Mateusz Mazur

Asensio show: Podsumowanie 1. kolejki Euro U-21

Pierwsze mecze „polskiego” Euro za nami, czas więc na pierwsze podsumowania

18 czerwca 2017

Za nami pierwsza kolejka Euro, pierwszy pokaz sił, pierwsze zaskoczenia i rozczarowania. Faworyci nie zawiedli, gwiazdy pokazały swoją siłę i jedynie poziom piłkarski gospodarzy turnieju znacznie odbiegał od naszych oczekiwań.

Grupa A

Świetnie zorganizowana drużyna Słowacji sprawiła, że szanse reprezentacji Polski na awans już po pierwszym meczu spadły do minimum. Po piorunującym początku Polacy szybko dali się zdominować, grali bez pomysłu, brakowało osoby, która potrafiłaby wziąć na siebie ciężar gry, i nawet pomimo tego mogli rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Jeśli dodamy do tego Bielika i Piątka kwestionujących metody trenera Dorny, to atmosfera panująca wokół kadry wydaje się być gorsza niż po Euro 2012, a to, trzeba przyznać, spory wyczyn. Z drugiej strony mamy podopiecznych Pavla Hapala, którzy byli o poziom lepsi indywidualnie i o dwa poziomy lepsi jako kolektyw. Świeżo koronowany król środka pola Lobotka, wypożyczony do Cracovii Mihalik i odrobina szczęścia to zmienne, które w dużej mierze zdecydowały o końcowym wyniku tego meczu.

Na otwarcie turnieju zobaczyliśmy spotkanie, o którym wypadałoby jak najszybciej zapomnieć. Angielska młodzieżówka postanowiła chyba wziąć przykład ze swoich starszych kolegów, bowiem ten mecz to kopiuj-wklej większości spotkań dorosłej reprezentacji Anglii z ostatnich lat. Początkowy szturm na bramkę Cajtofta nie przyniósł oczekiwanych rezultatów i z każdą kolejną minutą „Synowie Albionu” coraz bardziej oddawali pole gry Szwedom. Ci jednak, podobnie jak ich rywale, nie potrafili wykorzystać nadarzających się okazji, włącznie z rzutem karnym, którym w samej końcówce mogli pogrążyć Anglików. Wahlqvist uderzył jednak najgorzej jak mógł, lekko, w sam środek, przy tym niezbyt śpiesznie podbiegając do piłki. Pickford zdążył zostawić rękę, którą uratował Anglikom jeden punkt.

Grupa B

Tutaj sytuacja wyglądała o wiele ciekawiej niż w „polskiej” grupie. Jak się okazało, danie główne miało zostać podane dopiero wieczorem, ale przystawka w postaci meczu Portugalia – Serbia również okazała się całkiem smaczna. Serbowie stwarzali okazje, a Portugalczycy zdobywali bramki, tak w kilku słowach można opisać to spotkanie. Podopieczni Nenada Lalatovicia zagrali naprawdę dobry mecz i momentami potrafili zdominować Portugalczyków, ale przez spory problem z wykończeniem nie byli w stanie ugrać choćby punktu. Błąd Vanji Milinkovicia-Savicia, który odbił piłkę wprost pod nogi wbiegającego Guedesa, pozwolił piłkarzom z Półwyspu Iberyjskiego objąć prowadzenie, które dzięki konsekwentnej grze udało się jeszcze powiększyć. Renato Sanches, który pojawił się na boisku w 59. minucie, zdążył popisać się kapitalną asystą, którą na gola zamienił Bruno Fernandes. Prawdziwy test czeka Portugalczyków już we wtorek, gdyż najprawdopodobniej właśnie ten mecz zdecyduje o tym, kto zajmie pierwsze miejsce w grupie B.

Znakomicie turniej rozpoczęła Hiszpania, która w świetnym stylu rozbiła Macedonię 5:0. Nie jest tak, że Macedończycy przyjechali na mecz po jak najmniejszy wymiar kary – oni naprawdę starali się grać w piłkę i momentami wychodziło im to nieźle. Pomimo kilku goli strzelonych przez Hiszpanów nie poddawali się i usilnie starali się zdobyć bramkę honorową i kilka razy byli bardzo blisko. Ale jak mogli przeciwstawić się maszynie Alberta Celadesa, która pomimo ataków Macedonii konsekwentnie wykonywała swój plan na to spotkanie. Asensio, który już zrównał się w liczbie bramek z królem strzelców poprzedniego turnieju, był nie do zatrzymania. Wydawało się, że gdyby zdecydował się na uderzenie z połowy boiska, to ono też znalazłoby drogę do bramki strzeżonej przez Aleksovskiego. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Hiszpania zdaje się mieć jeszcze spore rezerwy. Macedonia jest pełnoprawnym uczestnikiem Euro, który walczył o awans w kwalifikacjach i absolutnie nie należy umniejszać ich umiejętności. Papierkiem lakmusowym dla oczekiwań hiszpańskich kibiców będzie jednak wtorkowy mecz z Portugalią, w którym okaże się, na co tak naprawdę stać Hiszpanów.

Grupa C

Walka w grupie C rozpoczęła się od spotkania Niemcy – Czechy. Pierwsza połowa nadawałaby się pewnie do zapomnienia, gdyby nie bramka do szatni strzelona w 44. minucie przez Meyera. Kolejny gol zdobyty został niedługo po wznowieniu gry w drugiej połowie. Po bardzo dobrym przerzucie Maksa Arnolda i błędzie obrońcy piłkę w siatce umieścił nowy nabytek Bayernu – Serge Gnabry. Był on też motorem napędowym niemieckiej drużyny na przestrzeni całego meczu. Brał udział w większości akcji ofensywnych reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów. Chociaż Czesi zagrali w drugiej połowie nieco lepiej niż w pierwszej, to fatalna dyspozycja strzelecka Shicka zaprzepaściła szanse na ugranie czegokolwiek w tym spotkaniu. Zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale końcówka drugiej połowy to jeden wielki popis nieskuteczności obu drużyn. Nie pomógł jeden z kontrataków, gdzie Niemcy znaleźli się w sytuacji trzech na jednego, nie pomógł rzut karny zmarnowany przez Selke. Mecz zakończył się rezultatem 2:0, dzięki czemu podopieczni Stefana Kuntza mogli ze spokojem oczekiwać tego, co zrobią ich główni grupowi rywale – Włosi.

A Włosi mimo twardych warunków postawionych przez Danię stanęli na wysokości zadania. Dużo mieliśmy w pierwszej kolejce bramek, które mogą aspirować do miana najładniejszej w całym turnieju. Na pewno do ich grona możemy zaliczyć przepiękne uderzenie Pellegriniego, które uspokoiło grę i w dużej mierze przyczyniło się do zdobycia trzech punktów. Duńczycy stali się za to kolejną reprezentacją, która pomimo porażki naprawdę mogła się podobać, kilkakrotnie postraszyli rywala i interweniować zmuszony był Donnarumma. Włoski bramkarz, mimo że nie musiał ani razu wyciągać piłki z siatki, spotkania z Danią raczej nie będzie wspominał szczególnie miło. Sympatycy Milanu postanowili dobitnie pokazać 18-letniemu bramkarzowi, że nie mają o nim najlepszego zdania, czego dowodem miało być obrzucenie go sztucznymi dolarami.

 

Komentarze:
Przeczytaj także: