Jakub Najwer

Alexis Sanchez – talizman Arsenalu

Przyjrzyjmy się, ile Chilijczyk znaczy dla „Kanonierów”

28 czerwca 2017

Coraz głośniej możemy usłyszeć o potencjalnym transferze Alexisa. Manchester City, Juventus, Bayern, kluby chińskie, Chelsea… brakuje tutaj chyba tylko Legii. To jedynie kilka klubów, które mniej lub bardziej poważnie brały pod uwagę ściągnięcie do siebie niekwestionowanej gwiazdy Arsenalu i całej ligi angielskiej. Co może oznaczać potencjalne odejście owego piłkarza dla Arsena Wengera i jego podopiecznych? Spójrzmy na to przez pryzmat tego, czego dokonał w Anglii do tej pory. 

Niechciany w Barcelonie, przyjęty w Londynie

Alexis do Arsenalu przeniósł się z hiszpańskiej potęgi – FC Barcelona. To już drugi podobny transfer Wengera. Pierwszym był oczywiście Mesut Oezil ściągnięty z Realu Madryt. Jedne jak i drugie przenosiny piłkarzy z Hiszpanii na Wyspy wywołały spore zaskoczenie wśród fanów ligi angielskiej, bo przecież Francuz kupować drogo nie lubi, a i gwiazdy futbolu do „Kanonierów” przychodzić nie chciały. A tu proszę, dwa tak znaczące ruchy na rynku. Wróćmy jednak do samego Chilijczyka, sytuacja wyglądała tak, że był on w drużynie „Blaugrany” jedynie zmiennikiem, chociaż ostatni sezon przed odejściem miał bardzo dobry – zdobył w nim aż 19 bramek w lidze, ale wciąż nie należał do podstawowych graczy i Wenger skrzętnie to wykorzystał. W efekcie 10 lipca 2014 roku dostaliśmy oficjalną informację o tym, że Arsenal pozyskał Alexisa Sancheza, płacąc za niego 42 miliony euro.

Pierwszy sezon w Anglii

Największe nadzieje i oczekiwania w zespole Arsenalu w sezonie 2014/2015 spadły na barki „wielkiej dwójki” – Mesuta Oezila i Alexisa Sancheza. Skupmy się tutaj na tym drugim, który wejście do zespołu miał mocne – jego gol zapewnił awans do Ligi Mistrzów. Sezon 2013/2014 „Kanonierzy” zakończyli w domu na czwartym miejscu i musieli się mierzyć w eliminacjach do tych elitarnych rozgrywek. Trafili w nich na Besiktas Stambuł, mówiło się o pewnym zwycięstwie londyńczyków, ale realia okazały się nieco bardziej brutalne. Pierwszy mecz rozgrywał się w Stambule, gdzie Arsenal wcale na faworyta nie wyglądał, przeszedł obok rozgrywanego spotkania. Końcowy wynik 0:0 i sprawa awansu wciąż pozostała nierozstrzygnięta. W drugim meczu niewiele się zmieniło, „Kanonierzy” grali słabo, ale zdołali wygrać te zawody 1:0 po golu swojej nowej gwiazdy – Alexisa Sancheza. Już po tym meczu można było stwierdzić, że Chilijczyk „się spłaca”.

W lidze Alexis radził sobie równie dobrze, stał się prawdziwym motorem napędowym drużyny Arsena Wengera i to głównie dzięki niemu „The Gunners” zakończyli sezon na trzecim miejscu, dającym bezpośredni awans do Ligi Mistrzów. Chilijczyk zdobył w nim 16 bramek, dzięki czemu zajął piąte miejsce w klasyfikacji strzelców całej Premier League i, co jasne, strzelił najwięcej goli w swoim zespole.

Alexis nie zwalnia tempa, Arsenal bliski mistrzostwa

Tak można podsumować sezon 2015/2016. Arsenal był bliski mistrzostwa Anglii „jak nigdy”. Gdyby nie kilka głupich wpadek takich jak remisy z: West Ham, Crystal Palace czy Southampton lub porażki z takimi klubami jak Swansea, to Arsenal cieszyłby się z upragnionego tytułu. To był szalony sezon, a najlepszym tego przykładem jest jego zwycięzca – Leicester City – którego Arsenal ograł dwukrotnie (w jednym spotkaniu aż 2:5), co oznacza, że tak naprawdę każdy mógł być mistrzem Anglii. Wróćmy do Sancheza – niewiele się zmieniło poza liczbą zdobytych bramek, strzelił ich 13, czyli o trzy mniej niż w swoich pierwszych rozgrywkach na Wyspach. Alexis wciąż był motorem napędowym ekipy z Emirates i gdyby nie on, to Arsenal w życiu nie włączyłby się do walki o ligowy prym. Co prawda miewał słabsze mecze, ale kto ich nie ma? Efektem tego wszystkiego było wicemistrzostwo dla „Kanonierów”, pierwsze od kilku lat.

FC Alexis Londyn 2016/2017 – 24 bramki i 10 asyst w lidze

„Kanonierzy” w zakończonym niedawno sezonie zdobyli 77 bramek w lidze, z czego w aż 34 udział miał Alexis Sanchez. Wynik doskonały. Nie trzeba być ekspertem, żeby zauważyć, że gdyby nie on, to Arsenalu mogłoby nie być nawet w Lidze Europy. Cały zespół prezentował się całkowicie bezbarwnie, nie było w nim widać tego „DNA Arsenalu”, czyli kreatywnej gry, spektakularnych akcji. Jedynie Chilijczyk trzymał odpowiedni poziom i ciągnął za uszy zespół, na awans do Ligi Mistrzów nie wystarczyło, ale na zdobycie FA Cup i zajęcie piątego miejsca w lidze już tak. Najlepszy gracz Arsenalu osiągnął absolutny szczyt swoich umiejętności, co potwierdzają fantastyczne liczby. Alexis po prostu w pojedynkę wygrał mnóstwo meczów w minionym sezonie, więc najlepszym i największym transferem Wengera byłoby przedłużenie z nim kontraktu.

Co dalej z Sanchezem?

Wenger zarzeka się, że Alexis w tym okienku z Arsenalu nie odejdzie mimo kończącego się za rok kontraktu. To już jedyna okazja na zarobienie na nim, ale według mnie logiczne byłoby jego pozostanie w zespole. To profesjonalista i uważam, że dyspozycja i zaangażowanie w grę tego piłkarza na pewno się nie zmieni, a w obliczu obecnej sytuacji w klubie zastąpienie go kimś innym o podobnej klasie byłoby po prostu niemożliwe. Kto wie, może podczas sezonu Chilijczykowi się odmieni i przedłuży kontrakt z Arsenalem?

Potencjalnych zainteresowanych jego usługami jest wielu: od Juventusu, przez Chelsea aż po nasze ukochane Chiny. Kibice „The Gunners” mają zapewne nadzieję, że jeżeli Sanchez faktycznie w bieżącym okienku transferowym odejdzie, to nie zasili żadnego z ligowych rywali ich ukochanego zespołu.

Komentarze:
Przeczytaj także: