Wojciech Kowalski

Buldożer Antonio Conte ośmieszył Jose Mourinho

Manchester United zdeklasowany przez Chelsea

23 października 2016

Miesiąc temu u większości z nas pojawiła się lekka nuta wątpliwości co do powodzenia misji Antonio Conte. Porażki z Liverpoolem i Arsenalem raczej nie wskazywały na to, że Włoch wykonał już pewne kroki w kierunku tworzenia zwycięskiego zespołu według własnego projektu. Dziś, kilka tygodni po wspomnianych niepowodzeniach, wiemy już nieco więcej, a także dostrzegamy pewne symptomy świadczące o stopniowym klarowaniu się zespołu z Londynu według przepisu byłego selekcjonera Italii.

Maszyna Conte się rozkręca

Jeśli poprzednie spotkanie z Leicester mimo przekonującego zwycięstwa traktowaliśmy jeszcze z rezerwą, po meczu z teoretycznie bardziej wymagającym Manchesterem United nie mamy już wątpliwości, że Chelsea gra coraz lepiej. Ten zespół się zazębia, a co najważniejsze, widać w nim pomysł na grę, a także pewną dyscyplinę taktyczną. A dzisiejszy pojedynek, nie bójmy się tych słów, był najlepszym spektaklem tego sezonu w wykonaniu „The Blues”.

4:0

Pierwszy gol już w 30. sekundzie. Prawdziwa deklasacja rywala

Jednakże tu nie chodzi już o pokaźną zaliczkę bramkową, jaką żołnierzom Conte udało się wbić Manchesterowi, drużynie, która jeszcze kilka dni temu potrafiła kompletnie zablokować i zneutralizować Liverpool Kloppa. Zerknijmy lepiej na poszczególne elementy doskonale funkcjonujące w ekipie ze Stamford Bridge.

Po pierwsze, już trzeci mecz z rzędu Włoch postanowił rozpocząć z ustawieniem trójki obrońców. Na początku rozgrywek starał się jeszcze wzbraniać przed takim rozwiązaniem, lecz prędzej czy później jego zamiłowanie do tego systemu musiało wziąć górę. W końcu czasem najlepiej powrócić do najbardziej zaufanego pomysłu. I rzeczywiście, odkąd Conte przekwalifikował formację defensywną na trójkę Cahill–Luiz–Azpilicueta, gra obronna jego zespołu nie przyprawia już tyle bólu głowy, co np. w spotkaniu na Emirates. Zamiast podgrzewać atmosferę, teraz ludzie odpowiedzialni za zabezpieczenie tyłów faktycznie wprowadzają spokój i stabilizację, tak zresztą potrzebne do dalszego rozwoju wizji szkoleniowca Chelsea.

Poukładana drużyna

Co ważne, wygląda na to, że trener „The Blues” w końcu dotarł do psychiki swoich zawodników, zachęcając ich do większego zaangażowania w pressing i odbiór, czyli właściwie ciągłą obronę niemal całym zespołem. To, co nam zaimponowało już tydzień temu, dzisiaj również było doskonale widoczne. W taktyce Włocha świetnie odnajduje się Kante, intensywnie pracujący w środku pola. Dziś natomiast zaszokował, przeprowadzając szybką akcję (!), zakończoną kiwką (!!) i strzałem (!!!).

I wreszcie, do znakomitej formy powraca Eden Hazard. Chociaż długo kibice na to czekali, prawdopodobnie w tym sezonie Belg znowu będzie prawdziwym liderem ich ukochanego zespołu. Ile znaczy jego wyśmienita gra, widać gołym okiem – to prawdziwy skarb, wreszcie ciągnie ofensywną grę swojego zespołu, podejmuje ryzyko, walczy, wszędzie go pełno na połowie rywala. Wygląda po prostu jak gość, który odzyskał radość ze swojej piłki, a także wiarę, że może wskoczyć na wyższy poziom. Niewykluczone, że potrzebował nowego impulsu, by raz jeszcze eksplodować formą. Widocznie Conte gwarantuje mu coś, czego od dłuższego czasu nie mógł znaleźć u Mourinho.

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść?

No właśnie… Jose, coraz trudniej szukać jakichkolwiek pozytywów broniących Portugalczyka na JAKIEJKOLWIEK ławce prestiżowego klubu. Praca Portugalczyka na Old Trafford znów przypomina jego najgorsze demony. Powoli mija już kolejny miesiąc, a w drużynie „Czerwonych Diabłów” dalej nie widać całego ładu i składu. Jest „Ibra”, Pogba, utalentowany Rashford, tylko co właściwie dziś z ich obecności na placu gry wynika? Szczerze mówiąc, my nie wiemy i mamy obawy, że odpowiedzi na to pytanie nie zna również sam Mourinho.

Bezradność najbardziej widać w dyspozycji Pogby, na którego wciąż nie znaleziono tak na dobrą sprawę pomysłu. Kim właściwie ten zawodnik jest? Utalentowaną „szóstką”, „ósemką”, a może „dziesiątką”? Czas niebłagalnie leci, oglądamy kolejne spotkania United i wciąż trudno nam znaleźć najlepsze miejsce dla francuskiego pomocnika. Oby tylko ta historia nie skończyła się na tym, że chłopak wyląduje w odmętach historii jako ofiara własnej ceny.

Manchester już nie taki dominator

Zabawne, przed sezonem w ciemno wręczaliśmy tytuł mistrzowski któremuś z przedstawicieli przemysłowego Manchesteru. Tymczasem dziś oba kluby przeżywają drobny regres, w końcu potknięcie zaliczyli dziś również zawodnicy Pepa Guardioli, remisując u siebie z Southampton. O ile jednak w City jeszcze nie wypada mówić o pożarze, o tyle na Old Trafford już od jutra powinno być gorąco. Co prawda nie przeczuwamy jeszcze dymisji Jose, lecz co tu dużo mówić – artykułów na temat jego upadku z każdą taką porażką będzie po prostu przybywać.

Komentarze:
Przeczytaj także: