Wojciech Kowalski

Kibicujemy zagranicznym klubom – AC Milan #1

Rozmowa z prezesem największego fanklubu Milanu w Europie – Romanem Sidorowiczem

22 października 2016

Łatwo jest być kibicem zagranicznego klubu. Co to jest modern football? Przecież prawdziwi kibice są ze swoją polską drużyną na dobre i na złe. Żałosne wydawanie kasy na jakieś Reale i Barcelony – to tylko część obiegowych opinii na temat kibiców, którzy swoją przygodę z piłką związali, dopingując drużyny z innych krajów. Zwłaszcza zakorzenionych na „ultrasowych” forach. Łatwizna? Banał? Telewizyjne kibicowanie? W tej serii powalczymy ze stereotypami i pokażemy Wam, że to wielka przygoda, pełna wyzwań i poświęceń. W pierwszym odcinku nie mogliśmy nie zacząć od najstarszego polskiego fanklubu, a także największego w Europie spośród wszystkich organizacji dopingujących AC Milan. Z prezesem stowarzyszenia, Romanem Sidorowiczem, dyskutowaliśmy m.in. o najtrudniejszych wyjazdach, kontaktach z klubem i piłkarzami, a także aktualnych wydarzeniach sportowych. To w końcu symptomatyczne, tyle gazet i portali sportowych, a mało kto pyta o zdanie najbardziej zainteresowanych – kibiców.

Dlaczego Milan?

U mnie jest to związane m.in. z tym, że sporo czasu spędziłem we Włoszech i jeździłem tam, jak byłem mały, bardzo często. Podczas jednego z takich wyjazdów, gdy miałem osiem lat, dostałem w prezencie szalik i flagę Milanu. Stąd to się wzięło, zostałem zarażony tą pasją do klubu. Wtedy akurat była to bardzo mocna ekipa, święcąca triumfy, bo to był rok 1992. I tak się zaczęło, najpierw niewinnie…

Z tego co się orientuję, ty z fanklubem nie jesteś od początku.

Prowadzę go od 2008 roku, sam fanklub powstał w 2001 roku we Wrocławiu. Tam się spotkało pięć osób, które dyskutowały nad wcześniej już powstałą ideą skupienia wszystkich polskich kibiców Milanu. To było dokładnie 28 grudnia 2001 roku. Sam do fanklubu dołączyłem w 2006 roku, aczkolwiek cały czas śledziłem z boku jego narodziny i pierwsze lata. Nie wstępowałem od razu, gdyż przebywałem we Włoszech, będąc akurat członkiem włoskiego fanklubu Milanu – Milan Club Latino. Żyłem wtedy tak trochę w rozkroku między Polską a Włochami. Jakiś czas po tym, jak dołączyłem do polskiego fanklubu, zostałem wybrany na prezesa.

Jak często organizujecie wyjazdy?

Wyjazdy organizujemy jakieś pięć, sześć razy w roku, to zależy też od wyników drużyny, wiadomo, gdy ta gra w europejskich pucharach, dochodzi ich więcej w sezonie. W tej chwili Milan nie uczestniczy w pucharach, zatem tych wyjazdów jest mniej, jakieś trzy, cztery w sezonie. Oczywiście jeździmy na te najważniejsze mecze, jak derby Mediolanu czy pojedynki z Juventusem, ale nie tylko, gdyż ostatnio zaczęliśmy jeździć dużo na wyjazdy Milanu. Większość z nas widziała już sporą liczbę meczów, dlatego teraz staramy się docierać na bardziej egzotyczne spotkania, z rywalami mniejszego kalibru, np. Sassuolo czy Frosinone. Teraz już bardziej turystycznie staramy się wybierać nasz kolejny cel. Ostatnio byliśmy akurat na prestiżowym meczu, finale Pucharu Włoch z Juventusem w Rzymie. Akurat ten wyjazd był bardzo fajny, no cóż, z wyjątkiem wyniku.

Źródło: www.facebook.pl/MilanClubPolonia

Bardzo trudno jest przygotować logistycznie taką wyprawę?

Wiele zależy od tego, na jaki mecz i gdzie. Jeśli to San Siro, to tam mamy już ścieżkę opracowaną, wszystko odbywa się jak po sznurku. Gorzej, jeśli to jest jakiś wyjazd w nowe miejsce, jak np. mecz we Frosinone, wtedy takie podróże są dużo trudniejsze do zorganizowania. Podobnie też było ostatnio właśnie na Pucharze Włoch, na który pojechaliśmy trzema busami, musieliśmy znaleźć dwa hotele, oczywiście najlepiej tak, by wszyscy byli w nich zakwaterowani razem, jeden załatwiliśmy koło Udine, drugi zaś za Rzymem. Trochę zatem przy tym pracy jest, transport, ubezpieczenie, noclegi, hotele i organizacja czasu przed meczem i po nim.

Który wyjazd sprawił najwięcej trudności?

Najtrudniejszy był ten w Mińsku w 2011 roku. Mecz BATE Borysów – Milan. Spotkanie było rozgrywane w stolicy Białorusi, myśmy bardzo chcieli tam pojechać i się udało. Wybralismy się 40-osobową ekipą. To było o tyle trudne, że trzeba było dla każdego zorganizować wizy, dlatego już trzy miesiące przed meczem musieliśmy rozpocząć oficjalne przygotowania do wyjazdu. Zbieraliśmy zgłoszenia na wyjazd, wypełnialiśmy druki wizowe, to wiązało się z kilkukrotną wizytą w ambasadzie Białorusi i średnio przyjemnymi rozmowami z tamtejszymi urzędnikami. Ostatecznie udało się wszystko zorganizować. Dotarliśmy na mecz, pozwiedzaliśmy Mińsk, trochę odczuliśmy tamtejszy klimat polityczny. Spotkaliśmy się z piłkarzami w hotelu, gdzie mieliśmy okazję chwilę porozmawiać, zrobić fotki etc.

Co masz na myśli, mówiąc „tamtejszy klimat polityczny”?

Były czasami takie chwile nerwówy. Chodziliśmy np. po mieście i akurat jechał kordon Łukaszenki. Jeden z kolegów nagrał z tego film i zaraz szybko pojawił się jakiś tajniak, popukał po plecach i kazał skasować film. Stał, czekając, aż kolega skasuje nagranie, później zresztą sam wziął ten telefon, sprawdzając to. Był lekki strach, czy zaraz nas gdzieś nie zawiozą, ale na szczęście do niczego takiego nie doszło. Sam stadion zaś, no cóż, pozostawiał wiele do życzenia.  Sposób wejścia na sektor wyglądał, jakby to było jakieś 20 lat temu. Stał taki duży ciężarowy samochód w stylu starej nysy i zagrodził całe wejście na sektor. Trzeba było pojedynczo wchodzić do tego auta, do naczepy. Jak wchodziła jedna osoba, zamykano drzwi, więc staliśmy w te dwa tysiące osób, czekając aż każdy po kolei wejdzie przez tę naczepę. Prześwietlano każdego, używano wykrywacza metali, stał również tłumacz, który sprawdzał znaczenie napisów na flagach. Jak było OK, to osoba wychodziła.

Piłkarze to sympatyczni ludzie?

Zależy którzy. Wtedy w Milanie grał m.in. Ibrahimović, który na tym spotkaniu akurat okazał się dość arogancki, taki w swoim stylu. Akurat jego zachowaniem nie byłem zdziwiony. Przeciwieństwem był np. Nesta, bardzo sympatyczny, rozmowny, chętny do zdjęć. Jeszcze raz powtórzę, wszystko zależy od osobowości piłkarza.

Jak wyglądają Wasze kontakty z samym klubem? Podobno miałeś okazję poznać najważniejsze persony Milanu.

My, jako jednostka Milan Club Polonia, nie kontaktujemy się z działaczami Milanu tylko ze specjalnie utworzoną jednostką do celu kontaktów z kibicami, AIMC, sprawującą nadzór nad wszystkimi oficjalnymi fanklubami Milanu. Dla nas to jest kontakt główny, taki pośrednik między klubem a nami. Przez nich organizujemy różne wydarzenia związane z Milanem, załatwiamy bilety na mecze itd. Ja natomiast miałem szansę spotkać się z działaczami Milanu, np. z Gallianim. Odbywało się to na różnych wydarzeniach organizowanych przez Milan. Dwukrotnie mogłem się zobaczyć z Gallianim, gdy zostałem zaproszony na mecz Milanu jako prezes Milan Club Polonia do loży honorowej. Tam np. miałem okazję spotkać się również z Maldinim.

Z działaczami miałem też ścisły kontakt na innym wydarzeniu organizowanym przez klub na statku wycieczkowym, gdzie również przybyli inni włodarze klubu, a także byli i obecni piłkarze. Zostałem tam zaproszony i wyróżniony podczas specjalnego eventu. Generalnie Milan bardzo nas docenia i szanuje, gdyż jest nas tak wielu, mimo iż dzieli nas bardzo dużo kilometrów, a dodatkowo bardzo często pokazujemy się we Włoszech na spotkaniach, nie tylko tych prestiżowych. To też wpływa pozytywnie na nas, gdy chcemy sami coś zorganizować. Np. w tym roku w Łodzi przeprowadziliśmy turniej fanklubów Milanu, na to wydarzenie przyjechali przedstawiciele AIMC z repliką Pucharu Mistrzów, po raz drugi zresztą. A zwracam na to uwagę, gdyż zezwolenie na przywiezienie tego trofeum musiał wydać sam Galliani. Z tego co słyszałem, nie robił żadnego problemu. Powiedział, że jeśli to ma jechać do Polski, można śmiało zabierać.

Szerokim echem we Włoszech odbił się również Wasz transparent.

Ten transparent był wylaniem naszej frustracji na panującą atmosferę oraz wyniki, lecz przede wszystkim postawę piłkarzy, którzy nie dawali z siebie tak naprawdę nic, zero zaangażowania. Któregoś dnia wpadliśmy na pomysł, by pojechać na mecz do Sassuolo – to była końcówka sezonu, więc byliśmy świadomi, że klub już o nic nie gra tak naprawdę – i wykonać taki transparent z napisem, który w tłumaczeniu na polski znaczył: „My w podróży przez 30 godzin, wy nie zagracie nawet 90 minut z sercem”. Fajnie to wszystko współgrało w języku włoskim. Przygotowywaliśmy to wszystko u kolegi w garażu. W trakcie meczu nadarzył się odpowiedni moment, gdyż do przerwy Milan przegrywał 0:2, więc pokazaliśmy ten transparent w 10 osób. Odbił się on później szerokim echem we włoskich mediach, pisano o nim w gazetach, a także pokazywano we włoskim Sky, co było dla nas sukcesem, o to chodziło, by dotrzeć do piłkarzy, do ich świadomości. Naszym zdaniem była to słuszna idea, pokazująca, jak ważni są kibice w tym wszystkim.

Źródło: www.facebook.pl/MilanClubPolonia

Czy ktoś w ogóle jeszcze dziś chce kibicować Milanowi?

Tu cię zdziwię, i pewnie nie tylko ciebie, ale garną się. Szczerze powiem, nie wiem skąd. My rozmawiamy w zarządzie, że coraz trudniej może być o nowych członków, ale mimo wszystko co roku mamy około stu całkowicie nowych twarzy. To bardzo duża liczba, zważywszy na tragiczne wyniki, jakie mamy. Średnia wieku jest mimo wszystko większa niż w innych fanklubach, gdyż główne sukcesy Milanu to mimo wszystko dużo wcześniejsze lata. Dlatego rozumiem teorie, że dziś bardzo trudno pokochać Milan. Ale mimo wszystko skądś się ci ludzie biorą i do nas napływają. Myślę, że gdybyśmy dalej święcili triumfy, to przy obecnych czasach internetu mielibyśmy megaliczny fanklub.

Przejdźmy do tematów piłkarskich. Czy ten sezon może być w końcu wielkim przełamaniem?

Trudno powiedzieć w tym momencie. My się oczywiście cieszymy, gdyż mamy trzecie miejsce, a nawet drugie (tak się podaje we Włoszech). Po tylu latach męki każdy z nas już stara się podchodzić do wszystkiego na spokojnie. W końcu dwa lata temu Milan Inzaghiego po ośmiu kolejkach miał tylko punkt mniej, a jak się skończyło, każdy wie. To, na co możemy liczyć, pokażą dopiero kolejne miesiące. Zaraz mecz z Juventusem, większość z nas remis wzięłaby w ciemno. Potem jednak nadejdą kolejne mecze z teoretycznie lżejszymi przeciwnikami,  jak Genoa czy Pescara, i rzeba zdobyć komplet punktów. Jeśli zdobędziemy punkty, zostaniemy w czubie tabeli. Mamy stosunkowo młody zespół, więc teoretycznie sił w drugiej połowie sezonu może zabraknąć, jednak to, co mnie cieszy, to fakt, że ta drużyna jest zgrana, widać, że każdy gryzie trawę, jest zaangażowanie. Milan staje się znów dla zawodników ważny. Wcześniej tego nie było, mecze przypominały spektakl indywidualny, a nie zespołowy.

Czy Twoim zdaniem któryś z ostatnich ruchów na ławce był złą decyzją? Przed sezonem rozmawiałem z Piotrem Dumanowskim, który zasugerował, że zwolnienie Mihajlovicia było przedwczesne.

Jak tak nie sądzę, mimo iż znam zwolenników takiej teorii. Jeśli trener w trakcie pięciu spotkań zdobywa tylko dwa punkty, to szczerze mówiąc, nie widzę opcji jak zwolnienie. Inna sprawa, że Mihajlović miał zbyt twardy charakter na ten zespół. Jak przychodził do klubu, byłem jego wielkim entuzjastą, aczkolwiek w trakcie sezonu ta optyka mi się zmieniała. Okej, może ze zwolnieniem można było zaczekać do końca sezonu, tu się zgodzę, zwłaszcza że jeszcze do rozegrania był finał Pucharu Włoch. Ale w ogólnym rozrachunku ten eksperyment nie zachwycił. Wyniki go na pewno nie broniły, dlatego z perspektywy czasu mimo wszystko decyzja o zmianie szkoleniowca jest zrozumiała. Może trochę przedwczesne było natomiast zwolnienie Inzaghiego.

Nie obawiałeś się kilka lat temu, że ten klub tak bardzo popadnie w marazm? Przecież Milan nazywano drużyną dziadków.

Trochę miałem obawy, prawdę mówiąc. Moim zdaniem działacze popełnili błąd, drużyna była budowana bez konsekwencji. Było najpierw mówione, że buduje się ją na fundamencie młodych Włochów, po czym sprowadzano starszych graczy z dużymi kontraktami, przy których młodzież nie miała szansy gry. Pomysły były, brakło realizacji. Skutki odczuwamy aż do dziś. Niestety, odejście tych dziadków nastąpiło również w jednym momencie, co też nie było dobre, brakowało takich stopniowych zmian. Nie znaleźli się również nowi stróże szatni, którzy pilnują atmosfery i pewnego porządku w zespole. Kiedyś Gennaro Gattusso opowiadał, że jak przychodził jako młody piłkarz, to bał się odezwać przy tych wszystkich autorytetach. Dzisiaj młodzi piłkarze nie okazują bardziej doświadczonym zawodnikom takiego szacunku. On już ma kontrakty z Nike czy Adidasem i zarabia ogromne pieniądze. I niewiele mu można zrobić. Wtedy powinien ktoś zostać z tych bardziej doświadczonych.

Źródło: www.facebook.pl/MilanClubPolonia

Widzisz w którychś piłkarzach materiał na przyszłe gwiazdy klubu? Ostatnio jest moda na Donnarummę.

Donnarumma ma niestety jeden poważny minus, czyli agenta Mino Raiolę, którego uważam za zło współczesnego futbolu, ukierunkowanego tylko na zyski. Przez to nie wróżę mu niestety wielkiej kariery w Milanie, lecz szybki transfer, na którym Raiola będzie chciał zarobić bardzo duże pieniądze. Teoretycznie spoko, gdyż jakaś kasa może nam wpaść, lecz z drugiej strony przyjście Chińczyków zwiastuje większe zasoby finansowe. Na pewno przyszłość przed Donnarummą maluje się w kolorowych barwach. Co do innych zawodników, cóż, na razie nie widzę kandydatów. Ostatnio było głośno o Locatellim, lecz moim zdaniem to jeszcze nie jest materiał na jakąś wielką gwiazdę. Do tej pory ilekroć nam się pojawiał jakiś niezły nastolatek, w następnym sezonie nie mógł potwierdzić swoich umiejętności. Sam jest bardzo rozczarowany np. Mattią De Sciglio, który zapowiadał się na bardzo dobrego bocznego obrońcę. Jeszcze pierwsze lata pod wodzą Allegriego były dobre, lecz potem robiło się już tragicznie. Teraz koszulka Milanu wydaje się dziś dla niego zbyt ciężka. To zresztą ciekawe, bo w reprezentacji gra bardzo dobrze, w klubie zaś sobie nie radzi. Ostatnio głośnym nazwiskiem był również w klubie Hachim Mastour, wielki niby-talent, Milan go mocno reklamował, że to rzekomo gracz na miarę Messiego i Ronaldo. Ja natomiast uważałem, co się dziś raczej potwierdza, że to piłkarz YouTube’a, głównie freestylowiec z masą trików i techniki, bez przełożenia na grę zespołową. Oglądałem parę jego meczów juniorskich i jakiejś wielkiej różnicy nie robił. Teraz poszedł na wypożyczenie do Zwolle i słuch o nim zaginął.

Jak zapamiętasz Berlusconiego i co sądzisz o Chińczykach?

Berlusconiego zapamiętam jako ojca wszystkich sukcesów Milanu. Dla mnie zawsze będzie się wiązał z dobrem tego klubu. Nie rozumiem tego hejtu na niego i Gallianiego. Moim zdaniem to raczej opinia młodszych kibiców, którzy nie pamiętają, że to Berlusconi uratował ten klub przed bankructwem, w zasadzie przed jego zniknięciem. I tak naprawdę to prezes klubowy, który wygrał najwięcej ze wszystkich właścicieli klubów piłkarskich. Zbudował wielką drużynę, która dziś nie do końca odnajduje się w realiach współczesnego świata. Być może winę ponosi bardziej jego rodzina, dzieci, które nie chcą w ten Milan inwestować. Co do Chińczyków mam na razie średnie nastawienie. Wolałbym dalej Milan Berlusconiego, oczywiście na trochę innych zasadach niż teraz. Chciałbym, by on miał dalej kapitał, który by inwestował w klub. Niestety tak się nie da, rozumiem, że trzeba poszukiwać czegoś nowego. Czy Chińczycy to dobry kierunek? Nie chciałbym, żeby traktowali oni nasz zespół jak zabawkę. Na razie weszli do drużyny i podobno w najbliższym okienku mają dać 100 milionów na transfery. Nie zaczęli jednak zbyt dobrze, sprowadzając do klubu ludzi niezwiązanych z Milanem, ale z Interem i innymi klubami, np. Marco Fasone. To trochę groteskowe, ale fakt jest taki, że kibice rządzą Milanem. Co będzie dalej, czas pokaże.

Jedenastka Romana Sidorowicza:

O działalności fanklubu można poczytać na jego stronie internetowej, a także fanpage’u.

Komentarze:
Przeczytaj także: