Redakcja

Bayern w drodze po kolejne mistrzostwo. Kto zagra w europejskich pucharach?

Pierwsza część podsumowania rundy jesiennej Bundesligi

29 grudnia 2017

Runda jesienna w Bundeslidze była niezwykle interesująca. Na czele już tradycyjnie znajduje się Bayern Monachium. Grupa pościgowa ma sporą stratę, ale w niej bardzo dużo się działo. Niesamowity ścisk w tabeli zapowiada bardzo pasjonującą walkę na wiosnę. Ale zanim rozpocznie się runda rewanżowa, należy przyjrzeć się temu, co działo się jesienią na niemieckich boiskach.

W naszym podsumowaniu skupiliśmy się na każdej drużynie Bundesligi. Pod uwagę braliśmy prognozy przedsezonowe, najlepsze i najgorsze mecze w rundzie, najlepszych i najsłabszych piłkarzy oraz prognozę na rundę rewanżową.

1. Bayern Monachium

Do października wydawało się, że dogonienie pierwszej Borussii Dortmund, która strzelała bardzo dużo i jednocześnie traciła mało bramek, będzie bardzo trudne. Od początku sezonu mistrzowie Niemiec przystąpili do rozgrywek w mocnym osłabieniu, bez kontuzjowanego Manuela Neuera, lecz jak się później okazało – świetnie zastąpił go Sven Ulreich, który przecież miał szukać w czerwcu nowego pracodawcy. Przełomowym momentem dla całego Bayernu było zwolnienie Carlo Ancelottiego po porażce 3:0 z Paris-Saint Germain i zastąpienie go przez doświadczonego Juppa Heynckesa.

Don Jupp tchnął życie w swoją nową-starą drużynę, której ponownie chciało się grać w piłkę. W krótkim czasie zmienił ją nie do poznania. Postawił na wahadle Jamesa Rodrigueza, który obecnie jest w świetnej formie, potrafi dośrodkować z rzutu rożnego czy wrzucić piłkę podczas akcji ofensywnej. Javi Martinez świetnie odnalazł się na pozycji defensywnego pomocnika, a Juan Bernat powoli wraca do podstawowego składu, choć trudno sobie wyobrazić, żeby grał on kosztem Davida Alaby. Skoro 72-latek odmienił swoich wszystkich zawodników na dobre, to niecierpliwie czekamy na powrót Renato Sanchesa, który skrócił swoje wypożyczenie z Swansea City i niebawem ma wrócić do Bayernu. Co się stanie z pogromcą reprezentacji Polski? Jedno jest pewne – do czerwca będzie musiał grać dla „Bawarczyków”, ponieważ w tym sezonie reprezentował już barwy dwóch klubów.

Najlepszy mecz rundy FC Hollywood, choć to określenie jest już przestarzałe, zagrał w rewanżu z PSG, w którym wygrał na własnym boisku 3:1. Natomiast najgorszy mecz przydarzył się jeszcze za kadencji Ancelottiego – porażka z tym samym klubem na Parc de Princes 0:3. Gdybyśmy mieli oceniać najlepszych piłkarzy, byłoby wielu kandydatów. Na tę chwilę wydaje się, że najlepsze recenzje otrzymują James Rodriguez i Robert Lewandowski, wyróżnić trzeba też Svena Ulreicha. Z drugiej strony trudno byłoby wymienić najgorszego zawodnika, ponieważ Bayern nie ma w tym sezonie słabych zawodników. Najbardziej z całej drużyny zawiódł… Carlo Ancelotti.

Obecnie Monachijczycy mają 11 punktów przewagi nad drugim Schalke 04, więc wydaje się, że to będzie kolejny sezon, w którym spokojnie i z dużą przewagą nad wiceliderem zajmą fotel mistrza Niemiec. Choć może nie bądźmy tego tacy pewni, bo BVB bardzo szybko straciło fotel lidera.

2. FC Schalke 04

Po fatalnym sezonie 2016/2017 mało kto na poważnie stawiał zespół z Gelsenkirchen w gronie kandydatów do znalezienia się na podium w następnych rozgrywkach Bundesligi. Zwłaszcza że zespół miał przejąć Domenico Tedesco, człowiek, który tak naprawdę dopiero rozpoczyna swoją trenerską karierę. W Schalke wierzono, że Tedesco stanie się kimś na wzór Juliana Nagelsmanna, który w Hoffenheim stworzył znakomitą drużynę, a sam wywindował się na piedestał wśród niemieckich trenerów. Nowy szkoleniowiec stanął przed bardzo trudnym zadaniem odbudowania choćby w małym stopniu potęgi klubu z Gelsenkirchen. Dziesiąte miejsce w sezonie 2016/2017 było wielką klęską. Dla Tedesco praca w Schalke wcale nie zaczęła się jakoś doskonale, ponieważ przed startem sezonu odeszło z klubu kilku ważnych zawodników, na czele z Klaasem-Janem Huntelaarem, czy Seadem Kolasinacem. Trzeba przyznać, że początek był bardzo trudny.

Okazało się, że Tedesco potrafił mimo uszczuplenia kadry stworzyć zespół, który zrobił furorę w pierwszej rundzie sezonu. Zespół Schalke imponował skutecznością, bardzo dobrą grą oraz walką do końca meczu o wynik. Tę wolę walki Schalke pokazało w swoim absolutnie najlepszym meczu w tym sezonie, który zagrali przeciwko znienawidzonej przez siebie Borussii. Mimo że „Koenigsblauen” do przerwy przegrywali już 0:4, to w drugiej połowie potrafili zagrać mecz życia i doprowadzić do remisu. Zdecydowanie najgorszym dla Schalke spotkaniem w rundzie jesiennej, takim, które wywołuje do dzisiaj traumę, jest oczywiście przegrana z Bayernem 0:3. Większość fanów spodziewała się porażki z mistrzem Niemiec, ale nikt nie przewidywał takiej klęski. Bayern obnażył wszelkie mankamenty w grze Schalke, których Tedesco nie był wtedy w stanie jeszcze naprawić.

Kogo można wyróżnić, a kogo zganić w Schalke za pierwszą rundę sezonu 2016/2017? Zdecydowanie najprościej jest pochwalić Amine’a Harita. Wyróżnił się on znakomitą grą, przeglądem pola, techniką i zaangażowaniem. Szczególnie waleczność Marokańczyka objawiła się w derbach Zagłębia Ruhry, gdy mimo kontuzji potrafił wrócić do gry i wraz z kolegami powalczyć o remis. Jeśli chodzi o naganę, łatwo by wyróżnić Breela Embolo. Oczywiście warto usprawiedliwić go, ponieważ przeszedł on poważną kontuzję i długo nie grał, ale mimo wszystko zagrał w tym sezonie 10 spotkań, w których szło mu bardzo słabo.

Co czeka na Schalke w rundzie rewanżowej Bundesligi? Wydaje się, że jeśli ktoś nie zagnie parolu na Harita czy Goretzkę, to raczej Schalke będzie w stanie utrzymać się w ścisłym czubie tabeli. Oczywiście z Bayernem będzie wręcz niemożliwe wygrać, ale śmiało „Koenigsblauen” mogą powalczyć o Ligę Mistrzów.

3. Borussia Dortmund

Dortmundczycy świetnie wkroczyli w początek sezonu, lecz później nie wiadomo dlaczego zaczęli gubić punkty na potęgę. Eksperci twierdzą, że głównym powodem jest brak Łukasza Piszczka, który zabezpieczał prawą stronę obrony – jednak już w ostatnim wygranym spotkaniu BVB z FC Augsburg (2:1) zespół grał bardzo słabo, a Polak znalazł się przecież w pierwszym składzie. Wydawać by się mogło, że „Duma Westfalii” ma plany podobne do włoskiego SSC Napoli, czyli skupić się w stu procentach na zdobyciu mistrzostwa kraju, tym samym ograniczając swoje siły w Lidze Mistrzów. Różnica jest jednak taka, że zespół Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego po rundzie jesiennej zajmuje fotel lider lidera z punktem przewagi nad drugim Juventusem, a Borussia zimuje na najniższym stopniu podium, już z 13 oczkami za Bawarczykami. Tak jak przełomowym momentem dla Bayernu była zmiana trenera, tak dla BVB były to zwolnienie Petera Bosza i sprowadzenie Petera Stoegera. Od momentu zmiany selekcjonera Borussia zaczęła z powrotem wygrywać mecze ligowe (2:0 z Mainz i 2:1 z TSG Hoffenheim), przegrywając jedynie 2:1 z wyżej wymienionym Bayernem Monachium.

Drużyna nie gra jeszcze efektownej piłki, która cieszyłaby oko kibica, ale najważniejsze, że jest w stanie wygrać spotkanie. Austriak ma ponad dwa tygodnie na odbudowanie swojego zespołu, który (doszczętnie) zniszczył Bosz. Najsłabszym meczem rundy był mecz z Schalke 04 zremisowany 4:4, mimo czterobramkowego prowadzenia do 60. minuty meczu. Tak naprawdę to wszystkie kolejki od tej z Augsburgiem do momentu zwolnienia Holendra były tak samo słabe, lecz stracenie tak wysokiego prowadzenia było prawdziwym frajerstwem. Z kolei najlepszy był mecz z Borussią Moenchengladbach wygrany 6:1. Mimo straconej jednej bramki, po której cała defensywa była załamana jak po bramce Robbena w finale Ligi Mistrzów w 2013 roku, BVB zagrała świetne spotkanie, co potwierdzają chociażby strzelone bramki.

Najlepszym zawodnikiem jest niepodważalnie Christian Pulisić, który w każdym meczu daje z siebie sto procent i to dzięki jego zachłanności Borussia zdobyła trzy punkty w spotkaniu z TSG Hoffenheim. Młody Amerykanin jest bardzo zachłanny na bramki i przede wszystkim na dobro swojej drużyny. Najgorszym zawodnikiem był Andre Schuerrle, który był wielkim niewypałem transferowym Thomasa Tuchela (to on chciał w swoim składzie mistrza Niemiec z 2012 roku), a przecież został on najdroższym transferem BVB – kupiono go za 30 milionów euro. Patrząc na postępy, które robi Borussia, myślę, że po przerwie świątecznej będzie walczyć o drugie miejsce i o wygraną w Lidze Europy, bo o fotel lidera będzie bardzo trudno. Nie ma co wybiegać w tak daleką przyszłość, bo w tym sezonie Bundesliga pokazała nam, jaka potrafi być zmienna.

4. Bayer Leverkusen

Po 17 kolejkach trzeba przyznać, że Bayer nie zawodzi oczekiwań ekspertów. „Der Werkself” grają na miarę swoich możliwości, zajmując 4. miejsce. Wykorzystują to, że nie grają na różnych frontach, dlatego też poważnie stawiają opór reszcie klubów marzących o grze w Lidze Mistrzów. Heiko Herrlich robi dokładnie to, czego wszyscy się po zespole spodziewali.

Prawdziwe możliwości Bayeru można było zobaczyć podczas 9. kolejki. Wtedy też zawodnicy z Leverkusen w roli gości zmiażdżyli silną przecież Borussię Moenchengladbach. Spotkanie zakończyło się wysoką wygraną 5:1. Podrażniony straconym golem z pierwszej połowy Bayer obudził się w szatni i po przerwie pokazał swój gniew. Po nocach zawodnikom z Leverkusen mogą śnić się koszmary, a wszystko za sprawą 1. FSV Mainz, które podczas 3. kolejki pokonało u siebie zawodników z BayArena 3:1. Mimo objęcia prowadzenia przyjezdnym nie udało się wyniku utrzymać, w dodatku stracili trzy gole.

Na ustach wszystkich jest Leon Bailey. Dwudziestolatek potrzebował czasu na rozkręcenie się, ale jak już załączył wyższy bieg, to mało kto mógł mu dorównać. Jamajczyk już zdobył w lidze sześć trafień i zaliczył cztery kluczowe podania, a wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze lepiej. Latem o tego piłkarza może powalczyć kilka większych firm od Bayeru. Mocno przyglądają się mu drużyny z Wysp Brytyjskich.

Nigdy nie jest tak, by nie mogło być lepiej. Straszny spadek formy zalicza Karim Bellarabi, który nie może liczyć na miejsce w wyjściowej jedenastce. Konkurencja nie śpi i wykorzystuje gorszy okres reprezentanta Niemiec. Piłkarz zdobył tylko jedno trafienie w lidze, przez co nie tylko ma problem w klubie, ale i raczej wyjazd do Rosji na mundial może sobie zagwarantować w roli kibica.

W Bayerze są wielkie pokłady sił. Młoda drużyna z Henrichsem, Brandtem, Haverztem czy Baileyem na czele może jeszcze pokazać wiele. Ekipa z Leverkusen może wykorzystać to, że kilka drużyn gra w europejskich pucharach i w walce z nieco zmęczonymi rywalami osiągać dobre wyniki. Oczywiście jest kilka kwestii do poprawy, jak chociażby występy u siebie czy gra w destrukcji podczas meczów wyjazdowych. Wydaje się jednak, że krok ku Lidze Mistrzów w następnym sezonie jest wykonany.

5. RB Lipsk

Mimo wszystko Lipsk bardzo zaskoczył wszystkich obserwatorów Bundesligi. Mieli ogromny budżet, a wcale nie kupowali najlepszych piłkarzy na świecie. Pozyskiwali zawodników, którzy dopiero mają wejść na światowy poziom. Zszokowali niemiecki świat piłkarski i ostatecznie osiągnęli sensacyjne, ale w pełni zasłużone wicemistrzostwo Niemiec. Wszyscy zastanawiali się nie czy, ale jak szybko najważniejsi piłkarze RB Lipsk zostaną rozsprzedani. Okazało się jednak, że nikt z nich nie odszedł, co więcej – do Lipska przybyło trzech naprawdę obiecujących zawodników, czyli Jean-Kevin Augustin, Kevin Kampl i Bruma. Z racji braku ubytków w składzie podopieczni trenera Ralpha Hasenhuettla byli przed tym sezonem poważniej traktowani jako kandydaci do mistrzostwa. Z drugiej strony zastanawiano się, jak Hasenhuettl pogodzi grę na trzech frontach.

Niestety dla Lipska, po raz kolejny nie byli oni w stanie przełamać swojego kompleksu, czyli Bayernu. Dla drużyny spod znaku Red Bulla mistrz Niemiec jest czymś w rodzaju klątwy. Nie dość, że młodzi gniewni z Lipska nadal nie mogą pokonać wielkich monachijczyków, to jeszcze w niemal każdym meczu przeciw nim któryś z podopiecznych Hasenhuettla dostaje czerwoną kartkę. Tym razem ten przykry los dopadł kapitana wicemistrzów Niemiec, Williego Orbana.

Z wyborem najlepszego meczu RB Lipsk w tym sezonie jest ciut trudniej. Lipsk zagrał fantastycznie w meczach z Freiburgiem i Borussią Dortmund. Zdecydowanie jednak warto docenić Lipsk za mecz z BVB. Jak powszechnie wiadomo, nie jest sztuką pokazać znakomitą grę przeciwko komuś słabszemu. Znacznie trudniej udowodnić, że gra się dobrze i efektownie przeciwko wielkim drużynom. Lipsk był wtedy kimś, kto przerwał swego rodzaju hegemonię Borussii z początku sezonu.

Bardzo dobrze do wicemistrza Niemiec wprowadził się Jean-Kevin Augustin. Wydaje się, że jego można śmiało najbardziej wyróżnić za pierwszą rundę sezonu 2017/2018. Wprowadził bowiem do zespołu RB Lipsk polot i finezję w ofensywie, co pozwoliło zespołowi Hasenhuettla utrzymać się w ścisłej czołówce. Zdecydowany regres swojej formy odnotował natomiast Naby Keita. Jest więcej niż pewne, że jest to pokłosie plotek transferowych oraz pewnego rodzaju frustracji Gwinejczyka, który bardzo chciał odejść do Liverpoolu. Wprawdzie stanie się to, ale dopiero w lipcu 2018 i właśnie przez to Keita jest wściekły, co pokazywał wielokrotnie na boisku.

Czy RB Lipsk będzie w stanie powtórzyć sukces z poprzedniego sezonu? Wydaje się, że mimo wszystko nie. Dlaczego? Narasta obawa, że gdy będzie zbliżał się koniec sezonu, to najlepsi piłkarze Lipska będą kuszeni coraz to lepszymi ofertami i niekoniecznie będą mogli się skupić na grze dla Lipska.

6. Borussia Moenchengladbach

Przed sezonem zapowiadało się no to, że Borussia może powalczyć realnie o miejsce w strefie dającej kwalifikacje do Ligi Mistrzów. Pierwszy krok do tego celu został zrealizowany. W tabeli 6. miejsce, ale „Źrebaki” mają tyle samo punktów co trzej rywale wyżej. Gorszy bilans bramkowy zepchnął ich niżej od pozostałych. Mogło być lepiej, bo jednak Borussia nie grała w tym sezonie w europejskich pucharach.

„Źrebaki” w tym sezonie koncentrują się tylko na krajowym podwórku, ale właśnie z tym jest problem. Niby to łatwe zadanie – skupić się tylko na grze praktycznie co tydzień. Problem w tym, że Borussia łapie straszne wahania formy. Potrafią w ciągu kilku dni męczyć się z jednym rywalem, by zaraz w następnym meczu całkowicie kontrolować przebieg wydarzeń na boisku. Bez wątpienia takim meczem, gdzie „Źrebaki” pokazały kunszt futbolu, było starcie z Bayernem Monachium. Jupp Heynckes po powrocie na ławkę trenerską przegrał tylko jeden mecz i to właśnie był pojedynek z Borussią (2:1). Najgorszy mecz zagrali z Bayerem Leverkusen. Na swoim boisku prowadzili do przerwy 1:0, ale dzięki sporemu szczęściu przyjezdnych pierwsza połowa skończyła się tylko na jednobramkowym prowadzeniu. To, co się stało po kwadransie odpoczynku, do dziś przeraża fanów Borussii. „Aptekarze” obudzili się i zaaplikowali gospodarzom pięć bramek.

W Moenchengladbach z dobrej strony pokazują się nowe nabytki oraz zdolna młodzież, ale to do starej gwardii należy liderowanie. Lars Stindl i Raffael wciąż pchają wózek ku górze tabeli. Obaj zaliczyli w sumie 10 goli, ale to nie ich chcielibyśmy wyróżnić najbardziej. Bardzo wysoką formę jesienią zaprezentował Thorgan Hazard. Brat bardziej znanego Edena jesienią zdobył sześć goli i dołożył do tego pięć asysty. Dodatkowo doskonale rozumie się z wcześniej wymienioną dwójką, co stwarza spory zamęt w szeregach obronnych rywali. Gra na tyle dobrze, że w mediach zaczęły pojawiać się plotki o jego powrocie do Chelsea.

Nie jest łatwo wskazać konkretnego najsłabszego piłkarza w Borussii. Wielu zmagało się z kontuzjami w trakcie rundy jesiennej. Początek sezonu stracił Vincenzo Grifo. Nowy nabytek potrzebował czasu na powrót do formy, błysnął w meczu z Hoffenheim i… zniknął. Mało było widać Włocha w tej rundzie. Liczymy, że po przerwie i krótkim zgrupowanie będzie prezentował formę jak za czasów gry we Freiburgu. Skrytykować należy jeszcze Raula Bobadillę, który w Augsburgu był jedną z kluczowych postaci. W Moenchengladbach nie potrafi rozbić duetu Stindl–Raffael.

Jeżeli Dieterowi Heckingowi uda się ustabilizować formę swoich zawodników, to Borussia znajdzie się w najlepszej czwórce ligi niemieckiej. Skład „Źrebaków” jest szeroki i ma spory potencjał, co najlepiej pokazało ostatni mecz w rundzie jesiennej Bundesligi. Muszą znaleźć się w europejskich pucharach, bo kibice nie wyobrażają sobie drugi rok z rzędu oglądania wyłącznie meczów ligowych. Awans do Ligi Europy może być lekkim rozczarowaniem, ale patrząc na tabele – akceptowalnym.

7. TSG 1899 Hoffenheim

Ekipa Juliana Nagelsmanna stanowiła małą zagadkę na obecny sezon. Dla Hoffenheim ten rok to jeszcze debiut w europejskich pucharach, co miało być prawdziwym sprawdzianem siły drużyny z Sinsheim. Biorąc pod uwagę straty, jakie poniosło TSG, zapowiadano umiejscowienie się ich na pozycji dającej europejskie puchary. Na ten moment to 7. miejsce, ale w zasięgu jest nawet pozycja wicelidera.

Do miana najlepszego meczu rundy zdecydowanie należy pojedynek z RB Lipsk. Taktyka defensywna i zagęszczenie środka pola sprawiły, że Hoffenheim wbił rywalom cztery gole. Pamiętne są też wygrane z Bayernem i Schalke po 2:0. Najbardziej jednak w pamięci zapadła porażka na swoim boisku z Borussią Moenchengladbach. To, że „Wieśniaki” nie grają tak, jak by chciał trener, pokazało zachowania Nagelsmanna z tego przegranego meczu. Po stracie kolejnej bramki wściekły trener chciał cisnąć butelką w dach ławki rezerwowych. Zrobił to na tyle nieudolnie, że trafił jednego z kibiców na trybunach, którego po meczu osobiście przeprosił. Hoffenheim, podobnie jak właśnie ekipa z Moenchengladbach, w rundzie jesiennej miało spore wahania formy.

Zdecydowanie największym plusem w szeregach Hoffenheim jest Mark Uth. Ten 26-letni napastnik strzelił dziewięć goli i zaliczył dwie asysty. Strzelał gole w ważnych meczach, w tym doppelpack z Bayernem. W ostatnim meczu rundy z Borussią Dortmund również zameldował się na liście strzelców. Poza nim cały czas ważnymi postaciami „Wieśniaków” są Kerem Demirbay i Benjamin Huebner. Forma Utha pozwoliła na łatwiejsze rozstanie się z Sandro Wagnerem, który od stycznia będzie zawodnikiem Bayernu. Kłopoty dla TSG zaczną się latem, bo po sezonie aktualnie najlepszy strzelec drużyny prawdopodobnie przeniesie się do Schalke.

W rundzie jesiennej na boisku nie potrafił odnaleźć się wszechstronny Andrej Kramarić. Znacznie więcej oczekiwano po Chorwacie, który w poprzednim sezonie należał do liderów Hoffenheim. Początek sezonu miał dobry, ale od końcówki października wyraźnie obniżył loty i nawet stracił miejsce w wyjściowej jedenastce „Wieśniaków”.

Skoro Hoffenheim nie gra już w europejskich pucharach, to Julian Nagelsmann powinien przez przerwę odpowiednio „ukierunkować” zespół. Jesteśmy zdania, że na wiosnę będą znacznie groźniejsi niż jesienią. Być może potrzebne będzie pozyskanie dwóch–trzech nowych zawodników. Dla ekipy z Sinsheim celem minimalnym będzie zajęcie miejsca dającego Ligę Europy.

8. Eintracht Frankfurt

Mało kto stawiał Eintracht w roli faworyta, ba, nawet kandydata do walki o podium w Bundeslidze w sezonie 2016/2017. Tego podejścia nie zmieniło nawet znakomite starcie z Borussią Dortmund w finale Pucharu Niemiec. Mało kto nadal traktuje Eintracht poważnie. Mimo to Niko Kovać kompletnie nie przejmuje się niepochlebnymi opiniami i spokojnie, krok po kroku, wykonuje swoją pracę.

Ta praca przynosi małe, ale jednak widoczne efekty. Awans do finału Pucharu Niemiec sprawił, że Eintracht zaczął coraz bardziej wierzyć w to, że może coś w niemieckim futbolu klubowym osiągnąć. Doznał swego rodzaju olśnienia, nowej mentalności, która pozwoli mu w czasie dojść do większych sukcesów. Choć ósme miejsce w połowie sezonu wydawałoby się całkiem dobre, to widać, że dla Eintrachtu jest lekkim rozczarowaniem. Z drugiej jednak strony „Orły” w porównaniu do końca poprzedniego sezonu zanotowały progres o dwie pozycje w tabeli.

Czy był taki mecz w sezonie 2017/2018, który był takim spotkaniem sezonu dla Eintrachtu? Trudno wskazać takie starcie, ponieważ tak naprawdę takiego nie było. Wydaje się, że jedynym takim meczem mogłoby być spotkanie podopiecznych Kovaca z Borussią Dortmund, które zremisowali 2:2. Równie trudno znaleźć najgorszy mecz. Najsłabszego spotkania nie przedstawimy, gdyż Eintracht tak naprawdę nie miał jakiegoś wybitnie kiepskiej kolejki.

Zdecydowanie swoją grą w tym sezonie zaimponował Lukas Hradecky. Na ten moment według „Kickera” jest zdecydowanie najlepszym piłkarzem zespołu Kovaca. O docenieniu Hradecky’ego świadczy choćby nota, ponieważ reprezentant Finlandii ma jako jedyny w Eintrachcie notę poniżej 3, czyli bardzo dobrą. Wielokrotnie pokazywał w tym sezonie swój nieprzeciętny kunszt i niemal natychmiast wzbudził zainteresowanie lepszych klubów. Niesamowicie z kolei zawodzi szwedzki napastnik, Branimir Hrgota. Według „Kickera” zasługuje on na notę ponad 5, co jest fatalnym wynikiem. Wydaje się, że ten napastnik ma podobny status we Frankfurcie jak Cordoba w Kolonii.

Czego może oczekiwać Eintracht w rundzie rewanżowej? Wydaje się, że śmiało mogą oni powalczyć o wyższą lokatę. Zwłaszcza że mają bramkarza, który daje im gwarancję spokoju z tyłu. Mimo wszystko Eintracht musi jednak kupić do przodu kogoś, kto zagwarantuje im kilkanaście bramek na wiosnę.

9. FC Augsburg

Przed sezonem mało kto dawał Augsburgowi szanse na coś więcej niż walkę w dolnych rejonach tabeli. Eksperci i statystycy jasno określili miejsce, w którym ekipa prowadzona przez trenera Manuela Bauma znajdzie się po zakończonym sezonie. Mało kto dawał piłkarzom z WWK Arena szanse na pozycję wyższą niż 10. miejsce. Po rundzie jesiennej jest zgoła inaczej. FCA jest zdecydowanie bliżej pozycji dających możliwość gry w pucharach aniżeli walki o pozostanie w najwyższej lidze. Dlatego też połowę sezonu klub musi uznać za bardzo udaną. Mimo kilku bardzo poważnych strat, wśród których było odejście chociażby Raula Bobadilli, udało się Baumowi ułożyć wszystko na tyle dobrze, że kibice nie mają powodów do zmartwień.

Zdecydowanie przeważają lepsze występy, dlatego wyszukać jedno konkretne spotkanie w wykonaniu Augsburga jako to na plus jest trudniej. Warto przypomnieć zwycięstwo odniesione nad RB Leipzig na WWK Arena, kiedy to podopieczni Bauma wygrali po szybko zdobytym golu 1:0. Autorem trafienia był nowy nabytek, Michael Gregoritsch. Z kolei do najgorszego meczu nie trzeba wracać daleko. Jest nim ostatni występ rundy przeciwko SC Freiburg, czyli drużynie, która radzi sobie, delikatnie mówiąc, przeciętnie. O ile FCA ładnie zaczęli, hattricka zdobył do tego Alfred Finnbogason, o tyle ratowanie wyniku w ostatnich sekundach, kiedy przeciwnikiem jest zespół z Fryburga, chluby nie przynosi, tym bardziej na własnym terenie. W meczu padł wynik 3:3, a przecież runda jesienna mogła zakończyć się nieco lepiej.

Trudno wskazać tego jednego. Wielu zasłużyło na oklaski za występy. Idąc tropem not, jakie daje „Kicker”, można wnioskować, że najlepszy spośród piłkarzy Augsburga był Philip Max. Lewy obrońca właściwie w każdym meczu zaliczał asystę, dzięki czemu zyskał wiele uznania. My jednak mimo wszystko postawimy na Michaela Gregoritscha, któremu przejście z Hamburga do Augsburga wyszło na dobre. Zawodnik trafił latem do klubu i z miejsca stał się czołowym zawodnikiem zespołu. Niech obronią go statystyki, ponieważ osiem trafień i cztery asysty w 16 grach muszą robić wrażenie.

Cóż, trudno w zespole zasługującym na pochwały znaleźć tego, kto zawodził. Wydaje się jednak, że więcej mógł pokazać Caiuby. Piłkarz z takim bagażem doświadczeń przygasł wśród klubowej konkurencji. Mimo że grał praktycznie w każdym spotkaniu, zdołał zdobyć jedynie cztery gole.

Nie ma co się spodziewać lepszych wyników niż te, jakie zespół osiągnął jesienią. Jeżeli w klubie uda się zatrzymać najważniejsze ogniwa, to drużyna powinna sezon skończyć w środku tabeli. Mało prawdopodobne jest, by FC Augsburg zdołał wywalczyć sobie przepustkę chociażby do kwalifikacji do Ligi Europy, choć kto wie.

Komentarze:
Przeczytaj także: