku wymaga od graczy natychmiastowego działania i, jakby nie patrzeć, lepiej dostać czerwoną kartkę, aniżeli dopuścić do straty bramki.

Wyrzucenie z boiska za faul na zawodniku wychodzącym sam na sam z bramkarzem można zatem usprawiedliwić, o ile drużynie uda się potem osiągnąć końcowy sukces. Do wybaczenia jest także czerwona kartka za zatrzymanie ręką piłki, która leci do bramki. Rzut karny to jeszcze nie gol, o czym świetnie przekonał się Luis Suarez podczas ćwierćfinału mistrzostw świata 2010, kiedy ręką wybijał piłkę z linii bramkowej. W konsekwencji otrzymał czerwoną kartkę, a Ghańczycy mieli rzut karny. Nie wykorzystali go i koniec końców przegrali z Urugwajem, który wtedy zajął czwarte miejsce.

Nie można wytłumaczyć jednak tego, co ma miejsce w tym sezonie. Zawodnicy zachowują się momentami tak, jakby kompletnie odcinało im prąd, brutalne zagrania (patrz Miguel Britos w meczu Watford – Brighton lub Gary Cahill w spotkaniu Chelsea – Burnley), uderzenia łokciami (patrz Marko Arnautović w meczu Southampton – West Ham i Kyle Walker w spotkaniu Manchester City – Everton) czy deptanie rywala na oczach sędziego (patrz Jonjo Shelvey w meczu Newcastle – Tottenham). Tęskno do sezonu 2009/2010, kiedy w pierwszych trzech kolejkach Premier League sędziowie nie ukarali żadnego gracza czerwoną kartką. Można? Można! Ale to tylko „wypadek przy pracy”.

W każdym z pozostałych omawianych sezonów w pierwszych trzech kolejkach piłkarze byli wyrzucani z boiska. Prawdziwymi specjalistami od otrzymywania czerwonych kartek byli piłkarze Arsenalu w sezonie 2011/2012. W pierwszej kolejce meczu nie dokończył Gervinho, w drugiej Emmanuel Frimpong, a w trzeciej Carl Jenkinson. Możemy sobie tylko wyobrażać, co czuł wtedy Arsene Wenger, kiedy po trzech kolejkach jego drużyna miała jeden punkt. W dodatku 28.08.2011 roku została upokorzona na Old Trafford, przegrywając 2:8. Równie mało czerwonych kartek było w sezonach 2008/2009 i 2016/2017. Wtedy sędziowie tylko dwukrotnie karali tak piłkarzy, a na liście „szczęśliwych wygranych” znaleźli się Mark Noble i Amdy Faye (08/09), a także Ben Watson oraz Harry Arter (16/17). Przez pierwsze trzy kolejki Premier League ostatnich 11 sezonów sędziowie pokazali aż 50 czerwonych kartek. Daje to średnią 0,45 czerwonej kartki na mecz.

To mit, że faulują tylko słabsi

Niestety, Premier League jest ligą, w której każdy może wygrać z każdym. Nieważne, czy gra się z beniaminkiem, z mistrzem kraju czy derbowe spotkanie. Zawsze trzeba być pozytywnie nakręconym. Zdarza się jednak tak, że mecze toczone są w nerwowej atmosferze, wystarczy wtedy jeden faul, jedno zagranie czy też zwykła prowokacja i nawet najlepszym puszczają nerwy. Nie inaczej było w sierpniu 2007 roku, kiedy Portsmouth rywalizowało z Manchesterem United. Po brzydkim faulu na rywalu czerwoną kartkę otrzymał Sulley Muntari, i wtedy się zaczęło. Napięcia nie wytrzymał Cristiano Ronaldo, uderzył rywala, za co sędzia bez wahania wyrzucił go z boiska.

Po meczu sir Alex Ferguson powiedział, że Portugalczykowi należała się taka kara. Biorąc pod uwagę topowe zespoły w lidze (United, Liverpool, Arsenal, Chelsea), dowiemy się, że piłkarze tych ekip byli upominani czerwonymi kartkami aż 12 razy. Dwukrotnie w pierwszych trzech kolejkach z boiska usuwany był Laurent Koscielny. Najpierw w swoim debiucie w Premier League (sezon 2010/2011) w meczu przeciwko Liverpoolowi obejrzał dwie żółte kartki. Tak samo było w spotkaniu pierwszej kolejki sezonu 2013/2014, kiedy Francuz nie dokończył przegranego meczu z Aston Villą. Kolejnym rodzynkiem na liście jest Carl Jenkinson, który, podobnie jak Koscielny, był karany dwiema czerwonymi kartkami na początku sezonu. Różnica jest taka, że Jenkinson „zdobył” je w dwóch różnych klubach. Najpierw w barwach Arsenalu (11/12), a potem w zespole West Ham United (15/16).

Najgorzej w defensywie

Jak można było się tego spodziewać, najczęściej faulującymi, a co za tym idzie, karanymi piłkarzami są gracze formacji defensywnych. Nie ma w tym nic dziwnego, to oni muszą najbardziej bronić dostępu do bramki, czasami uciekając się do nieczystych zagrań. Liderami w tej klasyfikacji są wspomniani wyżej Koscielny i Jenkinson. Zawodnicy w pomocy także się nie oszczędzają, wynika to jednak z zadań wyznaczonych im przez trenerów. Niektórzy na boisku są po prostu po to, by w krytycznej chwili sfaulować i nawet dostać czerwoną kartkę. W przypadku bramkarzy czterokrotnie zdarzało się w trakcie pierwszych trzech kolejek Premier League, aby otrzymali oni czerwoną kartkę, podobnie jak pomocnicy często ratowali sytuację, aby tylko rywal nie strzelił gola.

Im dalej w las, tym gorzej (?)

Początek tegorocznej kampanii Premier League był nad wyraz agresywny, czego skutki są widoczne gołym okiem. W niektórych przypadkach sędziowie byli surowi dla piłkarzy, bez wahania pokazując drugą żółtą kartkę lub bezpośrednio czerwoną (Kyle Walker w meczu z Evertonem), ale zdarzało się, że zawodnicy byli oszczędzani (Nathan Ake w spotkaniu z Manchesterem City). Jedno jest pewne, jeżeli sędziowie nadal z taką częstotliwością będą pokazywać czerwone kartki, bez wątpienia Premier League osiągnie w tym zakresie rekord – jeżeli tak się stanie, zdecydowanie nie będzie się czym chwalić. Należy mieć jednak nadzieję, że piłkarze się opamiętają, zaczną się szanować i grać, chociaż odrobinę, bezpieczniej. Przerwa na mecze reprezentacji to znakomity czas dla niektórych graczy, aby mogli sobie odpocząć i przemyśleć swoje zachowanie.

Komentarze:
Przeczytaj także: