Przemysław Gołaszewski

Bramkarz? A na co to komu, komu to potrzebne?

Liverpool wciąż traci mnóstwo bramek. Wina po stronie bramkarza?

14 grudnia 2016

Wiele piłkarskich „prawd” kręci się wokół defensywy. Jedna z nich mówi, że trofea zdobywa się właśnie grą w obronie, inna oznajmia, że drużynę buduje się od formacji defensywnej. Nie ma wątpliwości – strzelać gole jest naprawdę fajnie, ale trzeba robić wszystko, by ich nie tracić. Najważniejsze jest przecież „zero z tyłu, z przodu coś zawsze wpadnie.” Crystal Palace na obecnym etapie rozgrywek ligowych zdobyło o trzy bramki więcej niż Tottenham. „Koguty” mogą się jednak pochwalić najlepszą defensywą w Premier League, dzięki czemu zajmują w tabeli piątą lokatę. Crystal Palace jest z kolei trzy punkty nad strefą spadkową…

Radosna kapela Juergena Kloppa w ataku zachwyca – 37 trafień to najwyższa zdobycz w tym sezonie ligowym w Anglii. Gra ofensywna bawi liverpoolczyków co niemiara. Podopieczni niemieckiego szkoleniowca wchodzą na imprezę i wpadają w szaleńczy amok. Piłkarze z Anfield strzelają kolejne gole, popisują się dryblingami, wypadają naprawdę efektownie, ale następnego dnia nadchodzą wyrzuty sumienia – co my tam wyczynialiśmy, jak to możliwe, że znowu przeciwnik nam tyle nastrzelał?

Niekończąca się opowieść

Łagodnie mówiąc, defensywa Liverpoolu pozostawia wiele do życzenia. Jednym z jej elementów jest człowiek stojący pomiędzy słupkami. Bramkarze to odwieczna bolączka „The Reds”. Odkąd Jerzy Dudek, który też przecież zaliczał niezłe wtopy, wybronił pamiętną serię rzutów karnych w finale Ligi Mistrzów, przestało być kolorowo. Pepe Reina był solidnym golkiperem, jednak podczas jego przygody na Anfield pokonała go nawet dmuchana piłka. Brad Jones w ciągu pięciu lat spędzonych głównie na ławce rezerwowych Liverpoolu wystąpił łącznie w 27 meczach i wpuścił 35 goli. Kiedy Australijczyk pojawiał się już w wyjściowej jedenastce, kibice „The Reds” mocniej przygryzali wargi, a gdy rywal zbliżał się do bramki strzeżonej przez Jonesa, ich ciała wpadały w nerwowe konwulsje.

Wszystko wskazywało na to, że rok 2013 przyniesie stabilizację w bramce. Sprowadzenie Simona Mignoleta z Sunderlandu nosiło znamiona całkiem niezłego transferu. I zaczęło się naprawdę kapitalnie. W swoim debiucie przeciwko Stoke City Belg wybronił rzut karny wykonywany przez Jonathana Waltersa, a następnie dobitkę Kenwyne’a Jonesa. Fani mogli odetchnąć z ulgą – ich ukochany klub wreszcie miał w bramce swojego Strażnika Teksasu. Jednak z czasem ów strażnik zaczął dawać sygnały, że to tylko przebranie, że pod strojem dzielnego bodyguarda kryje się prosty, popełniający błędy człowiek. Wpadek pojawiało się coraz więcej, nadszedł przykry do śledzenia festiwal farfocli.

Niemiecka jakość?

Juergen Klopp dał Belgowi szansę na udowodnienie swoich możliwości. Ostatecznie niemiecki szkoleniowiec postanowił dokonać zmiany warty i tego lata na Anfield zawitał Loris Karius, który swego czasu występował już na Wyspach w barwach rezerw Manchesteru City. Opiewający na ponad sześć milionów euro transfer miał być w końcu tym właściwym. Sprowadzony z FSV Mainz golkiper opuścił pierwsze pięć spotkań obecnego sezonu. Debiut ligowy przypadł na mecz z Hull City, w którym Liverpool wysoko wygrał 5:1. Po piętnastu ligowych kolejkach Karius ma na swoim koncie dziesięć występów w barwach „The Reds”. Niemiec wpuścił na chwilę obecną 12 goli, w tym czasie jego drużyna zdobyła ich 26. Karius trzykrotnie zachował czyste konto, w dwóch z tych przypadków Liverpool bezbramkowo remisował.

Póki podopieczni Kloppa nie zawodzą w ataku, fani mogą być spokojni. Sezon jest jednak długi, w pewnym momencie może przytrafić się kryzys przedniej formacji, jeden z ważnych, ofensywnych elementów układanki Juergena Kloppa może doznać kontuzji i wypaść ze składu na dłuższy czas. W takiej sytuacji solidna gra w obronie będzie kluczem do ciułania kolejnych punktów. Nie ma co ukrywać – Liverpool walczy w tym sezonie o tytuł mistrzowski. Jak pisałem na początku tekstu, trofea zdobywa się defensywą. W tej chwili „The Reds” stracili 20 goli – najwięcej spośród pierwszych sześciu drużyn w tabeli. Jesteśmy daleko od tego, by o straty obwiniać jedynie bramkarza – wszak pierwszym obrońcą jest już napastnik. Golkiper ma jednak dawać poczucie bezpieczeństwa całej drużynie, stanowić skałę, która podtrzymuje całą konstrukcję. Czy Loris Karius jest taką osobą? Jest za wcześnie na jednoznaczną opinię, natomiast Kariusa zaczyna powoli dopadać przypadłość innych bramkarzy Liverpoolu – w grze Niemca pojawiają się głupie błędy…

Komentarze:
Przeczytaj także: