Michał Krzeszowski

Arsenal nie przełamał klątwy. Bayern poleci do Londynu po przepustkę

„Bawarczycy” na Allianz Arena rozbili „Kanonierów”

16 lutego 2017

Środowy hit w Monachium w pierwszej połowie przyniósł sporo emocji. W drugiej części spotkania wystarczyło wyjąć jeden element układanki ze składu Arsenalu i Bayern przejął całkowicie inicjatywę. Celem „Kanonierów” było przywieźć do Londynu korzystny wynik, ale podopiecznym Arsene’a Wengera brakło sił i umiejętności na walkę przez 90 minut z Bayernem. Na 99% gospodarze zapewnili sobie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.

Na wtorkowej konferencji prasowej Arsene Wenger zapowiadał walkę o skuteczny wynik i strzelenie przede wszystkim gola w Monachium, który mógłby dużo znaczyć w kontekście rywalizacji w dwumeczu. Carlo Ancelotti wraz z Matsem Hummelsem podkreślali siłę Bayernu na własnym obiekcie i chęć postawienia ważnego kroku w kierunku ćwierćfinału właśnie na Allianz Arena. Klub z Bawarii nie mógł skorzystać z kontuzjowanych Jerome’a Boatenga oraz Francka Ribery’ego. Z piłkarzy Arsenalu na liście kontuzjowanych znaleźli się: Santi Cazorla, Mathieu Debuchy, Aaron Ramsey i Lucas Perez. Nazwisko ostatniego z tej listy było wymieniane jako następcy dla słabo dysponowanego Mesuta Oezila. Niestety Hiszpan złapał uraz tuż przed wylotem do Monachium.

Przed rozpoczęciem meczu o obu drużynach można było powiedzieć, że mierzą się dwie ekipy będące w słabszej formie. Na dyspozycję tych zespołów w ostatnim czasie tylko narzekano, nawet w przypadku zwycięstw. Wracając do wydarzeń w Monachium, Wenger lekko zaskoczył, wystawiając na bramkę Davida Ospinę. Kolumbijczyk bronił w fazie grupowej i francuski menedżer widział w nim jednego z autorów sukcesu wygrania grupy. Od początku swój styl gry narzucał Bayern. Tradycyjnie prowadził długie ataki pozycyjne, ale po stracie piłki zawodnicy gospodarzy błyskawicznie atakowali przeciwnika pressingiem. Długo nie trzeba było czekać z otwarciem wyniku, bo już w 10. minucie Arjen Robben, w swoim stylu po zejściu na lewą nogę do środka, strzelił piękną bramkę. Po golu Bayern nie odpuszczał, a Arsenal szykował się tylko na kontry. Ok. 30. minuty miejscowi złapali zadyszkę. Pierwszym jej objawem był rzut karny dla gości po faulu Roberta Lewandowskiego na Laurencie Koscielnym. Do piłki ustawionej na wapnie podszedł Alexis Sanchez. Strzał Chilijczyka obronił Manuel Neuer, ale przy dobitce dobitki nie był w stanie zatrzymać futbolówki. Nie popisali się przy tej sytuacji obrońcy, bo powinni zablokować piłkarza Arsenalu. „Kanonierzy” chcieli pójść za ciosem, ale Granit Xhaka i Oezil zmarnowali swoje szanse. Bayern schodził na przerwę z remisem tylko dzięki Neuerowi.

Bez kapitana ani rusz

Na początku drugiej odsłony stało się coś bardzo niedobrego dla Arsenalu. W 49. minucie boisko z powodu kontuzji uda musiał opuścił Laurent Koscielny. Obrońca gości miał już opatrunek na nodze, co może sugerować o walce z urazem jeszcze przed starciem z Bayernem. Była to olbrzymia strata, bo Francuz „trzymał” całą obronę „Kanonierów”. Razem z Shkodranem Mustafim w pierwszej połowie niemal całkowicie wyłączyli Lewandowskiego z gry. W polu karnym przyjezdnych nie miała prawa przecisnąć się najmniejsza myszka. Niestety razem z zejściem Koscielnego cała defensywa Arsenalu posypała się, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Niecałe pięć minut po zejściu kapitana gości Lewandowski strzelił gola i parę minut później obsłużył genialnym podaniem Thiago Alcantarę, który podwyższył wynik na 3:1.

Działa bez prochu

Dwie szybko stracone bramki wewnętrznie rozbiły Arsenal. Za to nowych sił nabrał Bayern i z minuty na minutę był coraz groźniejszy. W bramce miał co robić Ospina i bez wątpienia do niego nie można mieć pretensji o stracone gole. Dodatkowo Kolumbijczyk popisał się fantastyczną interwencją na linii bramkowej przy strzale głową Javiego Martineza. W 63. minucie rykoszet zmyla golkipera gości, a Thiago może cieszyć się z drugiego gola. Wynik na tablicy świetlnej 4:1, a piłkarze Arsenalu najchętniej zeszliby już do szatni. Ogólnie patrząc na drugą połowę, można odnieść wrażenie, że ktoś podmienił w przerwie „Kanonierów”. Ancelotti zaczął powoli ściągać z boiska bohaterów monachijskiego wieczoru, dając szanse piłkarzom bardziej defensywnym. To nie był koniec strzelania. W ostatnich minutach meczu popis nieudolności dał Alex Oxlade-Chamberlain, który robiąc „kółeczka” przed własnym polem karnym, łatwo stracił piłkę i podarował gospodarzom piątego gola. Anglik mógł już się tylko wściekać na siebie i wszystko wokół.

Robert Lewandowski miał niezwykle trudne pierwsze 45 minut. W polu karnym bardzo szczelnie pracowała obrona Arsenalu. Polak dostał jedną okazję do strzelenia, ale jej nie wykorzystał. W drugiej połowie po zejściu Koscielnego miał znacznie więcej swobody. Najlepszym dowodem tego jest strzelona bramka głową oraz świetna asysta przy golu Thiago, przy której napastnik Bayernu wyciągnął za sobą defensorów rywala. „Lewy” miał jeszcze jedną okazję na strzelenie gola, ale piłka wylądowała na słupku bramki Ospiny. Występ w meczu z Arsenalem zakończył w 86. minucie, gdy został zmieniony przez Thomasa Muellera.

***

Rewanż na Emirates będzie tylko dopełnieniem formalności. Bayern, wygrywając po raz 16. z rzędu na swoim stadionie w Lidze Mistrzów, wypracował sobie tak pewną przewagę, że tylko cud może uratować Arsenal. Trudno sobie coś takiego wyobrazić, a więc „Bawarczycy” polecą od Londynu po przepustki do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Rewanż odbędzie się 7 marca, a na pewno nie zagra w nim Philipp Lahm, który będzie pauzować za żółte kartki.

Komentarze:
Przeczytaj także: